Emil Rau tropi "straż biznesową", czyli strażników z fotoradarami. Kręci o nich serial. A oni w odwecie ciągają go po sądach [WIDEO]

Wiadomości >  Wiadomości dnia
Kosma Zatorski
02.08.2013 17:49
A A A Drukuj
Emil Rau - twórca serialu o strażnikach miejskich i fotoradarach

Emil Rau - twórca serialu o strażnikach miejskich i fotoradarach (Marek Browiński)

Przedsiębiorcę z Zielonej Góry irytowały fotoradary. Pochowane w samochodach, w krzakach, za śmietnikami, przy wylotówkach. Zaczął nagrywać strażników czyhających na kierowców i stał się bohaterem internetu. Ale ma kłopoty - kilkanaście spraw sądowych za rzekome znieważanie, nękanie, a nawet stalking funkcjonariuszy. - Czy ktoś zdaje sobie sprawę, jakie koszty dla państwa generują te sprawy? - pyta Emil Rau.
- Wszyscy mi mówili, że we wsi Cigacice pod Zieloną Górą stoi fotoradar. Przejechałem raz - nic. Drugi raz - nic. Trzeci? Też nic. W końcu znalazłem go - zielony fotoradar pod zieloną plandeką na tle zielonej choinki. Zrobiłem pierwszy film i postanowiłem wrzucić go na YouTube, żeby ostrzec innych kierowców - opowiada Emil Rau, właściciel firmy transportowej.

W czerwcu 2010 r. założył na YouTube kanał BigosTV, na którym publikował kolejne filmy o sprytnie ukrytych radarach. Stał się jednym z bohaterów internetu i znalazł wielu naśladowców. "Emil, jesteś wielki!" - piszą internauci.

O Emilu Rau pisały lokalne gazety, a jego filmy linkowano na Wykopie. Mówią o nim "Zorro walczący z fotoradarami". Jego najpopularniejsze filmy obejrzało pół miliona osób.

Strażnicy nie mają powodów, by lubić Emila. Kierowcy - przeciwnie

Emil Rau stał się specjalistą od tropienia podstępnie ukrytych fotoradarów i od rozmów ze strażnikami, którzy je obsługują. W gruncie rzeczy wykonuje benedyktyńską robotę, dokumentując różne absurdy i nękając strażników niewygodnymi pytaniami: o to dlaczego śpią w pracy (film nr 61 na Bigos TV ), dlaczego wbrew zaleceniom stawiają radary na łuku drogi albo na tle metalowego płotu albo zabudowań, od których - jak wiadomo - sygnał się odbija.

Nakręcił dotąd 62 odcinki programu, od pewnego momentu zaczął nazywać straż miejską strażą biznesową (i "maszynką do kasy").

Stawianie fotoradarów to wolna amerykanka - twierdzi Emil

Rau uważa, że fotoradary często pojawiają się w miejscach, które wcale nie należą do niebezpiecznych. Pokazuje egzemplarze schowane w śmietniku albo ustawione obok tylnej szyby samochodu stojącego na poboczu czy też postawione przy mało ruchliwej wiejskiej dróżce. To niezgodne z obowiązującymi przepisami. Według Kodeksu drogowego miejsce przeprowadzonej kontroli powinna wskazać policja, a jej komendant musi wziąć pod uwagę, czy w danym miejscu ustawienie fotoradaru może zwiększyć bezpieczeństwo na drodze. Miejsce, w którym ustawia się straż miejska z urządzeniem do pomiaru, musi poprzedzać niebieska tablica informacyjna o kontroli prędkości (znak D-51).



"Tu nie chodzi o bezpieczeństwo, ale o zawody sportowe w robieniu kasy"

Przez swoją filmowo-internetową działalność Emil Rau jest częstym gościem na rozprawach sądowych - ma już kilkanaście takich spraw. Oskarżają go nie tylko strażnicy miejscy, ale i urzędy miast, które twierdzą, że swoimi filmami narusza ich dobre imię.

Sprawy sądowe mają pana zniechęcić do zaprzestania robienia filmów?

- Wydaje mi się, że wszyscy wyszli z założenia: rzućmy w gościa kamieniem dwadzieścia razy, to może raz oberwie. Byłem nawet oskarżony o stalking strażniczki miejskiej, ponieważ filmowałem jej pracę. Kilka dni temu dostałem wyrok uniewinniający w tej sprawie. Sędzia prowadzący sprawę napisał: "Nie może być złośliwym niepokojeniem nagrywanie jawnych czynności organu samorządowego, gdyż takie zachowanie stanowi tylko udokumentowanie działania takiego organu". Nie ma więc możliwości, żebyśmy za nagrywanie strażnika czy policjanta byli oskarżeni o stalking.

Ten przypadek to nie są jedyne pana sprawy. O co jeszcze był pan oskarżony?

- Sąd w Nowej Soli uniewinnił mnie właśnie w sprawie karnej za znieważenie funkcjonariusza z Nowego Miasteczka, prokuratura umorzyła także inne znieważenie funkcjonariusza, którego miałem nazwać "dziadem kalwaryjskim".

Faktycznie tak go pan nazwał?

- Oczywiście, że nie. Nowe Miasteczko i Kargowa [miasta w woj. lubuskim - red.] chcą ode mnie po 10 tys. zł za to, że moimi filmami naruszyłem ich dobra i żądają przeprosin w gazecie oraz na portalu wiocha.pl. Miasto Kożuchów z kolei oskarżyło mnie dwukrotnie o zawieszenie kamizelek na fotoradarze, raz o nękanie ich - także zostałem uniewinniony.

Ale o co chodzi z tymi kamizelkami?

- Faktycznie, powiesiłem odblaskowe kamizelki na nieoznakowanych fotoradarach, by ostrzec kierowców. I zostałem oskarżony o "bezprawne umieszczenie baneru, afiszu lub reklamy". Mam wprawdzie kamizelki z napisem "Uwaga na sępy", ale akurat te, które zawiesiłem, były czyste, więc nie mogły być uznane za baner lub afisz. Czy ktoś ma w ogóle pojęcie, jak wielkie te sprawy sądowe generują koszty dla państwa? W sumie naliczyłem 10 spraw przeciwko mnie, a lada chwila mają ruszyć dwie następne.

I co? Zrezygnuje pan z kręcenia, odłoży kamerę?

- W życiu, czuję się tylko coraz lepszy w znajomości prawa. A filmy dalej będę robił. Zresztą nawet teraz mam jeszcze sporo niezmontowanego materiału na kolejnych kilka odcinków. Filmy doskonale obrazują, że ustawianie fotoradarów ma się nijak do walki o bezpieczeństwo na drodze. W mojej okolicy strażnicy chowają fotoradary w krzakach, ustawiają za śmietnikiem, przy zieleni, okrywają dodatkowo zieloną plandeką albo stawiają na tylnej szybie zaparkowanego samochodu typu kombi. Pokazywałem to innym kierowcom, nie widzieli i nie wierzyli. Sprzęt wykorzystywany do kręcenia filmów? Nie jest istotny. Mógłbym nawet kręcić patelnią; gdyby miała kamerę, tobym ją wykorzystał. Używam kamer rejestratorów samochodów, telefonu, aparatu.

Wygląda na to, że strażnicy mocno zaleźli panu za skórę i teraz mści się pan na nich, pokazując absurdalność ich działania w swoich filmach?

- Nie mam żadnych zdjęć z fotoradaru. Nigdy nikt mi nie zrobił zdjęcia. To nie był rodzaj zemsty w stylu, skoro ja dostałem 10 mandatów, to im teraz pokażę. Kręcę filmy po to, by pokazać absurd całej sytuacji. Tu nie chodzi o bezpieczeństwo, tylko o zawody sportowe w robieniu kasy. Jeden z komendantów w rozmowie ze mną przyznał, że oni są po prostu strażą biznesową.

Na filmach widać, jak strażnicy uciekają na widok pana szarego volkswagena caddy.

- Moje auto stało się mocno rozpoznawalne, dlatego często korzystam z pomocy innych kierowców. Zatrzymuję inne auta i podróżuję nimi jako pasażer, stamtąd kręcąc ujęcia. Strażnicy często sprawdzają, czy nie czaję się gdzieś z kamerą ukryty w krzakach. Bareja na całego. Jestem za przestrzeganiem obowiązującego prawa, a według niego każdy fotoradar powinien być widoczny. Jestem także za tym, aby pieniądze z mandatów trafiały do państwowej kasy, a nie służyły do reperowania budżetów miasteczek. Jeszcze sporo czasu musi upłynąć, zanim tak się stanie, więc, niestety, będę miał co robić.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Tagi:

  • 127
  • 9
Komentarze (114)
Zaloguj się
  • el_bigos

    Oceniono 410 razy 394

    Życzę powodzenia temu Panu. Bardzo dziwne,że organa państwowe do tej pory jeszcze nie zajęły się bezprawnym stawianiem przez straż wiejską fotoradarów. Przecież dowody na łamanie prawa mają do kooorwy jak na talerzu w nagraniach tego Pana!

  • panpererinos

    Oceniono 330 razy 320

    Po każdym uniewinnieniu powinien Pan zakładać sprawę cywilną o naruszenia pana dóbr osobistych, choc to to tai dla strażników żadna kara- przecież ewentualnych odszkodowań nie będą płacić z własnych środków, ale z publicznych. Ale niech Pan nie odpuszcza! Gdy tylko sąd oddali oskarżenie, albo uniewinni- od razu do cywilnego z pozwem!

  • bulka.z.maslem

    Oceniono 234 razy 228

    Czy straży miejskiej/gminnej wolno PARKOWAĆ NA TRAWNIKU ????

  • koma_5

    Oceniono 198 razy 188

    Super artykuł i fajny, kumaty gościu. popieram i gratuluję!

  • sceptyk31

    Oceniono 92 razy 80

    Dziś polowała straż miejska w Przemyślu. Stali na wlocie do Przemyśla od Dynowa w nieoznakowanej Astrze koloru ciemnogranatowego. Formalnie stosują się do obowiązku oznaczania kontroli, ale tabliczka mówiąca że odbywa się to na 1,9 km może zmylić. Na dodatek poza dużymi samochodami / których ruch nie jest duży/ mało kto ma CB-radio.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX