Patrząc przez aparat nie czujesz emocji, nabierasz dystansu. Trzeba się pilnować - mówi fotoreporter Sławek Kamiński [WYWIAD]

- Czasem wystarczy podnieść aparat do oka i może zginać człowiek. To zachęca tłum - mówi o pracy fotografa prasowego wieloletni reporter ?Gazety Wyborczej? Sławek Kamiński. - A ty patrząc przez aparat nie czujesz emocji, obrzydzenia, nabierasz dystansu. Trzeba się pilnować, nie zatracić empatii - w rozmowie z Dominikiem Tomaszczukiem fotoreporter opowiada, dlaczego jego zawód, mimo wszystko, jest najlepszy na świecie.
Galeria zdjęć Sławka Kamińskiego>>>

Dominik Tomaszczuk: 20 lat fotografowania dla "Wyborczej". Głównie w Sejmie. Masz jeszcze serce do tej pracy?

Sławek Kamiński: No faktycznie mam tę łatkę wieloletniego fotografa politycznego. Wciąż w tym siedzę i - aż trudno uwierzyć - nadal mam z tego frajdę! Wydaje mi się, że to zawód "do końca". Zresztą, gdy my zaczynaliśmy - ja, Kuba Atys, Krzysiek Miller itd. - praca była naszą pasją. Teraz to rzadkie. Bardzo zaskakuje mnie, że ktoś może pracować bez pasji. Absolutnie sobie nie wyobrażam, że miałbym "chodzić do roboty", odbębniać swoje i wracać do domu.

A jednak próbowałeś innych gałęzi fotografii. Nie z nudów?

- Łapałem się różnych rzeczy: robiłem modę, portrety, tematy motoryzacyjne, reklamę - to dobra odskocznia, od tego, co robię na co dzień. To nie z nudów. Wciąż najbardziej siedzę w prasie, w newsach i to kręci mnie najmocniej. Gdy odejdziesz z tego zawodu odczuwasz, że mocno ci go brakuje. Inne zajęcia nie dają takiej frajdy. Z czasem zaczyna się potrzebować tej adrenaliny. Zaczynałem w tygodniku, później pracowałem w miesięczniku, ale zawsze odczuwałem potrzebę "newsa". Denerwowało mnie, że fajne zdjęcie jest publikowane dużo za późno. Inna sprawa, że te wszystkie rzeczy, wydarzenia, które obserwujesz odciskają na tobie piętno, przelatują przez głowę i coś pozostawiają.

Oznaki wypalenia zawodowego?

- Zmęczenie materiału, wypalenie zawodowe. Możemy to różnie nazywać - Teresa Torańska nazywała to "osadem". My naprawdę staramy się nie angażować w rzeczy, które dokumentujemy, ale zawsze coś zostanie.

I jak udaje ci się takie ciągłe trzymanie dystansu?

- Dobrze. Chyba jestem jedną z niewielu osób, które chodzą po tym Sejmie od 20 lat, a której niektórzy politycy w ogóle nie znają. Jestem z tego bardzo dumny.

Unikasz poznawania osób, które fotografujesz, żeby zmniejszać "osad"?

- Po prostu tak trzeba. Nie chodzi tylko o komfort psychiczny. Gdybyś się z kimś zaprzyjaźnił, stałbyś się nierzetelny, przyjmowałbyś czyjąś stronę. Gdybyś musiał zrobić takiemu politykowi "prawdziwe" zdjęcie, miałbyś wyrzuty sumienia. Wiesz, jak ci ludzie kończą. Jeśli nie jesteś z nimi zaprzyjaźniony, to nie masz skrupułów.

Gdy się nie zaprzyjaźnisz, zupełnie nie masz takich dylematów?

- Zawsze istnieje ten odwieczny problem - czy zrobić zdjęcie, czy nie? Czy to etyczne, właściwe? Moim zdaniem zawsze trzeba je zrobić - absolutnie. Na tym polega robota fotografa, to jego obowiązek. Ewentualnie potem można zastanawiać się, czy je opublikować. Tę decyzję podejmuje już redakcja. Jednak fotograf nie może się wahać.

Nigdy? Pamiętasz słynne zdjęcie Cartera - mała dziewczynka leży na ziemi. Obok niej stoi sęp. Nie przestawano potem go pytać, czy jej pomógł.

- Nie chodzi o to, żeby nie pomagać, tylko o dylemat, czy fotografować, czy nie. Poza tym fotograf zwykle nie jest na miejscu sam, zazwyczaj ktoś już tej potrzebującej osobie udziela pomocy. A jeśli nie - to jasne, trzeba pomóc. Ale to nie ma nic wspólnego z dylematem dotyczącym samego wykonania zdjęcia. Tak jak powiedziałem - to nasza rola.

Czyli w zawodzie trzyma cię poczucie misji?

- Nie tylko o to chodzi. Mimo kryzysu fotografii, jest to absolutnie najlepszy zawód świata. Mówię to z pełną świadomością. Dzięki mojej pracy byłem w miejscach, do których "szary człowiek" nie ma szans dotrzeć. Nawet niewielu dziennikarzy ma na to szanse. Fotograf pójdzie, gdzie chce. Jeździłem na pokazy mody do Paryża, byłem w gabinecie owalnym, byłem u papieża, byłem świadkiem bardzo skomplikowanej operacji, którą wykonywał Religa...

Brzmi fascynująco, ale też wycieńczająco. Nie każdy da sobie z tym radę.

- To prawda. Ostatnio miałem bardzo pracowite trzy tygodnie. W sobotę wróciłem do domu, usiadłem w fotelu i po prostu patrzyłem na ścianę. A nie byłem przecież na żadnej wojnie.

No właśnie. Nigdy cię nie ciągnęło?

- Nie. Też z takiego powodu, że robili to inni, każdy z nas miał swoją specjalizację. Raz pojechałem do Albanii, gdy było tam bardzo nerwowo, prawie zaczynała się wojna domowa. Ktoś musiał jechać, Krzysiek [Miller - red.] był akurat gdzie indziej. I znalazłem się w pewnym momencie w dziwnej sytuacji. Razem z innymi dziennikarzami zostałem wyciągnięty z samochodu przez tłum ludzi.

Niebezpieczne.

- Tak, ale nie to mnie odstrasza. Nie bałem się tych ludzi. Rzecz w tym, że oni zaciągnęli nas na tory kolejowe, gdzie demonstranci zatrzymali pociąg. W środku była tylko jedna osoba - maszynista w mundurze i czapce z godłem narodowym. Tłum chciał żebyśmy udokumentowali, jak będą go kamienować! To był zwykły facet, taki, jak oni, ale miał mundur. Symbolizował dla nich to, z czym walczyli. Gdy zobaczyłem oczy tego faceta, naprawdę poczułem się źle.

Wybrnęliście z tego?

- Udało nam się trochę odwrócić kota ogonem. Powiedzieliśmy, że nic nas nie obchodzi jakiś tam gość z pociągu i nie chcemy tego fotografować. Dali nam spokój. Ale wystarczyło podnieść aparat do oka i mógł zginąć człowiek. Pomyślałem wtedy, że nie chciałbym więcej znaleźć się w takiej sytuacji.

Obiektyw prowokuje ludzi do takich zachowań?

- Czasem tłum widzi reportera, chce być sfotografowany, więc np. pali samochód. A "osad" narasta. Aparat wpływa też na myślenie samego fotografa. Działa jak szyba, pancerz. Patrząc przez aparat nie czujesz emocji, obrzydzenia, nabierasz dystansu. Przez obiektyw mogłem obserwować operację chirurgiczną. Bez niego robiło mi się słabo. Trzeba się pilnować, nie zatracić empatii.

Ten problem może wkrótce zniknąć, bo coraz częściej podobne wydarzenia są dokumentowane przez przypadkowe osoby z telefonami komórkowymi. Może zawodowi fotoreporterzy przestaną być potrzebni?

- Nie wiem, czy przestaną być potrzebni, ale faktycznie proporcje bardzo się zmieniły. Nie mamy szans z dziennikarstwem obywatelskim. Tu nie da się ścigać. Nie da się zawsze być w dobrym miejscu i czasie. Nawet najlepszy fotograf nie zastąpi świadka zdarzenia.

Denerwuje cię to?

- Skąd. Nie mam o to żalu, takie jest życie. Teraz relacje z np. katastrof zaczynają się od zdjęć przypadkowych obserwatorów. Media je pokazują i to jest w porządku. Dla zawodowca też wciąż jest sporo roboty.

Ale czy nie czujecie się wypierani? Wielu fotoreporterów traci dziś pracę. Co jest waszym "bastionem"?

- Doświadczenie. Widzę to z perspektywy lat. Jest bezcenne, niczym się go nie zastąpi. Nawet talentem. W pewnym momencie wie się "co, gdzie i jak" - to bardzo miłe uczucie. Czasem doskwiera cykliczność, powtarzalność, sezonowość i rutyna. Fotografowanie po raz kolejny matur, pierwszego września, zimy i kolejnej rocznicy jest nie lada wyzwaniem. Ale ja lubię wyzwania.

Więcej o:
Komentarze (28)
Patrząc przez aparat nie czujesz emocji, nabierasz dystansu. Trzeba się pilnować - mówi fotoreporter Sławek Kamiński [WYWIAD]
Zaloguj się
  • protz

    Oceniono 1 raz -1

    Tuleja, Kalisz, Jaruzelski. Mały zamknięty świat fotografa GW.

  • mawohe

    0

    Kalisz jak zwykle bardzo inteligentnie. No ale z tak arystokratycznym wyglądem to nie sztuka.

  • an_konta

    Oceniono 5 razy -1

    No Stuleja na stalinowskich metodach pracy zna się najlepiej... przekazy rodzinne i genetyczne...

  • an_konta

    Oceniono 1 raz -1

    Jak świnia nad korytem...

  • poborowy102

    Oceniono 15 razy 1

    Zdjęcie "sędziego" Tulejki, czy jak mu tam, obrzydliwe, czysta propaganda.

  • 20portal

    Oceniono 14 razy 8

    Niedobrze sie robi, jak sie patrzy na zdjęcie Kalisza. Gadułka leniwiec teraz chce na garnuszem PE. A fe, do roboty grubasku.

  • poborowy102

    Oceniono 15 razy 11

    Czy poza tym gościem pracuje jeszcze jakiś fotoreporter dla GW? Bo w dodatkach regionalnych to sami stażyści robiący fotki komórkami często gęsto, nie da się tego oglądać, a GW proponuje mi, zebym za to płacił, heheh.

  • emeralda

    Oceniono 1 raz 1

    Dzień dobry, czy mogliby Państwo poprawić na głównej literówkę w "odsyłaczu" do artykułu powyżej, aby zamiast "może zginać człowiek" było "może zginąć człowiek". Z góry dziękuję.

  • edza4

    Oceniono 2 razy 0

    Jeden żre z koryta,drugi żre bez przerwy i tyje ,więc kiedy oni pracują,na to raczej nie mają już czasu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX