200 tysięcy złotych za molestowanie? Były ksiądz oferuje dwa tysiące

13.06.2014 16:20
Ofiara księdza pedofila Marcin K. na sali rozpraw

Ofiara księdza pedofila Marcin K. na sali rozpraw (Fot. Tomasz Maciejewski)

Mężczyzna, który jako ministrant był wykorzystywany seksualnie przez proboszcza z Kołobrzegu, domaga się od sprawcy, ale też parafii i diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej 200 tys. zł zadośćuczynienia. Kościół nie zamierza płacić. Były już ksiądz oferuje 2 tys. zł
Marcin K. na sali sądowej spotkał się z trzema prawnikami reprezentującymi stronę kościelną. I pełnomocnikiem byłego księdza Zbigniewa R.

R., były proboszcz parafii pw. św. Wojciecha w Kołobrzegu, w 2012 r. został skazany na dwa lata więzienia (odbywa karę) za 10 czynów pedofilskich wobec Marcina K. i jeden taki czyn popełniony na innym małoletnim. Do przestępstw doszło w latach 1999-2001.

Obecny proces toczy się z powództwa cywilnego. Marcin K., były ministrant a dziś student, domaga się zadośćuczynienia za doznane krzywdy od księdza i kurii koszalińsko-kołobrzeskiej.

Rozprawa w Sądzie Okręgowym w Koszalinie budzi ogromne zainteresowanie. Dziennikarze z trudem zmieścili się w niewielkiej salce. Posiedzenie sądu rozpoczęło się od donoszenia ławek i sporu o to, czy na sali mogą być media

- Społeczeństwo ma prawo wiedzieć, ma prawo patrzeć na ręce Kościołowi, patrzeć na ręce diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej - mówił Marcin K.

Pełnomocnik pozwanego Zbigniewa R. adwokat Wiesław Breliński złożył wniosek o przynajmniej częściowe wyłączenie jawności posiedzenia. Sąd uznał jednak, że dziennikarze mogą zostać.

- Druga strona chce rozgłosu - komentował Breliński.

Czy był w sutannie?

Później obrońca byłego księdza przedstawił odpowiedź na pozew i zaproponował poszkodowanemu wypłatę 2 tys. zł. - Obecna sytuacja mojego klienta nie pozwala na więcej - mówił.

Marcin K. skwitował to uśmiechem. - Tylko na terapię wydałem 9-10 tysięcy. I potrzebuję dalszej terapii.

Prawnicy diecezji i parafii przekonywali, że te instytucje nie ponoszą odpowiedzialności za czyny, których dopuścił się Zbigniew R.

- Zapewne nie był w sutannie w trakcie tych czynów - rzucił, jeszcze przed wejściem do sądu, mec. Krzysztof Wyrwa, pełnomocnik parafii.

Reprezentujący stronę kościelną dowodzili, że zwierzchnicy proboszcza nie mieli informacji o tym, że może on molestować dzieci. O zarzutach dowiedzieli się w 2009 r., kiedy Marcin K. zwrócił się do kurii o finansowe zadośćuczynienie.

Kim był informator w kurii?

Zaprzeczały temu zeznania wezwanego na świadka dziennikarza z Kołobrzegu, który twierdzi, że w lutym 2006 lub 2007 r. (nie potrafił tego doprecyzować) informował o zarzutach wobec księdza R. pracownika kurii. O tym, że proboszcz wykorzystuje seksualnie małoletnich, poinformowali go rodzice jednego z ministrantów.

Sąd i pełnomocnicy stron próbowali ustalić, jakie działania dziennikarz podjął w tej sprawie.

- Telefonicznie skontaktowałem się ze swoim informatorem w kurii. Miałem zaufanie do tej osoby. Wiedziałem, że sprawa zostanie przekazana w odpowiedni sposób - opowiadał mężczyzna.

Kim był informator? Świadek odmówił odpowiedzi, powołując się na tajemnicę dziennikarską. Tłumaczył, że "ta osoba miałaby nieprzyjemności".

- Poznanie personaliów tej osoby ma kluczowe znaczenie dla sprawy - podkreślali prawnicy.

Marcin K. wypalił, że chodzi prawdopodobnie o byłego rzecznika kurii koszalińsko-kołobrzeskiej. Poprosił o wezwanie go w charakterze świadka.

Przesłuchać kardynała

Wnioskował też, by hierarchowie kościelni - kard. Kazimierz Nycz i bp. Marian Gołębiewski (kierowali diecezją koszalińsko-kołobrzeską, kiedy ksiądz R. miał dopuszczać się przestępstw seksualnych) - zostali przesłuchani w Koszalinie, a nie w sądach rejonowych właściwych do ich obecnego miejsca pobytu.

- Pan Nycz jest kardynałem, ale to nie znaczy, że nie może tu przyjechać. Wszyscy obywatele są równi wobec prawa - mówił K. - Ja studiuję, dziś miałem egzamin, musiałem go opuścić. Moja babcia jest chora, mama się nią opiekuje, ale przyjechała - podkreślał.

Mama Marcina K. zeznawała jako pierwsza. Zdenerwowana, widząc na sali kamery i fotoreporterów, nie chciała nawet powiedzieć, gdzie pracuje, kiedy sąd zwyczajowo pytał ją o dane, wiek, wykształcenie, zatrudnienie. Później odmówiła składania wyjaśnień.

- Przejechałam tu odpowiedzieć na parę pytań, ale nie w obecności mediów - stwierdziła.

Sąd na kilkadziesiąt minut wyprosił dziennikarzy. Rozprawa zakończyła się po trzech godzinach. Kolejna - 12 września.

Dlaczego 200 tys. zł?

Sąd zdecydował, że kard. Nycz i bp Gołębiewski zostaną przesłuchani "w drodze wideokonferencji". Powołał też kolejnych świadków.

Prawnicy kurii na sądowym korytarzu wyglądali na zadowolonych. Powtarzali, że odpowiedzialnością za czyny Zbigniewa R. nie można obciążać instytucji (parafii, diecezji).

- Hierarchiczne podporządkowanie w Kościele katolickim istnieje - mówił Marcin K. - Ktoś Zbigniewa R. mianował proboszczem, ktoś go wykształcił, przygotowywał do posługi duszpasterskiej. Ksiądz R. wykorzystał autorytet Kościoła katolickiego, zaufanie do tej instytucji.

- Z tymi panami bym nie poszedł z cmentarza [pierwszy raz ksiądz zaprosił go na plebanię po jednym z pogrzebów - red.] - stwierdził, patrząc na prawników w togach jeszcze na sali sądowej. - Poszedłem, bo to był ksiądz. W sutannie.

Adwokat Marcina K. mec. Jarosław Bukowski pytany, dlaczego jego klient domaga się aż 200 tys. zł zadośćuczynienia, tłumaczył, że "taka jest praktyka". Mówił, że w podobnych sprawach sąd okręgowy przyznał poszkodowanym np. 90 tysięcy, a sąd apelacyjny 150 tys. zł.

Komentarze (163)
200 tysięcy złotych za molestowanie? Były ksiądz oferuje dwa tysiące
Zaloguj się
  • jvm410h

    0

    Rzeczywiście, już tak z czysto prawnego punktu widzenia, brakuje podstawy prawnej, aby domagać się zadośćuczynienia od Kościoła.
    Musiałby być bezpośredni związek pomiędzy molestowaniem a powierzeniem księdzu pełnienia czynności duszpasterskich, co może być ciężko wykazać.
    Natomiast warto się zastanowić nad inną konstrukcją: wywieść, w jakim zakresie działania Kurii (usiłowanie tuszowania sprawy, indolencja itd.) przyczyniły się do spotęgowania krzywdy, jakiej doznał powód. Czyli Kościół nie tyle odpowiada za działania księdza, co raczej za swoje własne działania i zaniechania. I w tym kierunku pozew miałby szanse powodzenia.

  • cillian1

    Oceniono 5 razy -1

    @elzbieta09
    > Na całym świecie diecezje płacą (poszkodowanym)
    > za pedofilskie czyny księży.

    proszę, daj znać, jak Polska będzie chociaż w 60% jak cały świat - ten myślący o ludziach, nie o bogu.

    Teraz jesteśmy debilami na klęczkach - w centrum tego świata.

  • elzbieta09

    Oceniono 3 razy 1

    Na całym świecie diecezje płacą (poszkodowanym) za pedofilskie czyny księży.

    Diecezje powinny płacić, bo ksiądz po święceniach staje się niejako własnością diecezji. Nie tylko dla niej pracuje, ale całe swoje życie poświęca diecezji i poprzez otrzymane od biskupa święcenia uzależnia siebie od biskupa. Nawet żony mu mieć nie wolno, bo tak musiał przyrzec biskupowi. Biskup staje się więc "ojcem i matką", "żoną", panem, władcą, przewodnikiem, pracodawcą, rozdawcą przywilejów, stanowisk i mieczem karzącym. Jednym słowem każdy ksiądz jest praktycznie ubezwłasnowolniony (przysięga posłuszeństwo) przez biskupa i wyłącznie od biskupa zależy czy zostawia on księdzu jakiś margines wolności czy nie.

    Dlatego biskup - diecezja, zarządca, władca i pan każdego księdza musi ponosić odpowiedzialność za czyny księdza. Ciekawe, czy polskie prokuratury są w stanie powyższą zależność księdza od biskupa zauważyć i wziąć serio.

  • dabrys

    Oceniono 5 razy 5

    A jednak nie wszyscy są równi wobec prawa. Pan Nycz nie musi przyjechać, łasakawy i uniżony niezawisły sąd przeprowadzi wideokonferencję. Żałosne.

  • honkers

    Oceniono 3 razy 3

    Nazwisko tego zboczka nadal widnieje na stronach opoki. Stąd można się dowiedzieć iż ksiądz Zbigniew Ryckiewicz był proboszczem parafii św.Wojciecha w latach 1998 - 2008. Zgroza.

  • sqlwysyn

    Oceniono 5 razy 5

    Panie ksiondz, 2 tysiące zł to można zaoferować k*rwie w agencji a nie ofierze molestowania.

  • izydor43

    Oceniono 2 razy 0

    za te kaśiore to może sobie kupić wkladki do papći.amen.

  • zoltar666

    Oceniono 8 razy 8

    ksiądz podszedł do sprawy standardowo , chciał zapłacić jak za usługę seksualną. wyliczył i wyszło 2 tysie. mistrz

  • faustxyz

    Oceniono 4 razy 4

    I to jest kolejny test ile znaczy w realu to ich plucie się bezustannie o 'przyrodzonej godności jednostki ludzkiej', 'odpowiedzialności za owczarnię', 'niegorszeniu maluczkich', 'stawaniu w Prawdzie'. Zniszczenie dziecku życia wycenił na 2 tys., a kuria twierdzi nawet, że nic nie jest warte cierpienie dziecka, a raczej warte kłamania i łajdackiego kpienia w żywe oczy ofierze - "Zapewne nie był w sutannie w trakcie tych czynów".
    Gdyby ludek potrafił analizować, ale kk walczy z samodzielnym myśleniem - to mają tu odpowiedź dlaczego wręcz furii doznają na słowa - edukacja seksualna. No i cudnie widać jak to jest z wszechobecnością bożą, jego totumfacki gwałci dziecko, mając w de że widzi to bozia. Z kolei jego przełożeni nigdy nic nie wiedzą, nie słyszą, to już nudne - czy to Kremówka, czy inny pomniejszy. Ludzie krzyczą, dziennikarze piszą, a oni głusi, ślepi. Tak po prostu przypadkiem, zupełny zbieg okoliczności, że ten i ów jest "nagle" przenoszony, ukrywany bez powodu. Chłopak powinien na świadka powołać niejakiego Cejrosia, katocelebrytę, ten mówi, z zachwytem, że kk to zamordyzm, feudalizm, a zwykły ksiundz nie ma prawa szczeknąć, gdy mu jego pan - biskup nie zezwoli i powinien ich dotyczyć jedynie kodeks kanoniczny. To nie są zwykłe więzy typu szef - podwładny, ale przy pedofilii to kk lubi łkać, że nie ma odpowiedzialności zbiorowej, a dlaczego niby, przecież powinni naśladować bozię, a bozia lubi odpowiedzialność zbiorową np. zsyła kataklizmy na wszystkich jak leci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje