"Byłem ofiarą Breivika. Pół roku temu chciałem popełnić samobójstwo. Każdy dzień jest walką o przetrwanie" [WYWIAD]

- Pół roku temu zupełnie sobie z tym nie radziłem. Zgłosiłem się do szpitala psychiatrycznego, bo chciałem popełnić samobójstwo. Każdy dzień jest dla mnie walką o normalne funkcjonowanie - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Adrian Pracoń, Polak, który przeżył masakrę na wyspie Utoya.
- On starał się zabijać osoby powyżej 14. roku życia, uważał, że są już dorosłe i odpowiadają za swoje czyny, mają swoje przekonania. Nie mogę sobie wyobrazić, jakim potworem trzeba być, żeby zabić dziecko - opowiada w przejmującej rozmowie Adrian Pracoń. Ten 24-latek opisał w książce "Masakra na wyspie Utoya" ostatnie chwile wielu swoich przyjaciół, którzy zostali zamordowani 22 lipca 2011 roku.

Łukasz Głombicki, Gazeta.pl: Możesz spać?

Adrian Pracoń: Teraz daję sobie radę, ale różnie to bywa. Często sypiałem mało, budziłem się w nocy. Im bliżej rocznicy, tym było gorzej.

Śni ci się...

- Często mam koszmary. Śni mi się, że ktoś mnie goni, że muszę uciekać, chować się. Mam poczucie strachu... Na początku, niedługo po zamachu, śniły mi się jego buty, kiedy stał obok mnie i miał mnie dobić. Śniło mi się, jak we mnie celuje i jak zabija moich przyjaciół.

Pamiętam wszystko. Jakby to się wydarzyło wczoraj. Najczęściej wraca właśnie ten moment, kiedy we mnie celował, kiedy leżałem na kamieniu, udając, że nie żyję. Wtedy zaczął strzelać do moich przyjaciół, a mnie postrzelił.

I wraca też ta niepewność z samego początku masakry. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje. Nie wiedzieliśmy, czy to żart, trening, czy chcieli nam pokazać, jak żyje się w kraju ogarniętym wojną. Widzę, jak on zabija kolejne osoby, jak starają się od niego uciekać. Jak chodzi i dobija leżących na ziemi. Wszystkie te obrazy do mnie wracają.

Media ciągle przypominają o ataku. Analizują, pokazują twarz napastnika...

- Przez pierwsze 83 dni po zamachu jedna z gazet codziennie miała go na pierwszej stronie. To straszne, ale cóż mogę powiedzieć... Nie po to walczyliśmy o demokrację, żeby teraz go nie pokazywać.

Co czujesz, gdy go widzisz?

- Niedobrze mi się robi. Fizycznie. Jak tylko go zobaczę. Nie boję się go, wiem, że siedzi w więzieniu, że nie zrobi nam krzywdy. Jednak sam fakt, że ktoś taki istnieje, jest dla mnie obrzydliwy. On zabrał mi moich najlepszych przyjaciół...

Dużo się dla ciebie skończyło 22 lipca 2011 roku na wyspie Utoya?

- To dla mnie bardzo trudny temat. Przez jakiś czas nie wiedziałem, czy jeszcze kiedykolwiek się uśmiechnę, czy pokocham... Byłem przestraszony, zlękniony, zły, sfrustrowany, miałem w sobie mnóstwo żalu. Te emocje przykryły wszystkie inne.

Breivik dwukrotnie mógł cię zabić. Nie zrobił tego. Jak to sobie tłumaczysz?

- Miałem na to tysiąc odpowiedzi, choć oczywiście ciężko było to sobie wyjaśnić. Krótko po tragedii myślałem, że po prostu nie chciał strzelać do pojedynczych osób, wolał zabijać całe grupy. Teraz coraz częściej myślę, że to był przypadek. Żyję dzięki przypadkowi.

To nie mogła być żadna siła wyższa, bo gdyby istniała, tragedia na wyspie Utoya nigdy by się nie wydarzyła. Spotkałem pewnego księdza, który tłumaczył mi, że to była walka dobra ze złem. Czasami wygrywało zło, w moim przypadku zwyciężyło dobro, coś mnie chroniło.

Wierzysz w to?

- W to konkretne nie, ale czasem warto tak na to spojrzeć. Łatwiej jest przez to przejść.



Myślisz, że tam, na wyspie, mogliście jakoś zareagować? Coś zrobić?

- Często się budzę z takim odruchem, że sięgam po kamień i w niego rzucam. Znajduję nóż, mobilizuję ludzi. To do mnie wraca, mam poczucie winy, że to wszystko się wydarzyło. Zrzucałem na siebie winę, wpędziłem się w depresję.

Teraz łatwo mówić, że powinniśmy zachować się tak albo inaczej. Ja znalazłem się w sytuacji zupełnie abstrakcyjnej, nigdy w życiu nie przyszło mi do głowy, że przeżyję coś takiego. Każdy z nas robił, co mógł, wszyscy staraliśmy się uratować...

Poruszyła mnie historia 10-letniego chłopca. Zamachowiec zamordował mu ojca. Ten chłopiec błagał, by nie zostać zabitym. Mówił, że jest za młody, by umierać. Zabójca darował mu życie. Zastanawiałeś się, dlaczego nie pociągnął za spust?

- Bo był za młody. On starał się zabijać osoby powyżej 14. roku życia, uważał, że są już dorosłe i odpowiadają za swoje czyny, mają swoje przekonania. Nie mogę sobie wyobrazić, jakim potworem musiałby być, gdyby zabił małe dziecko.

Dlaczego w trakcie zamachu zaktualizowałeś swój status na Facebooku?

- Nie wiedziałem, ile czasu mi zostało, czy zdążę powiadomić wszystkich. Do kogo najpierw zadzwonić, komu powiedzieć? Płynąłem do brzegu, celował we mnie, ale udało mi się go ubłagać, żeby nie strzelał. Odszedł...

Nie zastanawiałem się nad tym, co robię. Dopadłem do telefonu, napisałem, co się dzieje. To mogły być moje ostatnie słowa. Chciałem dać znać z miejsca, w którym wszystko się kończy.

Napisałeś książkę, żeby to wszystko z siebie wyrzucić? Żeby sobie pomóc?

- Jeszcze jak leżałem w szpitalu, mój tata zaproponował, żebym napisał książkę. Powiedział, że muszę to zrobić po tym wszystkim, co przeżyłem, i ze względu na to, że przeżyłem. Z czasem zacząłem traktować pisanie jak swego rodzaju terapię. To były bardzo ekstremalne wydarzenia, emocje, musiałem to z siebie wyrzucić. Gdybym tego nie zrobił, to bym zwariował. Do końca moich dni chcę pamiętać o życiu moich przyjaciół. Oni będą nieśmiertelni dzięki tej książce.

To moja odpowiedź na terror Breivika - zauważ, że rzadko wymieniam jego nazwisko. On jest powodem tego wszystkiego, on przeprowadził polityczny, terrorystyczny atak na dzieci. Większość ofiar miała po 14-16 lat! Trzeba o tym mówić, trzeba to zapisać, rozmawiać o tym, żeby mieć pewność, że to już nigdy więcej się nie powtórzy. Dzięki książce mam wszystko zapisane. Mogę zacząć zapominać o tym, co złe.

W książce opisałeś historię 15-letniego Eivinda Hovdena. Jego rodzice zarzucili ci, że bez ich zgody opisałeś m.in. ich ostatnią rozmowę z synem. W efekcie książkę wycofano ze sprzedaży...

- Chciałem być szczery i dokładnie opowiedzieć, jak to było. Nie widziałem, jak Eivind został zabity, ale opisywałem to, bo był mi bliski, był moim przyjacielem. Chciałem, żeby został w naszej pamięci.

Gdy sprawa wyszła na jaw, przeprosiłem rodziców chłopca, zapytałem, czy mogę coś dla nich zrobić... Wydawca mojej książki miał to załatwić, ale nie doszli do porozumienia. Rozumiem, że to mógł być dla nich szok. Zdecydowaliśmy - dla dobra rodzin ofiar - że wycofamy książkę.

Eivind był ich synem, szanuję to, ale gdyby to ode mnie zależało, nie usuwałbym fragmentów o nim. Chciałbym, by każdy mógł o nim przeczytać. To był wspaniały chłopak. Przykro mi, że rodzicom się to nie spodobało, ale on był też moim przyjacielem, chciałem opowiedzieć o nim światu.

Jesteś jedną z najaktywniejszych medialnie osób, które przeżyły zamach. Co odpowiesz tym, którzy uważają, że robisz to dla sławy?

- Pojawiam się w mediach, więc jestem przygotowany na krytykę. Prawda jest jednak taka, że pierwszej nocy po masakrze skontaktowali się ze mną dziennikarze CNN. Po tym wywiadzie telefon nie przestawał dzwonić, a ja potrzebowałem rozmowy, potrzebowałem o tym mówić. Nie chciałem zamęczać opowieściami lekarzy i pielęgniarek, i tak mieli za swoje.

Rozmawiałem więc szczerze z dziennikarzami, po każdym wywiadzie czułem się lepiej. Miałem wrażenie, że nie opowiadam swojej historii, że to jakiś film. Po czasie, trochę mimochodem, stałem się twarzą tego wydarzenia. Dostawałem wiele listów, ludzie mnie wspierali.

Uwierz mi, ta historia kosztowała mnie bardzo dużo. Żadna popularność mi tego nie zwróci i nigdy w ten sposób o tym nie myślałem.

Gdy doszło do zamachu, miałeś 21 lat. Teraz masz 24. Wszystko przed Tobą: praca, rodzina... Życie.

- Wiesz, pół roku temu zupełnie sobie nie radziłem, zgłosiłem się do szpitala psychiatrycznego, bo chciałem popełnić samobójstwo. Teraz każdy dzień jest dla mnie walką o normalne funkcjonowanie. Jestem w trakcie godzenia się z tym, co się stało. Moje życie nigdy już nie będzie takie, jak kiedyś, ale tak... mogę żyć, kochać, wyglądać normalnie.

Chciałbym wrócić do szkoły, do pracy, zadbać o moich najbliższych. Dam sobie radę, dzięki pomocy specjalistów wiem, że nie jestem sam i nie walczę samotnie z tą ciemną mocą. Widzę rezultaty, mam nadzieję i ochotę dalej żyć.

Chcesz wiedzieć szybciej i więcej? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o:
Komentarze (94)
"Byłem ofiarą Breivika. Pół roku temu chciałem popełnić samobójstwo. Każdy dzień jest walką o przetrwanie" [WYWIAD]
Zaloguj się
  • manitu7

    Oceniono 1 raz 1

    Dupek.Przeżył a teraz kasę chce trzepać.Może to aj waj?

  • anita211

    Oceniono 3 razy -1

    najbardziej obrzydliwe w tej całej sytuacji są...komentarze ludzi zarzucające mu , że robi to dla pieniędzy. Jestem pewna ,ze gdyby ktoś z was przeżył choć głupi wypadek na rowerze, zamęczał by ludzi opowieściami o tym jak leciał,jak upadł i jak bohatersko przeżył, choć w obsranych gaciach i było by opowieści na kilka imprez przy piwie.Żal...najpierw spójrzcie na siebie, bo ten człowiek jak może próbuje uporać się z tym co przeżył, wy nigdy nie byliście w takiej sytuacji. Spytajcie się żołnierza,który jest szkolony i przygotowywany na to co go czeka dlaczego cierpi na syndrom stresu pourazowego,a jest żołnierzem, pewnie też udaje i próbuje wyciągnąć pieniądze ? Wstyd!

  • pismaki_klamia

    Oceniono 2 razy 0

    O tym aspekcie sprawy jakoś cicho w "polskich" mediach: Breivik EDL Izrael Anders Behring Breivik, Islam and Israel
    Analizy i wieści na temat Palestyny, Izraela, Żydów, judaizmu i syjonistów

  • gr_ub_y

    Oceniono 3 razy -1

    "Byłem ofiarą Breivika. Pół roku temu chciałem popełnić samobójstwo. "

    Wcale nie koleś, ty tylko chciałeś zbić kasę na Brejwiku.

  • andello

    Oceniono 6 razy 0

    wzruszyłem się, aż się posrałem.

  • arcibiskup

    Oceniono 6 razy 0

    Breivik i czytelnicy olewają NIEUFACZNIKA. Chłopie musisz nosa sobie odmrózić i opisać to może to ktoś kupi i się popłacze, że taki ładny chłopiec z gładką pupką, wydepilowanym zapewne otworkiem, a nochal taki czerwony.

  • my-opinion

    Oceniono 8 razy 0

    widzę, że wszyscy tu bardzo "mundrzy", lepiej niż on sam wiedzą, jakie motywy nim kierują (wyłącznie zarobkowe), jak on się czuje.... niestety, figę wiecie, nie przeżyliście tego co on i tak naprawdę nikt nie może sobie nawet wyobrazić, jak by sie wtedy poczuł czy zachował.... aż się prosi przypomnieć banalne "tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" - bo tak własnie jest....

  • jaga500

    Oceniono 6 razy 0

    Cisza nad przyczynami tej tragedii, choć jednym zdaniem pan Pracoń wspomniał o tym w wywiadzie radiowym - o zamknięciu ust ludziom mającym inną, niż lewacka, wizję państwa. Ta straszna "poprawność", brak dostępności do mediów ludzi o różnych poglądach owocuje ekstremizmem. Terror zakłamania właśnie w Skandynawii sięgnął zenitu, groźnego dla zdrowego społeczeństwa. A u nas Boni wymyśla "mowę nienawiści", którą zresztą sam lansuje, i chce karać ludzi za to, że powiedzą ,co myślą.Jestem za ograniczeniem rasistowskich wypowiedzi, ale B. pragnie ,jak za komuny, by karać już za myśli. Tyle tylko, że teraz on decyduje o karze. Niech zda relacje, co zrobił dla państwa w sferze cyfryzacji, poza aferami, rzecz jasna. I czy zwracał uwagę swojej żonie / poprzedniej/, z jaką nienawiścią wypowiadała się o Polakach...

  • rudamaruda1949

    Oceniono 10 razy 0

    w sumie - jeśli gość chciał popełnić samobójstwo, a Breivik chciał go zabić - to w czym problem? że chciał mu zrobić dobrze? możliwe, że po to promują obraz ofiar Breivika jako samobójców aby złagodzić Breivikowi wyrok - pomoc w samobójstwie to nie taka sama zbrodnia jak zabójstwo

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX