2 maja w Odessie zginęło 48 osób. Co naprawdę się wydarzyło? Dziennikarka szuka odpowiedzi

"To jest krew naszych dzieciaków" - napisał ktoś na ścianie. Strzałka wskazuje na rdzawe zacieki sięgające podłogi. Obok inne napisy: "Odesso, przebudź się", "Prawy Sektor - mordercy. Śmierć bohaterów pomścimy!". Ściany w spalonym budynku Związków Zawodowych pokazują, że Odessa wie, kto jest winien śmierci 48 osób. Nie wiedzą tego natomiast śledczy. I nie wie Grupa 2 Maja prowadząca swoje dochodzenie. - Tutaj jest więcej pytań niż odpowiedzi - mówi jej szefowa Tatiana Gerasimowa.
Tatiana Gerasimowa jest dziennikarką. Ma doświadczenie w prowadzeniu śledztw dziennikarskich, ale od 10 lat pracuje już w piśmie branżowym zajmującym się przemysłem ciężkim. - Dlatego ja jestem szefową komisji, bo z racji pracy żadnych związków z polityką nie mam - tłumaczy.

Rzetelne i wielostronne dochodzenie

Poza nią trzon grupy tworzy jeszcze 5 dziennikarzy. Każdy związany jest z innym tytułem i inną opcją światopoglądową. To ma gwarantować, że dochodzenie będzie prowadzone rzetelnie i wielostronnie.

- Nawet gdyby ktoś z członków grupy chciał ukryć informacje niekorzystne dla opcji politycznej, z jaką się utożsamia, inni to uniemożliwią - twierdzi Gerasimowa. Są jeszcze eksperci. Ludzie, którzy dzielą się swoją wiedzą, choć nie są oficjalnymi biegłymi sądowymi. Jest na przykład emerytowany kryminolog, jest toksykolog, jest były kapitan milicji, który specjalizuje się w ekspertyzach broni i materiałów wybuchowych. Są też chemik, biolog i specjalista od pożarów.

Wszyscy zajmują się teraz zbieraniem materiałów, które pozwolą wyjaśnić, co naprawdę wydarzyło się w Odessie 2 maja i kto za to odpowiada. Na razie jednak ich praca to głównie stawianie pytań. Pytań niewygodnych dla władz, ale też takich, które stawiają sobie wszyscy mieszkańcy Odessy, nie wierząc w oficjalne komunikaty władz.

Pytanie pierwsze: Kto zaczął zamieszki?

Pewne jest jedno: wszystko zaczęło się wczesnym popołudniem. Grupa 2 maja na podstawie zapisów wideo, zdjęć i innych materiałów próbuje minuta po minucie odtworzyć wszystkie wydarzenia. Pierwszy zapis to: godzina 14.00 - aktywiści Antymajdanu zaczynają się zbierać na Prospekcie Aleksandrowskim.

Około 14.40 pierwszy incydent ze strzałami - mężczyzna o nieustalonej tożsamości oddaje w stronę antymajdanowców kilka strzałów z broni pneumatycznej. Tłum łapie go i przekazuje w ręce milicji - tyle udało się ustalić na podstawie materiałów nagranych przez dziennikarza Siergieja Dibrowa, który też pracuje z Grupą 2 maja. Dalej w notatkach coraz większy chaos i coraz więcej znaków zapytania.

Kim był mężczyzna, który strzelał? Dlaczego niewielka grupa antymajdanowców zaatakowała znacznie liczniejszy marsz kibiców Czernomorca i Metalista wspieranych przez Euromajdan? Kto zastrzelił jednego z kibiców - pierwszą ofiarę zamieszek? Wiadomo tylko, że od tego momentu sytuacja zupełnie wymknęła się spod kontroli.

Pytanie drugie: Czy to była prowokacja?

Słowo "prowokacja" przez wszystkie przypadki odmieniają obie strony konfliktu. Dla tych, którzy składają kwiaty przed spalonym budynkiem i piszą na ścianach "śmierć banderowcom" sprawa jest jasna: prowokację przygotował Prawy Sektor we współpracy z ukraińskimi służbami przy aprobacie kijowskich władz. Po co mieliby to robić? Żeby dać pretekst do usunięcia namiotów Antymajdanu stojących na Kulikowym Polu otaczającym dom Związków Zawodowych.

- Zabić tyle osób, żeby sprzątnąć kilka namiotów? Nie wierzę - kręci głową Tatiana Gerasimowa. - Zresztą nasze służby nawet, gdyby chciały, nie umiałyby tego zrobić. Są za leniwe i za słabe, masa ma tam kupione pagony - przekonuje.

I opowiada o tym, co jeszcze tydzień przed tragedią czytała na rosyjskich blogach. - Pisali: jedziemy rozkołysać Odessę, tak jak rozkołysaliśmy Donbas. A pod takimi wpisami mnóstwo entuzjastycznych komentarzy. To było przerażające - mówi. Jednak wcale nie jest przekonana, że za wszystkim stoi FSB, jak uważają majdanowcy. - Dziwni ludzie byli po obu stronach. Tacy, jak to się u nas mówi "lewi" - podkreśla.

Obie strony relacjonowały, że między nimi znaleźli się ludzie, których nikt nie znał i wcześniej nie widział. Czy to oni wywołali starcia? Nie wiadomo.

Pytanie trzecie: Jak działały służby?

O marszu kibiców zaprzyjaźnionych drużyn służby wiedziały od dawna. O tym, że kibice sympatyzują z Majdanem też. Czy milicja przygotowała się odpowiednio? Czy na ulice wysłano odpowiednią liczbę funkcjonariuszy? Tego próbuje się dowiedzieć Grupa 2 Maja.

- Są instrukcje, które konkretnie opisują procedury ochrony takich marszów, podają liczbę niezbędnych funkcjonariuszy. Chcemy wiedzieć, czy milicja działała zgodnie z taką instrukcją. Wysłaliśmy już zapytanie w tej sprawie - wyjaśnia Gerasimowa.

A ludzie gromadzący się na Kulikowym Polu pytają między sobą, dlaczego milicja nie reagowała? Dlaczego na nagraniach widać, jak funkcjonariusze stoją tuż obok strzelających ludzi. - Taki mieli rozkaz z Kijowa - słychać na Kulikowym.

Tatiana Gerasimowa ma też kilka pytań do straży pożarnej. Chciałaby wiedzieć, jak to możliwe, że normalnie dojazd z najbliższej jednostki do Związków Zawodowych zajmuje około 3 minut, a tym razem strażacy potrzebowali prawie pół godziny. Chciałaby też zrozumieć, dlaczego akurat tego dnia zabrakło w budynku wody, która mogłaby posłużyć do gaszenia pożaru. I jeszcze, dlaczego nikt nie używał ręcznych gaśnic, których w takim budynku powinno być dużo.

Pytanie czwarte: Jak zginęli?

Otruli ich takim samym gazem, jak w teatrze na Dubrowce - taka plotka kilka dni temu gruchnęła w Odessie. Teraz mówi się raczej o chloroformie. Mało kto z mieszkańców wierzy w oficjalną wersję: ludzie spłonęli, udusili się lub zabili, wyskakując z dużej wysokości przez okno, a inni zmarli od postrzałów. Choć nie ma jeszcze wszystkich protokołów sekcji zwłok, taki wariant władze uznały za najbardziej prawdopodobny.

A Tatiana Gerasimowa znów stawia niewygodne pytania. Dlaczego ludzie nie uciekali do tych skrzydeł budynku, w których nie było pożaru? Dlaczego część w ogóle nie próbowała uciekać. Czy dlatego, że już nie żyli? A może byli nieprzytomni?

- Wersję z chloroformem badał nasz ekspert. Jego zdaniem to niemożliwe, żeby otruć ludzi chloroformem w tak dużym budynku, bo potrzebne jest bardzo wysokie stężenie gazu. Ale można użyć mniejszej dawki, żeby oszołomić i doprowadzić do utraty przytomności - mówi. - Wiem o jednym mężczyźnie, który był w tym budynku i zginął. Żonie powiedzieli, że zabił się, uderzając o chodnik. A na nagraniu widać chwilę, w której on leci. Tak nie spada żywy człowiek. On musiał nie żyć już wcześniej. Ale jak zginął naprawdę? Kto go wypchnął przez okno? - znów pytania, na które Tatiana nie zna odpowiedzi.

Pytanie piąte: Kto podpalił budynek?

Wersja, która początkowo wydawała się najbardziej prawdopodobna: grupka antymajdanowców atakuje, padają strzały. Wtedy kibice i zwolennicy Majdanu, którzy mają przewagę, ruszają do kontrataku z kostkami brukowymi, kamieniami i koktajlami Mołotowa. Zaczynają się palić namioty na Kulikowym Polu. Antymajdanowcy barykadują się w budynku Związków Zawodowych. Po obrzuceniu koktajlami Mołotowa budynek zaczyna płonąć. Najaktywniejsi przy tym mieli być właśnie członkowie Prawego Sektora.

Teraz już wiadomo, że ta wersja wymaga uzupełnienia. Na przykład o wyjaśnienie, skąd wzięły się pożary w środku, które nie mogły powstać od rzuconych z zewnątrz butelek z benzyną. Czy w środku też ktoś podpalał kolejne pokoje? Czy byli to ci sami luzie, których na nagraniach widać, jak rzucają koktajle Mołotowa z dachu? Pozostaje jeszcze pytanie, jak dostali się do środka, jeśli wejście zostało zabarykadowane. Czy byli tam cały czas?

Pytanie szóste: Kto i dlaczego był w budynku Związków Zawodowych?

1992, 1993, 1995 - daty urodzenia na portretach ofiar wywieszonych przed budynkiem Związków Zawodowych. Jest i zdjęcie chłopaka, który nie zdążył nawet skończyć 18 lat. - Dzieciaki nam pozabijali. Specjalnie ich tam sprowadzili. Wszystko wina komendanta - gorączkuje się jedna z kobiet zgromadzonych wokół wieńców i zniczy. Bardzo szybko zostaje zakrzyczana jako "zwolenniczka kijowskiej junty". Ale cała Odessa zadaje sobie pytanie, dlaczego tyle osób poszło do budynku. Krążą plotki, że specjalnie ich zwoływano.

- Miała tam jechać moja znajoma - wolontariuszka, udziela się społecznie. Nie sympatyzowała z Antymajdanem, ale pomagała wszystkim. I dotarła od niej wiadomość, że w domu Związków Zawodowych potrzebne są lekarstwa. Zabrała, co było i już miała jechać. A wtedy zadzwonił do niej kolega, z którym już dawno się nie widziała i powiedział, żeby lepiej tam nie przyjeżdżała. Dziwny był ten telefon - mówi Tatiana Gerasimowa. Dziwne jest też to, że już dzień wcześniej w budynku zbierano bandaże i leki. Tak, jakby niektórzy już wcześniej wiedzieli, co się wydarzy.

Pytanie siódme: Dlaczego każdy mógł tam wejść?

Kwiaty, znicze i napisy na ścianach - tak Odessa żegnała "swoje dzieci". To, że mieszkańcy chcieli się pożegnać, że chcieli wyrazić swoją wściekłość i ból, nie dziwi. Dziwi za to fakt, że milicja pozwoliła, by wszyscy wchodzili na miejsce tragedii. - W milicji zapewniali nas, że jedna noc im wystarczyła, żeby zebrać wszystkie ślady - opowiada Gerasimowa.

- Pojechaliśmy tam tydzień po tej tragedii. Budynek był otwarty, weszliśmy do środka. W jednym z pomieszczeń znaleźliśmy łuskę od naboju. Wyglądało na to, że służby się nią nie zainteresowały. Nasz ekspert od broni palnej określił możliwy sektor strzału. W jego obrębie znaleźliśmy wieniec; tak upamiętniano miejsca, gdzie leżały ciała - opisuje. Milicja rzeczywiście nic nie wiedziała o łusce. Ile jeszcze takich znalezisk przeoczono? Ile śladów celowo lub przypadkiem zatarli ci, którzy wchodzili do środka ze zniczami? Kolejne pytania na razie bez odpowiedzi.

- Odessa to handlowe miasto, dlatego tu zawsze był spokój. Bo handel lubi spokój. U nas nawet Majdan i Antymajdan umówiły się na wspólne sprzątanie parku przed Wielkanocą. Aż wydarzył się 2 maja i spokój się skończył - mówi Gerasimowa. I na koniec zostaje jeszcze jedno pytanie: kiedy ten spokój wróci?

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: