"Chcieliśmy adoptować Marysię. Usłyszeliśmy, że lepiej nie ruszać tej sprawy, bo może zostać deportowana"

Ma 17 lat, od urodzenia mieszka w Polsce, świetnie mówi po polsku, żyje w polskiej rodzinie, ale... Polką nie jest. Wszystko przez jeden wpis w dokumentach - że była Rumunką. - W prywatnej rozmowie z panią sędzią usłyszeliśmy, żeby nie ruszać tej sprawy, bo dziecko może być w efekcie deportowane - mówią opiekunowie Marysi, którzy chcą dziewczynę adoptować.
Marysia to zwykła, wesoła nastolatka. Niewysoka, o ciemnej karnacji. Chodzi do szkoły, ma kolegów i koleżanki. Gdy miała dwa latka, trafiła do rodziny zastępczej, do domu Elżbiety i Marka Rutynów z Tarnobrzega, którzy bardzo chcieli mieć córkę.

- Zapytano mnie wtedy w domu dziecka, czy jeśli dziecko będzie miało ciemną karnację, nie będzie nam to przeszkadzało. Powiedzieliśmy, że oczywiście nie. Jak się bardzo pragnie tego dziecka, to takie rzeczy nie mają znaczenia - mówi pani Ela. Przyznaje, że nawet gdy już razem z mężem odbierali Marysię z placówki, niemal na odchodne usłyszała od jednej z pracownic: "A po co pani takie czarne dziecko?".

Problem pojawił się, gdy państwo Rutynowie chcieli adoptować dziewczynkę...

Rodzice tuż po wzięciu Marysi zaczynają walkę

Rodzice od początku, od 1999 roku, walczyli o zmianę nazwiska dziecka - chcieli, by nazywało się tak jak oni, by było mu łatwiej. Ale zgody nie dostali. Sąd nie przystał też na adopcję, bo nie chciał decydować o dziecku, które nie jest polskim obywatelem. Wszystko przez to, że matka, porzucając Marysię w szpitalu tuż po urodzeniu, podała swoje rzekome imię i nazwisko oraz obywatelstwo.

Lekarze wpisali do dokumentacji: obywatelstwo rumuńskie. I to właśnie spowodowało lawinę problemów. - Gdy chcieliśmy doprowadzić do adopcji, w prywatnej rozmowie z panią sędzią usłyszeliśmy wtedy, żeby nie ruszać tej sprawy, bo dziecko może być w efekcie deportowane - mówi pani Elżbieta.

Rodzina siedzi więc cicho, nikt nie wyobraża sobie oddania komukolwiek małej dziewczynki z czarnymi loczkami. - Jeżeli urzędnik państwowy, tym bardziej sędzia, mówi nam, żeby tego tematu nie ruszać, żeby poczekać, uznajemy, że trzeba się dostosować. Sytuacja się zmieniła, gdy Marysia zaczęła pytać - mówi pan Marek, tata dziewczynki. Pytanie było jedno zasadnicze: dlaczego nie może wyjechać za granicę, na przykład na kolonie czy na obóz? Dlaczego nie może pojechać do taty, który pracował w Niemczech czy na Cyprze?

Nie mogła, bo nie miała paszportu ani żadnego innego dokumentu. Nie miała, bo nikt nie chciał go wydać - bez obywatelstwa to niemożliwe. Pan Marek nie kryje, że raz zabrał córkę na Słowację. - To był wyjazd z duszą na ramieniu, ale chcieliśmy, żeby mogła choć przez chwilę poczuć, jak to jest wyjechać do innego kraju - mówi tata.

Rodzice występują o potwierdzenie obywatelstwa. Wojewoda mówi "nie"

W 2009 roku rodzice wystąpili do wojewody podkarpackiego o potwierdzenia polskiego obywatelstwa dla Marysi. Wydawało im się, że urzędnicy zrozumieją sytuację dziewczynki i spróbują pomóc. Ale decyzja była odmowna. - Wojewoda odmówił, ponieważ dziewczynka nigdy nie nabyła prawa do polskiego obywatelstwa - mówi rzeczniczka wojewody Małgorzata Oczoś-Błądzińska. I tłumaczy, że wprawdzie dziecko urodziło się w Polsce, ale polskie ustawodawstwo nie przewiduje nabycia obywatelstwa na podstawie prawa ziemi (czyli w miejscu urodzenia). - W Polsce obowiązuje zasada prawa krwi, czyli obywatelstwo nabywa się w przypadku, gdy przynajmniej jeden z rodziców posiada obywatelstwo polskie - mówi Oczoś-Błądzińska.

Tu jednak widniało w dokumentach: matka - Rumunka. - Gdyby nie wpisano obywatelstwa matki, uznając, że jest nieznane, dziewczynka miałaby polskie obywatelstwo, z mocy prawa, przez urodzenie - mówi dr Dorota Pudzianowska, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Bo tak mówi przepis: nie ma żadnych problemów z obywatelstwem, gdy rodzice dziecka są nieznani albo nie wiadomo, skąd pochodzili.

Co zrobili urzędnicy, by Marysi pomóc?

Urzędnicy wojewody w 2009 roku odmówili Marysi obywatelstwa, ale czy zrobili coś, by jakoś dziecku pomóc? - Nie zrobili nic, nikt nam nie chciał podpowiedzieć, co robić, jak walczyć, do kogo uderzyć - mówią, nie bez żalu, rodzice.

Rzeczniczka wojewody na nasze pytanie, dlaczego urzędnicy, którzy wiedzieli przecież, że na terenie Podkarpacia jest nastolatka "zawieszona w próżni", nie podjęli żadnych działań, odpowiada nam: "Wojewoda może działać tylko na wniosek". - Zabrakło dobrej woli, by pokierować opiekunami Marysi w sposób kompleksowy - mówi dr Pudzianowska.

W końcu znajduje się ktoś, kto naprawdę chce pomóc

Rodzina szukała pomocy w wielu miejscach. Ktoś podpowiedział - może Helsińska Fundacja Praw Człowieka? Fundacja, we współpracy z kancelarią White&Case i mecenas Martą Kuchno, zaczęła działać. Pisała m.in. do Rumunii, by sprawę wyjaśnić. Ale za wiele wyjaśnić się nie dało, np. uzyskać dokumentów rumuńskich, co sprawiło, że możemy mówić, że Marysia jest bezpaństwowcem.

Ostatecznie, po długich bojach, Marysia dostała kartę stałego pobytu w Polsce. - Dzięki fundacji i pani mecenas zaczęliśmy posuwać się do przodu. Uzyskanie karty stałego pobytu to pierwszy krok, by wystąpić o uzyskanie obywatelstwa polskiego - mówi Marek Rutyna. Dokumenty już zostały wysłane do MSW skąd trafią do Kancelarii Prezydenta RP - to on podejmuje decyzje. "Do Kancelarii Prezydenta RP nie wpłynął jeszcze wniosek o nadanie obywatelstwa. Uprzejmie informujemy również, że wnioski o nadanie obywatelstwa polskiego osobom małoletnim mają pierwszeństwo w rozpatrywaniu" - taką informację przesłało nam biuro prasowe Kancelarii Prezydenta.

Dr Dorota Pudzianowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zwraca jednak uwagę, że procedura przed prezydentem jest wyjątkowa i nie powinna być jedyną drogą do uzyskania obywatelstwa przez dzieci. - Prezydent może nadać obywatelstwo, ale może też go nie nadać. Jeśli nie nada, od tej decyzji nie można się odwołać. Nie ma też terminów, w których te sprawy są załatwiane - mówi Pudzianowska.

Podkreśla, że problem nie dotyczy tylko Marysi, bo podobna historia była już wcześniej w związku z pewną kubańską dziewczynką. - Nie ma systemowych rozwiązań w tym zakresie - słyszymy. - Gdyby Polska ratyfikowała konwencję z 1954 roku dotyczącą statusu bezpaństwowców, to możliwe, że istniałyby przepisy, które w sposób jasny mówiłyby, kto jest odpowiedzialny za wydanie dokumentów pobytowych i za doprowadzenie tego postępowania do końca - zastrzega dr Dorota Pudzianowska.

"Wstydzę się za prawo w tym kraju i za urzędników"

Marek Rutyna, tata Marysi, jest wdzięczny fundacji oraz prawnikom z kancelarii White&Case za pomoc. Nie rozumie jednak postawy urzędników. - Urzędy, które powinny dbać o dobro dziecka, istnieją same dla siebie, dziecko jest dla nich papierem przełożonym z kupki na kupkę "załatwione-niezałatwione" - mówi Marek Rutyna. - W sprawie związanej z Marysią wstydzę się za prawo w tym kraju i za urzędników, którzy zajmują się tymi sprawami - dodaje.

Rzecznik praw dziecka Marek Michalak właśnie wystąpił do ministra spraw wewnętrznych o zmianę przepisów w zakresie nadawania dzieciom polskiego obywatelstwa. Chodzi o to, by mogły o to występować rodziny zastępcze, do których trafiają takie dzieci. Rzecznik wskazuje na trudności w legalizowaniu pobytu małoletnich cudzoziemców, porzuconych przez rodziców i przebywających w polskiej rodzinie zastępczej. Gdyby takie przepisy były już wcześniej, prawdopodobnie nie byłoby problemu 17-letniej Marysi.

Na stronie Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka można podpisywać petycję ws. dotyczącej ratyfikacji Konwencji ONZ na temat ochrony bezpaństwowców.

Komentarze (15)
"Chcieliśmy adoptować Marysię. Usłyszeliśmy, że lepiej nie ruszać tej sprawy, bo może zostać deportowana"
Zaloguj się
  • Nikt Ważny

    Oceniono 1 raz 1

    Marysia ma 17 lat, za rok osiągnie pełnoletniość, kto Jej wyda, gdzie i jaki dokument tożsamości odbierze... ?

  • 0

    Odpowiedniej grubości koperta załatwi wszystko. Ten sposób działa bezbłędnie w kraju w którym mieszkam teraz. Wszak na kolanach prosimy by być następnym stanem US.

  • Wojtek Schulz

    Oceniono 2 razy 2

    Zyjecie w chorym kraju .Moja noga tam nigdy nie postanie.....

  • angielski_kochanek

    Oceniono 11 razy 7

    Niech zacznie udawać, że umie grać w piłkę nożną. Wtedy im to zajmie 2 tygodnie. Już paru kolesiom się tak udało załatwić polskie paszporty, nawet takim z wrodzoną "murzyńskością"...
    Co za kraj, żebym zryżał...

  • napadol1000

    Oceniono 28 razy 12

    Przeciez p. Sienkiewicz nie ma czasu na takie “bzdety” bo zjmuje sie przeciez tasmami.

  • proteusz33

    Oceniono 53 razy 51

    Jest sposób: podrzucić dziewczynkę do okna życia
    Może brzmi to jak żart ale ja poważnie

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX