Firma zaprasza na kabaret, by wcisnąć garnki za kilka tysięcy złotych. Jej były pracownik: "Byliśmy w stanie naciągnąć każdego" [SPRZEDAŻ BEZPOŚREDNIA]

24.07.2013 11:00
Prezentacja garnków firmy Eco Vital

Prezentacja garnków firmy Eco Vital (Youtube)

Firma Eco Vital wabi potencjalnych klientów darmowymi zaproszeniami na kabarety z udziałem Andrzeja Grabowskiego, Cezarego Pazury czy Jerzego Kryszaka, aby sprzedawać garnki za kilka tysięcy złotych. Po tekście na temat działalności Eco Vital odezwał się do nas były pracownik tej firmy. - Byliśmy w stanie naciągnąć każdego - twierdzi i zdradza kulisy pracy.
Pan Patryk (imię zmienione) przez osiem miesięcy pracował w Eco Vital jako telemarketer. W rozmowie z portalem Gazeta.pl opowiada, za pomocą jakich trików namawiał publiczność do przyjścia na "prezentację kulinarną", co działo się podczas takich spotkań oraz dlaczego - jak twierdzi - nie wpuszczano na nie osób poniżej 35. roku życia. - Jedna z osób, do których dzwoniłem, powiedziała, że to, co robimy, jest "naciąganiem moherów" - mówi pan Patryk.

Kosma Zatorski: Jak pan trafił do firmy Eco Vital?

Patryk, były pracownik firmy Eco Vital: - Mam 21 lat. Skończyłem technikum. U nas w mieście jest duże bezrobocie, więc złożyłem CV właśnie do tej firmy. Przyjęli mnie i nie ukrywam, podobało mi się. Lubię kontakt z ludźmi.

Pracowałem tam przez osiem miesięcy i wtedy trafiłem na spotkanie, na które dotąd, jako telemarketer, namawiałem klientów. To, co zobaczyłem, sprawiło, że byłem w szoku. Naprawdę wierzyłem, że zapraszam ludzi na spotkania kulinarne i rozmowy na temat zdrowia. Na miejscu okazało się, że to żaden pokaz kulinarny, a jedynie zagrywka, by zachęcić ludzi do kupna garnków. Prowadzący pytał się, kto jest bliżej zainteresowany naczyniami. Osoby podnosiły ręce. Wtedy zaczynała się sprzedaż.

Jak wyglądała sama procedura bezpośredniej sprzedaży?

- Widziałem, że promotor zabierał dwie, trzy osoby na korytarz, ławeczkę czy do osobnego pomieszczenia. Tam taką siedemdziesięcioletnią babcią zajmowała się już przeszkolona osoba - przedstawiciel handlowy. Jak wyglądała rozmowa? Wydaje mi się, że najczęściej zwerbowana osoba nie wiedziała, że ma zostać nakłoniona do zakupu garnków. A przedstawiciel zachęcał ją do zakupu różnymi sposobami.



A jak wyglądała praca w dziale telemarketingu. Dostawaliście prowizję od osób, które kupiły garnki?

- Dostawaliśmy prowizje od osób: które przyjdą na spotkanie, które przyjdą na spotkanie i wysiedzą do końca, wreszcie od tych, które zdecydują się na zakup garnków. Stałej pensji nie było. Wszystko zależało od urobku z miesiąca. Średnio to były cztery zaproszenia na godzinę - wtedy zarabiało się 6, 7 złotych na godzinę. Jeżeli ktoś schodził poniżej dwóch klientów na godzinę, zarabiał około 5 złotych. Ja miałem średnią 5,5 osoby na godzinę, więc zarabiałem nieźle.

Jak pan to robił? Proszę próbować namówić mnie na prezentację kulinarną.

- Dzień dobry, nazywam się Patryk, dzwonię z firmy Eco Vital. Dzwonię, ponieważ mam miłą wiadomość dla pana. Mam do przekazania bezpłatne wejściówki na spotkanie kulinarno-zdrowotne, połączone z degustacją potraw. Ale to nie wszystko! Mam dla pana jeszcze upominki - dla pojedynczej osoby będą to okulary, natomiast dla par mam do wyboru zestaw eleganckich perfum bądź płyn do kąpieli. Mam nadzieję, że jest to dla pana bardzo dobra wiadomość i będzie pan naszym gościem. Prawda?. Mieliśmy wytyczne, jak zwalczać obiekcje rozmówców.

Proszę pana, ale naprawdę nie mam czasu na to spotkanie - dalej gram rolę wyjątkowo opornego klienta.

- To nie był problem. Byliśmy doskonale przygotowani na taką okazję: Proszę pana, ja rozumiem, że jest pan bardzo zapracowanym człowiekiem. Ja również, dlatego proszę pozwolić mi skończyć. Mamy różne godziny spotkań, będzie degustacja potraw, porozmawiamy o zdrowiu. Przecież wszyscy wiemy, jak ważne jest ono w naszym życiu. Klienci zazwyczaj ulegali, podawali mi dane adresowe do wysłania zaproszeń. Wtedy mówiłem: Bardzo mnie to cieszy. Dodam, że do zaproszenia dołączam cztery bony prezentowe dla osób powyżej 35. roku życia. Czy mogę zapytać, kogo zabierze pan ze sobą? Działało. Prezenty - ja wezmę, a sąsiadka, sąsiad nie weźmie? No pewnie, że weźmie!



Ludzie dostawali te obiecane prezenty?

- Z tego, co widziałem, tylko ci, którzy wytrwali przez całą prezentację, przeszli rozmowę z przedstawicielem i wrócili na salę. Zazwyczaj była to garstka. Oni dostawali upragnione upominki.

Dotrwał pan do czasów, gdy firma kusiła potencjalnych klientów darmowymi zaproszeniami na kabarety?

- Pewnie. Wtedy w rozmowach telefonicznych najbardziej lansowaliśmy Pazurę. Mówiliśmy jednak, żeby pojawić się godzinę przed kabaretem na spotkanie kulinarne. Kabaret zastąpił upominki. Jeżeli dotrwałeś do końca spotkania, dostawałeś bilet na występ gwiazdy. To była jedyna możliwość, by dostać wejściówkę. Artyści nie musieli promować produktów. Garnki były już sprzedane, oni robili swoje - występowali.

Podczas pisania pierwszego artykułu na temat firmy Eco Vital dowiedziałem się od uczestnika jednego ze spotkań, że jednym z warunków dostania zaproszenia był wiek. Pan z kolei wspomina, że prezenty mogły dostać tylko osoby powyżej 35. roku życia. Dlaczego tak było?

- To mnie również bardzo zdziwiło i dopytywałem się o to. Wydaje mi się, że chodziło o to, aby zaproszeni nie przyszli na pokaz z wnuczkiem lub kimś młodszym, kogo trudniej byłoby namówić na zakup.

Załóżmy, że razem z babcią i dziadkiem po siedemdziesiątce przyjdzie ich 24-letni wnuk. Starsi ludzie nie są tak obeznani, nie korzystają z internetu, nie wiedzą, na czym polega taki marketing. Dlatego nie wiedzą, że nikt niczego za darmo nie rozdaje. Na spotkaniach, na których byłem, widziałem na sali głównie osoby starsze. Zresztą, jedna z osób, do których dzwoniłem, zarzuciła mi, że to, co robimy, jest "naciąganiem moherów". Sam trzy, cztery razy byłem świadkiem, jak takiego wnuczka nie wpuszczono na spotkanie.

Miał pan okazję kilka razy widzieć prezentacje garnków od kulis. Jak one wyglądały?

- Były bardzo zgrabnie poprowadzone. Przykład? Prezenter smaży naleśnika na patelni Eco Vital. Bez tłuszczu. Później zsuwa tego naleśnika na talerz dmuchnięciem. Robi wrażenie, co? No pewnie, że tak. Ludzie byli zachwyceni, a cena do samego końca pozostawała tajemnicą.

Towar dobrze się sprzedawał?

- Słyszałem od kolegi-sprzedawcy, że na jednym przykładowym spotkaniu udało się sprzedać garnki za mniej więcej kilkanaście tysięcy złotych.

Dlaczego zrezygnował pan z pracy?

- Przyznaję, że lubiłem pracę i kontakt z ludźmi, ale sumienie mi nie pozwalało. Dla mnie to zwykłe naciąganie starszych ludzi. Skrypty były tak sprytnie skonstruowane, że byliśmy w stanie naciągnąć każdego. Dlatego przestrzegam, jeżeli ktoś do was zadzwoni, od razu odkładajcie słuchawkę.

Firma Eco Vital odpowiada

Zarzuty byłego pracownika przedstawiliśmy Sebastianowi Burdzie, przedstawicielowi firmy Eco Vital. Burda się z nimi nie zgadza. Mówi, że jego firma nie stosuje zakazu wpuszczania na prezentacje osób młodszych, bo to one stanowią główną klientelę firmy. - To osoby, którym zależy na zdrowym trybie życia. To one chcą gotować bez tłuszczu i soli. Osoby starsze tak naprawdę stanowią marginalny odsetek naszych klientów - twierdzi.

Burda mówi też, że firma nie zabrania osobom starszym kontaktu z synem, córką czy wnukami przed zawarciem transakcji. - Dajemy im możliwość konsultacji za pośrednictwem telefonu naszych pracowników. Każdy towar można zwrócić w okresie do 14 dni od momentu sprzedaży - wyjaśnia. Dodaje, że nierzadko firma wysyła po zwrot towarów własnych kurierów i zaznacza, że wszystkie reguły sprzedaży i wysokość rat są jasno określone w umowie. Zarzuty pana Patryka nazywa "kłamstwami rozpowiadanymi przez byłego pracownika firmy".

Chcesz wiedzieć szybciej i więcej? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Zobacz także
Komentarze (136)
Zaloguj się
  • zbiwal

    Oceniono 876 razy 852

    Jak wygląda "NIE przymuszanie" do zakupu garnków niech zobrazuje historia którą opowiedziała mi moja Mama.
    Otóż pewnego razu jej koleżanka poprosiła ją o asystę, bo jej sie nie chciało samej iść, na pewną prezentację kołder antyalergicznych z wielbłądziej wełny. Koleżanka Mamy miała wtedy lat 85 a moja Mama 88.
    Poszły do renomowanego hotelu w mieście i na wstępie na dużej sali nastąpiła rozgrzewka ich umysłów i wstępne urabianie. Prelegent zachwalał wyroby i pokazywał wielkie plansze z powiększonymi zdjęciami roztoczy aby wzbudzić trwogę w sercach gawiedzi i zobrazować z jakimi to strasznymi zwierzętami sypiamy.
    Aby ułatwić kontakt i okazać jak szanowanych gości zapraszają na takie prezentacje to poczęstowali wszystkie staruszki lampką "szampana" czyli wina gazowanego. Jak działa lampka szampana na organizm kilkudziesięciolatka możemy się domyślić.
    Po ogólnej prezentacji rozdzielono staruszków na podgrupy po 2 max. 3 osoby i tam przystapili do nich fachowcy od urabiania szczegółowego.
    Stawali sie lekko agresywni bo rozmowę w pewnym momencie zaczynali juz prowadzic w ten sposób, że próbowali wzbudzać w tych staruszkach poczucie winy i konieczność tłumaczenia się.
    "No, ale dlaczego Pani nie chce tego kupic? Przeciez to taki dobry produkt. Wszyscy go kupują" itd.
    Mały poczestunek - lampka wina musujacego do tego jakis prezencik - juz nie pamietam co to było ale jak mama mi to opowiadała to sie smiałem, że dali im cos o czym mówili, że jest warte 50 zł a na Allegro to samo mozna było kupic za 1,50.
    Napastliwość sprzedających rosła i moja Mama w którymś momencie sie zdenerwowała i lekko opieprzyła sprzedwcę-urabiacza.
    Wywiązała sie mała dyskusja sporna którą moja Mama spuentowała tak.
    "Prosze Panią. Dlaczego jak ja Pani mówię, że nie jestem zainteresowana tymi kołdrami to nie przyjmuje Pani tego do wiadomości i dalej próbuje mnie nakłaniac do tego zakupu i jeszcze kazać mi sie tłumaczyć. Jeżeli ja mówie NIE to znaczy Nie i basta. W dodatku mam 88 lat i całe życie spałam pod kołdrą puchową i nie widzę żadnej potrzeby aby zmieniac moje upodobania i przyzwyczajenia"
    Na to dictum moja Mama została natychmiast umiejetnie odseparowana od reszty staruszków i delikatnie wyprowadzona z sali na zasadzie "Pani juz dziękujemy"
    Nie musze chyba wspominać, że te "cudowne" kołdry kosztowały jakies 4 czy 5 tys złotych ale normalnie kosztuja wiecej ale jak kupicie państwo dzisiaj to mamy dla was tę specjalną niższą ceną i jeszcze nasz kierowca zawiezie was z tymi kołdrami do domu a jak nie macie pieniedzy to zaden problem bo tutaj jest przedstawiciel firmy pozyczkowej i kredycik macie w parę minut a w ogle to na zdowiu sie nie oszczedza bo zdrowie jest najwazniejsze. Itd. Itp.
    I teraz mam pytanie.
    Czy zdajecie sobie Państwo sprawe ile tysiecy osób zostało tak ugotowanych w naszym kraju na garnki, kołdry, lampy zdrowotne czy materace lub inne badziewne produkty?
    Ile tragedii sie wydarzyło jak bacia przyszła do domu z cudownymi garnkami ktorych wartośc kilkakrotnie przekraczała jej emeryturę?
    Jeżeli jakiś "artysta" firmuje taki proceder to jest dla mnie ostatnim gnojem i najgorszą mendą.
    Nie jestem byłym pracownikiem a relację ze spotkania przedstawiam na podstawie relacji mojej Mamy która ma wprawdzie prawie 90 lat ale jest kumata i nie dała sie porobić badzie cwaniaków.

  • Pan Senior

    0

    Niestety żyjemy w czasach gdzie seniorzy sa bardzo często oszukiwani. W większości przypadków ciężko rozpoznać od razu, że coś jest nie tak. Przede wszystkim powinniśmy być bardzo ostrożni i nie dać się zwieść naciągaczom. W celu zachowania bezpieczeństwa zawsze można wylegitymować osobę, która chce z nami podpisać jakąś umowę. Podstawą zwiększenia bezpieczeństwa jest zachowanie czujności i wiedza, jakie metody wyłudzeń stosują oszuści. Zapoznać się z metodami, stosowanymi przez naciągaczy, można w Poradniku Bezpiecznego Seniora na stronie bezpieczniki.tauron-pe.pl/spotkania/Strony/spotkania.aspx

  • miedziana1908

    0

    Mówcie co chcecie, żeby w Polsce coś zarobić trzeba mieć jaja a skoro Wy ich nie macie i hejtujecie każdego który wpadł na taki a nie inny pomysł to macie pecha. Jakbym miała okazje to sama bym zarabiała w taki sposób, każdy ma swój rozum i jak nie chce to nie kupi prezentowanych produktów. trzeba mieć tylko głowę na karku...

  • adamschodowy

    Oceniono 1 raz 1

    hahah, tymczasem główna "gazety":
    CB-radio za 450,
    czytnik e-ink za 600,
    komórka za 1400
    TV 32' za 2600....

  • Ewa Koseła

    0

    Tak to jest prawda naciągaja dzieki tu panu -zbiwal-ze super uswiadomił -nie kupowac na siłe wpychaja potem placz i lament-prokurator musiałby sie tym procederem zając-pozd. NIE KUPOWAC NA POKAZACH-OSZUKUJĄ

  • grali1

    Oceniono 1 raz 1

    UWAGA
    Dziś w Tczewie próba naciagnięcia wyglada tak;
    1. uprzejme dziewczę wręcza zdrapkę (na której zjęcia "orłów" naszych pożal się Boże kabareciarzy (Grabowski, Pazura , i takie tam inne typki)
    2. potem dziewczę nawet pomoże (wymusi) zdrapanie
    3. jej radosny okrzyk "wygrał Pan/ Pani" występo na kabaret któregoś z w/w
    4. Prose podać imię, nr telefonu, to zadzwonimy czy Pan/Pani przujdzie na występ
    5. wręcza dziewczę zlepioną kopertę
    6. W środku, a jakże, zaproszenie - na pokaz kulinarny z porządkiem:
    - pokaz garów
    - marketunk i sprzedaż
    -występ "orła kabaretu"
    Dałem się nabrać i dotrwałem do koperty, ale niech się nie łudzą, że się tam zjawię (jakaś szkoła podstawowa na peryferiach). A jak zadzwonią, do dostaną kulturalną wiązankę z dłłłłłłłłllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll..................llllllllllługą rozmową na ich koszt.

  • rainbow.warrior

    Oceniono 1 raz 1

    Wkurzają mnie ci telemarketerzy. Dlatego jak dzwonią a ja mam czas to robię tak: najpierw udaję niezdecydowanego, potem pytam o różne rzeczy i delikatnie sprowadzam dyskusję do absurdalnych tematów. Np. dzwoni ktoś z zaproszeniem na "spotkanie ws. zdrowia" - najpierw pytam o szczegóły narzekając na zdrowie a potem pytam panią "A czy mają państwo jakiś środek poprawiający krążenie...?", pani produkuje się nt. swojej oferty a ja po długiej konwersacji przechodzę na dyskusję "czy to kwestia krążenia czy długości bo żona narzeka na jakość współżycia..?" , jak to nie daje do myślenia telemarketerce to proszę o konsultacje typu "no bo czy 18 cm to dużo czy mało? co pani myśli ? ".
    Mam nadzieję że gdzieś tam wpiszą sobie że dzwonienie do mnie to strata czasu ...

  • divak2

    Oceniono 2 razy 2

    Miałem kiedyś znajomego (facet już zmarł), który też poszedł na pokaz takich garnków. Ale człowiek był nie w ciemię bity. No i kiedy panienka zachwalała mu "gotowanie bez wody", facet powiedział "to niech mi Pani ugotuje jajko bez wody. Kurtyna :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje