Jeden punkt sprzedaży alkoholu w Polsce przypada na mniej więcej 300 mieszkańców. To jest chore [ALKOPOLACY: DANE]

21.01.2014 15:00
Stolica wprowadza nowe przepisy dot. sprzedaży alkoholu

Stolica wprowadza nowe przepisy dot. sprzedaży alkoholu (Fot. Gazeta.pl)

"Pijemy coraz mniej wina, ale znacznie więcej piwa i wódki", "picie jest wydarzeniem, o którym można opowiadać, śmiejąc się", "jeden punkt sprzedaży alkoholu w Polsce przypada na mniej więcej 300 mieszkańców". O danych i statystykach dotyczących spożycia alkoholu w Polsce rozmawiam z Krzysztofem Brzózką, dyrektorem Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.
Milena Bryła: Tu jest Polska, tu się pije. Jest alkohol, jest zabawa. Skąd to się bierze?

Krzysztof Brzózka: - Po pierwsze, w mediach trwa nieustający festiwal pozytywnego ukazywania alkoholu. Reklamy pokazują nam, że wszyscy piją, że tylko przy alkoholu jest możliwa dobra zabawa, że alkohol to siła, to sport, sukces. Trzeba zlikwidować ten kult dobrej zabawy połączonej z piciem.

Po drugie, mamy kwestię cen. Alkohol w Polsce jest wyjątkowo tani. W ciągu ostatnich dziesięciu lat jego dostępność finansowa zwiększyła się dwukrotnie, a w przypadku wódki - prawie trzykrotnie. Za średnią pensję możemy więc kupić dwa razy więcej wina i piwa i trzy razy więcej wódki niż to było kiedyś!

Po trzecie, powinniśmy zrobić coś z nieustającą pokusą w postaci punktów sprzedaży alkoholu. Tutaj jesteśmy mistrzami świata! Jeden punkt sprzedaży alkoholu w Polsce przypada na mniej więcej 300 mieszkańców. A to jest chore.

Co oprócz cen zmieniło się w ostatnich latach? Polska kultura picia ewoluuje?

- Niestety, w porównaniu do tego, co było kilka lat temu, pijemy więcej. Coraz mniej wina, ale znacznie więcej piwa i wódki.

A kultura? Niestety, ciągle traktujemy alkohol z przymrużeniem oka. Picie jest wydarzeniem, o którym można opowiadać, śmiejąc się. Nie tyle oszukujemy się, co lekceważymy problem. Tego, co alkohol robi w organizmie, na początku nie widać, ale straty są. Dopóki jednak nie jest już za późno, każdemu wydaje się, że "ja jeszcze mogę, ja nie mam problemu z piciem". A granica jest bardzo cienka.

A gdzie ona leży?

- To Światowa Organizacja Zdrowia dała wytyczne dotyczące bezpiecznej granicy spożywania alkoholu. Alkohol jest trucizną, jest toksyczny. A organizm ludzki jest w stanie w ciągu doby rozłożyć daną jego ilość bez widocznych strat w zdrowiu somatycznym.

Przekraczanie tego progu, takie nieustające funkcjonowanie z obecnością alkoholu powyżej podanej dawki, zaczyna być niebezpieczne dla naszego zdrowia, może prowadzić do uzależnienia oraz nieuchronnie prowadzi do tzw. "zjawiska mocnej głowy". Bo należy pamiętać, że nasza mocna głowa nie jest związana tylko z naszą fizjologią, ale z tym, że przyzwyczajamy się do danej ilości alkoholu i z czasem musimy wypić go coraz więcej, aby czuć się tak jak pod wpływem mniejszej ilości.

Za PARPA: Picie alkoholu o niskim ryzyku: gdy osoba nie spożywa więcej niż 4 jednostki standardowe alkoholu (SJA) dzienne dla mężczyzn i 2 SJA dla kobiet oraz nie więcej niż 28 SJA tygodniowo dla mężczyzn i 14 SJA dla kobiet. 1 standardowa jednostka alkoholu (SJA) = 10 g czystego alkoholu.

Z najnowszych badań TNS, opublikowanych jesienią 2013 r., wynika, że jest całkiem dobrze. Nie pijemy więcej, niż możemy, a w ogóle to pijemy raczej rzadko i mało... Tylko 1 proc. kobiet i 4. proc. mężczyzn przyznało, że zdarzyło im się wypić za dużo. Dane podejrzanie optymistyczne. Wstydzimy się przyznać?









- Po pierwsze należy pamiętać, że takie badania ankietowe zawsze obarczone są błędem. Ale oczywiście jest też tak, że wstydzimy się przyznać do tego, że zdarzyło nam się wypić za dużo. Picie alkoholu to bardzo prywatna sfera. Bardziej jesteśmy skorzy do przechwałek, że w Polsce potrafimy sporo wypić, niż do rzetelnego odpowiedzenia osobie z ankietą w ręku, ile sami pijemy.

Nie chcę podważać ostatnich badań, być może coś się zmieniło, mniej osób przesadza z alkoholem. Ale chyba raczej coraz trudniej nam się przyznać, jak i ile pijemy. Pijemy raczej z rodziną, znajomymi, w domowym zaciszu, ale dużo i niebezpiecznie. Mogę podejrzewać, że zamiast 4 i 1 proc. osób, które przyznają, że zdarzyło im się wypić za dużo, powinno być 16 i 4 proc.

W 2009 roku PARPA robiła podobne badania, choć były one bardziej szczegółowe. Czarno na białym wyszło nam wtedy, że osób, które piją nadmiernie i szkodliwie, przekraczając w tej kwestii wszelkie granice, jest w Polsce około 17 procent. I, co ważne, te 17 procent rodaków wypija 70 procent produkowanego i sprzedawanego alkoholu. To nie są osoby uzależnione. Ta informacja jednak z trudem przebija się do świadomości społecznej.









Z badania TNS wynika, że częściej to mieszkańcy miast i osoby z wykształceniem wyższym piją alkohol. Najmniej wśród pijących jest mieszkańców wsi i z wykształceniem podstawowym.

- Nie chcę podważać wyników badań TNS-u, ale nasze badania z 2009 roku pokazały, że najczęściej piją panowie ze średnim i niższym wykształceniem w wieku 35-46 lat, mieszkający w mniejszych miejscowościach. Co także ciekawe, wśród pań największe spożycie alkoholu było w grupie tych z wyższym wykształceniem, wśród młodych, energicznych i najczęściej samotnych kobiet.

Wydaje mi się, że tutaj również można wziąć na poprawkę to, że Polacy wstydzą się przyznać, że zdarza im się wypić za dużo. To tylko przypuszczenia, ale prawdopodobnie osoby z niższym wykształceniem mogą mieć większy problem z rozmową na temat swojego stosunku do alkoholu.





A co możemy powiedzieć o konsumpcji alkoholu w Polsce na tle innych krajów UE?

- Po pierwsze to, że jako Polacy mamy problem z uświadomieniem sobie, że wbrew powszechnej opinii nie piją wszyscy. Liczba zdeklarowanych abstynentów w badaniach w Polsce jest na poziomie kilkunastu procent. Jest więc znacząca.

Kolejnym problemem, który słabo przebija się do świadomości, jest fakt tzw. "dużej koncentracji picia". Światowa Organizacja Zdrowia klasyfikuje Polskę jako kraj podwyższonego ryzyka w kontakcie z alkoholem. Czyli jeśli pijemy, to na sposób wschodni: może rzadziej niż inne nacje europejskie, ale w dużych ilościach.

***

W poprzednich odcinkach cyklu Alkopolacy:
Gdy mówię ludziom, że nie piję, reagują niedowierzaniem. Słyszę: Co jest z tobą nie tak? - niepijący o życiu bez alkoholu >>


Co się najlepiej sprzedaje w monopolowym 24h? Widzę faktury. Na pierwszym miejscu... Cytrynówka lubelska 0,1 l - 1520 szt. >>


Napisz do autorki: Milena.Bryla@agora.pl

Zobacz także
Komentarze (201)
Zaloguj się
  • goran69

    0

    oj tam, przecież to nasza tradycja, najważniejsze żeby tej szatańskiej marihuany nie pili

  • plastikpiokio

    0

    to dobrze ze jest tak duzo tych punktow sprzedazy przynajmniej nie trzeba pałetac sie po całym miescie samochodem po pijaku.

  • gabkamski

    0

    No to jak to się ma do danych GUS, że owszem wzrasta spożycie alkoholu, ale wódę wypiera piwo o wino!

  • voiceinthedesert1

    0

    Nie powtarzaj się :) Przed chwilą dodałeś komentarz o tej samej treści. Czy to sposób cenzury?

  • voiceinthedesert1

    0

    Czas na prohibicję! To co "nie udało się" w Ameryce z pewnością uda się w Polsce!

  • stefansonson

    Oceniono 1 raz 1

    ilu mieszkańców ma Polska, a ilu Norwegia? W dodatku ilu w Norwegii mieszka muslimów nie pijących alko? i jeszcze jedno - alkohol, jak seks jest rozrywką biednych - w Polsce jest ich mnustwo - w Norwegii biednych jest raczej niewielu.

  • zbigasob

    0

    Najważniejszy postulat zlikwidować sprzedaż alkoholu w supermarketach i dyskontach , oni i tak się nachapią a ten mały może przeżyje.

  • komarrek

    0

    A jak człowiek ma nie pić w tym po... kraju?

  • guru133

    0

    Panie Brzóska, za czasów PRL sklepów handlujących alkoholem było kilkakrotnie mniej ale jedna melina przypadała na kilkudziesięciu mieszkańców a spożycie czystego alkoholu na głowę jednego mieszkańca było ponad dwukrotnie wyższe. Czy pańskim zdaniem należy wrócić do trej "normy"?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje