Zmarł Marcel Reich-Ranicki. Nazywano go "papieżem niemieckiej literatury"

Dziś zmarł Marcel Reich-Ranicki, najbardziej znany krytyk literacki Niemiec, nazywany "papieżem niemieckiej literatury", poinformował wydawca "Frankfurter Allgemeine Zeitung" Frank Schirrmacher.
Niemcami poruszyła wiadomość o odejściu popularnego krytyka literatury. Zareagowali na nią wszyscy, bo Reich-Ranicki był nie tylko specjalistą w dziedzinie krytyki literackiej, lecz także popularną, barwną postacią, znaną z telewizji.

Minister spraw zagranicznych Niemiec Guido Westerwelle zareagował oficjalnie jako pierwszy polityk, mówiąc: "Odeszła wielka postać niemieckiej krytyki literackiej. Jego zawsze jasny język przez wiele dziesięcioleci wzbogacał debaty w naszym kraju, jego miłość do niemieckiej literatury uskrzydlała wielu ludzi w naszym kraju. Nigdy mu nie zapomnimy, że będąc ocalałym z warszawskiego getta, nigdy nie odwrócił się plecami do Niemiec".

"Nie ma dużo polskiego uczucia"

Urodzony we Włocławku Marcel Reich-Ranicki napisał o sobie: "Jestem w połowie Polakiem, w połowie Niemcem, ale w całości Żydem". Pytany o swoją "polską połowę", krytyk unikał konkretów i odpowiadał: "O Boże mój, wydaje mi się, że ja tego wcale nie mogę wytłumaczyć".

Na prośbę, by jednak spróbował to wytłumaczyć, reagował w rozmowie z Różą Romaniec, dziennikarką DW w rozmowie telefonicznej lekkim zdenerwowaniem: "To, co polskie, opowiedziałem już w mojej książce". - Ale tak wiele o polskich uczuciach w książce pan nie napisał - próbowała go nagabywać. "To starczy, ja nie chcę o tym mówić. Nie mam ochoty. Skoro w książce nie ma więcej, to nie ma dużo polskich uczuć", kończył przekornie Reich-Ranicki, po chwili dodając: "Ja swoją całą młodość spędziłem w Niemczech, a nie w Polsce".

Tak przebiegała niejedna rozmowa z Marcelem Reichem-Ranickim. Dużo chętniej opowiadał o polskiej literaturze. Wprawdzie nierzadko słychać było też głosy rozczarowania i zarzuty pod jego adresem, jakoby nie interesował się polskimi autorami, jednak niektórzy są innego zdania. Bazyl Kerski, redaktor naczelny czasopisma "Dialog", bronił Reicha-Ranickiego, przypominając o jego przełomowych recenzjach Szczypiorskiego czy Miłosza. "Nie jest prawdą, że Reich-Ranicki nic nie zrobił dla polskiej literatury, są na to przykłady. Poza tym nie można oczekiwać, że on się będzie znał na wszystkim", twierdził Kerski, zaznaczając, że Reich-Ranicki jest przede wszystkim krytykiem literatury niemieckiej.

"Polska liryka jest piękna"

Marcel Reich-Ranicki przyznawał, że nie zna dobrze młodszych autorów, ale mówił, że "bardzo się interesował polską literaturą". Zdecydowanie lepiej od prozy znał jednak lirykę: "Polska poezja mnie fascynowała". Udowodnił to, gdy Wisława Szymborska zdobyła literackiego Nobla. Opowiadał również o znajomości Tuwima, Słonimskiego, Iwaszkiewicza czy Gałczyńskiego.

Bazyl Kerski zauważał, że Reich-Ranicki często w swoich wypowiedziach "powoływał się na Tuwima, choć nie zawsze mówił, że są to poglądy polskiego poety". Zapytany o fascynację Tuwimem, Reich-Ranicki odpowiadał: "Łączył mnie z nim język, piękna polszczyzna, to jest poezja najwyższej rangi".

Krytyk tłumaczył też, że przybliżenie polskiej literatury jest w Niemczech trudne. "Niemcy są słabo poinformowani, a liryka jest im zupełnie obca", mówił. "Nie znają Słowackiego, Mickiewicza, Norwida, to dla nich niestety nie istnieje. Zwracałem uwagę na to niejednokrotnie, ale nic to nie daje. Jak ktoś się interesuje wielką, własną literaturą, to nie jest tak bardzo zainteresowany innymi, ani polską, ani czeską", mówił Reich-Ranicki.

Kapryśny papież

Jego pozycja w Niemczech od wielu lat była niepodważalna. Krytyk, który urodził się w Polsce, ale okres szkolny spędził w przedwojennym Berlinie, jak mało kto znał bowiem niemiecką literaturę. Jego opinia wielokrotnie decydowała o przyszłości pisarzy - "Reich-Ranicki to wyrocznia", mówiło się w literackim świecie.

Swoją popularność zawdzięczał również wyjątkowemu temperamentowi, który Niemcy poznali, gdy Reich-Ranicki prowadził popularny program telewizyjny "Kwartet literacki". Chętnie demonstrował w nim swoje nastroje, zachowywał się jak sędzia lub operowa diwa. Z innych rozkosznie kpił, lecz gdy sam był krytykowany, łatwo się obrażał. Taki pozostał do końca.

Szczyt przekornej natury Marcela Reicha-Ranickiego Niemcy w pełnej krasie ujrzeli jesienią 2008 roku. Kiedy na uroczystości wręczania Nagród Niemieckiej Telewizji ogłoszono go laureatem, krytyk wszedł na scenę i powiedział: "Nie przyjmuję tej nagrody. Cały wieczór oglądamy tu jakieś głupoty, ja nie chcę z tym mieć nic wspólnego".

Dramatyczna i zagadkowa młodość

Urodził się we Włocławku jako Marceli Reich w rodzinie żydowskiej. Jego matka była Niemką, ale w rodzinie mówiło się po polsku. Literacka przygoda Reicha rozpoczęła się już w szkole. Jako dziewięciolatek otrzymał możliwość nauki w Berlinie, skąd pochodziła jego matka. Tam na własnej skórze odczuł okres narodowego socjalizmu. Jesienią 1938 roku w ramach specjalnej akcji, jaką naziści przeprowadzili wobec żyjących w Niemczech polskich Żydów, został wydalony do Polski.

Marcel Reich trafił wtedy do Warszawy, gdzie zastał go wybuch wojny. Przebywał w getcie warszawskim, skąd udało mu się zbiec. Właśnie ten okres należy dziś do najbardziej kontrowersyjnych w jego życiorysie. Opisał ten czas w swojej książce "Moje życie", jednak zdaniem komentatorów unikał w niej szczegółów i opowiadał o tym doświadczeniu zbyt ogólnikowo. Młody Reich był tam dyrektorem biura tłumaczeń i korespondencji Judenratu.

Gerhard Gnauck, warszawski korespondent gazety "Die Welt", opisał ten okres życia krytyka w książce "Reich-Ranicki - polskie lata". "W późniejszym okresie krytyk próbuje się kreować na człowieka zbliżonego do ruchu oporu w getcie, a tak naprawdę nie ma na to dowodów i trzeba zakładać, że był on tam również człowiekiem władzy w tym trudnym okresie".

Reich-Ranicki - agent wywiadu

Drugim kontrowersyjnym okresem była pięcioletnia przygoda Reicha-Ranickiego z wywiadem polskiej bezpieki, o czym wiadomo dopiero od 1991 roku. Zaraz po wojnie organizował z żoną cenzurę na Śląsku, a potem został wysłany jako porucznik do Biura Rewindykacji i Odszkodowań Wojennych w Berlinie. Następnie był wicekonsulem w polskiej placówce dyplomatycznej w Londynie.

Dopiero książka Gnaucka przybliżyła ten okres życia Reicha-Ranickiego, który wcześniej tłumaczył, że "aby móc ponownie zobaczyć Berlin", zawarł "pakt z diabłem, z polską służbą bezpieczeństwa". Gnauck sugeruje, że Reich-Ranicki mógł być w Londynie agentem, który donosił na kolegów. Sam krytyk odmawiał jednak komentowania tych podejrzeń.

Świat literacki na kolanach

W 1958 roku Reich-Ranicki wyjechał do RFN i tam od samego początku piął się po szczeblach kariery jako krytyk literacki. Od dziesięcioleci związany był z gazetą "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Był niekwestionowanym autorytetem świata literatury. Świadczył o tym również fakt, że Gerhard Gnauck długo nie mógł znaleźć niemieckiego wydawcy dla kontrowersyjnej książki o Reichu-Ranickim. "Wielu z biznesu literackiego podchodzi do niego na kolanach, dlatego nawet od największych wydawnictw słyszałem odpowiedzi, iż chętnie by moją książkę wydali, ale ponieważ Reich-Ranicki dobrze traktował ich książki, to nie chcą tego robić".

Ostatecznie Gnauck znalazł wydawcę i pokazał Niemcom Reicha-Ranickiego, jakiego dotąd nie znali. Mimo to wiele pytań na temat jego życia pozostało otwartych. Odkąd jednak wiadomo było, że krytyk rozmawiał z żoną i dziećmi po polsku, a w wolnych chwilach oglądał "Zakazane piosenki", mgła wokół otoczonego tajemnicą życia Reicha-Ranickiego choć na chwilę jakby się przejaśniała.











Komentarze (52)
Zmarł Marcel Reich-Ranicki. Nazywano go "papieżem niemieckiej literatury"
Zaloguj się
  • sebolargo

    Oceniono 1 raz 1

    Jaka laurka od politruków dla cenzora z Lublina kierownika grupy operacyjnej WUBP z Katowic pracownika służb specjalnych o kryptonimie Albin w Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie i rezydenta wywiadu UBP na stanowisku konsula w Londynie pod nazwiskiem Ranicki To już nawet nie człowiek honoru to papież

  • wyciety

    Oceniono 5 razy 1

    Koles Baumana.Zydokomuna z krwi i kosci.

  • giuseppe53

    Oceniono 7 razy 3

    Gdzie się podział mój komentarz?
    Art. 54 Konstytucji RP zakazuje cenzury, stosowanie cenzury jest więc przestepstwem ściganym wprost z Konstytucji dla jasności.

  • philosophe

    Oceniono 7 razy -3

    Polacy mieli u siebie wiele najwybitniejszych ludzi, ktorzy uwazali sie za Polakow, ale nimi dla samych Polakow nie byli....byli Zydami. Dlatego ci ludzie, albo zostali wypedzeni, albo nie czujac sie w Polsce komfortowo, wyjechali, gdyz nie chcieli pogodzic sie z antysemickimi szykanami. W innych krajach, jak USA, Dania, czy Niemcy mogli oni znalezc uznanie i sympatie - tego niskie polskie instynkty polskiego spoleczenstwa nie mogly im w Polsce zapewnic. Oczywiscie tacy wielcy ludzie po wyjezdzie unikali Polski, lub mieli z Polska i z Polakami niemile wspomnienia (jak np. Rubinstein, czy Peres). Ilu w Polsce ubekow i zbirow do dzisiaj sobie spokojnie w Polsce zyje i wlos im z glowy nie spadnie i nikt im niczego nie wypomina. Mowienie o ubectwie p.Marcela jest podloscia i glupota. Obcowanie z polska holota w Polsce jest nawet dla najprzyzwoitszych codzoziemcow trudne do zaakceptowania. Wiele rdzennych Polakow zle sie w Polsce czuje, gdyz glupota, chamstwo i biurokracja sa dla nich nie do zniesienia i dlatego wyjezdzaja z kraju.

  • white_lake

    Oceniono 12 razy -4

    proszę wyłączyć komentarze - z szacunku dla Zmarłego i zwykłej ludzkiej przyzwoitości

    wszyscy wiemy, co nienawistny motłoch ma do powiedzenia na temat niektórych osób, czasem lepiej, żeby nie miał do tego okazji

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 1 raz -1

    @krzysztof_ptk
    Nie wiem czy by się cieszył ten człowiek, że dzisiaj się wszystko cenzuruje. Jest to przykre, gdy na końcu życia widzi się tylko gwiazdę Dawida na surducie i ona decyduje o tym co człowiek dokonał a co inny uznają dla dokonanie. Wielu dzisiaj chyli czoła przed wiedzą tego człowieka, bezpaństwowemu, ale mówiącego w domu po polsku, z bardzo mocnym polskim akcentem.

  • antymilo92

    Oceniono 6 razy 2

    Zastanawia mnie dlaczego ten czlowiek nie zdobyl zadnego wyksztalcenia. Po wojnie byl jeszcze mlody i mogl skonczyc uniwersytet. Za to profesjonalnych krytykow literackich i profesorow literatury traktowal czesto lekcewazaco co widac bylo w "Kwartetow literackich". Kompleks braku formalnej edukacji pokrywal chalasliwym wywodem i gestykulacja a poza tym to swietny cykl.
    Na temat pobytu w Londynie (jako Agent bezpieki) mowi polgebkiem, ze nikomu nie zrobil krzywdy bo chodzil glownie do teatru. Hmmmm, ciekawe, ze centrala przy Koszykowej placila mu za chodzenie do teatru.

  • ulla_lingsztat

    Oceniono 7 razy 5

    Teraz w zaświatch się spotka z tymi co budowali białomorkanał i innymi...

  • szmul.bender

    Oceniono 12 razy 2

    Był nie tylko "papieżem literatury". Był również proboszczem ubeckich donosów.
    Czy Wrocław miał już przygotowanego chonoriskałza i spóźnił się ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX