Komentarze (227)
Zostać urzędnikiem? Banalnie prosty test, znikające etapy rekrutacji. "Jakby z góry wiedzieli, kto wygra" [LIST]
Zaloguj się
Pokaż wcześniejsze komentarze
  • lucusia3

    Oceniono 7 razy 7

    Ja tez tak startowałam do Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie. Pierwszy test - dla średnio inteligentnego szympansa, potem ustny. Kwalifikacje miałam absolutnie idealne. Przeszła nas 6. Potem miał być drugi etap. Poszłam się dowiedziec kiedy może się odbyć ten drugi etap (nie było oczywiście nic na ten temat w ogloszeniu) bo to był okres wakacyjny i miałam zaplanowany wyjazd, który mogłam przesunąć. Pani mnie poinformowała, że za 2 tygodnie, więc mogę spokojnie na tydzień wyjechać. Ucieszyłam się a po tygodniu ok. 16 otrzymałam informację, że jutro o 8 rano mam drugi etap, który został przesunięty z niepodanych powodów. Nie miałam szans na powrót w tak krótkim czasie. Potem znajoma mi powiedziała, że i tak bym nie miała szans, bo to miejsce juz było obsadzone przed konkursem, a ja tylko zdenerwowałam towarzystwo, że się zgłosiłam.

  • czarnousov1944

    Oceniono 1 raz -1

    oj naiwne lemingi myślące, że tkwią w kapitaliźmie a nawet być może w Europie, a tu taki prostacki wschodni feudalizm, partyjniactwo i nepotyzm...

    Oto urząd centralny w mieście stołecznym Warszawa, urząd centralny, obejmuje swoimi działaniami całą Polskę, jest taką administracyjną czapą.
    W związku z wejściem nowej ustawy, powołuje się nową komórkę. Szybki awans na osobę kierująca dostaje osoba bardzo zaprzyjaźniona z dyrektorką pionu. Potem rekrutacja do tej nowe komórki, ogłoszenie w prasie i już mamy obsadę. Pracują: synowa dyrektorki z panieńskim nazwiskiem, siostra innej pracownicy, koleżanka ze studiów i jeszcze koleżanka owej siostry.

    I takie się to odbywa a nie żadne tam rekrutacje, duperele srele morele...
    Potem cała ta hałastra idzie do urn i głosuje bo "żyje się lepiej"

    Wiadomo , że każdy się jakoś chce ustawić ale po kiego chu..a mamy płacić na te warszawkie nasze podatki skoro i przed powstaniem tej komórki i po urząd działa dokładnie TAK SAMO...

  • koval_w

    Oceniono 3 razy 1

    Mi tam sie nic w tym tekscie nie zgadza:
    - 3 jezyki stydia i marzenia zeby pracowac w administracji (chyba ciekawosc obudzilo ogloszenie, umiejetnosc obslugi facebooka)
    - 3 jezyki i marzenia pracy w Polsce, lepiej zarabiac 1500netto niz conajmniej pieciokrotnosc tej sumy,
    - miala sobie wziac 2 dni urlopu i sobie nie wziela,
    - wogole przyjechac z zagranicy na rozmowe kwalifikacyjna o prace w administracji (wiecej na bilety wydala w 2 strony niz ta praca warta przez miesiac)
    - historia z czapy,
    - zgodze sie jedynie z tym, ze rekrutacja do administracji to farsa.

  • mirel2tlenpl

    Oceniono 2 razy 0

    Jak na rasowego dziennikarza przystało, powinna pani iść o krok dalej czyli zaskarżyć wyniki konkursu do sądu a sam proces rekrutacji zgłosić do organu kontrolującego ów urząd czyli do NIK i RIO. Brak reakcji powoduje bezkarność urzędników.

  • there.there

    Oceniono 3 razy 3

    Wszyscy piszecie o patologiach, ale dlaczego nikt z was nie kiwnie palcem i nie zgłosi tego gdzie trzeba? Przez tolerowanie tego szamba lepiej w kraju nie będzie.

  • flyer

    Oceniono 5 razy 5

    Przypomina mi się zaproszenie na rozmowę do Urzędu, podczas której trzy roześmiane panie wyjaśniły mi na wstępie, że nie mogą mnie zatrudnić, bo w urzędzie pracowały same kobiety i facet wprowadziłby zamieszanie, ale chciały mnie zobaczyć. ;>

    Albo rozmowa kwalifikacyjna [trzeci etap po analizie dokumentów i teście], na którym mój przyszły przełożony pyta mnie, czy pracowałem w biurze [w cv i świadectwach pracy jest jak byk 6 lat] oraz popisuje się nieznajomością 3 stronicowego aktu prawnego, którego znajomość była jednym z warunków startowaniu w rekrutacji [żeby nie było - nie kłóciłem się z nim tylko zakończyłem odpowiedź, a rzecz sprawdziłem po wyjściu]. A wygrała osoba z gorszym wynikiem na teście, z gorszą wiedzą, ale sprawiająca wrażenie "uległej", bo zaręczająca co chwilę, że co prawda tego nie umie, ale się nauczy.

    Prawda jest taka, że pracodawca oprócz wiedzy chce często osoby, która sprawia wrażenie osoby uległej, wykonującej wszelkie polecenia przełożonego bez szemrania, przyjmującej punkt widzenia przełożonego i z czasem stającą się jego cieniem - ot taki bardziej myślący piesek, który znosi humory "pana" i za każdym razem merda ogonkiem na jego widok i chce się do niego przytulić ;>, i takie osoby wygrywają.

    Rekrutacja, w której startowałem, była już drugą z kolei, bo w pierwszej nikt nie przeszedł, więc raczej nie ma tu mowy o "znajomościach". Nawet gdyby wygrana była "z polecenia", to również działa tu element poświadczenia przez znaną rekrutującemu osobę o przydatności do pracy.

    Rekrutujący ma kilkadziesiąt/kilkanaście/kilka minut na rozmowę kwalifikacyjną, a to za mało, żeby przekonać się o cechach charakteru kandydata, stąd też często woli osobę "z polecenia". A nim więcej osób przyjął [rekrutujący] tym bardziej nie ufa pierwszemu wrażeniu, bo przeważnie okazuje się, że pracownicy nie wiedzieć czemu nie chcą znosić humorów pana, mają własne życie, nie lubią chaotycznego stylu zarządzania. Część pracowników okazuje się też humorzasta, chorobliwa, zainteresowana innymi sprawami niż pracą, leniwa czy po prostu zbyt mało inteligentna.

    A skończenie studiów wcale nie dowodzi inteligencji i pracowitości - na studiach można zdawać poprawki, powtarzać zajęcia, ma się w teorii pół roku na naukę do egzaminów, można ściągać i kupować pracę - przy odpowiednim programie studiów i podejściu osoba inteligentna, ale poniżej średniej, jest w stanie otrzymać tytuł mgr. A w pracy się tak nie da - jest temat i trzeba go zrobić - nie można go robić przez 2 lata i w tym czasie 4 "oblewać egzamin". Sam pracowałem z gościem, po studiach, który nie był w stanie przeczytać podręcznika do programu, bo ciekawsze były komunikatory, wyniki lotto i strony o samochodach - a że był miły, cichy i grzeczny, to kolejni przełożeni wykopywali go na "samodzielne stanowiska" zamiast zwalniać. Teraz jest dyrektorem komórki zajmującej się "miękkimi umiejętnościami" i już kto inny czyta za niego podręczniki. ;>

  • owadd83

    0

    PSL - praca swoim ludziom

  • proost

    Oceniono 4 razy 4

    Cytat z jednego takiego konkursu. Uprzejmie informujemy, że w związku z tym, że cześć kandydatów nie spełniła wymagań, druga część mała zbyt wysokie wymagania wobec pracodawcy, pracownik zostanie wybrany poza konkursem, a o wyborze zdecyduje burmistrz :-) Autentyczne !
    www.szawka.blox.pl

  • jan.fils

    Oceniono 5 razy 1

    Dwa aspekty sprawy.

    1. Jeśli ktoś zacząłby mi się wypłakiwać, że nie dostał pracy w administracji chociaż miał kwalifikacje, to zapytałbym go kto z jego rodziny pracuje w tym urzędzie?

    2. Aspekt z nieodebranymi telefonami jest bardzo śliski. Z mojego doświadczenia kilka razy rekrutowałem do firmy osoby na stanowisko "od wszystkiego". Realnie to na rynku istnieje od ręki tysiąc takich osób, koszt szkolenia takiej osoby to 1 dzień (tu jest telefon a tu jest ksero), zatem jeśli się wybiera kandydata, to lista jest długa i składa się z osób, które naprawdę niczym się nie wyróżniają. Z tego punktu wiedzenia jeśli osoba nie odbiera telefonu, to się ją skreśla i dzwoni do następnej - nie doszukiwałbym się tu drugiego dna.

  • podobny_do_nikogo

    Oceniono 3 razy 3

    Dziadostwo, jak cały kraj. Mendy na budżecie.

  • meric

    Oceniono 4 razy 4

    w lubelskim pierwszym urzędzie skarbowym kilka razy byłem o krok od zatrudnienia, raz powiedziano mi pan prowadził działalność to i tak sobie pan poradzi bo tu pieniądze są małe to niech ktoś inny popracuje, innym razem obniżono punktację- bo tylko 5 osób się zakwalifikowało (na rozmowę kwalifikacyjną) tak, żeby wszedł ktoś kto był akurat na praktyce ja miałem 22 pkt., a przyjęto właśnie tego głąba co miał 17 i nawet nie chciało mu się poduczyć.

  • lifetripper

    Oceniono 18 razy 18

    Referent w administracji państwowej ma na rękę w granicach 1200 do 2000 maks. I chcecie wmówić ludziom, że laska z 2 fakultetami, 3 językami, pracująca za granicą, przyjechała specjalnie do Polski żeby startować na tak chu.jowe stanowisko? I że tak jej zależało na tej pracy, że wzięła dodatkowe wolne i cały dzień chodziła z komórką w dłoni? Po raz kolejny macie ludzi za idiotów.
    A jak wygląda rekrutacja do urzędów to już chyba każdy wie. Ogłoszenia są zawsze skrojone pod konkretne osoby, naiwni są ci, którzy myślą, że to jest uczciwy konkurs. Tyle w temacie.

  • exhajer1

    Oceniono 6 razy 4

    No ja spotkałem się kilkakrotnie z urzędnikami którzy nie wonni nimi być.Wprawdzie nie w administracji państwowej, tylko samorządowej, aleć zawsze to urzędnik. I odniosłem wrażenie, że kryterium doboru tych pracowników na pewno było pozamerytoryczne. Jedna z miejskich urzędniczek, całkiem serio zaproponowała mi podrzucanie śmieci sąsiadom, inna nie potrafi przeliczyć litrów na metry sześcienne, a jeszcze inna od roku szuka w urzędzie osoby kompetentnej do udzielenia odpowiedzi w dość prostej sprawie. Być może moje odczucia są nieobiektywne, ale naprawdę trudno oprzeć się wrażeniu, że są to krewni i znajomi królika.

  • iremus

    Oceniono 6 razy -2

    Zostać urzędnikiem? Banalnie prosty.... proste. Wystarczy wstąpić do rządzącej partii POPSL.

  • karamustafafa

    Oceniono 10 razy 10

    Kto normalny pracując na poważnym stanowisku zagranicą, chce pracować w polskiej administracji za 1512 PLN ? Przecież ta pani na same dojazdy na rozmowy kwalifikacyjne wydała więcej niż zarobiła by w urzędzie przez rok.

    Do administracji ludzie przychodzą i odchodzą, jest dużo młodych ale w 90% po roku, dwóch już ich nie ma i na ich miejsce przychodzą kolejni.

  • slowikxxx

    Oceniono 17 razy -3

    Kolejny artykuł bezpodstawnie oczerniający państwo i jego instytucje. Już nawet nie wnikając w to czy historia jest prawdziwa można zauważyć (zwłaszcza czytając posty pod artykułem), że świat pełen jest frustratów. Kandydat, któremu nie udało się uzyskać pracy zwykle powie, że stanowisko było od początku przeznaczone dla kogoś innego. Po prostu niektórzy nie mogą pogodzić się z tym, że są słabi, niedouczeni, a ich super wykształcenie tak naprawdę nie jest przydatne w żadnej pracy.

  • vinogradoff

    Oceniono 7 razy 3

    W 2002 roku trafilem do biura mego Znakomego z wizyta przyjazni ktory w prywatnej 120 osobowej firmie pelnil funkcje zastepcy dyrektora do spraw handlowych a firma poszukiwala poprzez ogloszenia prasowe pracownicy do biura handlowego w centrali i mial akurat na swym pustym zazwyczaj biurku stos aplikacji o prace. Zapytalem jak prowadzi rekrutacje. odpowiedzial, ze patrzy tylko na zdjecia dziewczat a jak jakas go zainteresuje swoja uroda to czyta dalej papiury i odklada do dalszej selekcji w ktorej bierze tez udzial inzynier do spraw produkcji a pozniej wspolnie rekomenduja kandydatki wlascicielowi przy czym tam juz glownym kryterium sa wzgledy pozamerytoryczne albowiem wymogi formalne spelnialy wszystkie aplikacje i na dobra sprawe kazda z osob aplikujacych moglaby te robote wykonywac. Sprawa dotyczyla ponad 80 aplikacji i 100% dziewczat byla po studiach.

  • czytaczwk

    Oceniono 8 razy -2

    brak mi odwagi zeby zrobic to teraz. Nie jest mi az tak zle jak wiekszosci moich znajomych. Ciezko pracje ale stac mnie na zycie na poziomie, dobre wakacje i zeby pare zl odlozyc.... ale jak pare groszy zmini z=sie wkonkretna sume spadam stad do grecji, hiszpani i w cieplym klimacie dokoncze swoj zywot nie patrzac na to bagno. nie to ze tam jest lepiej ale przynajmniej pogoda stabilna :)
    niekomu juz nie wierze i w nic nie wierze w Polsce. niestety bagno coraz wieksze a chetnych do ochalpow z panstwowego koryta coraz wiecej.
    SMUTNO MI.....

  • my_kroolik

    Oceniono 9 razy 1

    Przerażają mnie ludzie marzący o pracy urzędnika w administracji. Naprawdę, trzeba chyba być kompletnie pozbawionym ambicji i wiary w siebie, żeby bezsensowną, przeraźliwie nudną i pozbawioną jakichkolwiek perspektyw pracę, traktować jak dar boży tylko dlatego, że daje gwarancję zatrudnienia do emerytury.

  • nrozsklov

    Oceniono 9 razy 5

    w instytucie naukowym w jakim pracuje na bierzaco przychodza aplikacje ludzi szukajacych pracy czy pragnacych odbyc praktyke (wymagana na roznych kierunkach studiow). Proces rekrutacji jest gdzies szczegolowo opisany i zaakceptowany przez dzial prawny, aby uchronic instytut przed kosztami wynikajacymi z pozwow sadowych (jeszcze nie slyszalem o przypadku, ze ktos zakwestionowal proces rekrutacyjny po otrzymaniu odmowy). Do okolo 200 stalych pracownikow naukowych dochodzi przecietnie ta sama liczba studentow, doktorandow, praktykantow. Dzieci kolegow maja zapewnione praktyki i pozytywne opinie, moga wybierac kiedy, jak dlugo pragna takowe odbyc. Wtedy miejsce na pewno sie znajdzie, a student ze swiadectwami i dorobkiem naukowym z przecietna 5.0 dostanie odmowe. Kim sa moi koledzy z pracy? Jest kilku, ktorzy pasjonuja sie tym co robia i na pewno znalezli sie we wlasciwym miejscu. Polowa ponad 40 latkow dostala posady po wojskowych "karierach" i ukonczeniu studiow w uczelni wojskowej, a tam jak wiadomo nie oblewa praktycznie nikt. Taki tez reprezentuja soba poziom. Uwazaja, ze dosyc juz uczynili dla swojej ojczyzny i ze im sie nalezy. Niby zarabia sie mniej w instytucie, niz w wolnej gospodarce, ale maja ci ludzie swoje sposoby, aby wyciagnac kilka pensji ponad przecietna, przyznajac sobie nawzajem premie za fikcyjne pomysly racjonalizatorskie albo spedzaja po kilka tygodni na swiatowych sympozjach dodatkowo do 30 dni urlopu na rok. Praktycznie kazdy projekt po kilku latach topiony jest w blocie bez zadnych efektow poza stertami papieru i milionamy wydanymi na prototypy (nad ktorymi przewaznie pracuja studenci i jakich nikt rzetelnie nie kontroluje i nie sprawdza). I tak od dekady do dekady rosna wszystkim brzuchy i plaszcza sie dupy. Wieksza czesc dnia mija na spokojnym piciu kawy z kolegami i surfowaniu po youtube. W calym tym czasie na biurka trafiaja podania o prace absolwentow i studentow. Kierownicy dzialow praktycznie juz nawet nie zagladaja do tych papierow. Przynosza je ze soba na tygodniowe zebranie i wtedy kazdy kto jest w pokoju moze sobie ogladac cv, zdjecie i swiadectwa kandydatow. Tygodniami papiery leza na biurkach albo poniewieraja sie po calym instytucie. Kilku kolegow zrobilo sobie konkurs na "najbrzydsza morde miesiaca" i biegaja ze soba z fotografiami nasmiewajac sie z kandydatow. Do kazdegopodania dolaczana jest lista w jakiej kazdy kierownik dzialu musi wpisac date przyjscia, powod z jakiego odmowil albo przyjal podanie i niezwlocznie przekazac powinien papiery do kolejnego dzialu. Panuje jednak taki burdel, ze czesto sekretarki decyduja kogo sie zaprosi, a komu odmowi. Jakie papiery sie zaponiewieraja a jakie w ogole nie trafia w obieg i od razu otrzymaja odmowe albo po kilku miesiacach.

    Przez moje rece przeszlo kilka podan kandydatow, ktore wzbudzily fascynacje i uznanie, niestety trafily w niewlasciwe miejsce o niewlasciwym czasie. Tak czy inaczej mysla sobie, ze ludzie z takimi kwalifikacjami nie mogliby wybic sie z tej siatki ukladow i ukladzikow, korupcji i zwyklego, polskiego, rodzimego chamstwa.

    Instytut kosztuje podatnika miliardy.

    Prace wykonuja subkontraktorzy, w tym zlecenia do kilkudziesieciu tysiecy mozna zlecac bez przetargu. Jeden kolega wkorzystal to zakladajac wlasna firme i zlecal sobie sam zadania, a jak zrobil sie z tego skandal to go wywalili a obecnie siedzi w radzie nadzorczej wielkiego koncernu.

  • vinogradoff

    Oceniono 9 razy 9

    Bezrobotnej Mlodzizy przypominam tersc wielu ogloszen o zatrudnieniu Pracownikow z roku 1991-92 a wiec tak brzmialy,, zatrudnimy pracownika na stanowisko biurowe z umiejetnioscia obslugi FAX-u i Kserokopiarki, po studiach i ze znajomoscia jezyka angilskiego. Taki wymog angielskiego od raz eliminowal 95% kandydatow, ktorzy chetnie by tam aplikowali gdyz wowczas ok. 100% Polakow zaliczalo obowiazkowo nauke jezyka rosyjskiego. Dzis wymagania pracodawcow sa o jakies od 700% do 2700% wyzsze a i roboty mniej.

  • bambi7

    Oceniono 14 razy 6

    Ta Pani mówi że to był test "jak dla idioty" - to ja powiem, że właśnie osoba dobrze znająca 3 jezyki obce i niepotrafiąca znaleźć sensownej pracy w Polsce jest właśnie idiotą/idiotką. Kilka lat temu pracowałem jako pomocnik tłumacza jeżyka ang. technicznego za 8zł/stronę maszynopisu, mimo że nie miałem (i nadal nie mam) bardzo dobrej znajomości tego języka, ani certyfikatów. Praca znaleziona w lokalnej prasie, umowa o dzieło. Ja to nie wiem co się z tymi ludźmi teraz dzieje - brak pomysłu na siebie, od razu w ataku paniki chcą wyjeżdżać. Usiądź jeden z drugim, spisz na kartce to co umiesz najlepiej, znajdź chociażby w internecie listę zawodów do tego pasujących i działaj. Na administracji (samo)rządowej rynek pracy się nie kończy....

  • vinogradoff

    Oceniono 4 razy 4

    To byl blad co do metodyki procesu rekrutacji gdyz nikt przytomny nie zaparsza na rozmowe kwalifikacyjna 60 osob a co najwyzej 10 a max 15 osob albowiem jak to juz policzono to np. w Niemczech taka rozmowa z 1 kandydatem to koszt ok. 120,- Euro a wiec wszystkie aplikacje wrzuca sie do komputera i tam komputer sam wedlug programu wyrzuca krotka liste kandydatow do dalszego etapu rekrutacji jednak nalezy pamietac, ze kwalifikacje nadmierne tak samo dyskwalifikuja anwet bardziej niz kwalifikacje niewytarczajace a to dlatego, ze rekruter ma prawo podejrzewac, ze ejsli ktos kto ma jakies dyplomy akademickie rzuca sie na etat gdzie wymagania sa nizsze to albo jest jelop z deficytem logicznego myslenia albo niewiele wart skoro nikt go nie zatrudnil albo sam sobie nie stworzyl etatu. ma byc wstrzelanie sie punktowe w cel i od razu w dziesiatke bez zadnego przestrzelania oferty za blisko lub za daleko. Poza tym w tym przypadku jak wyzej wymagano dosc miernych kwalifikacji i umiejetnosci a wiec na ten etat kwalifikowalo sie z 90% kandydatow czyli wybor mogl by byc i czysto losowy metoda wyciagania zapalek. Polska gospodarka nie potrzebuja wybitnych specjalistow gdyz tu nic takiego powaznego sie nie robi gdyz tak jak kiedys pan Gierek darl jape,, Polska krajem wengla i stali tak dzis Polska krajem,, palet i krasnali,, a do tego jakichs wiekszych kwalifikacji nie potrzeba. Najwybitniejsze kwalifikacje to powinien meic Dowodca Grupy Armii albo i Frontu na wojnie gdyz tam juz wystepuje caly zestaw wszelkich umiejetnosci od menedzerskich do logistycznych, ekonomicznych, dyplomatycznych, prawnych, etycznych itp. i to musi reprezentowac jedna osoba.

  • tetradrachma

    Oceniono 7 razy 1

    Najlepiej rekrutacje wyglądają w MSZ na placówkę np. konsularną lub WEH-go Ambasady. Tam zawsze zakwalifikuje się kuzynka, albo kuzyn, żona, teściowa lub brat posła lub polityka z PO albo PSL-u. Cały "nabór" to pic.

  • majka1525

    Oceniono 6 razy 4

    przeciez placówk panstwowe to niemalze firmy rodzinne....jeden pracuje,a za chwile jego córka,jego brat,corka brata,syn siostry, bratowa,szwagier,maz siostry itp itd....
    takie konkursy to farsa....
    ja znam osobiscie jeden zaklad karny,ktory jest obsadzony przez 1 rodzine....

  • wojtem

    Oceniono 12 razy 8

    Nie bardzo rozumiem o co chodzi. Na 3 miejsca bylo pewno kilku kandydatow o podobnych umiejetnosciach. Jedna z kandydatek nie odpowiadala na telefon (trzykrotnie!) i niestety w ten sposob sama sie wyeliminowala

  • pascvale

    Oceniono 16 razy 14

    "Dla czego syn pułkownika nie może zostać generałem? Bo generał też ma syna".

  • albrecht_kalba

    Oceniono 2 razy 0

    "Trochę mi jednak smutno, że w Polsce nawet w administracji państwowej nie szanuje się osób, które są naprawdę chętne do pracy"
    Korekta, powinno być:
    Trochę mi jednak smutno, że w Polsce ZWŁASZCZA w administracji państwowej nie szanuje się osób, które są naprawdę chętne do pracy

  • ulanzalasem

    Oceniono 7 razy 1

    Ma pracę w innym kraju, gdzie za 8 godzin zarabia w złotówkach pewnie minimum 2 razy tyle, napisała "Pomyślałam: dobrze, może nie zależy im na j. angielskim" czyli jednak języka nie zna ? Tarci tyle dni żeby zostać urzędniczką z niską pensją...nie odbiera telefonów i to ona robi pretensje ? Wow...ale stara, jak na jakiegoś dyrektora przynajmniej ;)

  • najwyzsza-prawda

    Oceniono 5 razy 1

    To normalne że rekrutacje w urzędach państwowych są ustawiane, sam znam takie przypadki gdzie człowieka trzyma się po znajomości na umowie zleceniu a jak przychodzi taka możliwość to pisze się pod niego rekrutację. I wiecie co?- wygrywa ten kto ma wygrać. Paranoja i kumoterstwo.

  • konus33

    Oceniono 12 razy 10

    szkoda tylko ludzi którzy uczą się na te konursy po to tylko aby być zasłoną dymną dla plecaka aby usankcjonowac jego wybór

  • konus33

    Oceniono 6 razy 0

    wielokrotnie byłem robiony w balona w urzędach w rzeszowie każdy urząd czy policja wszędzie konkursy są już dawno przed konkursem rozstrzygnięte dochodzi do komicznych sytuacji gdzie jest ogłaszany konkurs a osoby juz pół roku pracują na tych stanowiskach heheheh. Właściwie konkursy w rzeszowie to walka ale ludzi którzy mają jakieś plecy (tzw. plecaki) wygrywa ten którego plecak ma największe poważanie a reszta to tylko mięso armatnie

  • abeon138

    Oceniono 7 razy 3

    A więc tasiemcowy serial GW wciąż trwa. Zastanawia mnie tylko ta zaskakująca pobłażliwość rządzącego mainstreamu politycznego na powtarzające się oszczerstwa względem "Zielonej Wyspy". Ciekawe też dlaczego towarzysze na Czerskiej doprowadzają celowo do upadku, wcześniej przez siebie wykreowanego "idealnego" państwa? Czy to jakaś przemyślana gra, czy może oczekiwanie na jakiś przewrót pałacowy? Radziłbym przemyśleć dalsze kroki, bo mogą się nagle skończyć jakieś "intratne" zlecenia.

  • mrfreddie

    Oceniono 8 razy 8

    Nasz nieszczesliwy kraj upadl juz tak nisko, ze najwiekszym marzeniem dla wielu jest zostanie panstowym biurokrata. Gdzie sa te czasy, kiedy wszyscy cos robili, zakladali biznesy, kiedy bylo dozwolone "wszystko co nie zabronione"?

  • rak34

    Oceniono 7 razy 1

    Pozdrawiam Siedlce
    Widzę że nikt z was nie był na "konkursie" w UM. To wam opowiem. Z rok temu
    wynalazłem ogłoszenie o naborze, więc mówię spróbuję, spełniałem wszystkie
    wymagania i więcej. No to idę, "komisja" w składzie trzech smutnych panów, miała
    za zadanie udowodnić mi że nic nie wiem. Byłem na kilku rozmowach o pracę ale
    takiego upokorzenia, nigdzie nie spotkałem. Zamiast wydobyć ze mnie moje
    najlepsze cechy i strony, pastwili się czego nie wiem, więc się nie nadaje. Po
    pierwszych dwóch pytaniach, miałem ochotę roześmiać mi się w twarz i wyjść,
    stwierdzając że dziękuję za role "zająca" dla wybranego już z góry kandydata.
    Ponieważ mam dobrą pracę zwisał mi wynik i nie przejąłem się "rozmową
    kwalifikacyjną". Więcej na rozmowy do siedleckich urzędów się nie wybieram, a
    już na pewno nie do UM i Starostwa, gdzie przypadkowi ludzie nie trafiają,
    powinni znieść obowiązek publikacji w biuletynie, zaoszczędziło by kosztów
    urzędom i stresu przypadkowym kandydatom. Więc jakbyście wybierali się na
    rozmowę w sprawie pracy do w/w instytucji a nie jesteście skierowani na nią
    przez "wujka",możecie być pewni wyników naboru.

  • jednorazowy3

    Oceniono 14 razy 10

    Do urzędów na stanowiska niespecjalistyczne bardzo ciężko się dostać bez znajomości. Zwykle podczas rekrutacji na dane stanowisko jest co najmniej jedna osoba, która ma zaklepaną robotę. 'Śmiesznie' się robi jak się okazuje, że na takie stanowisko był też ktoś kto miał jeszcze mocniejsze plecy.
    Nie oszukujmy się, 90% stanowisk w urzędach nie wymaga żadnych umiejętności poza mieleniem papierami - nie potrzeba do tego nawet tzw wyższego wykształcenia. Dlatego bez znajomości nie ma sensu tracić na takie oferty czasu.

  • lolabay

    Oceniono 15 razy 9

    No nic nowego. Ja składałam CV na posady specjalisty w różnych ministerstwach kilkakrotnie. Załączałam wszystkie wymagane papierki, a naprawdę życzą sobie sporo - od certyfikatów po świadectwa pracy. Spełniałam wszystkie wymogi plus niejednokrotnie moje CV przewyższało wymagane doświadczenie i kompetencje. I... różnie :) Najczęściej brak jakiegokolwiek odzewu. Kiedyś, bardzo dawno temu udało mi się załapać nawet na jedną rozmowę i testy, ale to był chyba wypadek przy pracy ;) Nawet mi się dzwonić nie chciało, bo przecież wiem, że zaczną coś kręcić ;) Składanie dokumentów na stanowiska w administracji to strata czasu niestety.

  • kol.3

    Oceniono 12 razy 8

    "Bystra" dziewczynka, ale jest przekonana że bylaby najlepsza.

  • themaxmaster

    Oceniono 6 razy -2

    Twoje komentarze budzą nasz niepokój?

  • tygrys102

    Oceniono 8 razy 2

    prawda jest okrutna - barbarzyńcy, czyli gnoej partyjne obsadzili i obsadzają wszystkie stołeczki...jest źle ? a czego spodziewać się po matołach, którzy "wygrywają" wszystkie konkursy...szefowie partii i ich zaplecze to czystej wody ŁOTRY , bandyci, złodzieje, oszuści

  • trollingstones

    Oceniono 22 razy 10

    Wybierali jedną, góra trzy osoby z 60 kandydatów, na niskie stanowisko i mieli do jednej panny wydzwaniać czekając aż odbierze? Kilka lat temu starałam się o pracę w państwowej firmie, na drugim końcu Polski. Gdy zobaczyłam 11 kandydatów (wybranych z kilkudziesięciu przysłanych CV) byłam przekonana że już mają kogoś. Gdy wracałam do domu, zadzwonili gdy byłam po 300 km, że drugi etap konkursu będzie jutro. Wróciłam i jakimś cudem dostałam tę robotę. Teraz pracuję w prywatnej firmie, "po znajomości"- koleżanka powiedziała że szukają kogoś.. Byłam w życiu na kilku rozmowach o pracę, nieraz nie poszło, nieraz tak się wyłożyłam ze stresu że chciałoby się czas cofnąć ale nie przyszło mi do głowy pisać listów do gazet że przyjęli kogoś "zamiast mnie".

  • filemon.krk

    Oceniono 2 razy 0

    Do Majchrowskiego?To chyba rodzina z tą Grodecką,

  • jegermajster88

    Oceniono 13 razy 9

    "referendarz" - czyli praca w którymś ministerstwie. Najniższe stanowisko urzędnicze, najwięcej chętnych, najbardziej ogólne wymagania - wszystko rzeczy oczywiste, bo jakiej wiedzy specjalistycznej wymagać od kogoś, kto chce być i spełnia wymagania jedynie na referendarza? Im bardziej ogólne wymagania tym mniejsze prawdopodobieństwo, że była ustawka. Gdy jest konkurs "na osobę", z reguły zawęża się wykształcenie, umiejętności pożądane i takie tam, żeby 80% odrzucić na poziomie ofert.

  • fordon-p

    Oceniono 24 razy -8

    Szukam pracy i nie odbieram telefonu od przyszłego pracodawcy . Czyli jesteś nieodpowiedzialny i nie można tobie powierzyć żadnej funkcji , jeśli nie potrafisz odebrać głupiego telefonu. Gdyby zatrudniono ciebie , a Ty miałabyś właśnie rozmowę z koleżanką to, czy też byś nie wykonywała czynności służbowych ? Dobrze że nie zatrudnili ciebie bo nie byłoby z ciebie żadnego pożytku , tylko same straty . Obecny pracodawca powinien natychmiast takiego darmozjada wyrzucić z pracy. Od innych wymagamy wiele , a od siebie nic i to jest największy problem szukających pracy.

  • alekswir2

    Oceniono 4 razy 2

    Administracja publiczna.
    A jak jest z "konkursami" na stanowiska naukowe na uczelniach?
    Mój znajomy osobiście miał niedawno taką sytuację. Wysłał swoją ofertę w odpowiedzi na konkurs ogłoszony na stronie jednego z wydziałów jednej z uczelni. Równolegle napisał do dziekana tegoż wydziału oraz kierownika zakładu, do którego była "rekrutacja". Od obu osób dowiedział się, że NIE MA W PLANACH ZATRUDNIANIA NOWYCH PRACOWNIKÓW.
    Polska...

  • petitboy

    Oceniono 2 razy 0

    Jaki Pan, taki kram

  • mniklasp

    Oceniono 12 razy 10

    Paradoksem czasow jest ze ludzie aspiruja do pozycji w urzedzie co dla mnie w 1979 roku bylo najgorsza opcja pracy ale dostania w ciagu dwoch lat mieszkania od wojewody gorzowskiego( nowo powstalego wojewodztwa). Dostalem oferte pracy w urzedzie wojewodzkim, pozniej zostalem kierwownikiem w tymze urzedzie tylko dlatego zeby dostac mieszkanie , i dostalem to mieszkanie, ( zreszta stracilem po wyemigrowaniu z Polski pare lat pozniej). Tutaj dziewczyna przyjezdza na wywiad o prace z zagranicy. Ja wtenczas kombinowalem jak wyjechac z tego kraju, i mysl zeby mieszkac i pracowac za granica i przyjezdzac do Polski zeby pracowac w urzedzie to bylo nie do pomyslenia , zupelna abstrakcja powstala w glowie nienormalnego mozgu. Dosyc zabawne jak historia plata figle. Teraz mlodzi nie chca zagranicy, chca Polski.Tylko ta Polska jakos ich nie chce. Wspolczuje tej dziewczynie, mysle ze znajdzie swoja prace w Polsce. Tego jej zycze.

  • senkatarzynki

    Oceniono 9 razy -3

    była na podobnym cyrku. Złożyłam podanie, bardziej dla sumienia niż dla pewności że coś z tego wyjdzie. Po jakimś czasie dostałam tel, ze zapraszają mnie na rozmowę, jakie było moje zdziwienie, kiedy na ową rozmowę było "zaproszonych" ponad 170 osób a rekrutację przeprowadzało 4 osób. Cóż było dużo chichów, oczywiście kawka, ciasteczka- jak myślę pewnie i delegacja. Potem dowiedziałam się, że wymagania były tak ustawione, żeby jedna konkretna osoba "wygrała" "oczywiście na wolnym rynku pracy"?!

  • adirun

    Oceniono 9 razy -5

    A czego sie glupia laska spodziewala, taka wyedukowana a nie widzi jakim prawem dzisiejszy swiat sie rzadzi?
    Na ch... ja tu wogole wszedlem. Zenada, caly artykul, redakcja i roszczeniowa postawa tej kretynki.

  • pasjonatx

    Oceniono 11 razy -1

    Z cierpliwością przeczytałem list tej pani.
    Powiem tylko tak - przez bite 8 lat poznaję na własnej skórze,co to nepotyzm (pozostałe 2 lata pracowałem fizycznie za kiepskie wynagrodzenie,ale ok,pracowałem),co to kolesiostwo etc.
    Jedna kobieta w Urzędzie Skarbowym powiedziała mnie,że mam głośno nie mówić o swoim wykształceniu (sic!).A poszedłem tylko sie zapytać o pracę.
    O przekręcie w Krośnie Odrzańskim,gdzie mieści się Oddział Straży Granicznej już pisałem w innym miejscu - same rodziny tam pracują,nabór dla naboru,miałem wrażenie,że ci ludzie tam czują się jak właściciele tej instytucji,poza tym czułem,że kazano mnie 3 razy jezdzić taki kawał drogi,ale z góry zalożono,że mnie nie przyjmą,choć żadnej wielkiej konkurencji na naborze dla mnie nie było.Poza tym nie pytano o nic,nikogo nie interesowała wiedza,predyspozycje itd.
    Ale gdyby jej córeczka ukończyła studia prawnicze z nagrodą,opiniami od światowej sławy kryminalistyki to pewie w każdą niedzielę mogłaby wychwalać pod niebiosa córeczkę w kościele.Dodam,że zodbywałem sam wykształcenie,bez niczyjej pomocy,nie pochodzę z zamożnego domu,nie pochodzę też z prawniczej rodziny.
    Dajcie spokój,to banda jest.
    Mało jest naprawdę rzetelnych naborów do jakiejkolwiek pracy.
    -----------------------------
    Takie mechanizmy niszczą nasze życie - niestety.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX