Prawy Sektor: Nie chcemy waszego Przemyśla. Jesteśmy gotowi na współpracę z polskimi nacjonalistami [WYWIAD]

Nowa nacjonalistyczna partia Ukrainy budzi ogromne emocje wśród samych Ukraińców, ale też w Rosji czy w Polsce. Nie ukrywają, że Bandera jest ich bohaterem, i odwołują się do tradycji UPA. Obecny rząd ukraiński nazywają zdrajcami i kolaborantami. Jaką ofertę polityczną mają oni sami? I co to oznacza dla Polski? O tym mówi w wywiadzie z Gazeta.pl rzeczniczka Prawego Sektora Ołena Semeniaka.
Prawy Sektor kojarzony jest przede wszystkim ze zdjęciami zamaskowanych młodych mężczyzn, którzy ciskają w kordon milicji koktajle Mołotowa i kamienie, atakują prętami. Fotografie pokazujące płonących milicjantów to jedne z najbardziej znanych kadrów ukraińskiej rewolucji. Inne skojarzenie: portrety Stepana Bandery, flagi w barwach UPA i okrzyk: Sława Ukrainie!

Choć początkowo niezbyt liczni, to właśnie oni zaczęli nadawać ton Majdanowi, przyciągając radykalizującą się młodzież, do której nie trafiała stonowana retoryka opozycyjnych liderów. Z grupy bojówkarzy stali się zarejestrowaną partią polityczną, której lider startuje w wyborach prezydenckich. W poniedziałek opublikowaliśmy tekst opisujący działalność Prawego Sektora, dziś rozmawiamy z jego rzeczniczką.

Anna Pawłowska, Gazeta.pl: Trudno policzyć epitety, jakimi w ukraińskich i rosyjskich mediach określany jest Prawy Sektor. Czy mogłaby się pani odnieść do najpopularniejszych? Zacznijmy od "radykałów"...

Ołena Semeniaka: Prawy Sektor od samego początku odżegnywał się od tego określenia. Powstaliśmy jako organizacja jednocząca obywateli, którzy chcieli aktywnie działać przeciwko przestępczym praktykom władzy i milicyjnemu terrorowi. Inicjatorem była nacjonalistyczna paramilitarna organizacja Tryzub, ale im poważniejsza robiła się sytuacja, tym więcej osób jednoczyło się wokół niej.

Nazwa Prawy Sektor zaczęła być powszechnie kojarzona dopiero po wydarzeniach na ul. Hruszewskiego.

- Rzeczywiście, te wydarzenia stały się punktem zwrotnym w procesie konsolidacji. Ukraińcy zorganizowali protest i rozpoczęli starcia z policją, odbyła się bitwa z użyciem koktajli Mołotowa i innych środków obywatelskiego sprzeciwu. Później staliśmy się naturalną bazą jednoczącą różne grupy. Do Tryzuba dołączyły takie formacje, jak UNA-UNSO, Patriota Ukrainy, Socjal-Nacjonalistyczna Wspólnota i Biały Młot. Później Biały Młot został wykluczony z powodu braku dyscypliny i innych sporów. Natomiast pozostałe grupy weszły w skład organizacji, która teraz jest partią polityczną.

Mówi pani, że jesteście partią nacjonalistyczną. A może "ultranacjonalistyczną i faszystowską", bo takie określenia też padają?

- Oczywiście rosyjskiej propagandzie wygodnie jest pokazywać nas jako faszystów, choć w rzeczywistości rosyjscy imperialiści sami działają jak tzw. faszyści. Dziś ten termin nie ma żadnej treści ideologicznej, służy po prostu do dyskredytacji przeciwników politycznych jako emocjonalna etykietka.

Jak można opisać ideologię Prawego Sektora?

- Podstawa ideologiczna naszego ruchu to nacjonalizm w wersji Stepana Bandery, ale jesteśmy gotowi włączyć do swoich struktur nie tylko nacjonalistyczne siły, ale też konserwatywne i centrowe... Jesteśmy otwarci na wszystkich ludzi, którzy przebudzili się w czasie tej rewolucji i poczuli, że chcą bronić ojczyzny i brać udział w budowie ukraińskiego społeczeństwa i ukraińskiego państwa.

Chcemy na bazie narodowo-centrycznej idei tworzyć szerszą platformę współpracy. Bandera, Szewczenko - nieważne, kto będzie jej symbolem i wyrazicielem. Najważniejsze, że obywatele będą razem pracować na przyszłość Ukrainy.

Niektórzy twierdzą jednak, że pracujecie nie na przyszłość Ukrainy, ale na przyszłość Rosji, i nazywają was "prorosyjskimi prowokatorami". Rzeczywiście akcje Prawego Sektora to idealny pretekst dla rosyjskich mediów, by pokazać Ukraińców jako radykałów.

- Rosyjskie media pokazują nas jako służących Zachodowi i "puczystom", a na Ukrainie niektórzy próbują sugerować, że to kremlowski projekt i finansuje nas Rosja, by uzyskać pretekst do wprowadzenia swojego wojska. Ale to nieprawda i dobrze widać, że Kreml nie potrzebuje żadnych pretekstów, by prowadzić aktywne działania przeciwko Ukrainie.

Za każdym razem, kiedy mowa jest o prowokacjach, trzeba to interpretować jako wezwanie do bezczynności. Trzeba brać pod uwagę, że do naszego rządu z jednej strony przyszli nowi ludzie po Majdanie i rewolucji, ale z drugiej strony cały czas widzimy tam jeszcze stare twarze.

Jak oceniacie rząd Jaceniuka?

- Ukraińcy nie są zadowoleni z jego składu i widzą, że współpracuje z Kremlem. W takiej sytuacji wszelkie nawoływania, by powstrzymać się od prowokacji, są po prostu kolejną kolaboracją z Rosją. A skuteczny opór agresorom jest możliwy tylko wówczas, gdy kierownictwo państwa stanowią patrioci. Ten warunek na razie nie jest spełniony. Np. MSW podporządkowane jest separatystom i niczego nie robi na wschodzie kraju. Zamiast tego aresztuje patriotów i próbuje rozbić Prawy Sektor. W takiej sytuacji musimy stawiać opór i organizować akcje pod Radą Najwyższą, tak jak protestowaliśmy przed Sądem Najwyższym, domagając się lustracji.

Jak zamierzacie reagować na to, co dzieje się w Doniecku i Charkowie? Macie już plan działań?

- Na początek trzeba zorganizować masowe wystąpienia obywateli, którzy popierają ukraiński rząd i ukraińskie państwo. Trzeba podchodzić pod zajęte budynki i pokazywać, że mamy przewagę liczebną nad separatystami. Oczywiście Prawy Sektor Wschód organizuje już aktywne poparcie dla patriotów w tych regionach. Dostajemy informacje, że np. w Charkowie pod budynkiem administracji prorosyjscy aktywiści napadli na ukraińskich manifestantów, kilka osób zostało pobitych. Milicja nie reagowała. To kolejny dowód na to, że Awakow, który stoi teraz na czele MSW, działa jako kremlowski agent, jak kolaborant, a co najmniej jako oportunista.

A to ma katastrofalne skutki dla Ukrainy. I dlatego i patrioci, którzy należą do różnych parlamentarnych ugrupowań, i sam Prawy Sektor muszą stać się aktywnymi podmiotami w organizacji oporu wobec rosyjskiej agresji. Ponieważ już powstają separatystyczne rady, które wzywają Putina do wprowadzenia wojsk na Ukrainę, trzeba działać szybko. Będą i całodniowe pikiety obywateli przed zajętymi budynkami, i rozbicie w miarę możliwości rosyjskich tzw. protestujących, bo napadają na obywateli, i presja na kijowską władzę, żeby odpowiedziała adekwatnymi działaniami.

Czy sami mieszkańcy wschodniej Ukrainy będą chcieli opowiedzieć się przeciwko separatystom?

- Na Wschodzie kraju też są Majdany, są ludzie, którzy popierają rewolucję i chcą pracować nad obroną i budową swojej ojczyzny. I z nimi musimy przeciwstawić się temu ciosowi w plecy, jaki otrzymaliśmy od Rosji, która teraz finansuje separatystów i próbuje stworzyć sytuację, by wprowadzić wojska nie tylko na Krym, ale też na resztę terytorium Ukrainy. Oczywiście ta akcja opiera się też na rozbudowanej sieci kolaborantów na Ukrainie. Wiemy, że wielu z nich po prostu dostaje za to pieniądze.

Krytykujecie obecną władzę za brak aktywności. Wyobraźmy sobie, że to Prawy Sektor wygrywa wybory i przejmuje władzę w kraju. Jak wtedy wyglądałaby Ukraina?

- Na początek będzie masowa konsolidacja obywateli na bazie rozbudowy ukraińskiego państwa narodowego. Pierwszym krokiem byłoby przeprowadzenie lustracji i zapewnienie dojścia do władzy patriotom, ludziom kompetentnym i profesjonalistom, którzy zastąpią wreszcie znane twarze oligarchów. Przy czym trzeba podkreślić, że żadnego nacisku na rosyjskojęzycznych obywateli nie będzie. 40 proc. Prawego Sektora mówi po rosyjsku! Chodzi o stworzenie państwa, które będzie sprawnie funkcjonować i zdoła obronić się przed agresją. Dmytro Jarosz mówi, że potrzebujemy trzykrotnie zwiększyć finansowanie armii i odnowić zasoby broni jądrowej oraz nawiązać współpracę z krajami, które popierają suwerenność Ukrainy. Przy czym muszę podkreślić, że współpraca z Zachodem, z UE nie wyklucza tego, że jesteśmy za pozablokowym statusem Ukrainy.

A sprawa Krymu?

- Tymczasowy urząd praktycznie oddał Krym bez walki. Teraz można czekać na destabilizację sytuacji w Rosji, bo tam też jest duża grupa ludzi niezadowolonych z polityki Putina i tam też jest szansa na pewnego rodzaju Majdan. Zresztą w Federacji Rosyjskiej są też separatystyczne procesy. I chcąc nie chcąc, Putin będzie musiał się zająć wewnętrznymi problemami, a nie koncentrować się na kontrolowaniu takiego terytorium jak Krym. A na samym Krymie wcale nie wszyscy są zadowoleni z aneksji. Jest baza, by organizować wewnętrzny sprzeciw. Są ludzie, którzy mogą utworzyć ukraińską samoobronę Krymu. Na Krym mogą też przedostać się oddziały Prawego Sektora czy innych organizacji nacjonalistycznych, żeby wzmocnić opór. A wtedy stanie się jasne, że Krym jest terytorium spolaryzowanym i Rosja nie może występować jako gwarant spokoju i stabilizacji w sytuacji, gdy większość obywateli popiera powrót do Ukrainy.

Jesteście gotowi na wojnę z Rosją?

- Wojna jest całkiem realna. Miesiąc temu Dmytro Jarosz napisał odezwę do rządu ukraińskiego, w której oskarżał go o bierność i nawoływał, żeby zająć magazyny broni, a nawet zniszczyć je, jeśli jest ryzyko, że wpadną w ręce okupantów. Miesiąc temu mówił o powszechnej mobilizacji i gwardii narodowej i wydaniu broni obywatelom. Oczywiście wszyscy jesteśmy przygotowani na to, że może dojść do wojny z Rosją. Mamy armię, cały czas prowadzone są kolejne szkolenia. Ryzyko wojny wzrosło po tym, jak nasiliły się nastroje separatystyczne na wschodzie.

Nie mogę nie zapytać o relacje z Polską. Dla nas ukraiński nacjonalizm wciąż kojarzy się przede wszystkim z Wołyniem. Czy Polacy i Polska powinni się was bać? Jak wyobrażacie sobie relacje między naszymi krajami?

- Mamy kontakty z wieloma polskimi nacjonalistami. Rzeczywiście na początku były różne obawy, ale w czasie rewolucji Dmytro Jarosz udzielił wywiadu, który został opublikowany na jednej z polskich nacjonalistycznych stron internetowych. Mówił o tym, że Polska nie ma w związku z nami żadnych podstaw do niepokoju. Teraz mamy współpracować dla stworzenia wspólnego, paneuropejskiego nacjonalistycznego frontu.

A wypowiedzi Andrija Tarasiuka, że Przemyśl powinien należeć do Ukrainy?

- Rzeczywiście pojawiła się pewna dezinformacja, jakoby Prawy Sektor chciał włączenia do Ukrainy Przemyśla i nie uznaje tragedii na Wołyniu. Wywołało to wielką dyskusję w polskich mediach. Prawy Sektor oczywiście nie stoi na takich pozycjach i jest gotowy na współpracę z polskimi nacjonalistami. Także magazyn "Polityka Narodowa" napisał do nas list, z którego wynikało, że z jednej strony są historyczne podstawy do konfliktów, ale z drugiej był bardzo przyjazny ton i było jasne, że są gotowi do współpracy i rozumieją nasze wybory polityczne. Polacy przecież dobrze poznali, czym jest agresja Rosji. Wszystko wskazuje na to, że w przyszłości możemy mieć bardzo udaną i owocną współpracę z polskimi nacjonalistami. I oczywiście jesteśmy bardzo wdzięczni Polakom za wsparcie, jakie okazywali Majdanowi i rewolucji. Dziś Polska jest dla nas partnerem.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o:
Komentarze (364)
Prawy Sektor: Nie chcemy waszego Przemyśla. Jesteśmy gotowi na współpracę z polskimi nacjonalistami [WYWIAD]
Zaloguj się
  • 0

    A my z Lwowa nie zrezgnujemy nigdy. A wy wynoście się do Doniecka i tam wlczcie o swoja "nezalezna Ukrainę" bo tam się ona znajduje a nie na polskiej ziemi

  • Rafal Przybylski

    0

    wszystkie te nacjonalistyczne swinie z prawego sektora Putin powinien powywieszac na majdanie te kundle nigdy nie beda naszymi przyjaciółmi Polacy im nie zapomna Wołynia i wole bratac sie z Rosja niz z ta banderowska chołota TAK MI DOPOMÓZ BÓG

  • alik444

    0

    Ha, ha! Teraz chwilowo was kochamy! No ale jaka miłość trwa wiecznie?

  • zojek2

    0

    Do wiadomosci p. redaktor: ten slynny eresowiec, ktory udzielil wywiadu "rzepie", nazywa sie TARASENKO, a nie TARASJUK. Tarasjuk to byly minister spraw zagranicznych za Juszczenka.

  • pkotrebski

    Oceniono 2 razy 2

    śmieszne to wszystko bo parę tygodni temu GW sobie w majty robiła publikując felietony o tym jak to tylko wspieramy demokratyczne ruchy, cytując Sikorskiego o Ruskiej propagandzie o prawicowcach(nawet nie pytając się czy to co Sikorski mówi jest prawdą, bo wystarczyło iść np na stronę BBC które nagle dowiedziało się że są prawicowcy i nie są na peryferiach, BBC oczywiście tak samo zachowuje się jak GW ale mieli to w sobie żeby sprawdzić zarzuty) a nie tylko cytować PAP, AP Reuters.... Teraz oczywiście chcą się pozbyć tych którzy nie są dobrym obrazem "demokraty".

  • sixtyfour

    Oceniono 4 razy 2

    Na razie chcemy współpracy ... a potem Przemyśla.

  • sabramek

    Oceniono 3 razy 3

    wróg mojego wroga moim przyjacielem ale banderowców za przyjaciół nie uznam nigdy choćby nawet mój los od nich zależał. pomordowanym należy się szacunek.

  • a.k.traper

    Oceniono 1 raz 1

    żadnych nacjonalistów nie poprę ale jednak polscy wykluczyli juz jakiś czas temu wspólpracę z nimi i im podobnymi, to dla nich wróg.

  • trabant72

    Oceniono 2 razy 2

    szybko zapomna o tym ze nie chca Przemysla,niech wybiora cudownie ozdrowiona tymoszenko,ta po zlikwidowaniu 8mln"kacapow" jak sama oswiadczyla zabierze sie I do rezania LAchow, I pewnie zarzada wszystkiego od Bugu na wschod ,tak wiec pomagajmy Ukrainie staraja sie o to pozal sie Boze nasi tzw"politycy"

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX