Wiadomości >  Wiadomości dnia

Sąd ZNÓW przekłada rozprawę o rekordowe 5 mln. Pani Grażyna: "Nie mam siły sama protestować... Zwróciłam się więc do Giertycha" [116 DNI NA BANACHA]

Joanna Berendt
20.12.2013 08:00
A A A Drukuj
Grażyna Garboś-Jędral jako radca
prawny szpitala na Banacha broniła lekarzy przed roszczeniami pacjentów. Zawał serca sprawił,
że nagle znalazła się po drugiej
stronie barykady. O mało nie
przypłaciła tego życiem

Grażyna Garboś-Jędral jako radca prawny szpitala na Banacha broniła lekarzy przed roszczeniami pacjentów. Zawał serca sprawił, że nagle znalazła się po drugiej stronie barykady. O mało nie przypłaciła tego życiem (Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Grażyna Garboś-Jędral walczy o 5 mln zł. Tyle według wyroku sądu I instancji ma jej zapłacić renomowany szpital na Banacha. Będzie to - o ile wyrok zostanie podtrzymany - rekordowe odszkodowanie ws. o błędy medyczne. Tymczasem rozprawa, na której miał zapaść prawomocny wyrok, po raz kolejny została przełożona. Do historii niespodziewanie wkroczył dawny ubezpieczyciel szpitala, który przez ostatnie 8 lat sprawą się nie zajmował. - Ja już dłużej tego nie wytrzymam. Podjęłam desperackie kroki. Chcę, by reprezentował mnie mec. Giertych - mówi pani Grażyna.
Historia choroby, zeznania świadków, opinie biegłych, konfrontacje z lekarzami... [ZOBACZ WSZYSTKIE MATERIAŁY] >>>

Jeżeli nie będzie więcej niespodzianek, prawomocny wyrok w sprawie pani Grażyny zapadnie 22 stycznia 2014 r. To nie był jednak pierwszy raz, gdy Sąd Apelacyjny w Warszawie przełożył termin rozprawy. Pierwszy raz zrobił to w listopadzie na wniosek szpitala, który tłumaczył, że ponieważ mec. Rafał Dębowski wymówił SPCSK pełnomocnictwo (na trzy tygodnie przed terminem rozprawy), placówka potrzebuje czasu, aby znaleźć sobie nowego pełnomocnika - pomimo tego, że szpital na stałe zatrudnia zewnętrzną kancelarię prawną, która zajmuje się jego kompleksową obsługą prawną.

Mec. Giertych: "Sprawa jest bardzo interesująca"

Tym razem sąd odroczył termin rozprawy, bo do sprawy po stronie pozwanego dołączyli przedstawiciele dawnego ubezpieczyciela szpitala, CIGNA STU (która dziś działa na rynku pod inną nazwą). To właśnie na CIGN-ę - przynajmniej teoretycznie - powinien spaść obowiązek wypłaty odszkodowania dawnej pracownicy i pacjentce szpitala na Banacha - o ile, oczywiście, podtrzymany zostanie wyrok sądu I instancji.

Mimo to CIGNA przez 8 lat trzymała się od sprawy pani Grażyny z daleka. Włączyła się do niej na powrót dopiero wtedy, gdy Sąd Apelacyjny w Warszawie miał wydać prawomocny już wyrok. Reprezentanci ubezpieczyciela przedstawili w sądzie kilkadziesiąt wniosków dowodowych, z którymi pani Grażyna musi się teraz zapoznać - i do których już teraz ma bardzo wiele zastrzeżeń.

Dlatego kobieta zwróciła się o pomoc do kancelarii mec. Romana Giertycha - chce, aby to on został jej pełnomocnikiem w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. Sam zainteresowany nie wyklucza takiej możliwości. - Jesteśmy umówieni na spotkanie, na którym omówimy szczegóły. Nie wykluczam, że przyjmę tę propozycję i już na kolejnej rozprawie będę reprezentował panią Grażynę. Sprawa jest bardzo interesująca - mówi nam mec. Giertych.

Rozmowa z panią Grażyną o ostatniej rozprawie

Joanna Berendt: Co wydarzyło się w środę w sądzie?

Grażyna Garboś-Jędral: - Naprzeciwko mnie stanęli nowa pełnomocnik szpitala wraz ze swoją aplikantką oraz dwóch przedstawicieli ubezpieczyciela CIGNA STU, która po raz pierwszy wystąpiła w charakterze interwenienta ubocznego.

Skąd się tam wzięli przedstawiciele CIGNiy? Przecież były ubezpieczyciel szpitala przez 8 lat nie brał udziału w postępowaniu sądowym.

- Dokładnie! 8 lat temu CIGNA przyszła do sądu i powiedziała, że chce brać udział w sprawie jako interwenient uboczny, ale nie zapłaciła wymaganych do tego 20 tys. zł. I przez 8 lat nie kiwnęła nawet palcem. A dziś nagle przychodzi, uiszcza tę opłatę 20 tys. i mówi mniej więcej tyle, że sprawę trzeba rozpatrzyć od początku.

I sędzia przyjęła dokumenty - wnioski dowodowe - zarówno od jego pełnomocników, jak i od przedstawicielki szpitala. Sąd poprosił, aby mi także dać kopie tych dokumentów - w sumie jakieś 300 stron - a następnie mnie pyta, jakie jest moje stanowisko w ich sprawie.

Ale tak od razu?

- No właśnie! Więc pytam: "Kiedy ja się z tym miałam zapoznać?". Wiedziałam, że to tylko wybieg, aby znów przełożyć termin rozprawy, więc zaraz dodałam, żeby nikt nie liczył na to, że ja w związku z tym wniosę o kolejne odroczenie. Sędzia zrobiła wielkie oczy.

Stanęło na tym, że dostałam 10 minut na zapoznanie się z tymi dokumentami. A tam - proszę sobie wyobrazić - brak poświadczeń o zgodności z oryginałem i kilkanaście kartek, w sumie trzy dokumenty, w języku angielskim!

Bez tłumaczenia?

- Bez. Już na sali zapytałam sędzię, czy zapoznała się ze wszystkimi dokumentami. Sędzia wydarła się na mnie, że powinnam wiedzieć, że sąd zapoznaje się ze wszystkimi dokumentami. Na to ja powiedziałam, że wnoszę o to, aby pozwany dostarczył tłumaczenia tych dokumentów na język polski, bo w Polsce według ustawy mamy obowiązek posługiwać się językiem polskim. Przecież w tych dokumentach mogłyby być jakieś wulgaryzmy albo nakłanianie do przestępstwa...

I co sąd na to?

- Że sama będę mogła się tym zająć, kiedy będę przygotowywać swoje stanowisko w ich sprawie. Dostałam na to dwa tygodnie. Ale to, że sędzia odrzuciła mój wniosek o tłumaczenie... To jest jakiś skandal! Coś takiego nie zdarzyło mi się ani razu w ciągu 35 lat, od kiedy rozpoczęłam pracę w tym zawodzie!

Zdążyła się pani już z tymi dokumentami zapoznać?

- Wczoraj do 4 rano siedziałam i czytałam. I już mogę pani powiedzieć, co w tych dokumentach jest: wnioski dowodowe na 50 stron. A w nich takie idiotyzmy, jakby przez ostatnie 8 lat nie było żadnego postępowania sądowego w mojej sprawie!

Co ma pani na myśli?

- Otóż, pani Joanno, interwenient uboczny pisze np., że salmonellą zaraziłam się przez krew albo że miałam jakiegoś guza podskórnego. No ile razy ja mam udowadniać, że nigdy nie miałam we krwi bakterii salmonelli! Przecież to wszystko jest w aktach sprawy, do których sąd ma dostęp.

A o co chodzi z tym guzem podskórnym?

- No właśnie nie mam pojęcia, skąd oni wzięli jakiegoś guza. I co ja mam na to powiedzieć? To tak, jakbym ja powiedziała pani: "Pani Joanno, jest pani Murzynką!". I teraz niech pani się tłumaczy. Taki jest poziom tych wniosków dowodowych. A ich cel jest tylko jeden - tak jak mówiłam: chcą po raz kolejny odroczyć sprawę, a na kolejnym posiedzeniu utrzymywać, że całość dowodów jest do ponownego rozpoznania. A to oznacza powrót do punktu wyjścia, do punktu sprzed ponad 8 lat.

Ja już chyba tego dłużej nie wytrzymam.

Jak to się stało, że zwróciła się pani do mec. Giertycha?

- To był prawdziwie desperacki krok. W sądzie byli ze mną syn i synowa. I to synowa przypadkiem zauważyła przechodzącego obok mecenasa Giertycha. Syn mówi do mnie: "Mamuś, weź go! Ratuj się, bo oni cię tam zjedzą!". Więc ja - w akcie ostatecznej rozpaczy - zadzwoniłam wczoraj do kancelarii pana mecenasa. Nie mam już siły sama protestować. W kancelarii pana mecenasa usłyszałam, że znają, śledzą moją sprawę i są zainteresowani. Chcę, aby to mecenas Giertych był moim pełnomocnikiem.

***

116 dni i I grupa inwalidzka

Grażyna Garboś-Jędral po tym, jak przez kilka lat pracowała w szpitalu na Banacha jako radca prawny - broniąc tamtejszych lekarzy w sprawach o błędy medyczne - w 2004 r. trafiła do niego jako pacjenta z zawałem serca. Z zawałem uporano się szybko i skutecznie, a mimo to kobieta opuściła szpital po 116 dniach jako kaleka, z I grupą inwalidzką, niezdolna do prowadzenia samodzielnej egzystencji.

Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł w uzasadnieniu ciągle nieprawomocnego wyroku, że niepełnosprawność pani Grażyny jest wynikiem działań - albo braku działań - lekarzy szpitala na Banacha. Pobyt w tamtejszej placówce według sędzi zakończył się dla kobiety uszkodzeniem kręgosłupa, niedowładem kończyn, nieoperacyjną przepukliną, nieuleczalnymi problemami z trawieniem i wydalaniem oraz utratą funkcji seksualnych.

Szpital nie przyjmuje winy swoich lekarzy, tłumacząc, że sąd I instancji nie uznał opinii biegłych, które były dla SPCSK korzystne. Jak tłumaczył nam mec. Rafał Dębowski - kiedy jeszcze był pełnomocnikiem szpitala - choć "niezaprzeczalne jest, że pani Grażyna Garboś-Jędral miała poważne kłopoty zdrowotne, to w sprawie są uzasadnione wątpliwości, by winni im byli lekarze".



Tagi:

  • 11
  • 111
Komentarze (397)
Zaloguj się
  • grazyna.garbos.jedral

    Oceniono 17 razy -13

    Witam Wszystkich. Właśnie zaczął się akt II mojej gehenny, tym razem urządzonej mi przez sąd i to nie jakiś sąd rejonowy, gdzie może zrozumieć błędy proceduralne i nieprofesjonalizm, ale SĄD APELACYJNY - Sąd stojący najwyżej w hierarchii wymiaru sprawiedliwości jako sąd sądzący sprawy w trybie odwoławczym. Sąd na mnie nakrzyczał,że śmiem pytać, czy sąd się zapoznał z pismami jakie dostarczył pozwany, bo przecież jak stwierdziła sędzie "SĄD NA PEWNO MUSI SIĘ ZAPOZNAĆ ZE WSZYSTKIMI PISMAMI" a za chwilę okazało się, że wśród tych pism jest 3 pisma razem 17 stron w języku angielskim. Sąd nie tylko ich nie czytał tez nie przyjął mojego wniosku dowodowego aby pozwany dostarczył tłumaczenie, mało tego mnie sąd zobowiązał, ze mam się ustosunkować do treści tych pism, czyli to ja mam sobie sama załatwił tłumaczenie. Sąd miał tez przygotowany wybieg do odroczenia sprawy nawet gdyby te pisma nie wpłynęły. Usłyszałam, że 4 lata temu jakieś pismo zostało podobno źle doręczone i musi to powtórzyć Sąd Okręgowy, do którego zostanie ponownie przekazane z tego powodu 13 tomów akt. Tylko dlaczego Sąd Apelacyjny nie zwrócił na to uwagi jak badał akta pod względem formalnym przed wyznaczeniem rozprawy. Badał je przez 9 miesięcy, mógł więc 20 razy zwrócić akta, a zrobił to dopiero teraz. A poprzednią rozprawę sąd odroczył jak powiedziała Pani Sędzie "sąd uczynił uprzejmość pozwanemu". Mam to na nagraniu z rozprawy. Fajnie jak sędzia robi uprzejmości pozwanemu. Czuję się z tym znakomicie, na pewno moje poczucie sprawiedliwości i obiektywizmu w sądzeniu przez Sąd Apelacyjny bardzo przez to wzrosło.
    Pozdrawiam wszystkich i tych którzy mają dla mnie ciepłe słowa otuchy, za które bardzo, bardzo dziękuję i tych, którzy najchętniej widzieliby mnie na palu jak Azję Tuhajbejowicza i umieją pluć jadem ale tylko zza węgła, bo nigdy nie mieli odwagi spojrzeć komuś prosto w twarz, ale hieny i sępy też w przyrodzie występują, więc ich również pozdrawiam. .

  • Oceniono 12 razy -8

    Powiem wam, że przebić kiszkę stolcową, to jak splunąć.
    Sam kiedys tego o mało nie doświadczyłem w trakcie wpychania w moją dupę końcówki zestawu do wlewu odbytniczego przez tępą pielęgniarę...bezmyślnie, na odpie...l.
    Końcówka plastikowa tego gó...anego, nomen omen, urządzenia była tak ostra, twarda i miała takie zadziory, że gdybym nie interweniował czując ból, to nie wiem jak to by sie skończyło.
    Zakładali mi to po ciemku - nie wiadomo dlaczego - pewnie nie chciało sie swiatła włączyć, na oślep, na chama, masakra.
    Tak, że w tym aspekcie jestem za poszkodowaną, sama sobie dupy gwoździem nie podcierała.

  • grazyna.garbos.jedral

    Oceniono 12 razy -6

    Witam Wszystkich. Proszę Państwa od początku odpisuję na Państwa komentarze posługując się swoim nazwiskiem. Niestety jakaś Świnia wpadła na pomysł, aby także podpisywać się moim nazwiskiem dodając do tego @.
    Bardzo przepraszam, ale wszystko co jest podpisane @grazyna.garbos-jedral to nie są moje posty, tylko jakiegoś zboczeńca, któremu nie wystarcza, że jest anonimowy i bluzga na ludzi, to jeszcze ukradł moje nazwisko.
    Trzeba być wyjątkową kanalią aby tak postępować, ale i tacy niestety są wśród nas. Wszystkich, których ta Świnia wprowadziła w błąd bardzo przepraszam. Pozdrawiam. Grażyna Garboś - Jędral

  • Oceniono 8 razy -6

    Takie są sądy i sędziowie . Ale to lemingi wybrali już drugi raz PO i Tuska więc niech nie narzekają na III RP .
    Po 2015 może wiele się zmieni . Może ... bo nie ma pewności , czy do władzy dojdzie PiS .
    Ale jeśli , to tacy sędziowie będzie na marginesie .

  • Oceniono 26 razy -6

    Pani Grażyno!!! Powodzenia i wytrwałości. I niech Pani się nie poddaje. Niech Pani krzyczy. Niech Pani krzyczy tak, aby usłyszeli wszyscy. Nich Pani wygra już nie tylko dla siebie, ale dla tysięcy ludzi traktowanych bydło w tym kraju. A prawo wiadomo jest jak płot. Tygrys przeskoczy, wąż przepełźnie pomiędzy a bydło stoi i czeka. Lekarze, ubezpieczyciele tak właśnie traktują prostych ludzi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX