Tragiczny finał pościgu. Ofiara konała bez pomocy

Wiadomości >  Wiadomości dnia
Maja Sałwacka, aź
24.02.2014 18:50
A A A Drukuj
Policja

Policja (Fot. Daniel Adamski / Agencja Gazeta)

Seat, który uciekał policyjnej obławie, przekoziołkował po poboczu drogi. Policjanci we wraku auta znaleźli dwójkę pasażerów. Trzeci z podróżujących wypadł z auta, skonał kilkadziesiąt metrów dalej. Policja go nie szukała.
Dziś już wiadomo, że autem podróżowały trzy osoby: 18-letnia Marika, jej rówieśnik Amadeusz i 26-letni Kacper. Była niedzielna noc, kilkanaście minut po godz. 4 nad ranem, młodzi wracali z zabawy w Zielonej Górze.

Przy ul. Wrocławskiej próbował ich zatrzymać do kontroli policyjny patrol, ale auto nie zatrzymało się. Policjanci rozpoczęli pościg. Kilkunastoletni seat mknął starą S3 do Nowej Soli. Policjanci przyznają, że policyjny radiowóz nie mógł dogonić uciekinierów: - Kierowca jechał szybko, łamiąc przepisy. To była szaleńcza jazda - opowiada Grzegorz Jaroszewicz z komendy wojewódzkiej w Gorzowie. Policjanci poprosili o pomoc kolegów z Nowej Soli. Zarządzili blokadę przy wjeździe do miasta, na wysokości Otynia.

Seat ani na sekundę nie zwolnił, mimo że radiowóz - i to całkiem spory fiat ducato - stał na środku drogi. Kierowca próbował ominąć go poboczem. Stracił przyczepność, auto wybiło się w powietrze. Dachowało. - Upadło ze 200 metrów za policyjnym autem. Zatrzymało się na poboczu, wśród traw - przyznaje Jaroszewicz.

Marika i Amadeusz zostali przewiezieni natychmiast do szpitala. Doznali ciężkich obrażeń: urazy kręgosłupa, żeber. Chłopak przeszedł już pierwszą operację. Ma wstawiony implant.

Co stało się z Kacprem? Ciało 26-latka po 15 godzinach od wypadku znalazł właściciel pobliskiej posesji. Wezwał policję. Zdaniem wuja Amadeusza, chłopak mógłby przeżyć, gdyby policjanci nie bagatelizowali sygnałów, że autem podróżowały trzy osoby. Odszukali trzecią ofiarę wypadku. Udzielili pomocy. Pierwszy sygnał o tym, że jest jeszcze jedna osoba poszkodowana, policjanci mieli otrzymać ok. godz. 12. - Jedna z osób z rodziny dziewczyny zatelefonowała do nowosolskiej komendy, że autem podróżował także Kacper, że trzeba go odszukać. To samo powiedziała moja siostra policjantowi, który przyszedł do nowosolskiego szpitala, by przesłuchać ofiary, to było ok. godz. 16 - mówi pan Sylwester, wuj Amadeusza. - Usłyszeliśmy, że taki scenariusz jest niemożliwy, bo na miejscu było aż pięć radiowozów. Gdyby ktoś był, znaleźliby go.

Rodziny obojga nastolatków postanowiły same pojechać na miejsce wypadku. Razem siedem osób. Poszukać m.in. zgubionej torebki dziewczyny. - W trawie znaleźliśmy puderniczkę i... but. To był but tego chłopaka. Zaczęliśmy przeczesywać teren, by go odszukać. Na próżno - mówi pan Sylwester. Gdy doszli do ogrodzenia pobliskiej posesji, zawołali właściciela. Poprosili, by rozejrzał się po swojej działce. - W tym czasie dzwoniliśmy na komendę. Pierwszy telefon wykonaliśmy o godz. 18.05. Odmówiono nam przyjazdu, tłumacząc, że policjanci mają pilniejsze zgłoszenia. Choć mówiliśmy, że znaleźliśmy but, nie ma mowy o pomyłce. Kolejny telefon wykonaliśmy o 18.30. Dopiero po kwadransie przyjechał radiowóz - mówi pan Sylwester. Rodzice nastolatków zaproponowali, by policjanci przyprowadzili psa tropiącego. - Może on mógłby odszukać trzecią ofiarę. Ale policjanci tłumaczyli, że jest gdzieś na akcji... - żali się pan Sylwester.

W tym czasie, ok. godz. 19 właściciel posesji znalazł ciało Kacpra. Chłopak prawdopodobnie wypadł przez okno auta podczas koziołkowania. Potem przeczołgał się pod płotem lub przez niego przeskoczył.

Policjanci nie chcą komentować sprawy. Twierdzą, że nie mogą. Sprawę przejął prokurator. Ale zapewniają: - Sprawę zbada także wydział kontroli komendy wojewódzkiej. To standardowa procedura w takich wypadkach - przyznaje Grzegorz Jaroszewicz.

Grzegorz Szklarz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, przyznaje, że policjanci nie szukali trzeciej ofiary. - Znaleźli ciało, gdy dostali sygnał od właściciela posesji. Twierdzą, że nie mieli przesłanek, by to robić. Dwójka pasażerów tuż po wypadku zgodnie zaprzeczyła, że podróżował autem ktoś jeszcze - tłumaczy Szklarz.

- Co z kolejnymi telefonami i zgłoszeniami od rodzin nastolatków? Dlaczego tego nie sprawdzono? - pytamy.

- Przesłuchujemy policjantów, sprawdzimy wszystkie nagrania z rozmów, notatki - odpowiada Szklarz.

Kto kierował autem? Policja przyjęła wstępnie, że Amadeusz. Ale tego po odnalezieniu trzeciego podróżnego nie można być już pewnym. 18-latek nie miał prawa jazdy. - Nie umiał kierować autem. A już na pewno nie na tyle, by przez blisko 20 km gubić policyjny pościg - mówi pan Sylwester, ale zastrzega: - Nie rozstrzygam, kto jest winny wypadku. Kto siedział za kierownicą. Jeśli mój siostrzeniec, trudno. Ale nie opowiadam tego po to, by kogokolwiek rozgrzeszać. Żal mi po prostu tego chłopaka żal, że mu nikt nie pomógł. Nikt nie chciał go szukać, a on tam umierał.

  • 141
  • 40