Wiadomości >  Wiadomości dnia

To ojciec podpalił dom. Przed śmiercią żony i dzieci założył im polisy na wysokie sumy

Marcin Pietraszewski
27.03.2014 08:54
A A A Drukuj
Pogrzeb rodziny P. 18 maja 2013 r. w Jastrzębiu-Zdroju. 4-letnia Agnieszka, 10-letni Marcin, 13-letnia Małgorzata,
18-letnia Justyna i 40-letnia Joanna zginęli w pożarze własnego domu

Pogrzeb rodziny P. 18 maja 2013 r. w Jastrzębiu-Zdroju. 4-letnia Agnieszka, 10-letni Marcin, 13-letnia Małgorzata, 18-letnia Justyna i 40-letnia Joanna zginęli w pożarze własnego domu (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Śląska policja zatrzymała Dariusza P. z Jastrzębia-Zdroju. Rok temu w pożarze domu zginęli jego żona i czworo dzieci. - To mężczyzna go podpalił - twierdzą śledczy. P. nie przyznaje się do winy. Został aresztowany na trzy miesiące.
Dariusz P. został zatrzymany w środę w Jastrzębiu-Zdroju. Kryminalni przeszukali jego mieszkanie, noc spędził w policyjnym areszcie. W ciągu najbliższych kilku godzin zostanie przewieziony do Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, gdzie zostanie mu przedstawiony zarzut sprowadzenia niebezpiecznego zdarzenia zagrażającego życiu ludzi oraz zabójstwa pięciu osób. - To nie był przypadek, że pożar wybuchł, kiedy bliscy P. spali w domu - mówi osoba znająca kulisy sprawy. Na razie śledczy nie chcą ujawnić motywu zbrodni.

Według informacji "Wyborczej" prowadzący zakład produkujący meble Dariusz P. miał bardzo poważne długi. Krótko przed śmiercią żony i dzieci założył im polisy ubezpieczeniowe na wysokie sumy. Po pożarze wyprowadził się z domu, gdzie doszło do tragedii. Miał przyjaciółkę. Tuż po tragedii Dariusz P. wskazywał śledczym, że ktoś wysyłam mu groźby. Biegli ustalili, że to on był ich autorem.

Na miejscu tragedii odbyła się w czwartek wizja lokalna z udziałem Dariusza P. - Nie mam nic wspólnego z tym pożarem, rodzina jest dla mnie najważniejsza - powiedział mężczyzna dziennikarzom przed wejściem do budynku. Do Jastrzębia przywiozła go policja.

Później przedstawiono mu zarzuty, a sąd aresztował go na trzy miesiące. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.

Kiedy wybuchł pożar, był w pracy

Do tragedii doszło w maju zeszłego roku w Jastrzębiu-Zdroju. Śledczy na razie nie ujawniają, w jaki sposób w domu P. wzniecono ogień. Kiedy doszło do pożaru, mężczyzna był w pracy. Na miejscu zginęła jego 17-letnia córka Justyna, a 4-letnia Agnieszka zmarła podczas reanimacji w karetce. Kilkanaście godzin później w szpitalu zmarli 40-letnia Joanna, żona Dariusza P., i 10-letni syn Marcin. Kilka dni później lekarze stwierdzili zgon 13-letniej Małgosi. Mężczyzna zdecydował o oddaniu do przeszczepów narządów pobranych od żony i jednego z dzieci. Dwa lata wcześniej spłonął stary dom Dariusza P. Wtedy jednak nikogo nie było w środku.

Dariusz P. to absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Był mocno zaangażowany w działalność Ruchu Światło-Życie.

"Chcę wierzyć, że to pomyłka''

- Nie ogarniam tego rozumem, to niemożliwe - powiedział nam ksiądz Bogusław Zalewski, proboszcz parafii pod wezwaniem Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. To on pochował żonę i dzieci Dariusza P. Mężczyzna był szafarzem w jego kościele. - Chcę wierzyć, że to pomyłka - podkreślił duchowny. Dodał, że relacje między małżonkami P. były wyjątkowe. To samo dotyczy dzieci. - Byli silnie związani emocjonalnie - mówi ksiądz Zalewski.

Podczas pogrzebu rodziny P. kazanie wygłosił arcybiskup Wiktor Skworc, metropolita katowicki. - Są doświadczenia, które odbierają dech. Szczęście, zachwyt i cierpienie, kiedy ból nie pozwala wykrztusić krzyku. Śmierć, zwłaszcza tragiczna, nagła, niespodziewana. Człowiek wtedy milknie - mówił wtedy metropolita górnośląski. Podkreślał, że w takich sytuacjach nie pomogą żadne pastylki, lecz bliscy i ich modlitwa.

Piotr Hołówko, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 17 w Ruptawie, do której chodziło dwoje dzieci P., był zdruzgotany informacją o jego zatrzymaniu. - Może to jakaś plotka? Już w wakacje ludzie mówili, że on podpalił ten dom i że go zamknęli, a potem zobaczyłem go w kościele, jak komunię rozdawał - mówił Hołówko. Nie potrafi znaleźć powodu, dla którego mężczyzna mógłby chcieć śmierci bliskich. - No, chyba że jakaś choroba umysłowa. Przecież jak go widziałem na pogrzebie, jak stał nad trumnami bliskich, to był wrak człowieka. Czy mógł aż tak bardzo udawać? - mówi dyrektor szkoły.

Drobiazgowe śledztwo

Śledztwo w sprawie pożaru w Jastrzębiu-Zdroju prowadzi specjalna grupa operacyjna, w skład której wchodzi jeden z najlepszych gliwickich prokuratorów oraz oficerowie wydziału kryminalnego komendy wojewódzkiej w Katowicach. - Są tak drobiazgowi, że znaleźliby wodę na pustyni - mówi osoba znająca kulisy sprawy. Ta sama ekipa trzy lata temu przeprowadziła najbardziej błyskotliwe postępowanie w historii polskiej policji. Dotyczyło ono mafijnej egzekucji, podczas której w centrum Zabrza zastrzelono ormiańskiego biznesmena. Śledczy, wykorzystując zdjęcia satelitarne amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego oraz przeprowadzając analizę kilkudziesięciu tysięcy logowań telefonów komórkowych, namierzyli sprawców. Kilka miesięcy temu zostali oni skazani.

Tagi:

  • 20
  • 128