Kto kontroluje największy szpital w kraju? Pytamy jedno ministerstwo, drugie... Otóż, szpital kontroluje się sam [116 DNI NA BANACHA]

18.11.2013 06:30
Samodzielny Publiczny Centralny Szpital Kliniczny przy ul. Banacha

Samodzielny Publiczny Centralny Szpital Kliniczny przy ul. Banacha (Fot. Robert Wielgórski a.k.a. Barry Kent / Wikimedia Commons)

Kto odpowiada i kontroluje największy szpital w Polsce? Sąd I instancji uznał, że renomowany SPCSK przy ul. Banacha w Warszawie będzie musiał wypłacić swojej byłej pacjentce - i pracownicy - rekordowe odszkodowanie w sprawie o błędy medyczne w Polsce. Pojawia się pytanie: jeżeli wyrok zostanie utrzymany, kto pociągnie lekarzy do odpowiedzialności? Kto wyciągnie konsekwencje wobec dyrekcji szpitala? Znalezienie odpowiedzi na te pytania zajmuje nam całe tygodnie. A ostateczne odpowiedzi zdumiewają.
Historia choroby, zeznania świadków, opinie biegłych, konfrontacje z lekarzami... [ZOBACZ WSZYSTKIE MATERIAŁY] >>>

Według Sądu Okręgowego w Warszawie błędy lekarzy renomowanego szpitala przy ul. Banacha w Warszawie uczyniły z Grażyny Garboś-Jędral kalekę. Części poważnych schorzeń, których nabawiła się podczas pobytu w szpitalu, zdaniem specjalistów nie da się już leczyć. Kobieta będzie musiała się z nimi zmagać do końca życia. Wyrok, w ramach którego zasądzono jej rekordowe 5 mln zł (z wliczonymi odsetkami), jest na razie nieprawomocny. 21 listopada odbędzie się apelacja.

Przeczytaj poruszającą rozmowę z panią Grażyną: CZĘŚĆ I >>> CZĘŚĆ II >>>

Kto w szpitalu odpowiada za błędy jego pracowników? Czy dyrekcja w ciągu 9 lat przeprowadziła jakiekolwiek dochodzenie w tej sprawie? Czy lekarze ponieśli konsekwencje? Czy Ministerstwo Zdrowia zostało poinformowane, że sąd w listopadzie ub.r. zasądził dawnej pacjentce szpitala najwyższe odszkodowanie ws. o błędy medyczne w historii Polski?

Odpowiedzi na te pytania próbowaliśmy znaleźć, miesiącami przygotowując materiały o wstrząsającej historii pani Grażyny. I okazało się, że odpowiedź na wszystkie z nich brzmi: "nie". Jeżeli szpital nie rozlicza więc swoich pracowników z błędów, to kto rozlicza z błędów szpital?

Sprawa okazała się być niespodziewanie skomplikowana, a uzyskanie nawet najbardziej - wydawałoby się - podstawowych informacji niemal graniczyło z cudem.

"Nie widzę żadnej potrzeby wyjaśniania Państwa wątpliwości"

Samodzielny Publiczny Centralny Szpital Kliniczny to szpital uniwersytecki i największy szpital w kraju. Jego organem założycielskim jest Warszawski Uniwersytet Medyczny (WUM) i według statutu kontrolę nad nim sprawują właśnie WUM i Ministerstwo Zdrowia.

Dość oczywiste wydawało się więc, że to minister zdrowia powinien udzielić odpowiedzi na nasze pytania. Kiedy jednak skontaktowaliśmy się z rzecznikiem resortu Krzysztofem Bąkiem, ten zareagował zdziwieniem. - Z tymi pytaniami powinni państwo udać się nie do ministerstwa, a do władz szpitala - poinformował nas podczas rozmowy telefonicznej.

Niestety, pierwsza próba nawiązania kontaktu ze szpitalem skończyła się fiaskiem. Dyrektorka szpitala, mgr Ewa Marzena Pełszyńska, już w pierwszych słowach swojego e-maila napisała nam: "Nie widzę żadnej potrzeby i konieczności wyjaśniania zarzutów i wątpliwości, które nasuwają się po Państwa rozmowie z p. Garboś-Jędral".

MZ: "Ale to nie my kontrolujemy szpital. To uczelnia"

W tej sytuacji postanowiliśmy ponowić próbę dowiedzenia się czegokolwiek od ministerstwa. Najpierw znów zderzyliśmy się ze ścianą, bo w resorcie w sprawie szpitala nikt nic nie wiedział. Dopiero po naszych naciskach rzecznik zgodził się pomóc, ale, aby czegokolwiek się dowiedzieć, zaangażować trzeba było aż kilka departamentów.

Na odpowiedź czekaliśmy blisko dwa tygodnie. A kiedy w końcu Krzysztof Bąk się do nas odezwał, okazało się, że ministerstwo ze szpitalem przy ul. Banacha ma bardzo niewiele wspólnego. Rzecznik przekazał nam, że bezpośrednią kontrolę nad placówką sprawować może tylko WUM. - To uczelnia może żądać od szpitala informacji, wyjaśnień oraz dokumentów, jak również przeprowadzać kontrolę i ocenę działalności szpitala - poinformował rzecznik. MZ jedynie otrzymuje wnioski z tych kontroli.

A co, jeśli wnioski są niekorzystne? - Minister zdrowia zobowiązuje rektora do podjęcia określonych prawem działań oraz przekazania stosownych wyjaśnień o sposobie załatwienia sprawy - odrzekł Bąk.

MNiSW: "Szpital w żadnym zakresie nam nie podlega. To MZ"

Czy minister może później rozliczać rektora z tego, czy podjął wspomniane "określone prawem działania"? Okazuje się, że nie. Bo przecież Warszawski Uniwersytet Medyczny jako uczelnia państwowa podlega Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Czyli musimy zwrócić się do kolejnego resortu. Jego rzecznik Kamil Melcer zareagował na nasze pytania takim samym zdziwieniem jak wcześniej rzecznik Ministerstwa Zdrowia. Melcer poprosił o pytania na piśmie. Odpowiedź na nie otrzymaliśmy po pięciu dniach.

I okazało się, że choć szpital przy ul. Banacha został założony przez państwową uczelnię - i tylko ta uczelnia ma prawo przeprowadzać w tym szpitalu kontrole - to ani szpital, ani nawet WUM nie mają z ministrem nauki nic wspólnego!

- Warszawski Uniwersytet Medyczny nadzorowany jest przez ministra zdrowia - powiedział nam rzecznik. I zadeklarował: - Założony przez WUM Centralny Szpital Kliniczny przy ul. Banacha w żadnym zakresie nie podlega MNiSW.

Rektor ma donosić ministerstwu na siebie i przełożoną?

Innymi słowy szpital faktycznie kontroluje tylko i wyłącznie WUM z rektorem na czele - poza tym uniwersytet nie odpowiada już przed nikim. I tu pojawia się problem, bo rektorem jest prof. Marek Krawczyk, który pracuje nie tylko na uczelni, ale także... w szpitalu przy ul. Banacha, gdzie jest kierownikiem Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby. To oznacza, że w sytuacji, gdy WUM stwierdza jakieś nieprawidłowości w szpitalu, to rektor musi donieść ministerstwu... zarówno na siebie, jak i na swoją szefową.

Powstaje więc pytanie: jak w sytuacji wzajemnej zależności możliwa jest skuteczna kontrola władz szpitala przez władze uniwersytetu? Podwładny danej osoby jest jednocześnie jej przełożonym - i odwrotnie. Kto w takim razie wyciąga ewentualne konsekwencje wobec dyrektorki mgr Ewy Marzeny Pełszyńskiej, a kto wobec rektora prof. Marka Krawczyka?

Dziwny stosunek zależności, ale konfliktu interesów nie ma

Próby nawiązania kontaktu z rektorem podjęliśmy w tym samym czasie co z dyrektorką Pełszyńską, która "nie widziała żadnej potrzeby" rozwiewania naszych wątpliwości. Prof. Krawczyk nie zgodził się na spotkanie ani nie odpowiedział na nasze nadesłane e-mailem pytania. Po jakimś czasie - między rozmowami z kolejnymi resortami i ponawianymi próbami nawiązania kontaktu ze szpitalem czy WUM - zadzwonił do nas mec. Rafał Dąbrowski, i to w imieniu nie tylko rektora, ale i dyrektorki. To zresztą ten sam prawnik, który reprezentował szpital w sądzie w sprawie pani Grażyny - swoje pełnomocnictwo wymówił jednak niedawno - na trzy tygodnie przed apelacją.

Na nasze pytania o konflikt interesów między szpitalem a uczelnią mec. Dębowski odesłał odpowiedzi drogą e-mailową: "Zatrudnienie danego naukowca na uczelni związane jest z powierzeniem mu odpowiednich obowiązków dydaktyczno-naukowych i w tym jedynie zakresie można mówić o pewnej podległości w ramach stosunku pracy. Natomiast sprawowanie funkcji Rektora czy członka Senatu danej uczelni wiąże się z wykonywaniem ogólnego nadzoru nad działalnością wszystkich jednostek Uczelni. Zgodnie z przepisami ustawy o szkolnictwie wyższym sprawowanie funkcji Rektora nie wyklucza więc możliwości wykonywania pracy w ramach stosunku pracy w jednostce dydaktyczno-naukowej".

Z odpowiedzi ciężko cokolwiek wywnioskować, poza tym że mec. Dębowski nie widzi w sprawie problemu.

Odpowiedzialnych brak

I znów to samo: rektor "sprawuje ogólny nadzór nad działalnością wszystkich jednostek Uczelni". Wciąż jednak nie wiadomo, kto sprawuje nadzór nad WUM jako organem sprawującym nadzór nad szpitalem. I nikt - nawet odpowiednie resorty - nie widzi zagrożeń płynących z zależności służbowej między osobami, które - jako kierujący placówkami państwowymi - powinny być objęte ścisłą kontrolą.

Co się stanie w wypadku uprawomocnienia się wyroku w sprawie Grażyny Garboś-Jędral - w sprawie o najwyższe w historii Polski odszkodowanie za błędy medyczne? Mowa o pięciu milionach złotych. Kto wypłaci je powódce, jeśli ta ostatecznie wygra proces? Kto wyciągnie konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za tę sytuację? Nie wiadomo.

Napisz do autorów: joanna.berendt@agora.pl; dominik.tomaszczuk@agora.pl.

Zobacz także
Komentarze (181)
Zaloguj się
  • whole_train

    0

    Może redachtorzy przeczytaliby najpierw treść ustawy?

  • albrecht_kalba

    Oceniono 2 razy 0

    Arogancja dyrektor szpitala, pani mgr jest wręcz symboliczna. Polaku - oto Twoja służba zdrowia.

  • vento_p

    0

    prawda i nieprawda co dziennikarz napisał. Oczywiście kontrolę nad szpitalem sprawuje uczelnia zgodnie z ustawą. Zgodnie z nią są przeprowadzane kontrole w określonym zakres. Ale uwaga protokół, wnioski oraz zalecenia trafiają na biurko Ministra Arłukowicza.. Jak zresztą cała masa innych raportów wymaganym przez ministerstwo. Rektor musi zgłosić łamanie prawa jeśli coś takiego kontrola stwierdzi. Pełnienie funkcji kierownika kliniki nie jest jednoznaczne z zatrundnieniem przez szpital, bo pan rektor moze być na etacie uczelni a nie szpitala.

  • sylwekc

    0

    a kto kontroluje sąd i prawników? dlaczego nie 100 mln??? Doskonały przykład jak z obywatela płacącego podatki (ja już nie płacę...) robi się frajera w dwóch obszarach, które są poza jakąkolwiek kontrolą (bo zawody zaufania publicznego - śmiechu warte): służba zdrowia i wymiar sprawiedliwości. Lekarzom nic się nie stało (a za chwilę jak braknie kasy to wyciągną rękę i dostaną) a prawnicy nieźle zarobili.... Sprawa jak rozumiem ciągnęła się 9 lat (ile to kosztowało???)... zresztą brakuje mi takiego pogłębionego studium przypadku - czyli jak ten cały chory system działa (a przykłąd super), np. ciekawe ile razy prawnik, który wypowiada się w imieniu szpitala, nie stawił się na rozprawach i o ile w związku z tym sprawa się przeciągnęła - czyli ile z tych odsetek do zapłacenia to zasługa tego prawnika??? a takich pytań byłoby jeszcze kilka, wtedy też widac byłoby kto ta tym bałaganie korzysta....

  • ilanek

    0

    Sprawa jest prosta: kto finansuje działalność szpitala ze środków publicznych, ten ma prawo i obowiązek sprawować nad nim nadzór, choćby rozliczając go z finansowania. To kto finansuje chyba daje się ustalić ? NFZ ?

  • johanna_haase

    Oceniono 9 razy -1

    Poza merytoryczną oceną tekstu autorom należą się gratulacje - dawno nie widziany kawał dobrej dziennikarskiej roboty. Trzymajcie się tego tematu.

  • vogon.jeltz

    Oceniono 4 razy 4

    To się nazywa: "Polnische Wirtschaft".

  • ergosumek

    Oceniono 8 razy 2

    Moim zdaniem odroczenie sprawy leży w interesie Pani Grażyny, bo po blamażu gazety.pl wysoki sąd został zbity z pantałyku i musi dojść do siebie....

  • ubudubu4

    Oceniono 4 razy -4

    W Warsiawie nie tylko takie przypadki............
    A gdyby tak warsiawę wystrzelić na Księżyc?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje