"90 proc. kwestii organizacyjnych można załatwić przez telefon. Koszt społeczny wywiadówki to 4500 straconych godzin". Szkolne zebrania oczami rodzica [LIST]

26.02.2014 13:53
Uczniowie szkół z Radomia i regionu będą się uczyć o ubezpieczeniach społecznych

Uczniowie szkół z Radomia i regionu będą się uczyć o ubezpieczeniach społecznych (Fot. Rafa Michałowski / Agencja Gazeta)

- "Nasze" wywiadówki często próbują realizować zbyt wiele celów naraz - napisała do nas pani Marta. - Tylko indywidualne spotkanie da szanse na skupienie się na temacie, wytłumaczenie istoty problemu, poszukanie rozwiązań - dodaje. Jej list to odpowiedź na nasz artykuł o szkolnych wywiadówkach.
Jestem mamą trójki chłopców w różnym wieku i mam kontakt ze szkołą podstawową, gimnazjum w Polsce oraz za granicą, w sektorze publicznym i prywatnym, co pozwala mi na wiele obserwacji i porównań sposobu działania i organizacji różnych placówek (...).

W mojej ocenie wywiadówka dotyka lub próbuje realizować relacje, które podzieliłabym na trzy kategorie:

1. Relacja związana z nauką konkretnego dziecka (postępy, problemy, zachowanie etc.)

2. Relacja związana z kwestiami organizacyjnymi

3. Relacja społeczna - rodzice - nauczyciele - dzieci.

Tylko indywidualne spotkania pozwalają naprawdę skupić się na temacie

1. W pierwszym przypadku kontakt dotyczy danego dziecka. Powinien być realizowany podczas indywidualnych spotkań z nauczycielami w uzgodnionym terminie, na życzenie nauczyciela, rodzica lub dziecka. Tylko indywidualne spotkanie da szanse na skupienie się na temacie, wytłumaczenie istoty problemu, poszukanie rozwiązań. (...)

Moje najlepsze doświadczenie w tym względzie to spotkanie w szkole podstawowej za granicą, gdzie nauczycielka/wychowawczyni umówiła się ze mną i dzieckiem na indywidualną rozmowę. Na wstępie opowiedziała o mocnych stronach dziecka, zapytała, czy dziecko się z tym zgadza, czy chciałoby coś dodać, o czymś powiedzieć. Następnie poruszała zagadnienia, co do których miała uwagi, popierając pokazaniem konkretnych przykładów, po czym znowu zwróciła się do dziecka, pytając, czy rozumie, o czym ona mówi, jakie ma zdanie na ten temat, czy chce coś powiedzieć. Wspólnie ustaliliśmy, co jest problemem i jak z niego wybrnąć. Rozmowa przebiegała w miłej, spokojnej atmosferze. Dziecko było podmiotem tego spotkania.

2. W drugim przypadku 90 proc. kwestii organizacyjnych można załatwić poprzez lepszą organizację pracy oraz efektywny kontakt mailowy, telefoniczny, za pomocą dziennika elektronicznego czy też dzienniczka. Nie widzę potrzeby odgórnego skrzykiwania trzy razy do roku kilkuset rodziców wyłącznie po to, aby powiedzieć, że zajęcia na basenie będą kosztowały w tym miesiącu 25 zł. Społeczny koszt takich wywiadówek to przy szkole 600-osobowej - 600 dorosłych osób, poświęcających około 2,5 godziny na takie spotkanie łącznie z dotarciem na nie, czyli 1500 godzin x 3 w roku = 4500 godzin, które można byłoby spożytkować w lepszy sposób.

3. Trzeci przypadek dotyczy relacji społecznych, pogłębienia kontaktu rodzicie - rodzice, rodzice - kadra oraz dzieci, jak również edukacja społeczna dzieci. Realizacja tego celu powinna odbywać się podczas wspólnych działań organizowanych przez szkołę, gdzie przy obecności kadry, rodziców i dzieci realizowane są cele społeczne - dzień szkoły, zbieranie śmieci w okolicy, dzień sportu, prace na rzecz szkoły etc. Jest to przestrzeń do nawiązania głębszych relacji, zrozumienia, przedyskutowania różnych problemów, obserwacji, wniosków etc. etc., tak potrzebna nam wszystkim.

Wywiadówki próbują realizować zbyt wiele celów naraz.

Wydaje się, że "nasze" wywiadówki często próbują realizować te trzy cele jednocześnie, co nie może zakończyć się sukcesem ze względu na rozbieżność tych celów, różne sposoby ich realizacji i różne grupy zainteresowań. Rodzice są spędzani do szkoły i część z nich ma poczucie zmarnowanego czasu na sprawy, które można byłoby szybciej i skuteczniej załatwić w inny sposób. 

Część ma poczucie braku dobrego i konstruktywnego kontaktu z nauczycielem w kontekście ich dziecka. Część rodziców potrafi i chce zintegrować się w mniejszych grupach, ale nie obejmuje to całego lub chociaż większego grona rodziców.

* śródtytuły od redakcji

Uważacie, że wywiadówki są potrzebne? A może to strata czasu i dla nauczycieli, i dla rodziców? Jakie są Wasze doświadczenia? Napiszcie do autorki: anna.pawlowska@agora.pl

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (122)
Zaloguj się
  • mazuvian

    Oceniono 1 raz -1

    To paranoja. Wiele szkol nawet nie má pojecia o tym, ze istnieja telefony lub internet. Ludzie, to po prostu ludyzm.

  • michalfront

    Oceniono 1 raz 1

    trzy razy do roku? to co to za szkoła? u mnie zebrania są co miesiąc...

  • hhesse

    Oceniono 4 razy 4

    W szkole moich dzieci informacje organizacyjne są przekazywane mailem przez dziennik elektroniczny. Są tam też rzecz jasna oceny dzieci, można usprawiedliwiać nieobecności itp. I to działa. Nie ma problemu ze spotkaniami indywidualnymi, zawsze można pogadać z nauczycielami-zwykle po prostu umawiamy się w szkole po zajęciach. Wywiadówki są dwa razy do roku. Dodatkowo szkoła organizuje różne imprezy integracyjne (święto szkoły itp.) i zawsze z przyjemnością na nie chodzimy-dzięki temu zresztą znam lepiej nauczycieli i rodziców innych dzieci. Da się tylko trzeba dobrej woli a nie naskakiwania na siebie wzajemnie (typu rodzice mają gdzieś swoje dzieci a nauczyciele to lenie). Żeby nie było wątpliwości: piszę o szkole w Polsce.

  • szary212

    Oceniono 4 razy 4

    szkoła to środowisko społeczne - nie jakieś wirtualnie fejsbukowo - tylko takie z żywymi ludźmi - niedługo zapomnimy jak żywy człowiek wygląda; nie chce nam się nawiązywać relacji z nikim, nie wiemy jak wyglądają dzieci, z którymi kolegują się nasze dzieci, a co dopiero ich rodzice; kontakt bezpośredni zawsze zmienia naszą percepcje i zmusza nas do myślenia; równie dobrze możemy powiedzieć, że Wigilia to strata czasu, bo zawsze jest tak samo, nic się nie zmienia, dostajemy głupie prezenty i wszyscy się kłócą

  • Ryszard Bubak

    Oceniono 3 razy 3

    Kiedyś rodzic z ciekawością udawał się na wywiadówkę by usłyszeć jak radzi sobie jego dziecko.Kiedyś rodzice byli autorytetami dla dzieci.Teraz rodzice dopatrują się czy nauczyciel czasem nie krzywdzi ich dziecka bo za dużo wymaga bo krzyknął a może chce od was pieniędzy?.Rodzice obecnie nie panują nad swoimi dziećmi w domu bo to one tam rządzą,a oskarżają szkołę że źle sobie radzi z wychowaniem.Szanowni rodzice jeśli wasze dzieci są baranami i chamami nawet dla was to znaczy że nie poradziliście sobie w pewnym ich momencie życia z ich wychowaniem lub sami tacy byliście.Nie ma się więc czemu dziwić że mamy trudną młodzież.Nikt wam nie każe chodzić w miejsca które z dzieciństwa kojarzą się wam z miejscami uciemiężenia i zmuszania do nauki.Ubierajcie swoje pociechy w jeszcze droższe ciuchy bo lubicie być przecież najlepsi.Dajcie im najnowsze komórki i tablety.Niech szpanują.Tylko że kiedyś obróci się to przeciw wam i do końca życia będziecie zmuszeni do robienia na nierobów i leni śmierdzących.

  • ola07

    Oceniono 4 razy 4

    Ja uważam że wywiadówki są potrzebne,choćby po to żeby rodzice i nauczyciel sie lepiej poznali ,również znajomość między rodzicami sprawia, że potem lepiej się dogadać w różnych kwestiach organizacyjnych.Dla mnie kontakt ze szkołą moich dzieci jest bardzo ważny,jakbym wszystko załatwiała mailowo,to nie czułabym ,że moje dzieci chodzą do szkoły.

  • gazecina_wypierdcza

    Oceniono 2 razy 0

    czy mógłym się, koorva matś, dowiedzieć, co to, do koorvy nędzy, są za goowniane obrazki powieszone na ścianie w szkole publicznej ????
    Tak, właśnie te, które ZEPCHNĘŁY GODŁO PAŃSTWOWE na margines.

    Czy to już kooorva jego matś jest KONDOMINIUM WATYKAŃSKIE czy co ????

  • kosiolek59

    Oceniono 4 razy 2

    jak patrze na to zdjecie to juz nie wiem czy smiac sie mam czy plakac

  • apollo111

    Oceniono 2 razy 2

    olewatorstwo rodziców nie zna granic

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje