"W strefie śmierci, powyżej 7900 metrów, męczy nawet odpoczywanie". "Powrót na Broad Peak" Hugo-Badera [FRAGMENT KSIĄŻKI]

"Normalnie chodzi o to, żeby być na szczycie, zdjęcie pstryk i dzida w dół, bo na takich wysokościach powinno się być jak najkrócej, a my, jak się tam znajdziemy, dopiero zaczynamy działać. Zacznie się robota, akcja, walka z emocjami. Będzie trzeba ich odkuć! I coś z nimi zrobić. Do pierwszej szczeliny albo transport na dół. To wyjdzie w trakcie akcji".
Tak Jacek Jawień, jeden z uczestników wyprawy poszukującej ciał zaginionych na Broad Peak polskich himalaistów, streścił jej cel. A przebieg niezwykłej ekspedycji udokumentował Jacek Hugo-Bader w książce "Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak" (wyd. Znak). Wyprawa poszukiwawcza miała na celu odnalezienie ciał Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego, zaginionych wspinaczy z ekspedycji, która w 2013 r. Zdobyła, po raz pierwszy w historii w zimie, ośmiotysięcznik Broad Peak. Letnią ekspedycję zorganizował i poprowadził brat Macieja, również himalaista, Jacek Berbeka. Poszło z nim dwóch wspinaczy - Jacek Jawień i Krzysztof Tarasewicz. Pod szczytem, w obozach, czekali rodzice i narzeczona Tomasza Kowalskiego.

Ta książka ma dwa wątki. Pierwszy to wątek samej wyprawy - trudnej, niewdzięcznej, bo przecież od początku wiadomo, że nie ma się skończyć sukcesem, zdobyciem szczytu, tylko smutnym obowiązkiem pochowania ukochanego syna i brata - jeśli oczywiście uda się znaleźć ciała. Nie jest łatwa też ze względu na osobowość jej szefa - Jacka Berbeki, znanego w himalaistycznym środowisku z ksywy "Siekierka".

"To narwany człowiek, bardzo ekspresywny, nerwowy, ale zaimponował mi tą swoją przerażającą determinacją i szybkością organizacji. To, że zgodziłem się z nim pojechać, sprawiły ta jego siła, charakter, sposób, w jaki dąży do celu. Sprawny, czysty, jasny. Bardzo mnie to zmobilizowało, uwiodło, porwało. Jestem dumny, że zaprosił mnie na tę wyprawę. Na Broad Peak" - mówi Hugo-Baderowi Krzysztof Tarasewicz.

I jest też drugi wątek - ściśle związany z krajem. Z tym, co się wydarzyło w Polsce po wspaniałym triumfie Adama Bieleckiego, Artura Małka, Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego i tragedii, która nastąpiła zaraz po nim. To też wątek podziałów w polskim środowisku himalaistycznym, ocen wyprawy na Broad Peak i opinii i ocen, których pełne były media. Media, których reprezentantem - chcąc nie chcąc - jest na wyprawie Hugo-Bader. Rozmawia bezstronnie ze wszystkimi - i z Bieleckim, który broni się przed krytyką, i z kierownikiem feralnej ekspedycji Krzysztofem Wielickim, i z Jackiem Berbeką. Autor książki - sam twardy charakter - nieraz liderowi podpadnie, nieraz się postawi i nieraz pokłóci. Ale też i himalaiści jemu - "obcemu" - nie ułatwiali życia. Oddajmy mu głos.

"Długi film o miłości. Powrót na Broad Peak" - FRAGMENT KSIĄŻKI:

"16 lipca. Siedzę z kamerą na wysokiej lodowej skarpie i wypatruję z wysoka obu Jacków, którzy koło południa powinni wrócić spod szczytu do bazy. Chcę ich zobaczyć, porozmawiać z nimi, póki nie wygaśnie ogień, który będą mieli w oczach, nim uładzą myśli, na twarze wróci porządek, z którego obu ich znamy, nim z pięknych, ale wyrachowanych maszyn do podchodzenia, żywych robotów szukających przejścia na drugą stronę lustra na powrót zostaną zwykłym Berbeką i codziennym Jawieniem. (...)

Wreszcie są i moi bohaterowie. Napaleni, nabuzowani, ogniści, wietrzni. Pociągający. Możesz tylko zazdrościć, żeś nie wszedł z nimi na karuzelę, nie zbliżyłeś się nawet do lustra. - Ale widać go było z daleka - mówi bezładnie Jacek Jawień między łyżkami łapczywie pochłanianej zupy. - Przemagiczne. Idziesz, patrzysz, a tam facet po prostu jest. Pomimo że jesteś na to przygotowany od miesięcy, to... Kurde. Posiedziałem przy nim ze dwadzieścia minut, bo wyrwałem szybciej. Se pogadaliśmy chwilę... Nie chciałem go ruszać sam, bo jeszcze mu czekanem, kurwa, narobię dziur w palcach...

Zupa! Zupa jest zawsze pierwsza po zejściu. Tylko zrzucisz plecak, nim zdejmiesz ogromne buciory, boś spragniony i głodny jak zwierzę, bo tam ci nic nie wchodzi, nic nie zjesz, wszystko smakuje jak trawa, jak kuchenna gąbka do mycia zlewu i naczyń. Tam wysoko wszystko z tobą jest inaczej. Nie możesz się najeść, napić ani odpocząć. Męczy nawet oddychanie i coś, w co trudno uwierzyć - w strefie śmierci, powyżej 7900 metrów, męczy nawet odpoczywanie. Nawet nie wykonując żadnego ruchu, z każdą sekundą jesteś coraz słabszy. Utrzymanie twojego ciała przy życiu kosztuje tak dużo, że cokolwiek byś robił albo czego nie robił, bilans energetyczny jest zawsze ujemny, z każdą chwilą tracisz siły, zapał, wigor. Nawet jak śpisz, a będziesz chciał to podreperować i się najesz, to wyrzygasz, bo trawienie to spalanie, a do niego potrzebny jest tlen. Którego tam przecież prawie nie ma. Organizm nie odda ci ani jednego atomu, ani jednego "O" na obżarstwo, na takie ekstrawagancje, taką marnację.

Ściągają buciory, rozpakowują szturmowe plecaki, przebierają się i na kolacji opowiadają już składniej, bez wypieków, mniej przekleństw i migotania przedsionków. Z gratulacjami przychodzi Hassan Jan, lider pakistańskiej wyprawy, któremu Jacek Berbeka melduje, że droga na Broad Peak jest wolna. Opowiada, że Tomek był w takim miejscu, że idąc na szczyt, nie można go było ominąć. Lina poręczowa wchodziła pod niego, każdy, kto chciał przejść, musiał na niego nadepnąć. Niemiec, który Go pierwszy znalazł, stanął na Tomka buciorem uzbrojonym w raki, musiał wypiąć małpę do podchodzenia, jakoś się przez niego przewalić, wpiąć małpę i wspinać się dalej. Tomek czekał na obu Jacków na wysokości 7985 metrów. Tak pokazywał zegarkowy wysokościomierz Jawienia, który nigdy wcześniej nie był na szczycie ośmiotysięcznika. Teraz brakowało mu do niego 62 metrów, do przedwierzchołka Rocky Summit były tylko 42 metry do podejścia, a do magicznej dla wszystkich himalaistów wysokości ośmiu tysięcy metrów - zaledwie 15. To jest pięć pięter. Bardzo wielu wspinaczy, którzy muszą się wycofać, najpierw na siłę dociąga do tej granicy i dopiero wtedy rozpoczyna "wycof ".

- Kurde, Jawieniu, byłeś kilkadziesiąt metrów od szczytu! - Łapię się za głowę. - O rzut kamieniem, i to nie jest żadna metafora! I nie wszedłeś na niego?!
- Chociaż go widziałem. Wspiąłem się kilka metrów wyżej w tym kominku, gdzie był Tomek, żeby sobie na niego popatrzeć. Trzeba było ratować życie. Był straszny huragan, mróz, zawierucha, a przed nami masywna robota przy Tomku. Straszna walka. Nie było możliwości w ogóle. Zupełnie nic mi nie żal. Celem tej wyprawy nie był szczyt.
- Pierścionek! Czy Tomek miał pierścionek? [Kowalski miał na szczycie Broad Peak nagrać film, na którym oświadcza się swojej dziewczynie Agnieszce - red.]
- O tej romantyce też zupełnie nie dało się myśleć. Ani głowy, ani siły nie było, żeby zajrzeć mu do kieszeni. Nie miał plecaka. Czołówki i kamery też. Musiał zgubić. Jeden rak nie był przypięty i wisiał na pasku. Tomek był wczepiony w poręczówkę, siedział skulony z radiotelefonem przy uchu. Rano 6 marca obiecał Wielickiemu, że wstanie i spróbuje schodzić, ale nie dał rady. Tak zamarzł. Musieliśmy szybko wytarabanić go z tego kominka i ratować swoje dupy.

Tomek umarł w miejscu, gdzie nie było żadnych szczelin w lodowcu. Chłopaki owinęli go w płachtę, obwiązali linami i zsunęli około 150 metrów w dół i 30 metrów w bok od drogi wspinaczkowej i rozwieszonych poręczówek. Berbeka i Jawień ułożyli go w płytkim zagłębieniu terenu i obłożyli kamieniami. Zmitrężyli na to sześć godzin i mnóstwo sił".

Dialog z Jackiem Berbeką nagrany na wideo przez J. Hugo-Badera:

"Plener. Gdzieś na lodowcu Godwin Austen. Środek dnia, w pełnym słońcu. Niezwykle spokojna rozmowa z Jackiem Berbeką.

- Skąd wracamy? - pyta JHB. - Z Kopca Gilkeya, gdzie są tablice dla Tomka i Maćka. Poszedłem tam z obrazkiem Matki Boskiej Częstochowskiej od naszej mamy, który miałem dać Maćkowi, ale Maćka żeśmy nie znaleźli. To zostawiłem obrazek przy tablicy. A miałem zostawić przy bracie...
- Dlaczego nie dało się go znaleźć?
- Bo prawdopodobnie jest w szczelinie na wysokości gdzieś siedmiu tysięcy siedmiuset metrów. I już tam zostanie. Ogromna, bardzo głęboka, szeroka na sześć-siedem metrów szczelina. Przez jej środek biegnie lina poręczowa, jakich używali w czasie zimowej wyprawy. Normalnie poręczówki omijają tak szerokie szczeliny bokiem, więc pewnie jakieś punkty mocowania zostały wyrwane. Przez coś, przez kogoś, z jakiegoś powodu... Teraz lina znika w szczelinie. I jest obciążona. Prawdopodobnie ciałem. Schodzi bardzo głęboko w dół i nie ma tam dostępu.

Jacek Berbeka wyciera oczy ukryte pod bardzo ciemnymi, lodowcowymi okularami.

- Pewnie Maciek wisi na tej linie - mówi. - Taki jego grób.
- Czujesz ulgę?
- Nie. Bo nie odnalazłem brata.
- Kochałeś go?
- Kocham cały czas - mówi Jacek Berbeka i znowu wyciera oczy.
- Możesz podnieść okulary?
- Mogę. A najważniejsze, że Tomek będzie odpoczywał w spokoju. To dla Kowalskich ogromna ulga. Szczęście. Już są jakby po pogrzebie".



Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o:
Komentarze (40)
"W strefie śmierci, powyżej 7900 metrów, męczy nawet odpoczywanie". "Powrót na Broad Peak" Hugo-Badera [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Zaloguj się
  • gramic

    Oceniono 1 raz 1

    Jestem po lekturze. Książka roku 2014.

  • gramic

    Oceniono 1 raz 1

    Jestem po lekturze.Książka roku 2014.

  • ryszard_mis_ochodzki

    Oceniono 3 razy -1

    wynaturzenia tego leszcza są pretensjonalne

    to musiał być horror dla tych co musieli z nim miesiąc-dwa przebywać w obozie

    plaskacz i wychowawczy kop w dupę a jak nie pomorze niech sam się zbiera do dalajlamy

  • liwilla

    0

    Świetna książka!

  • mapan

    Oceniono 39 razy 13

    Ilu ludzi wieszało na Bieleckim psy(który w warunkach zimowych wracał sobie spacerkiem z Broad Peak), że nie pomógł towarzyszom. Teraz się okazuje, że w warunkach letnich, dwie wypoczęte osoby nie są w stanie opuścić ciała więcej niż kilka metrów do najbliższej szczeliny lodowej. A Bielecki sam, po zdobyciu szczytu w zimie, miał targać dwóch pozostałych?

  • lechujarek_wolski

    Oceniono 12 razy -8

    Tym ludziom potrzeba psychiatry, a nie rozgłosu!

    PS. Miałem wykładowcę o nazwisku Bader - wyglądał jak bliźniak Hofmanka z pisiarni ... aj-waj :)

  • newwandea

    Oceniono 29 razy -7

    Kilkanaście dni temu Everest zdobyła trzynastolatka z Indii.

    To tyle na temat śmiertelnych zagrożeń himalaizmu i "męczącego odpoczywania".

  • alex2000

    Oceniono 2 razy 2

    link "Broad Peak" przekierowauje do strony bez tekstu ale za to z 10 reklamami

  • warszawa34

    Oceniono 27 razy -1

    "Wreszcie są i moi bohaterowie. Napaleni, nabuzowani, ogniści, wietrzni. Pociągający." Właśnie dlatego nie kupiłam tej książki. Dla mnie (podkreślam, że to moje zdanie) to już ociera się o łzawą literaturę. Dlaczego, przepraszam, ogniści? Ludzie schodzą z gór, po męczarni, jaką jest wejście i przebywanie na tej wysokości, ledwo żywi, wyglądają jak manekiny w tych ubraniach, marzą żeby czym prędzej siorbnąć zupę, a ten - "ogniści", "wietrzni".......

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX