Król rankingów europosłów wraca do kraju. Szymański: "Nie ukrywam, że liczę, iż PiS sformuje rząd w 2015 r." [WYWIAD]

Nie przesiaduje w brukselskich knajpach, nie narzeka na życie na walizkach. Przez 10 lat europoseł PiS Konrad Szymański wyrobił sobie w europarlamencie markę speca od polityki energetycznej. Ale zwycięzca dzisiejszego rankingu "Polityki" na najlepszego europosła wraca do kraju. W wywiadzie dla Gazeta.pl opowiada o tym, jak pracuje polityczna machina PE i przekonuje, że decyzję o rezygnacji ze startu "podjął wspólnie z prezesem Kaczyńskim".
Michał Gostkiewicz, Gazeta.pl: Pierwsze pytanie w stylu Moniki Olejnik: panie pośle, czy jest pan celebrytą?

Konrad Szymański:...

Pana znajomy Jan Filip Libicki napisał u siebie na blogu: "Nie wiedziałem, że Konrad Szymański jest celebrytą - bo celebryci mieli nie mieć miejsc na listach PiS".

- Filip Libicki miałby rację, gdyby faktycznie taki był powód, dla którego nie startuję. Powód jest inny. Po 10 latach w Brukseli chciałbym się zająć polityką europejską z pozycji krajowych i dlatego zrezygnowałem ze startu.

Naprawdę po 10 latach w europarlamencie jest coś interesującego w kraju?

- Dobrze się tu czuję i wiele rzeczy - jak sądzę - rozumiem, natomiast perspektywa spędzenia piętnastu lat jedną nogą poza domem nie była dla mnie jednoznaczna. Jednak najważniejsze jest to, że chcę zajmować się kształtowaniem polityki Polski wobec UE.

"Do Rzeczy" pisało, że przeciwny pana kandydaturze był prezes Jarosław Kaczyński. To ile w tym prawdy?

- "Do Rzeczy" pewnie ma swoje informacje i źródła. Ja nie widziałem nikogo, kto by pod nazwiskiem podawał alternatywne teorie co do mojego startu w wyborach. Więc jeżeli ktoś ma taką wiedzę, to chętnie ją poznam. Jedyne, co jest prawdą, to to, że decyzja o moim powrocie do polityki krajowej została podjęta razem z prezesem Kaczyńskim.

To co pan zamierza robić w tej polityce krajowej? Mamy tu tylko dwie opcje. Opcja pierwsza: PiS wygrywa i tworzy rząd - i co w tym dla pana? Opcja druga - PiS nie tworzy rządu. Co wtedy dla pana?

- Oczywiście jeżeli PiS nie wygra wyborów, to będzie to wybitnie utrudnione. Pozostanie mi praca analityczna, ekspercka, którą zajmowałem się wcześniej. Natomiast nie ukrywam, że liczę, iż PiS sformuje rząd w 2015 r.

Jeżeli sformuje, to gdzie pan się widzi? Skoro decyzję o powrocie do kraju podjął pan wspólnie z prezesem, to ustaliliście chyba szczegóły.

- Jest zdecydowanie za wcześnie, by o tym mówić. To będzie zależało od przyszłego premiera, od składu rządu, być może koalicji rządowej.

Zajmował się pan w PE bezpieczeństwem energetycznym Polski. Nie żal panu zostawiać tych spraw tak niedokończonych? Bo powiedzmy szczerze - to nie jest sprawa zamknięta.

- Dla krajów takich jak Polska ta sprawa nigdy nie jest w pełni zamknięta. Bezpieczeństwo energetyczne można czytać nie tylko w kontekście geopolityki, ale również w kontekście czysto biznesowym - zdolności systemu do tego, by dostarczyć energii po możliwie niskiej cenie odbiorcom. I z tego punktu widzenia nigdy, dla nikogo, nie jest to zamknięta sprawa. To jest czynnik, który podlega wahaniom rynkowym, zmianom technologicznym. Parlament nie jest zresztą jedynym miejscem, gdzie można się tym zajmować. Ostatnio znaczną część decyzji - korzystnych z polskiego punktu widzenia - podjęto na poziomie rządów państw członkowskich.

Na przykład?

- Czy realizować na czas projekty dywersyfikacji źródeł energii, czy nie. Takich decyzji nie podjęto w Polsce. Jeżeli ktoś na poważnie mówi, że zabiega o bezpieczeństwo energetyczne kraju, to się powinien rozliczyć z zaniedbań w tej sprawie. Gazoport [w Świnoujściu] by nie powstał, gdyby nie determinacja rządu PiS...

Są politycy, którzy mieliby inne zdanie na ten temat.

- ... później nikt nie miał siły, by podważyć ten proces, natomiast miał dość nieudolności, by go spowolnić. A sprawa nie jest błaha - zbliżamy się do startu negocjacji nowego kontraktu z Rosją. I bez realnej, sprawdzonej także w nowych okolicznościach rynkowych alternatywy, jaką jest LNG [skroplony gaz ziemny, który ma docierać drogą morską do gazoportu - red.], wchodzimy w te rozmowy ze słabszą pozycją negocjacyjną.

Co pan, europoseł z 10-letnim stażem, radziłby świeżo upieczonym parlamentarzystom?

- Radziłbym każdemu, kto się tutaj dostanie, skupić się na określonej dziedzinie. Próba trzymania kilku srok za ogon musi przynieść niepowodzenie. Jeżeli chce się funkcjonować w PE jako ktoś istotny, podmiotowy, to trzeba osiągnąć ważny status - i polityczny, i ekspercki - w konkretnej dziedzinie prawa europejskiego. Bez tego czas w Parlamencie może być stracony.

Jacek Saryusz-Wolski radził nawet kupić pewien podręcznik napisany przez byłego posła, opisujący jak działa PE.

- (śmiech) To jest głos osoby, która spędziła wiele czasu jako wykładowca akademicki. Na pewno Jacek Saryusz-Wolski ma rację o tyle, że jeżeli nie zna się natury tej instytucji i jej procedur, to niczego się nie osiągnie. Z wyjątkiem tego, że mniej lub bardziej efektownie wejdzie się w rolę kibica albo widza, oklaskującego, rzucającego pomidorami... Ale to nie jest rola dla parlamentarzysty. Powinniśmy czym prędzej skończyć z płytką obecnością w procesie europejskim i wejść w wąską sektorową legislację, gdzie rozgrywają się prawdziwe interesy. Jeżeli ktoś się ubiega o mandat do PE, to nie może przyjmować roli widza, bo nie na tym mandat polega.

A dużo jest takich "widzów"?

- Myślę że tak. Na 750 posłów intensywnie zaangażowana w prace legislacyjne jest chyba mniejszość.

A jak na tym tle wypadamy my, Polacy, ze wszystkich frakcji?

- Sądzę, że jesteśmy dobrą europejską średnią, ale to nie jest dobra ocena, ponieważ my mamy wiele spraw do załatwienia. Proszę zauważyć, że jak wchodziliśmy do UE, to wiązaliśmy z tym masę oczekiwań - dobrobyt, bezpieczeństwo. Jeżeli mamy tak duże oczekiwania, to nasze zaangażowanie powinno być proporcjonalnie wyższe.

A jakie są minusy tej roboty?

- Ja - jak każdy - podpisałem zgodę na kandydowanie dobrowolnie, więc nie mam zamiaru narzekać.

Niektórzy posłowie mówią że samo podróżowanie, latanie w tę i z powrotem, posiadanie dwóch domów, bywa trudne, zwłaszcza dla tych, którzy mają dzieci...

- Ja akurat mam małe dzieci. Ale trudno narzekać, każdy decyduje się na to zajęcie dobrowolnie i świadomie. Trzeba się liczyć z konsekwencjami swoich decyzji i nie narzekać.

To teraz plusy europosłowania.

- Interesujące jest to, że można zobaczyć, jak wygląda cały proces podejmowania decyzji. Książkę może sobie każdy kupić, ja też takie czytałem w latach 90. Obserwowanie tego na żywo poszerza horyzonty i pozwala zrozumieć, "chwycić to", co jest zapisane na kartach traktatu.

Wciąga ta gra?

- Wie pan, ja się zajmowałem integracją jeszcze przed 2004 r., więc mnie to wciągało już wcześniej. I się nie zawiodłem (śmiech). Natomiast Parlament jest miejscem, w którym przetacza się bardzo dużo wiedzy. Bruksela jest okupowana przez ośrodki, które próbują perswadować kierunki rozwoju danej polityki. Przygotowuje się masę studiów, projektów, już samo to jako ćwiczenie umysłowe jest interesujące.

W polskim Sejmie są tematy "miny". Patrzymy na porządek dzienny i myślimy "oho, będzie awantura". A jak jest w PE?

- Na pewno są spory o sprawy światopoglądowe, które trafiają tu nawet częściej niż do polskiego parlamentu. PE jest podzielony mniej więcej pół na pół między posłami konserwatywnymi a liberalnymi. Mam czasem takie wrażenie, że PE jest traktowany przez prawicę jako miejsce absolutnie stracone, jako wylęgarnia głupstw. Wbrew pozorom w obecnej kadencji zyskał na zrównoważeniu. Ale nie zamykałbym tego tematu tylko w kwestiach takich jak prawa mniejszości seksualnych czy dostępność do aborcji...

Ale ja nie miałem zamiaru zamykać.

- W Polsce często za debatę światopoglądową uznaje się wąsko te dwa obszary, natomiast w PE do tego obszaru należą też debaty w obszarze szerzej pojętych swobód obywatelskich czyli np. zagadnienia tortur, więzień CIA, ochrony danych.

To po prostu prawa człowieka...

- ... w wersji kwalifikowanej. Problemem, który dzieli PE, jest kwestia interpretacji przepisów dotyczących praw człowieka. Gdybyśmy wzięli choćby Powszechną Deklarację Praw Człowieka, to w niej nie ma ani słowa o kwestii przywilejów mniejszości seksualnych czy aborcji. Co więcej, są rzeczy, które by sugerowały, że te roszczenia są zupełnie z nią sprzeczne.

To są bardzo ogólne przepisy i dobrze wiemy, że znajdą się dwie grupy prawników, którzy wyinterpretują z tych przepisów przeciwstawne wnioski i co więcej - obie będą miały do tego podstawę prawną.

- I to jest też przedmiotem napięcia, bo nie można w nieskończoność budować na jakimś ogólnym zapisie dodatkowych praw zgodnie z zapotrzebowaniem politycznym.

Widzę, że miny krajowe i brukselskie się nie różnią...

- To są tematy tożsamościowe, dużo łatwiej rozumiane nie tylko przez uczestników, ale i przez zewnętrzną publiczność. Natomiast dyskusja, ile procent wzajemnych połączeń na rynku energii elektrycznej jest potrzebne i dlaczego, nie może z oczywistych powodów rozgrzewać ogółu opinii publicznej. A to właśnie tu PE może okazać się sprawczy.

Co się polskim eurodeputowanym udało w tej kadencji, a co udało się zepsuć?

- Sukcesem jest otwarcie UE na wschód. To nie chodzi o członkostwo, ale o to, że cały czas otwierane są drzwi wizowe czy handlowe. Gdyby nie akcesja państw Europy Środkowej, w szczególności Polski, to UE cały czas by nie wiedziała, czym się różni Azerbejdżan od Armenii, a teraz wie.

Druga sprawa, która się udała, to podniesienie bezpieczeństwa energetycznego, co się wyraża nie tylko w rozporządzeniu przyjętym na początku kadencji, ale również w decyzjach budżetowych, które idą w kierunku współfinansowania takich fragmentów infrastruktury, które będą poprawiały to bezpieczeństwo.

A co się polskiej delegacji do PE nie udało?

- Sprawą niezamkniętą, bardzo poważną, w której postęp jest umiarkowany, jest polityka klimatyczna. Na pewno polskie stanowisko nigdy nie było tak dobrze reprezentowane jak dziś, ale decyzje w PE są wciąż z polskiego punktu widzenia niekorzystne.

Gdzie się robi brukselską politykę? Bo niektórzy twierdzą, że w knajpach przy Placu Luksemburskim.

- To jest koloryzowanie. Nie zauważyłem, żeby cokolwiek poważnego można było ustalić w barze. W barze ustala się ta miękka komunikacja, która czasem jest potrzebna i pomocna przy twardych negocjacjach.

Bywa pan?

- Tak, każdy musi coś jeść (śmiech), ale to nie jest polityka. Polityka - przygotowywanie decyzji - przebiega w gabinetach niektórych posłów i na sali negocjacyjnej, gdzie 6-7 osób reprezentujących parlamentarne grupy polityczne decyduje o kształcie rezolucji czy rozporządzenia. W barze co najwyżej zbiera się ploty na temat tego, co się dzieje za tymi zamkniętymi drzwiami, ale nic poza tym.

Są tacy, co tylko bywają?

- Nie mam pojęcia.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o:
Komentarze (10)
Król rankingów europosłów wraca do kraju. Szymański: "Nie ukrywam, że liczę, iż PiS sformuje rząd w 2015 r." [WYWIAD]
Zaloguj się
  • sagittarius86

    0

    Wybory do parlamentu EU to od pewnego czasu wątek nr jeden w Polsce. Ale tak na prawdę to normalka w dzisiejszych czasach. Polacy mają po dziurki w nosie już tuskowego rządu i poszukują kogoś z głową na karku. Super o wyborach do parlamentu UE piszą tu: wybory-2014.info

  • mary.sienka

    Oceniono 1 raz 1

    Hehehe jak cudownie, że sympatycy PiS jest energiczny przed europejskimi wyborami. I gitara, bo dopuszczenie polityków premiera od nowa do parlamentu UE może się skończyć następnymi ustawami uderzającymi w gospodarkę polską. Przeczytajcie nieco tu parlament-europejski.pl by wyrobić sobie jakieś wyobrażenie o obowiązkach europosłów w UE

  • 7ogamihcra

    Oceniono 3 razy 1

    Wygracie pisie qrwy, ale na fujarce..wiecie kogo...pudrowanego gadającego ślimaczka.

  • litrahalf

    Oceniono 4 razy 4

    Szanowny Panie pośle, nekrofilia polityczna uprawiana przez PiS, obłęd albo skrajny cynizm Kaczyńskiego i pana partii w tej sprawie dyskwalifikuje was jako ludzi mogących przejąć władzę nad krajem.

  • dziadekjam

    Oceniono 6 razy 4

    PO powinno zabiegać o takich ludzi, a nie o "michasiów kamińskich". Widać, że i Tusk nie przepada za ludźmi mądrymi, bo i z list PO spadło kilka osób z czołowych miejsc rankingów europosłów bieżącej kadencji i to ludzi młodych.

  • dziadekjam

    Oceniono 9 razy 9

    Prezesowi w PE nie są potrzebni ludzie kompetentni i przyczyniający się swoją pracą do polepszenia sytuacji ekonomicznej Polski i jej pozycji w Europie. Kaczuszce potrzebni są w PE fanatycy, dewastatorzy, mierni, bierni ale wierni. Konrad Szymański podpadł prezesowi swoją racjonalną postwą w sprawie katastrofy smoleńskiej, nie uczestniczeniem w "marszach smoleńskich" i tak po prostu swoją inteligencją i niezależnym, od prezesowego zacietrzewienia, widzeniem świata.

  • 7ogamihcra

    Oceniono 10 razy 8

    A ja liczę, że już nigdy PiS nie będzie rządził Polską.
    Szkoda po prostu i Polski i Polaków na takie bezsensowne, kolejne zbrodnicze antypolskie eksperymenty.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX