Giertych vs Nisztor i "Wprost" - jak obie strony przedstawiają nagraną rozmowę [5 RÓŻNIC]

Spodziewając się wymierzonej w siebie publikacji "Wprost", Roman Giertych postanowił uprzedzić atak. Adwokat skontaktował się z konkurencyjnymi mediami i przedstawił im własną wersję wydarzeń, przy okazji uderzając w tygodnik i Piotra Nisztora. Oto, jak bardzo odmiennie sprawę podsłuchanej rozmowy przedstawiają obie strony.
Dla obu głównych bohaterów nowych taśm "Wprost" ostatnie dni były bardzo pracowite: zarówno dziennikarz Piotr Nisztor, jak i nagrany przez niego mecenas Roman Giertych włożyli dużo wysiłku w to, by przekonać opinię publiczną do swojej interpretacji zarejestrowanych na taśmach wydarzeń z sierpnia 2011 r. Z licznych publikacji prasowych, wypowiedzi dla stacji radiowych i telewizyjnych, komentarzy na Twitterze i Facebooku odtworzyć można dziś dwie, skrajnie odmienne wersje tamtych wydarzeń. Oto najważniejsze różnice między tym, co twierdzi Giertych i (współpracująca z Piotrem Nisztorem) redakcja "Wprost".

1. Szantaż czy negocjacje?

- Bo możemy taki "way of life" zrobić. Ty będziesz pisał, a ja będę, słuchaj, sprzedawał to. Dawał ci support prawny. (...) Czy nie możemy napisać książki o Sołowowie [Michale - red.] (...) O Czarneckim [Leszku - red.] można napisać trzecią książkę - czytamy w opublikowanych przez "Wprost" stenogramach słowa Romana Giertycha. Redakcja tygodnika ocenia tę wypowiedź jednoznacznie: "nadworny adwokat rządu Donalda Tuska chciał tworzyć grupę, która będzie wymuszała pieniądze od najbogatszych Polaków: Jana Kulczyka, Zygmunta Solorza, Leszka Czarneckiego i Michała Sołowowa". To dlatego właśnie Giertych miał chcieć odkupić od Nisztora za 500 tys. zł prawa do jego książki o Kulczyku - jej demaskatorska treść miała pomóc w wymuszeniu na milionerze "okupu" za to, że książka ostatecznie nie trafi do druku. Później mechanizm ten miałby zostać powtórzony także w odniesieniu do innych najbogatszych Polaków. Giertych twardo zaprzecza jednak, że były to jego prawdziwe intencje. - To legenda, która miała doprowadzić do tego, by Nisztor książkę przekazał - mówił w Poranku Radia TOK FM .

Po co więc była ona Giertychowi? Jak mówił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" latem 2011 r. dostał "niecodzienne zlecenie od klienta, który jest w bliskich relacjach z Janem Kulczykiem". "Chcę Jasiowi zrobić prezent" - miał powiedzieć klient. - Zapewniał mnie, że chce pomóc Kulczykowi, bo w książce są przykre informacje o ojcu Kulczyka, który był wtedy stary i schorowany i nie przeżyłby tego - wspominał Giertych. Były polityk twierdzi więc, że choć rzeczywiście mówił Nisztorowi o wspólnym biznesowym "way of life", w gruncie rzeczy jedynie blefował, by skutecznie przekonać go do sprzedaży książki.



2. Język i zażyłość Giertycha z Nisztorem

Publikacja "Wprost" ściągnęła na głowę Giertycha krytykę m.in. za wulgarny język, którym się posługuje, czy też niewybredne żarty z braci Kaczyńskich. - Język tej rozmowy i sposób mojej argumentacji był dostosowany do mojej opinii o Nisztorze. (...) Uważałem go za szantażystę, gangstera i bandytę. A dzisiaj jeszcze bardziej tak uważam. Zastosowałem więc taką argumentację, która trafiłaby do jego umysłowości - bronił się w TOK FM Giertych.

Dziennikarz "Wprost" Michał Majewski zwraca jednak uwagę na Twitterze, że to mętne tłumaczenia. 



Majewski cytuje też fragment stenogramów z nagrań: Giertych: "Piotrek, wypijmy. Za ostatniego sprawiedliwego idealistę. Dziennikarza śledczego!". - To nie jest tak, że byłem jego dobrym znajomym - upierał się jednak dziś Giertych w czasie radiowej rozmowy.

3. Intencje "Wprost"

Piotr Nisztor w wywiadzie udzielonym "Wprost" tłumaczy, dlaczego zdecydował się na publikację nagrań właśnie teraz. Twierdzi, że chciał bronić swojego dobrego imienia. 

- Zdecydowałem się je ujawnić, bo jestem zaciekle atakowany. Posądza się mnie, że sprzedałem książkę o Kulczyku, co jest kłamstwem - przekonuje we "Wprost", dodając, że ataki na niego nasiliły się po tym, gdy tygodnik opublikował niedawno zapis rozmowy ministra Sienkiewicza z Markiem Belką - wedle niektórych interpretacji Nisztor miał mieć coś wspólnego także z tymi "taśmami".

W odredakcyjnym komentarzu na łamach tygodnika czytamy, że "Wprost" "nie kieruje się kalkulacjami politycznymi. Publikujemy tego typu nagrania zawsze wtedy, gdy ujawniają one patologie życia publicznego". Oczywiście, Roman Giertych ma na ten temat odmienną opinię, a publikację traktuje jako zemstę za to, że konsekwentnie krytykuje ostatnie, związane z podsłuchami, działania tygodnika.

- Jestem atakowany przez "Wprost" nie za to, co powiedziałem Nisztorowi, tylko za to, że twierdzę, że "Wprost" jest grupą przestępczą. To, co zrobili dziennikarze, publikując nielegalne podsłuchy, spełnia znamiona przestępstwa - mówił w poniedziałek Giertych.

4. Nisztor negocjował z Kulczyk Holding?

W weekend Giertych zaatakował Nisztora na Facebooku, pisząc, że dziennikarz osobiście starał się sprzedać książkę firmie Kulczyka:





- Absurdalne. Od dłuższego czasu słyszałem plotki (...), że sprzedałem książkę, że się dogadałem. Totalna nieprawda rozpowszechniana w ramach zemsty. Mam czyste sumienie. Rozważam występowanie na drogę sądową przeciw ludziom, którzy te kłamstwa kolportują - odpowiadał Nisztor na łamach "Wprost" .

5. Gdzie ta książka?

Obaj skonfliktowani panowie różnią się także co do tego, czy książką będąca przedmiotem ich sporu w ogóle istnieje. Giertych w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" twierdził, że Nisztor proponował mu "przesłanie książki, żebym mógł ocenić jej wagę dla rodziny Kulczyków. Potem to zrobił, mam ją do dzisiaj".

Nisztor twierdzi jednak w rozmowie z "Wprost", że książka nigdy nie powstała. - Jedyna rzecz, która może gdzieś funkcjonować, to są fragmenty szkicu, kilka lub kilkanaście stron, które komuś wysłałem do autoryzacji lub przejrzenia - zapewnia.

Kto mówi prawdę?

Trudno dziś powiedzieć, która z radykalnie odmiennych interpretacji rozmowy sprzed trzech lat jest prawdziwa. Sprawy nie ułatwia m.in. fakt, że "Wprost" przytaczając obficie nagrane wypowiedzi Giertycha, omówił jedynie pobieżnie to, co mówił Nisztor. Być może pełen zapis rozmowy pozwoliłby lepiej zrozumieć intencje obu panów - na razie jednak "Wprost" nie zdecydował się na ujawnienie całości stenogramów (jak to miało miejsce w przypadku poprzednich podsłuchanych nagrań).

Z kolei Roman Giertych w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" zapewniał, że osoba, która zleciła mu wykupienie praw do książki, może "w razie czego potwierdzić fakt tego zlecenia". Chcieliśmy zapytać prawnika o owo potwierdzenie - niestety, Giertych nie odbierał dziś telefonu.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS 

Więcej o:
Komentarze (50)
Giertych vs Nisztor i "Wprost" - jak obie strony przedstawiają nagraną rozmowę [5 RÓŻNIC]
Zaloguj się
  • Bogusław Dobos

    0

    Czy red Majewski rzeczywiście jest aż takim idiotą, jak się zaprezentował na ćwierkaczu ?
    Naprawdę rozmawiając ze zbójem na rozstajnych drogach wywodziłby mu szczerze co o jego procederze sądzi ?
    NIE SĄDZĘ !

  • kalafiorowydzem

    Oceniono 1 raz 1

    I niech teraz się zastanowią najważniejsi ludzie w PO, po jaką cholerę było dopuszczać do siebie i własnych tajemnic tak blisko człowieka skompromitowanego wśród swoich jak Giertych? Albo jak Michał Kamiński? Wielki to zysk dla Polski albo chociaż dla PO? Prawda?

    Ktoś, kto uznał w PO, że dużym zyskiem dla partii będzie utrzymywanie wśród "swoich" licencjonowanych konserwatystów bliskich kato-prawicy, którzy tym sposobem utrudnią jednoczenie się ruchów konserwatywno-katolicko-narodowych a przy okazji pomogą pozyskać głosy bardziej prawicowego elektoratu, to kompletny debil. Albo skrajny konserwatysta i świecki mnich, który chciałby, żeby ziścił się PO-PiS, ale w wymiarze rozłamu PO i przejścia konserwatywnych szczątków tej partii do koalicji PiS z przystawkami prawicowymi. To zła droga. Ludzie, którzy nie chodzą do wyborów - 70% Polaków, wcale nie chcą głosować na prawicę w typie Giertycha czy PiS, bo by już głosowali na nich wcześniej. Więc próba przypodobania się kato-prawicy jest idiotyczna, to jakby się GW zaczęła umizgiwać do czytelników Naszego Dziennika. Sukces murowany ;) Buhahaha!

  • klekot52

    Oceniono 1 raz 1

    Czy MECENAS pobrał wynagrodzenie i zaksięgował,wtedy to ok.

  • yngwie11

    Oceniono 2 razy 0

    Roman, nawet jeśli stałeś się od jakiegoś "czasu" pieszczochem Agory to pamiętaj ....... towarzysze są pamiętliwi. Wyduszą jak cytrynę i pogonią jak psa. Ale to nie wszystko, na koniec zasadzą jeszcze takiego kopa, że nie będziesz wiedział gdzie przód, a gdzie tył. Taka cena gumowego kręgosłupa. Szmata.

  • kadruaw

    Oceniono 1 raz -1

    Romek byl wsrod uczciwych i przeszedl do obozu III RP. Wszystko wiadomo. Romek wszystko mowi co chce zrobic, jak i poco? To jest wlasnie III RP. Jej moralizatorzy, autorytety. Boja Kaczynskiego, bo ich rozliczy.

  • fm21

    0

    "przyszedł do mnie bo chciałem się z nim spotkać" - to zdanie wnosi najwięcej do rozmowy

  • jerzymoneta

    Oceniono 9 razy 5

    "Bo możemy taki "way of life" zrobić. Ty będziesz pisał, a ja będę, słuchaj, sprzedawał to. Dawał ci support prawny. (...) Czy nie możemy napisać książki o Sołowowie [Michale - red.] (...) O Czarneckim [Leszku - red.] można napisać trzecią książkę"

    I gazetka robi teraz egzegezę dla otumanionych czytelników. Bo przecież nie słychać wyraźnie tego co słychać...

    Romuś już nie jest "brunatny'. Wszak to prawnik Sikorskiego, syna Tuska... gość TVN, autorytecik...
    taaaa....

  • makuzy

    Oceniono 5 razy 5

    Na ring, w kisielu niech pokażą, który lepszy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX