Rozerotyzowany kraj? Kult młodości? Strach przed bezrobociem? Czyli jakie są współczesne Niemcy

"Kołaczący w polskich głowach obraz zachodniego sąsiada z krnąbrną upartością przypomina jeszcze rysy blond bestii - Eriki Steinbach. W najgorszym razie kryje się za postacią byłego kanclerza Schroedera. Albo Angeli Merkel. Pomimo sąsiedztwa i masowych migracji polskich pracowników sezonowych za Odrę wizerunek współczesnego Niemca pozostaje w Polsce nieznany lub trzeszczy w ciasnym gorsecie stereotypów. A kim Niemiec doby Angeli Merkel jest rzeczywiście?" - zastanawia się prof. Arkadiusz Stempin.
Niemiec? Na świat przychodzi z reguły w klinice ginekologicznej, bardziej zbliżonej do obiektu SPA niż do szpitala. Na życzenie rodziców - coraz częściej poprzez poród w wodzie, cesarskie cięcie lub podanie hormonów. Koncert życzeń coraz starszych wiekiem rodziców - aż 1/4 nowych matek liczy sobie więcej niż 34 lata - co do miejsca i okoliczności przyjścia ich dziecka na świat idzie w parze ze spadającą liczbą urodzeń w kraju. Choć i tak 93 proc. Niemek chce urodzić dziecko.

Jednocześnie przyszłe matki zalewa fala poradników, głosów ekspertów, a nawet seriali TV z niemowlakiem w roli głównej. Zewsząd płynie wezwanie, domagające się asysty ojca przy porodzie. Jego nieobecność na sali porodowej grozi wręcz szybkim rozwodem. Dlatego w wielu konkurujących ze sobą klinikach ojciec pomieszkuje obok matki. W walce o pacjentki położnictwo stało się medycyną usługową. I nic tak bardzo nie zmieniło przebiegu ciąży jak oferowane kobietom niekończące się badania prenatalne. Dzięki nim noworodek pojawia się w życiu rodziców na długo przed urodzeniem i pozostaje pod ich opiekuńczymi skrzydłami do matury, co wypłukuje z ich kieszeni prawie 150 tys. euro.

Kult młodości

Na dorosłość młody Niemiec wybić się nie chce. Tym bardziej że zewsząd atakuje go kult młodości. "Dorosłość absolutnie nie jest na topie" - konstatują socjolodzy nad Renem. Wejście w nią opóźnia fascynacja komputerem, internetem, telefonem komórkowym, MP3. Życie on-line wyrywa nastolatków z "normalnego życia".

Ale ucieczka od dorosłości nie przekreśla marzeń o zrobieniu kariery. Najlepiej przez studiowanie. Co trzeci maturzysta decyduje się na grzanie uniwersyteckiej ławy (w sumie jest ich 2 miliony). Tylko że nawet ukończone studia nie chronią przed bezrobociem. A niczego właśnie Niemiec nie boi się tak bardzo, jak widma utraty posady. Lęk nakręca armia trzech milionów pozostających bez zatrudnienia. Ci, którzy je mają, opłacają swoje szczęście większą liczbą przeharowanych godzin niż poprzednie generacje. Ci, którzy go szukają - muszą żywić się perspektywą ciągle zmieniających się posad.

Niemiecki sen o bogactwie

Trudno się dziwić, że sen o bogactwie jest tym najczęściej śnionym przez Niemca. Nawet jeśli według londyńskiej School of Economics najlepiej zarabiający przewodzą liście samobójców i desperatów. Pewna realność teutońskich marzeń kołysze się w obłokach sporej liczby1,5 miliona niemieckich milionerów. Ale za największą wartość u naszych sąsiadów uchodzi satysfakcjonujące życie na łonie rodziny. Możliwe dlatego, że równie trudno osiągalne.

Co drugi Niemiec żyje jako singel, co drugie małżeństwo kończy się rozwodem. Nawet obecna pani kanclerz też jest rozwodniczką. Jej poprzednik - Gerhard Schroeder - i jego wicekanclerz - Joschka Fischer - na ślubnym kobiercu stawali 11 razy, częściej niż reprezentacja RFN na najwyższym podium podczas MS i ME. W konsekwencji rozwodowej masówki samotność zżera stale 6 proc., a okazjonalnie 24 proc. Niemców. Samotnicy pocieszają się głównie 185 minutami spędzanymi dziennie przed telewizorem i 138 przy surfowaniu w internecie.

Najrzadziej pokrzepienie znajdują w religii. Bowiem Niemców z ich papieżem emerytem najbardziej łączy wspólne obywatelstwo, skoro partia zielonych nie dopuściła, by Benedykt XVI celebrował mszę kończącą Światowe Dni Młodzieży na kolońskich błoniach. Powodem była konieczność ochrony gatunkowej traszki grzebieniastej, trzmiela ozdobnego i ropuchy paskówki, które tamtejszy biotop upatrzyły sobie na miejsce prokreacji. Ekologicznie wrażliwi Niemcy protestowali też przeciwko włożeniu przez ich rodaka na głowę camauro. "Krew niewinnych zwierząt plami średniowieczną czapeczkę Benedykta" - pomstowano na zrobione z wielbłądziej skóry papieskie nakrycie głowy z gronostajową otoczką.

W Niemczech dobro małych zwierzątek jest ważniejsze od preferencji papieża, który także w politycznym establishmencie republiki nie ma swoich legionistów. A dystans władzy do Kościoła podziela większość mieszkańców republiki. Największym zaufaniem darzą oni policję (70 proc.), a zaraz potem znaną w Polsce sieć handlową "Aldi" (51 proc.). Kościoły, katolicki i ewangelicki, z 32-procentowym zaufaniem plasują się za bankami (41 proc.) i niemiecką armią, ale przed gospodarką wolnorynkową (26 proc.). Benedykt XVI zajmuje nieco wyższe miejsce (36 proc.), tuż przed Dalajlamą (35 proc.). Czy można się dziwić, skoro w ojczyźnie papieża co roku szkolne mury opuszcza większa liczba szewców specjalistów od butów ortopedycznych niż absolwentów seminariów duchownych? W Magdeburgu chrzci się jedynie 8 proc. noworodków, w Berlinie trzy czwarte uczniów nie chodzi na religię. Jedynie 65 proc. katolików i 49 proc. protestantów wierzy w życie wieczne. Na wysokim poziomie utrzymuje się jedynie wiara w anioły (80 proc.). Ludzie modlą się najczęściej w środy i soboty, kiedy są losowania totolotka. Zamiast spowiedzi wybierają czat. Sensu życia upatrują w ontologicznym koktajlu: trochę Jezusa, dużo kariery, a w przypadkach wątpliwych spojrzenie w oczy swoich dzieci. Ale już ich pytania o sens adwentu czy przyszłość zmarłego dziadka skrywają milczeniem. Tylko co dziesiąty katolik zjawia się na niedzielnej mszy, której często przewodniczy duchowny z Polski. Import naszych księży na skutek braku własnych powołań stał się już zjawiskiem masowym. Podobnie jak sprzedaż świątyń. Co roku pod młotek idzie 250 świątyń.

Niemcy, czyli... lifestyle?

Do współczesnych katedr urosły natomiast studia fitness i pływalnie, w których w pocie czoła walczy się o zbawienie własnego ciała. Niemal każda niemiecka wioska posiada swój basen. Pielgrzymuje do nich rocznie 50 milionów wyznawców. Rano głównie renciści. Świat pracy z kolei tuż po nadejściu świtu biega. W weekendy na ulubionych ścieżkach do joggingu dużych miast panują korki. Kłębi się tam 16 milionów wyznawców biegania. Socjologiczną egzegezę tego fenomenu serwuje Gunter Gebauer, prof. filozofii z Berlina. "Koniunktura na bieganie rodzi się z potrzeby socjalnej autoprezentacji. Ciało i sylwetka stały się symbolami statusu zapewniającego poczucie bezpieczeństwa w społeczeństwie naznaczonym konkurencją i walka o resursy".

Także kultura kulinarna stała się dla niemieckiej klasy średniej środkiem do tego samego celu. Na tym obszarze doszło do rozwarstwienia, określonego cenzusem wykształcenia. "Zdrowe" odżywianie, ulokowane między cukinią a musli, odróżnia rodziny pochodzenia akademickiego od klas niższych. Nawet już urzędnik finansowy pośpiesznie sięgnie po sążnistą golonkę czy schabowego, przepijając je dwoma butelkami piwa. Natomiast dziecko menedżera będzie się objadało bananami, jego tatuś w porze lunchu wyskoczy na nietłustą rybę z kwasami omega 3, mama na sałatkę. W rodzinach klas średnich wspólny obiad celebruje się co najwyżej w niedziele. A nawet wtedy preferuje się dwa posiłki na dzień, z centralną obiadokolacją. Jak w krajach basenu Morza Śródziemnego.

W przeciwieństwie do rozwarstwionej sztuki kulinarnej w dziedzinie mody obowiązuje każdego Niemca święty kanon. Czym odróżnia się on, niczym ośnieżone Alpy na pustyni, od innych: południowych czy środkowoeuropejskich nacji. Dla Niemca ubranie to czysty pragmatyzm, dla Francuza czy Włocha kariatyda osobowości. Jeśliby zapytać Niemca, dlaczego w lecie nosi koszmarne sandały, odpowie, że odczuwa wyjątkową przyjemność, kiedy wietrzą mu się stopy. Natomiast rezygnacja wielu jego rodaczek z makijażu, noszenia sukienek, spódnic czy wysokich obcasów ma swoje źródło w dogmatycznym feminizmie. Na niemieckiej modzie damskiej ciąży zakaz wysyłania erotycznych sygnałów. Moda stała się właściwie antymodą oraz formą protestu, co u Francuza lub Włocha wywołuje wicie się w estetycznych bólach. Skoro w Italii czy we Francji nawet sprzedawca w kiosku ubiera się jak udzielny graf. Tymczasem niemiecki mężczyzna np. od lat 60. kurczowo trzyma się golfu jak narodowego dorobku kultury. Za co od czasu do czasu jest "wynagradzany", kiedy golf ponownie pojawia się w trendach mody. Ulica niemiecka nie jest kreatorem mody, lecz jego ofiarą.

Rozerotyzowany kraj?

Przeciwko seksualizowanej przestrzeni publicznej Niemiec już jednak nie protestuje. Nie przez przypadek przez ponad 10 lat Berlin był areną love parade. Władze miasta zniosły imprezę jedynie ze względu na zbyt wysokie koszty sprzątania po uczestnikach orgii. Burmistrz mocno zadłużonego Berlina ogłosił stolicę miastem biednym, ale sexy. Jego gejowska orientacja seksualna nie oburza nikogo. Także wtedy, kiedy na oficjalnych bankietach zjawia się ze swoim męskim przyjacielem.

Do rozerotyzowanej przestrzeni publicznej w Niemczech nawet pisma dla kobiet przykładają swój palec. Kolejne tytuły "Maxi", odpowiednika "Twojego Stylu", brzmią jak kolejne rozdziały poradnika: w marcu " Blow Job", "Pozycje dla niego i dla niej", "Penis. Jak obcego przemienić w przyjaciela". Gdyby tak ożywić mężczyznę sprzed 100 lat, zmarłby natychmiast z nadmiernego podniecenia. Każdy przystanek tramwajowy i autobusowy w niemieckich miastach zamienia się na Boże Narodzenie dzięki plakatom H&M w reklamę biustu. Co ma efekt uboczny, ponieważ bombardowanie taką wzorcową estetyką powoduje, że już dziewięciolatki skarżą się powszechnie na niedoskonałość figury. I z pamięci referują diety, zasłyszane przez zrozpaczonych i pozbawionych wcięcia w pasie rodziców.

Wakacje

Najbardziej charakterystyczną cechą Niemca jest jego stosunek do urlopu. To oś, wokół której kręci się cały rok kalendarzowy. W lecie co drugi pakuje walizki i zmyka za granicę. Wyodrębnić można cztery typy urlopowicza. Pierwszy z nich to hydraulik z Berlina: lato spędza na Majorce (średnio 13 milionów), zimę na Diani Beach Club w Kenii. Przy czym już w styczniu na berlińskie lotnisko wpada w bermudach i białych skarpetkach. Na plaży rozszerza swój horyzont poznawczy, biorąc aktywny udział w kursach nurkowania. Na Bali wchłania opary religii voodoo i pozuje do zdjęcia przy kremacji nieboszczyka, otoczony kapłanem i tancerkami.

Drugi typ kreatywnego urlopowicza ucieleśnia lekarka z Dortmundu. Podczas urlopu maluje akwarele w Prowansji, albo lepi taoistyczne garnuszki z gliny w Toskanii. Wracając z urlopu, na lotnisku w sklepie wolnocłowym kupuje dla swoich dorosłych synów balsam do ciała, wyłącznie na bazie składników naturalnych.

Trzeci archetyp reprezentuje nauczyciel geografii z Monachium. Oprócz przewodnika na dnie walizki posiada kamerę wideo do nagrywania rozmów z kierownikiem zorganizowanej wycieczki. W Egipcie sam dokonuje pomiarów komór w grobowcach faraonów. Przy temperaturze 40 stopni C nie ściąga ulubionego golfu. A kiedy w hotelu pojawia się pucybut, bierze nogi za pas i wmawia sobie, że nie jest kolonialistą. Kiedy spotyka zorganizowaną grupę niemieckich turystów, udaje podróżnika-indywidualistę i przechodzi na angielski.

Czwarty typ urlopowicza to menedżer new economy z Hamburga, podążający za urlopowymi trendami. Celem urlopu jest pobyt w hotelu, obojętnie gdzie, byleby design i z obowiązkową lounge. Troska o zdrowie plasuje się na centralnym miejscu trendu urlopowicza. Urlop dla niego to wyjątkowa okazja do pracy nad pozbyciem się brzucha. Dlatego zabiera ze sobą rower górski za 3,5 tys. euro i deskę do surfowania. Na urlop jeździ sam, co nasuwa mu melancholiczne skojarzenia z latami studenckimi, kiedy samotnie jeździł z piersiówką.

Ale jedyna wyrocznia moralna w Niemczech, były kanclerz Helmuth Schmidt, na pytanie, co najbardziej charakteryzuje Niemca, odpowiada: "Nic". I możliwe, iż się nie myli. Bo gdzie tu znaleźć jakąś wspólnotę, łączącą papieża emeryta Ratzingera, modelkę Heidi Klum i farbowaną blondynkę Erikę Steinbach? Nie zapominając o Angeli Merkel.

Więcej o:
Komentarze (2)
Rozerotyzowany kraj? Kult młodości? Strach przed bezrobociem? Czyli jakie są współczesne Niemcy
Zaloguj się
  • erhapl

    Oceniono 3 razy -1

    A Rosjanin to z kolei lubi wypić... Nieprawdaż, panie profesorze Arkadiuszu Stempin ?

  • blski

    Oceniono 10 razy 8

    Dziekuje za artykul nie tylko napisany dobrym jezykiem, ale tez z humorem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX