Szef Malaysian Airlines: "W luku zaginionego samolotu były łatwopalne baterie litowo-jonowe". Kilka dni temu mówił co innego

21.03.2014 23:56
Poszukiwania boeinga 777 widziane z kokpitu samolotu P-3 Orion

Poszukiwania boeinga 777 widziane z kokpitu samolotu P-3 Orion (Fot. POOL / Reuters)

Zaginiony samolot przewoził w luku bagażowym łatwopalne baterie litowo-jonowe - przyznał szef linii lotniczych Malaysia Airlines. A kilka dni temu zapewniał, że na pokładzie maszyny nie było żadnych niebezpiecznych ładunków - podkreśla "Daily Mail".
Dopytywany kilka dni temu przez dziennikarzy o ładunek zaginionej maszyny prezes Malaysian Airlines Ahmad Dżauhari odparł, że samolot przewoził drzewa owocowe - mangostany, które miały trafić do Chin. Dziś, cytowany przez "Daily Mail" powiedział:

- Samolot wiózł małe baterie litowo-jonowe, zaaprobowane przez Międzynarodową Organizację Lotnictwa Cywilnego (ICAO).

Szef linii lotniczych stwierdził też, że władze sprawdzały ładunek maszyny, ale nie uznały baterii za niebezpieczne - mimo przepisów klasyfikujących je jako takie - ponieważ zostały zapakowane zgodnie z regulacjami bezpieczeństwa.

Przez 22 lata 140 "incydentów" w samolotach przez baterie

"Daily Mail" przypomina, że baterie litowo-jonowe, powszechnie używane w telefonach komórkowych czy laptopach, bywały w przeszłości przyczyną pożarów w samolotach. Według amerykańskiej Federalnej Administracji Lotniczej (Federal Aviation Information, FAA) umieszczone w bagażu podręcznym i w luku bagażowym baterie spowodowały od 1991 r. do 17 lutego 2014 r. ponad 140 "incydentów" na pokładach samolotów. W pojedynczych przypadkach doszło do katastrofy - w każdym z nich chodziło jednak o samoloty transportowe, nie zaś osobowe.

Ekspert: To "wzmocniło" moje przekonanie o pożarze w luku

Informacja, którą podał dziś Ahmad Dżauhari, rzuca nowe światło na jedną z teorii zniknięcia samolotu: pożar na pokładzie, w wyniku którego załoga i pasażerowie stracili przytomność od wdychania trujących wyziewów - co doprowadziło do katastrofy.

Jak twierdzi w rozmowie z "Daily Mail" były szef FAA Billie Vincent, informacja o bateriach "wzmocniła" jego przekonanie, że w luku bagażowym wybuchł pożar, niszcząc systemy komunikacyjne samolotu. Ale Ahmad Dżauhari zarzeka się, że baterie sprawdzono kilka razy.

54 minuty ostatniej rozmowy pilotów z kontrolą lotów

Dziś media ujawniły też zapis 54 minut ostatnich rozmowy między malezyjską kontrolą lotów a pilotami zaginionego samolotu. Według tej taśmy moment, gdy samolot wykonał niespodziewany zwrot na zachód, zbiegł się z momentem, gdy kontrolerzy lotu w Kuala Lumpur przekazali obsługę samolotu swoim kolegom z Wietnamu.

- Między końcem połączenia z jednymi kontrolerami a początkiem połączenia z drugimi mogła być chwila przerwy. To był jedyny moment lotu, w którym być może [maszyny] nie dało się śledzić z ziemi. Gdybym miał porwać samolot, wybrałbym właśnie ten moment - spekuluje na łamach "The Telegraph" były pilot British Airways Stephen Buzdygan.

Bezowocne poszukiwania zaginionego samolotu

Ale wciąż nie wiadomo, co naprawdę było przyczyną zaginięcia - już prawie dwa tygodnie temu - samolotu Malaysian Airlines. Boeing 777 z 239 osobami na pokładzie zniknął z radarów 8 marca, mniej niż godzinę po starcie z lotniska w Kuala Lumpur. Samolot leciał do Pekinu.

Prowadzone przez wiele państw, a koordynowane przez Malezję poszukiwania, które obecnie koncentrują się w południowej części Oceanu Indyjskiego u wybrzeży Australii, dotychczas nie przyniosły żadnych konkretnych rezultatów.

Jednak 20 marca australijscy eksperci odkryli na zdjęciach satelitarnych Oceanu Indyjskiego dwa obiekty, być może szczątki samolotu. W miejsce, gdzie mają się znajdować, położone około 2300 km na południowy zachód od miasta Perth, rząd Australii wysłał cztery wojskowe samoloty poszukiwawcze i dwa okręty. Eksperci ostrzegają, że mimo to poszukiwanie domniemanych fragmentów samolotu może potrwać nawet kilka dni.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Zobacz także
Komentarze (39)
Zaloguj się
  • Ku Ba

    0

    Gazeta znów cytuje DailyMail. Tyle jest porządnych źródeł, a oni tabloid cytują. Najwidoczniej do tabloidów wam najbliżej.

  • panjegoziom

    Oceniono 2 razy 2

    Co za bzdury?! Baterie litowo-jonowe mogę być niebezpieczne, ale podczas ładowania lub rozładowania, czytaj w trakcie użytkowania, a nie w transporcie!
    To wszystko brzmi co najmniej śmiesznie.

  • badziewiak66

    Oceniono 3 razy -3

    To dobra teoria. Zaczynają się palić te baterie pod wpływem zmian temperatury na zewnątrz. Wydostający się dwutlenek węgla zaczadza załogę i pasażerów. Samolot samodzielnie leci dalej klika tysięcy kilometrów. Tych baterii było sporo więc tyle czasu trwało ich palenie się. Samolot owiewa mgiełka z palących się baterii i staje się on niewidzialny dla radarów i systemu GPS. Samolot powoli się pali i po kilku tysiącach kilometrów rozpada się w powietrzu. Spala się całe paliwo i dlatego nie ma śladów na wodzie. To idealnie pasuje to ostatnich zarejestrowanych słów kapitana : dobranoc Państwu.

  • kloceklego

    Oceniono 1 raz 1

    czy każdy serwis połączony z gazeta.pl zmienił sposób działania "plotkowo-deserowy"? czekam na historię o tym, jak to żona pilota pokazała kiedyś majtki

  • naprawdetrzezwy

    Oceniono 1 raz 1

    „54 minuty ostatniej rozmowy pilotów z kontrolą lotów
    Dziś media ujawniły też zapis 54 minut ostatnich rozmowy”

    Gdy już się dowiecie co było treścią __54 minuty ostatnich rozmowy__, to bądźcie łaskawi pieprznąć się klawiaturą w łeb i napisać to raz jeszcze, ale nie jak debil.
    ;>>>

  • mieczyslawski

    0

    historia tajemniczych katastrof, niewyjaśnione przyczyny...
    dawno temu pl.wikipedia.org/wiki/MF_Estonia

    W skali międzynarodowej jest przemyt niebezpiecznych substancji. Można podejrzewać (brak bezpośrednich dowodów), że korupcja sięga bardzo wysoko - rządy państw i tajne służby.
    Na runku przemytniczym jest duża konkurencja i dochodzi do konfrontacji i zamachów.
    Jako kanały przemytnicze wykorzystuje się też transport cywilny, ludzie są nieświadomymi zakładnikami.

  • tatarek123

    Oceniono 13 razy 7

    JAKIE BATERIE ????!!!!! SAMOLOTY JAK I SAMOCHODY WOŻĄ AKUMULATORY !!! Od razu widać że piszący korzystał z tłumacza google i angielskie słowo 'battery' przetłumaczyło mu na baterie. LUDZIE !! MYŚCIE ZANIM znów bedziecie pisali o bateriach. W języku polskim są AKUMULATORY!!

  • mieczyslawski

    Oceniono 3 razy 3

    były przypadki zapalenia akumulatorów litowych w laptopach. Teoretycznie mógł zapalić się jeden laptop w luku bagażowym, ale na wysokości 10 km jest 1/5 ciśnienia, więc jest mało tlenu do podtrzymania palenia, ponadto w zamkniętym, luku ogień nie miałby powietrza, więc po czasie nastąpiłoby samoczynne zadławienie.

    Ponadto po pojawieniu się dymu natychmiast wysyła się sygnał SOS i samolot jest pilnie śledzony, są przygotowania do akcji ratowniczej.

  • peppers01

    Oceniono 1 raz -1

    Co sądzicie zaginionym Boeingu 777 lecącym z Malezji do Pekinu?
    Niby zniknął z radarów około godziny po starcie ale do dziś nie odnaleziono wraku (ani pasażerów) a niektóre źródła podają, że jeszcze przez kilka godzin po rzekomym `zniknięciu z radarów` samolot ów nadawał pewne sygnały odbierane przez satelity.
    W porwanie przez UFO osobiście nie wierzę. Jakaś tragiczna katastrofa mogła się oczywiście wydarzyć (np. coś podobnego do katastrofy AirBusa AirFrance, w której zamarznięte czujniki mierzące prędkość spowodowały iż komputer pokładowy zgłupiał i skierował samolot prosto w ocean). Nie można też wykluczyć zamachu (eksplodująca w powietrzu bomba tłumaczyłaby brak szczątków oraz nagłe zniknięcie z radarów). Jednak jak dla mnie było to celowe uprowadzenie maszyny. Najpewniej gdzieś do `królestwa talibów` czyli Afganistanu, Iraku, Pakistanu. A w zasadzie nie samej maszyny tylko jej ładunku i/lub pewnych osób.
    W sieci pojawiły się plotki (jak wiadomo w każdej plotce jest ziarenko prawdy), że w luku bagażowym owego samolotu znajdowało się kilka ton złota oraz papierów wartościowych. Inna plotka głosi, że wśród pasażerów feralnego lotu znajdowała się grupa Chińskich naukowców zajmujących się problematyką energetyki jądrowej (w tym jej militarnego zastosowania)
    Ciekawe tylko co się stało z pasażerami. Jeśli komuś kto uprowadził samolot zależało na jego ładunku i/lub kilku kluczowych osobach to reszta pasażerów z pewnością stanowiła (stanowi) dla niego problem. Problem którego najdelikatniej mówiąc trzeba się pozbyć. Obyśmy za jakiś czas nie musli oglądać w TV publicznej egzekucji dokonanej przez członków Al-Kaidy.
    Jeśli jednak było to uprowadzenie to za jego realizację odpowiadać musiał zespół doskonale wyszkolonych osób. To zaś oznacza, że w całość musiał być zaangażowany wywiad (wywiady) któregoś z krajów regionu lub też doskonale zorganizowana grupa terrorystyczna.
    W końcu samolot nie może ot tak sobie `zniknąć z radarów`. Ktoś musiał doskonale wiedzieć jak i kiedy wyłączyć systemy aktywnej lokalizacji maszyny. Dokładnie musiał zrobić to w chwili gdy maszyna znajdowała się między jednym a drugim obszarem kontroli powietrznej (czyli zdążyła się już `wymeldować` z jednego obszaru a nie zdążyła jeszcze `zameldować` się w drugim) Inaczej kontrolerzy od razu zorientowaliby się, że coś nie jest w porządku i ogłosiliby alarm. A tak jedna kontrola lotów już samolotu nie śledziła (pilot wymeldował się z ich strefy) a druga jeszcze go nie śledziła (oczekiwała aż pilot się u nich zamelduje). Dzięki temu od momentu `zniknięcia` samolotu do ogłoszenia alarmu upłynęło pewnie sporo czasu. Czasu, w którym osoba pilotująca ów samolot mogła w zasadzie niepostrzeżenie zmienić kurs i oddalić się w sobie tylko znanym kierunku. To jednak nie wszystko. Oprócz aktywnych systemów lokalizacji (czyli impulsów wysyłanych przez samolot) istnieją przecież również systemy bierne czyli radary. Nie mówię tutaj oczywiście o instalacjach cywilnych gdyż te mają bardzo mały zasięg, ograniczony w zasadzie do obszarów kontroli powietrznej wokół lotnisk. Co innego jednak radary wojskowe. Ich zasięg jest z pewnością znaczący. Tym samym ktoś kto pilotował uprowadzoną maszynę musiał doskonale znać lokalizację oraz orientacyjny zasięg wojskowych radarów tak aby odpowiednio zaplanować kurs, dzięki któremu dotarłby do zamierzonego celu uniknąwszy wcześniejszego wykrycia. A to już nie lada wyczyn. Wymagający doskonałego opanowania sztuki pilotażu oraz szerokiej wiedzy praktycznej (często z kręgu `ściśle tajne) dotyczącej biernych systemów lokalizacji. Względnie wywiad kraju do którego zmierzał uprowadzony samolot został o wszystkim zawczasu poinformowany i pojawianie się owego samolotu na ekranach radarów tegoż kraju nie było dla nikogo zaskoczeniem.
    A jakie jest wasze zdanie na ten temat?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje