Poszukiwania boeinga na Oceanie Indyjskim wstrzymane. Mgła i deszcz ograniczają widoczność

20.03.2014 06:07
Norweski statek St. Petersburg dotarł w rejon znalezionych przez satelitę obiektów

Norweski statek St. Petersburg dotarł w rejon znalezionych przez satelitę obiektów (Fot. REUTERS/hoegh.com/Handout/NTB Scanpix)

Satelita szukający śladów zaginionego boeinga malezyjskich linii lotniczych zlokalizował na Oceanie Indyjskim dwa obiekty, które mogą być związane z poszukiwanym samolotem. Poszukiwania zostaną wznowione w piątek rano, a do ekipy dołączy śmigłowiec, który będzie śledził ruchy wody i przemieszczanie się obiektów.
Dwa obiekty, które mogą być szczątkami zaginionego samolotu malezyjskich linii lotniczych, zlokalizowano w południowej części Oceanu Indyjskiego, około 2600 km na południowy zachód od australijskiego miasta Perth. Obiekty odkryli na zdjęciach satelitarnych australijscy eksperci.



- Na zdjęciach widać dwa elementy, które mogą być fragmentami wraku tego samolotu - powiedział premier Australii podczas konferencji prasowej. - Nie mam co do tego pewności, ale prawdopodobieństwo jest bardzo duże. W tej chwili to nasz główny ślad - dodał.

"Płynie tam dobrze wyposażony okręt"

Podczas konferencji prasowej przedstawiciel władz Malezji poinformował, że w rejon wskazany przez Australijczyków kierowane są kolejne siły. Lecą tam samoloty Australii, Nowej Zelandii i USA. W sumie boeinga na całym obszarze poszukiwań wypatrują załogi kilkudziesięciu samolotów, statków i helikopterów wielu państw.



- Zdjęcia satelitarne mogą nie być powiązane z zaginionym samolotem, ale to najmocniejszy do tej pory trop - powiedział polityk. - We wskazany obszar płynie okręt dobrze wyposażony celem zebrania wszelkich obiektów, które mogą tam zostać znalezione - dodał.

- Położenie boeinga nadal nie jest znane. Koncentrujemy się na znalezieniu samolotu, co dzień nasze wysiłki się zwiększają - podkreślił przedstawiciel władz Malezji.

Według telewizji CNN ekipy poszukiwawcze mają poważne trudności z dotarciem do namierzonych przez satelitę obiektów. Problem stanowi wyjątkowo zła pogoda. Na razie w rejonie zrzucono boje radiolokacyjne. Umożliwią one śledzenie ruchów wody, które mogą spowodować przemieszczenie się obiektów.

Według najnowszych informacji w obszar, na którym wg zdjęć satelitarnych znajdują się obiekty mogące być elementami wraku boeinga dotarł norweski statek.

"Wciąż szukamy rozbitków"

Wcześniej premier Abbott zaznaczył, że obecnie poszukiwania trwają w całym basenie Oceanu Indyjskiego. - Dotyczy to zarówno statków, jak i samolotów - stwierdził. - Wciąż mamy nadzieję na znalezienie rozbitków - stwierdził.

Służby nie są w stanie dokładnie odpowiedzieć na pytanie, jakiej dokładnie wielkości są namierzone przez satelity obiekty, ale zaznaczył, że są one "stosunkowo duże". - Szacujemy, że jeden ma ok. 24 metrów a drugi ok. 5 metrów. Jest tam bardzo słaba widoczność z powodu pogody - informują.

Podobne informacje podała Australijska Agencja Bezpieczeństwa Morskiego (AMSA). - Są to obiekty znacznych rozmiarów, prawdopodobnie obmywane wodą - powiedział dziennikarzom John Young z departamentu zarządzania kryzysowego AMSA. Young zastrzegł, że akcja poszukiwawcza będzie utrudniona ze względu na złą widoczność. Według niego głębokość wody na wskazanym obszarze sięga "kilku tysięcy metrów".

"Musimy to sprawdzić"

Young zaznaczył też, że tajemnicze obiekty mogą okazać się np. szczątkami jednego z wielu kontenerów, które często spadają z pokładów frachtowców pływających na tej trasie. - Powstrzymamy się od wydawania sądów do czasu zbadania tych obiektów z bliska - powiedział ekspert.

A kolei telewizja ABC News donosi, że jeden z członków załogi amerykańskiego statku zaangażowanego w poszukiwania boeinga 777 poinformował, iż radary okrętu wykryły pod powierzchnią wody obiekt o "znacznych rozmiarach". Jednak rzecznik amerykańskiej floty William Marks stwierdził, że nie ma to związku z poszukiwaniami, a odczyty radaru są "typowe".

Boeing 777 Malaysia Airlines z 239 osobami na pokładzie zniknął z radarów 8 marca, mniej niż godzinę po starcie z lotniska w stolicy Malezji Kuala Lumpur. Samolot leciał do Pekinu. Koordynowane przez Malezję poszukiwania prowadzone przez wiele państw dotychczas nie przyniosły żadnych rezultatów.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Zobacz także
Komentarze (118)
Zaloguj się
  • Andrzej Rygielski

    0

    co on mialby tam robic ,bzdura ,chyba ze podejzewany pilot to zapalony ornitolog i obral kurs na antarktyde,obserwowac piekne pingwiny cesarskie?

  • nicpon007

    Oceniono 1 raz 1

    Mgła?????????????????

  • welcometopoland

    Oceniono 1 raz 1

    Czyli lecieli z tym złotem na ...Antarktydę ? :)

  • olim

    Oceniono 2 razy 2

    Na dziś hipoteza o uprowadzeniu samolotu przez służby specjalne jakiegoś mocarstwa wydaje się najbardziej prawdopodobna, bo proszę zauważyć:
    - przerwana łączność radiowa (głosowa) z samolotem z jednoczesnym zniknięciem z radarów,
    - brak jakichkolwiek żądań okupu lub postawienia warunków politycznych w zamian za uwolnienie zakładników,
    - żadna organizacja terrorystyczna/rebeliancka nie przyznała się do odpowiedzialności,
    - pogłoski o dużej ilości złota na pokładzie,
    - samolot leciał do Chin, które jak wiadomo sprowadzają wielkie ilości złota,
    - istnienie globalnego mocarstwa, które postrzega Chiny jako główne zagrożenie dla stabilności własnej waluty,
    - tego rodzaju akt terroryzmu państwowego mógł posłużyć jako ostrzeżenie pod adresem Chin aby nie angażowały się w konflikt ukraiński.

  • kloakier

    Oceniono 3 razy 1

    Pilne!!!
    Jakby co, to Polacy już wiedzą jak w ciągu niecałych 4 lat określić czy piloci w chwili katastrofy byli trzeźwi

  • kloakier

    Oceniono 2 razy 0

    Jakby co, to Polacy już wiedzą jak w ciągu 3 lat zbadać czy piloci w chwili katastrofy byli trzeźwi.

  • kloakier

    Oceniono 5 razy -3

    Jak piloci wszystkich samolotów na świecie będą pochodzili z Izraela, to skończą się te cyrki z porwaniami, wybuchami i tajemniczymi zaginięciami samolotów..A jak zdarzy się jakaś "normalna" katastrofa, to szybko i sprawnie zostanie wyjaśniona, nawet z pomocą USA.

  • kloakier

    Oceniono 2 razy -2

    Wstąpił do piekieł, po drodze mu było...Cześć pamięci ofiarom tragedii...Samolot się nie liczy, ale chore media próbują ten szatański przedmiot reklamować, że niby taki wspaniały i ludziom niezawodnie służy...Ważne, że firma ma się dobrze i silniki samolotów / via satelita / się jej nie skarżą.

  • wojtusz

    Oceniono 2 razy 2

    Tam rosną jakieś brzozy?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje