Co zdecydowało? Ważny polityk powiedział mi: "diengi i Rassija". A po chwili jednak: "Rassija" [KULISY NEGOCJACJI]

- Prezydent Janukowycz był bardzo zmęczony, miałem wrażenie, że ktoś go dociska. Wcześniej Putin ciągał go po całym byłym ZSRR, to nie wyglądało dobrze - opowiada Paweł Kowal. Szczyt UE w Wilnie zakończył się fiaskiem, jeśli chodzi o Ukrainę, która nie podpisała umowy stowarzyszeniowej. O tym, dlaczego tak się stało, rozmawiałem z eurodeputowanym Pawłem Kowalem, który jako reprezentant PE od wielu miesięcy bacznie obserwował kulisy unijnych negocjacji.
Michał Kolanko - dziennikarz polityczny, współzałożyciel serwisu 300polityka.pl - na stałe w Gazeta.pl! Michał będzie dla was pisał o polityce od kuchni, będzie relacjonował i komentował najciekawsze momenty nadchodzących kampanii wyborczych

Michał Kolanko: Kiedy Pan wiedział, że to koniec, że umowy nie będzie?

Paweł Kowal: Dwa i pół tygodnia temu byliśmy z delegacją konserwatystów z wizytą w Kijowie. Wtedy pojawiła się retoryka, że UE "nie pomaga Ukrainie", prezydent powiedział, że Unia "nie udziela moralnego wsparcia". Pomyślałem: coś nowego się szykuje, bo akurat polityczne wsparcie było i wszyscy to wiedzą. Inna sprawa: wsparcie na innych polach. Widziałem po Janukowyczu, że jest pod ogromną presją.

Mieliśmy spotkanie w wąskim gronie. Prezydent Janukowycz był bardzo zmęczony, miałem wrażenie, że ktoś go dociska. Widziałem w jego oczach, że jest kłopot. To było o tyle dziwne, że ci, którzy znają układy na Ukrainie, twierdzili, że jeśli prezydent podejmie decyzje, to już to pójdzie. Późnym latem nie miałem żadnej wątpliwości, że on jest zdecydowany. Popełniliśmy błąd, bo sądziliśmy, że wszystko zależy od kluczowych państw UE. A nikomu nie przyszło do głowy, że to Janukowycz może zmienić zdanie.

Co zdecydowało?

- Jeden ze znanych ukraińskich polityków powiedział mi we wtorek: "diengi i Rassija". Po chwili dodał: "Rassija".

Jak długo przygląda się pan tym negocjacjom?

- Należałem do tzw. grupy wileńskiej. Od roku ta grupa - po jednym eurodeputowanym z każdej frakcji - była na każdym posiedzeniu PE w Strasbourgu szczegółowo informowana przez komisarza Štefana Füle o tym, jak toczą się negocjacje. Nawiasem mówiąc, rola komisarza Fule - czeskiego polityka i dyplomaty, który rozumie UE, ale i czuje zawiłości Wschodu - w tym całym procesie jest niedoceniana. Jestem szefem delegacji PE do współpracy z Ukrainą i mam swoich odpowiedników po stronie ukraińskiej. Najpierw był to Borys Tarasiuk, a później Piotr Poroszenko i Serhij Tihipko - to jeszcze jeden element politycznej otoczki procesu negocjacji.

Ale przecież główne rozmowy toczyły się zgodnie z traktatami innymi kanałami - poprzez agendy Komisji Europejskiej: Służbę Działań Zewnętrznych, komisarzy Füle - od rozszerzenia i de Guchta - od handlu. To jest podstawowy kanał negocjacyjny. Kanał parlamentarny dotyczył tego, co jest w kompetencji PE, czyli politycznej otoczki negocjacji.

Ale w polskich mediach najbardziej eksponowaną, centralną rolę pełniła misja Kwaśniewskiego-Coxa.

- To misja powstała z inicjatywy socjalistów w PE, a szczególnie ich lidera Martina Schultza. Była wyjątkowa w historii PE - jako jedyna, w której parlamentu nie reprezentowali jego członkowie, ale eksponowani politycy europejscy. Miała wsparcie w postaci otoczenia urzędniczego przewodniczącego Schultza i dotyczyła szeroko rozumianej sprawy Tymoszenko.

Jej celem było doprowadzenie do jakiegoś koncyliacyjnego wyjścia. Misja nie dotyczyła umowy stowarzyszeniowej, tylko ulżenia Tymoszenko i jej współpracownikom, aby nie był to problem przy podpisaniu umowy. UE przewidywała bowiem, że problem pojawi się po stronie unijnej, nie ukraińskiej.

Ale to nie wszystko. Oprócz formalnej misji Kwaśniewski przez te swoje wizyty łagodził cały proces, jego praca polegała też trochę na roli piorunochronu w sytuacjach, gdy rząd Jankowycza i Azarowa znajdował się w ogniu krytyki. On chronił ich od piorunów, a cały proces od pożaru. Wykonał kawał roboty. To nie była misja w meloniku, to była misja w kurtce i swetrze w drodze z Kijowa do Charkowa. W relacjach z władzami na Ukrainie był bardziej dyplomatą niż politykiem: Cox i Kwaśniewsi prawie nie udzielali wywiadów i ciągnęli wielogodzinne rozmowy z politykami Partii Regionów.

W pewnym momencie negocjacji stwierdził pan na Twitterze, że misja Kwaśniewskiego-Coxa będzie przedłużona "do ostatnich sekund". To stwierdzenie było pierwszym poważnym sygnałem, że umowa stowarzyszeniowa jest zagrożona...

- To było w gabinecie zebrań prezydium PE. Byli tam ludzie zaangażowani w negocjacje po stronie unijnej w sprawie Ukrainy, szefowie grup politycznych. Zrozumiałem dwie rzeczy.

Po pierwsze, że sprawa Julii Tymoszenko może być użyta jako pretekst do niepodpisania umowy przez każdą ze stron. Cały czas miałem świadomość, że po stronie unijnej są osoby sceptyczne wobec Ukrainy, że to po stronie UE ktoś może zablokować podpisanie pod pretekstem sprawy Julii. A wtedy zrozumiałem, że i prezydent Janukwycz może skorzystać z twardego stanowiska Unii, nie zaproponować żadnego rozwiązania i przerwać cały proces. A po drugie, byłem prawie pewien, że nie sprawa Tymoszenko tu zadecyduje, że gra toczy się na innym boisku.

Na jakim?

- Nowa gra zaczęła się tak naprawdę już w środku lata. To była blokada produktów ukraińskich na rynku rosyjskim. I wtedy proponowałem, aby umowę podpisać natychmiast, nie czekać na szczyt w Wilnie. Zrobić to nawet na szczeblu ambasadora.

Lecz, jak się okazało, retoryka PE i innych instytucji europejskich była mocno antyrosyjska, ale nie poszły za tym żadne działania. Taka inflacja antyrosyjskich filipik wykrwawia Unię jak mało co. Wielu politykom unijnym - takie miałem wrażenie - wydawało się, że sobie pokrzyczą, a Kreml zadrży. A trzeba zacząć od pomocy gospodarczej dla naszych partnerów: otworzyć rynek na zablokowane przez Moskwę ukraińskie i mołdawskie produkty. Moje oświadczenie było uznane za dość fantastyczne, bo unijni urzędnicy są przekonani o znaczeniu ustalonych dat. Proceduralnie podpisanie było możliwe i to, jak widać, był ostatni moment.

Dlaczego?

- Bo najbogatsi Ukraińcy, którzy mają wpływ na rząd, nie stracili jeszcze wiele na nieformalnych blokadach Kremla. Chwilowo byli wściekli na Moskwę, a społeczeństwo popierało gnębionych przez rosyjskich celników "oligarchów", co na Ukrainie rzadkie. Nastąpił moment integracji wewnętrznej w Kijowie.

Co się potem zmieniło?

- Gra zaczęła toczyć się na dwóch boiskach. Do niektórych w UE zaczęło docierać, że zaczynają się kłopoty. Doszło do trzech spotkań prezydenta Janukowycza z prezydentem Putinem, wszystkie poza terytorium Ukrainy: Mińsk, Soczi i Nowo-Ogariewo. Ciąganie Janukowycza po całym dawnym Związku Radzieckim nie wyglądało dobrze. Widać było wyraźnie, że Janukowycz jest w trudnym położeniu negocjacyjnym.

Te spotkania się też mało przebiły w mediach.

- Były mało widoczne, strona ukraińska prawie o nich nie informowała. Ukraina była pod coraz większą presją. I wtedy następuje ciekawy zwrot akcji. Julia Tymoszenko boi się, że jej sprawa zostanie użyta jako pretekst do niepodpisania umowy. I rozszerza dla unijnych polityków pole do negocjacji w niebywały sposób: "róbcie co chcecie, ale podpisujcie. Ja mogę być w więzieniu". Od razu po oświadczeniach Tymoszenko powinna była nastąpić zmiana taktyki po stronie unijnej. Swoją drogą oświadczenie byłej premier zawężało pole manewru dla prezydenta Janukowycza.

Jaką presję wywierał w tym czasie Kreml?

- Zaczęło się już przy obchodach 1025. rocznicy chrztu Rusi Kijowskiej. Wtedy Putin pojawił się na Ukrainie i bardzo obcesowo potraktował Janukowycza. Był to rodzaj punktowego bombardowania w wielu miejscach jednocześnie. Akcja Kremla wyglądała tak: oddziaływanie przez Cyryla - na Ukrainie silne jest prawosławie Patriarchatu Moskiewskiego. To był jedyny Kościół czy wyznanie na Ukrainie, które nie było reprezentowane na wysokim szczeblu podczas rozmów ukraińskich przywódców religijnych w Brukseli jesienią tego roku. Zaczęło się podnoszenie kwestii, że "UE to zepsucie moralne, geje" itd. - narracja skierowana do konserwatywnych kręgów prawosławnych.

Druga rzecz - energetyka, czyli ceny gazu. Trzecia: gospodarka, nacisk na rząd i indywidualnie na producentów sprzedających do Rosji. Cztery: antyunijna kampania informacyjna w rosyjskich mediach. Pojawił się filmik, że w Unii każdy znajdzie dobrą pracę, ale gdy świetnie nauczy się angielskiego. I oczywiście - naciski polityczne.

Jakie?

- Mocne naciski personalne, podobno nawet z groźbami. Ukraina lubi polityczną plotkę, więc trudno weryfikować te informacje, ale Kijów żył opowieściami o groźbach pod adresem oligarchów czy polityków. Te plotki oddają atmosferę, ale reszta to fakty. Zaczęło się naciskanie na każdego z producentów oddzielnie. Wagony okazały się mieć zbyt twarde siedzenia, kupowane od dwudziestu lat rury krzywe, czekoladki toksyczne... Ukraińskie firmy dzień po dniu traciły licencje eksportowe do Rosji. To było zagrożenie dla oligarchów, którzy generalnie byli nastawieni proeuropejsko. Wtedy trzeba było działać.

Czyli chciał pan metody faktów dokonanych.

- Tak. Bo jak ktoś stracił dwa transporty samochodów, albo nie sprzedał 100 wagonów, to jeszcze nie jest problem. Ale, gdy jego straty są liczone w miliardach, to się problem zaczyna. Rosja przeprowadziła dywanowe uderzenie: kultura, energia, eksport, z precyzyjnym celowaniem w konkretne osoby.

Jak w tej układance odnajdowali się Amerykanie?

- Amerykanie też chyba nie wyczuli zmiany sytuacji i naciskali na podpisanie umowy stowarzyszeniowej tylko ze względu na bezpieczeństwo swoich interesów gospodarczych, zwłaszcza dotyczących gazu łupkowego. Istotna była w tym wszystkim wizyta Kerry'ego w Polsce, który wysłał bardzo mocny sygnał, że rozumie podwójną grę Rosji na Ukrainie. To był jeden z najważniejszych przekazów w trakcie tej wizyty. Na Ukrainę pojechała jedna z jego doradczyń.

Dla Ukraińców amerykański gaz z łupków i technologia ich wydobycia są istotne, jeśli mają marzyć o uniezależnieniu się od Rosji w przyszłości. Ale dla Amerykanów umowa stowarzyszeniowa jest gwarancją pewności inwestycji i interesów na Ukrainie, jeśli chodzi o łupki - zarówno eksport technologii, jak i gazu. To element, którego Ukraińcy mogli nie zrozumieć w tej rozgrywce.

Czy w ostatniej chwili mogło dojść do podpisania umowy stowarzyszeniowej, już w Wilnie?

- Opozycja ukraińska pojechała do Wilna z przekazem od Tymoszenko: "podpisywać". Wiem z kilku źródeł, że Barroso i van Rompuy byli pod wrażeniem ich deklaracji. Toczyły się równolegle zakulisowe ekonomiczne konsultacje z kluczowymi dla spraw gospodarczych postaciami w ukraińskim rządzie i instytucjach finansowych, z tego co wiem, szły dobrze. Nie do przejścia był warunek ukraiński rozmów: UE - Ukraina - Rosja. Prezydent Janukowycz pomimo demonstracyjnej wręcz otwartości UE na podpisanie parafowanej przecież i wynegocjowanej przez jego rząd umowy - odmówił.

Czy UE mogła zaangażować się bardziej?

- Zabrakło w pewnym momencie wyraźnego zaangażowania Angeli Merkel, po sierpniu był czas na zakulisowe rozmowy, po przedłużeniu misji Kwaśniewskiego "do ostatniej sekundy" trzeba było też o politycznych rozmowach informować opinię publiczną na Ukrainie, bo powstawało wrażenie, że Ukraina jest osamotniona. Ale np. komisarz Füle sprawił się świetnie, dobrze działał ambasador UE na Ukrainie Tombiński.

Na Ukrainie kwestia europejska wywołała ogromne emocje. Tweety o meczu Ukraina-Francja, które wrzucałem ("szkoda" po pierwszym golu dla Francji), odbiorcy traktowali jako polityczne komentarze do toczących się ostatnich rozmów. Podobno po tym meczu [Ukraina przegrała 3:0 - red.] prezydent Hollande podszedł do załamanego ukraińskiego ambasadora i powiedział: "My poprzemy tę umowę". A to był dokładnie dzień, w którym wydawało się, że rozmowy Füle-Janukowycz się załamały i sprawa podpisu jest nieaktualna - tak wynikało z przecieków pojawiających się w mediach. W trakcie meczu Füle zadzwonił jednak z informacją, że jest szansa, że drzwi nie są domknięte. Wrzuciłem więc tweeta: "piłka nadal w grze".

To był wtorek, w piątek Füle miał lecieć na Ukrainę z misją ostatniej szansy. Do ostatniej wizyty Fülego nie doszło, po ostrym oświadczeniu Azarowa, że Ukraina przerywa przygotowania do podpisania, Fule odwołał wyjazd.

Co jest najważniejsze teraz, jeśli chodzi o przyszłość Ukrainy?

- Dwa elementy. Po pierwsze, czy UE stanie się waleczna i zacznie zabiegać o swoje polityczne cele, czy będzie jak nadąsana pensjonarka obrażała się, że nie cały świat ją kocha. Niektórzy mówią: UE powinna grać jak Rosja. Ale to niemożliwe. To tak, jakby powiedzieć lisowi, żeby grał jak niedźwiedź. Ale przecież lis może przechytrzyć niedźwiedzia. Trzeba zrobić demonstrację skuteczności w sprawie Mołdawii i Gruzji - i to jeszcze przed wyborami do PE. Pokazać, że wizy mogą być zniesione, a umowy stowarzyszeniowe z tymi krajami nie tylko podpisane, ale i częściowo wprowadzone w życie. Skuteczność w tych sprawach lepiej zadziała na Ukrainę niż puste deklaracje.

Drugi element to są młodzi: młody majdan. Trzeba wysyłać sygnały, że UE ich widzi. Proponuję np. Uniwersytet Partnerstwa Wschodniego, by młoda elita ukraińska kształciła się wspólnie z młodymi z UE, by w ciągu kilkunastu lat wytworzyć mocną sieć powiązań, do tego elitarne kolegium kształcące na poziomie podyplomowym i rozszerzone programy stypendialne. A najważniejsze to zignorować dzisiejszy przekaz o "strategicznej pauzie" w relacjach z UE. I skupić się na młodych.

Więcej o:
Komentarze (173)
Co zdecydowało? Ważny polityk powiedział mi: "diengi i Rassija". A po chwili jednak: "Rassija" [KULISY NEGOCJACJI]
Zaloguj się
  • runeesprit

    Oceniono 1 raz 1

    Pan Michał Kolanko - wnioskując po zdjęciu pseudonim - będzie dla mnie pisał o polityce "od kuchni"...
    Interesująca obietnica, ale - dopóki nie nauczy się poprawnie zapisywać nazwiska przewodniczącego PE - nie jestem nią zainteresowany.

  • micdep

    Oceniono 1 raz -1

    Jakis kretyn cos wspomina (sam chyba w to nie wierzy) i w polityke sie chce babic a pojecia nie ma ...

  • kola

    Oceniono 6 razy 0

    Kowal to kolejny pajac, który politykę robi za pomocą tweetera i jeszcze się tym chwali publicznie, żenada.

    Ukraina powinna się znaleźć w UE, ale za 20 lat, w tej chwili wejście Ukrainy do struktur europejskich to dla Polski strzał w kolano, czego pisowsko-kościelny tuman Kowal nie rozumie.

  • trasat

    Oceniono 7 razy 1

    Część UE z Polską na czele rozbudziły w Ukrainie nadziej, które w żaden sposób nie mogą być spełnione. Chodzi o uderzenie w Rosję kosztem Ukrainy. I durni politycy polscy wikłają w to nasz kraj. Kraje z Europy zachodniej zachowają dobre stosunki gospodarcze z Rosją, a my pchamy się na front walki z Rosją. I będziemy gospodarczo przegrani. to kontynuacja idiotycznych koncepcji Piłsudskiego, a później idei Giedroicia, pod którymi podpisują się współcześni bezmyślni politycy. Chodzi o robicie Rosji i utworzenie bufora państw związanych z Polską, a nie z Rosją. Pomysł byłby dobry gdybyśmy byli mocarstwem. Ale nie jesteśmy i jedynie zaszkodzimy sobie. Wielkie państwa europejskie nie przyłączą się do nas. Będą robić interesy z Rosją. A my nie.

  • cep_0

    Oceniono 6 razy 0

    KTÓRA UKRAINA - WSCHODNIA CZY ZACHODNIA.

    To jest tak gdy DZIELI SIĘ TERYTORIA POD LINIJKĘ, lub dodaje bo się ma z czego bez uwagi na grupy etniczne.

    Tak było w AFRYCE i tak samo postępował BREŻNIEW. Przynajmniej 1/2 UKRAINY to ziemie czysto rosyjskie.
    Ta część Ukrainy nie zna czegoś co nazywa się JĘZYKIEM UKRAIŃSKIM.

    A po drugie :
    Nie chcę by mordercy POLAKÓW na Wołyniu weszli doi EUROPY czyli UE.

    A na koniec : CO SIĘ BUNTUJE ?????????????????????
    1. POLSKA część BIAŁORUSI
    2. POLSKA część UKRAINY.

    To znaczy kto stanowi tam III KOLUMNĘ?????????????????????.

  • paka48

    Oceniono 8 razy 2

    Ukraina, Ukrainą - ale ja chcę żeby Polakom żyło się lepiej. Złapmy oddech, niech nasz pensje wynoszą połowę tego co w Niemczech, a wtedy Ukraina proszę bardzo. Chcę aby Polacy żyli godnie, a poltycy owszem niech walczą o Ukrainę i tam zostaną - może wówczas będzie nam lepiej.

  • kacap_z_moskwy

    Oceniono 11 razy 1

    Troche sprostowan rusofobskiego polityka polskiego:
    1. Nacziski Unii na nic? Tak sie staraliscie, ze teraz wam boli, ze wszystko nanic?
    2. Nie ma "Rassija", jest ROssija. Jak zes tam rusofob siedzi i nie zna takiej rzeczy? No i co tam z "diengami" (pieniedzmi)? Nic nie znacza?
    3. Co ma czlonkowstwo w EU do Ukrainy, skoro w umowie nie ma nawet wspomnien o czlonkowstwie?
    4. Nie bylo blokady ukrainskich towarow. Co za glupota! Byl tylko calkowity sprawdzian dokumentacji i towaru. Jak wszystko bylo w porzadku, to jechalo sie daliej. Czas to zajmowalo, ale wtedy wlasnie celnia przygotowywala sie do podpisania umowy Ukrainy z EU. Czyli sprawdzania, czy firmy z EU nie wykorzystaja Ukrainy do bezclowego rezymu granicy miedzy Ukraina i Rosja.
    5. Czy ta antyrosyjska histerija w PE to dobze czy zle, bo tak i nie zrozumialem. I czy EU gotowe zastapic rynek Rosji, zamowienia Rosji, finansowanie Rosja podpisaniem natychmiastowej umowy? Jak? Kiedy nie zdolala EU pomoc Gruzii i Moldawii i dac im taki sam rynek.
    6. Otwarcie uziemiono wylacznie jednego ukrainskiego oligarche. Poroszenko. Jego biznes cukiernyczy faktycznie skurczyl sie na 80%. Dlaczego EU nie pomogla? Dlaczego polacy nie kupuja jego cukierkow?
    7. Dalko jezdzil Janukowic? W Minsku bylo spotkanie Wspolnoty Panstw Niepodleglych. Putin jego tam wezwal? Tam zereszta padli historyczne juz slowa Putina w odpowiedzi na frazes Janukowicza, ze Ukraina moze miec umowe handlowa z EU jednak zostac w strefie bezcla z Unia Celna, ze Ukraina moze postepowac jak chce i ze Rosja uszanuje kazda decyzje, tylko w Unii Celnej jest paragraf N6, ktory nie da Ukrainie pozostac w strefie wolnego handlu z UC, jak by Rosja inaczej nie chciala. Ot tak. Czyli dal do zrozumienia, ze nie ma innego rozwiazania i nie bedzie.
    Minsk w 40 min lotu od Kijowa, Moskwa (Nowo-Ogariowo to podmoskiewska rezydencja prezydentska) w 1 godzinie, Soczi w 1 g 20 min.... Jak zes czolgali Janukowicza... Ale komu bylo wiecej potrzeba? Kto tracil?
    8. Z Prawoslawiem to czyc katolicka dusze...
    9. Co ma energetyka do tej chwili? Ukraina ma nie nizka cene gazu. Juz od trzech lat nie ma nic do gadania. Tylko ukraince nie lubia placic. To inna rzec. Ale czy to nacziski, jak sie prosi zaplacic?
    10. A co za kompanija antyunijna? Gdzie ja moge obejrzec, bo jak jest, to wtedy nie wiem, jak nazwac to, co widze w polskich mediach? Permanentna kompanija rusofobska?
    11. A jak mozno grozic oligarcham ukrainskim? Jak? A politykam?
    12. Rury nie kupuje sie od czasow Juszczenko. Nie ma co glupiego rusofobowi udawac. Chcieli na monopolizmie ukraince pograc, wiec w Rosji wybudowali dwa zaklada, co robia rury, ktore przed tym kupowali u ukraincow. Dywersyfikacja.
    13. Wagony przestali kupowac. Fakt. Tylko ze sa towarowe. A tez zapomina rusofob o tym, ze odrazu pojawili sie firmy z EU i Kanady, ktore juz zajeli miejsce ukraincew. Na Uralu zaczna wspolna produkcje wagonow. Tylko ludzi, co pracowali na Ukrainie zal. Ale nie EU. Bo inaczej nie zajmowali by ich miejsce.
    14. Wiekszosc oligarchow ukrainskich ma wspolny biznes z rosyjskimi. Wszystkie wieksze wspolnoty biznesowy maja udzialowcow z Rosji, sa zadluzone w Rosji i maja biznes z Rosja. Wiec jak sie widzi odcinanie ich od Rosji? I nie sa proEU i nigdy nie byli. Bo i tak sa europejczykami, no nie rusofobie?
    15. No, z lupkami to nie tylko ukraince nie rozumieja, to wiekszosc Swiata nie rozumie, po co niszczyc mejsce, gdzie ludzie zyja...
    16. Ukrana ma marzyc od uniezalerznieniu sie od Rosji, a od rezymu EU? Maja klaskac uzalerznieniu od Brukseli?
    17. No moze Merkel tak zabardzo i nie chciala wojny handlowej Ukrainy z Rosja, bo to Berlin, a nie Warszawa by musial finansowac upadajaca Ukraine.

  • bo-gd

    Oceniono 7 razy 3

    Aktualnie Serwisy różnej maści TV pokazują obrazki i komentarze z demonstracji w Kijowie. Prześcigają się w liczeniu demonstrantów: jakaś dziennikarka (ha,ha) podała, że na oko demonstrantów jest z milion, wg mego oka to uczestników jest 2, 3, 4...miliony, a co nie będę sobie żałował. Syntetyczna ocena tych prezentacji; onanizm wzmacnia organizm.

  • wexrwexr

    Oceniono 7 razy -1

    Wszyscy powinni wiedzieć że za całą rozrubą na Kresach Zachodnich stoi brytyjsko-holendersko-francuski Shell (przedsiębiorstwo wydobywające ropę) i wywiady tych państw. Wydobywają ropę za darmo nie pytając się nikogo o zgodę, jedynie porozumieli się z kilkoma bogatymi przestępcami na Kresach Zachdnich tzw. Ukraińcami. Otrzymali oni już od spółki Shell pieniądze i za te pieniądze kupili nieczynną przystań kolejki podziemnej w Londynie za około 200 mln złotych. Podobna rzecz miała miejsce w latach 30-tych dwudziestego wieku,wtedy z Kresów Zachodnich (ziemie Rzeczypospolitej Polskiej) w sposób grabieżczy ropę wydobywali Francuzi, to jest powtórka. Z tą różnicą że najpierw w 1945roku Francuzi i Anglicy pozbawili Polskę praw do ziem z przed 1939 roku aby dzisiaj na Kresach Zachodnich samopas robić co im się podoba.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX