"Prezes" przyjął mnie u siebie w kubotkach i dresiku, gdy w łazience kąpała się jego... "przyjaciółka" [LISTY]

Jak wygląda polski rynek pracy? Swoje skrajnie różne doświadczenia w szukaniu pracy opisali w listach Ola i Mateusz. Ola dziwi się swoim rówieśnikom, którzy mają problem ze znalezieniem pracy, bo według niej wystarczy bardziej się postarać. Mateusz dziwi się z kolei, jak można znaleźć pracę, gdy rekrutujący podczas rozmowy kwalifikacyjnej - zamiast oceniać kandydata - woli siedzieć na Facebooku.
Po publikacji tekstu i raportu o najbardziej poszukiwanych pracownikach, dostaliśmy wiele maili od tych, którzy pracy szukają bezskutecznie. Pisali do nas inżynierowie, bezrobotny absolwent prawa i wiele osób, które gotowe były podjąć pracę fizyczną, ale nikt nie chciał ich zatrudnić.

Dostaliśmy też listy od pracodawców, którzy opisywali swoje długie poszukiwania odpowiedniej osoby. Dziś publikujemy listy od Oli i Mateusza.

Ola: "Dostałam pracę przez kuzynkę. Ale nie dzięki 'znajomościom'"

Studiuję mechanikę i budowę maszyn na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej (niedawno skończył się mój trzeci rok). Jeszcze w liceum pracowałam w wakacje jako kelnerka, więc po przyjeździe do Warszawy i kilku miesiącach poznawania się z uczelnią postanowiłam poszukać jakiejś dorywczej pracy. Wystarczyło trochę popytać. I nie, nie chodzi tu o żadne "znajomości". Uważam, że wystarczy popytać znajomych, rodzinę - takimi zasobami dysponuje prawie każdy z nas. Kuzynka zaprowadziła mnie do swojej byłej szefowej, od ręki dostałam pracę jako recepcjonistka w szkole tańca. Umowa-zlecenie, bardzo elastyczny grafik, pensja w porządku - idealne warunki dla studentki. Przepracowałam tam trochę ponad rok.

Bo po tym czasie dostałam propozycję pracy w swojej, inżynierskiej branży. I to mówi wielu moich znajomych - jeśli masz potencjał, to wypatrzą cię już w czasie studiów. Pracuję za naprawdę dobre pieniądze. Oczywiście nie jest to moje wymarzone stanowisko konstruktora. Jeszcze nie jest, bo nie mam odpowiednich kwalifikacji. Ale za pół roku, po tym jak obronię swoją pracę inżynierską (pisaną na zlecenie, dla mojej firmy), wiele może się zmienić.

"Wystarczy pójść na studia związane z naszymi pasjami"

Ale tu nie chodzi tylko o mnie. Większość moich znajomych z uczelni odbywa w tej chwili płatne praktyki czy staże. Nie słyszałam też nigdy, żeby ktoś po moim wydziale miał problem ze znalezieniem pracy. Podobnie np. na Wydziale Fizyki, jeden z wykładowców na zajęciach powiedział, że jeżeli ktoś ma ochotę popracować, to powinien się zgłosić w takie, a takie miejsce. Zatrudniono tam faktycznie większość chętnych.

(Takich przykładów jest więcej. Moja kuzynka po studiach na UW dostała pracę w pierwszym miejscu, do jakiego wysłała CV. Była tuż przed obroną, a warunkiem zatrudnienia był tytuł magistra lub 2 lata doświadczenia zawodowego - za doświadczenie uznano jej pracę we wspomnianej już recepcji. Zabłysnęła ponoć znajomością Excela - sama była zdziwiona, bo naprawdę nie umiała nic ponad program informatyki z liceum czy technik informacyjnych na studiach).

Jeżeli ktoś się wybrał na studia typu psychologia, socjologia, europeistyka czy administracja i zarządzenie, idąc za owczym pędem, bo nie miał na siebie lepszego pomysłu, to musi się teraz liczyć z tym, że przez jakiś czas nie będzie go stać na luksusowe, zagraniczne wakacje. Bo jestem głęboko przekonana, że ci, którzy wybrali studia związane ze swoimi zainteresowaniami i pasjami, już na takie jeżdżą. (...).

Więcej pracy, mniej narzekania! I będzie dobrze.

Mateusz: "Usłyszałem, że nie chcą ściągać wieśniaków"

Jako absolwent politologii byłem na wielu rozmowach kwalifikacyjnych i musiałem patrzeć na wielu tak zwanych specjalistów od HR. Najlepsza rekrutacja, w jakiej uczestniczyłem jeszcze w czasie studiów, dotyczyła "specjalisty sprzedaży indywidualnej" u jednego z operatorów telewizji kablowej.

Spotkanie odbywało się w jednej z zapomnianych przez czas kamienic w Krakowie. Dziewczyna ledwo po studiach z pełnym przekonaniem przedstawia mi możliwości rozwoju, system premii itp. Gdzieś w połowie jej monologu zza zamkniętych drzwi dobiega do mnie głośna dyskusja między dwoma mężczyznami. Jeden opier*alał drugiego, że ma mu tu nie ściągać wieśniaków, bo przecież i tak nie będą "ciągnęli kabla do tych obór". Dziewczyna zerknęła tylko na moje CV i widząc, że pochodzę ze wsi, zaczerwieniła się i spuściła wzrok.

Obecnie od jakiegoś roku szukam pracy na Śląsku i tu to dopiero jest zabawa. "Prezes" firmy zajmującej się remontami na kolei przyjął mnie w kubotkach i dresiku we własnym mieszkaniu, rozmawialiśmy w salonie, a w łazience brała kąpiel jego 20 lat młodsza hmm... 'przyjaciółka'. (...).

"Usłyszałem, że mam za słaby angielski. Roześmiałem się"

Firma produkująca mopy itp. prowadziła rekrutację na stanowisko kontrolera jakości (mam doświadczenie, kilka certyfikatów). Rekrutacja trwała 9 godzin, była przeprowadzona według mocno korporacyjnych standardów. Zdecydowanie wyróżniałem się z grupy, rekruterka sama to zresztą przyznała. Dochodzimy do wymagań finansowych, z czystym sumieniem mówię, że nie zejdę poniżej 2000 zł w systemie jednozmianowym, 2500 zł - jeżeli będą dwie lub trzy zmiany. Rekruterka nawet nie mrugnęła, jednak kierownik działu zrobił kwaśną minę. Przyjęli gościa, który przez 2 sezony segregował truskawki w Hiszpanii za 1300, po 2 miesiącach ogłoszenie pojawiło się znów.

Zaraz po studiach starałem się dostać do międzynarodowej firmy zajmującej się rekrutacją. Zaprzyjaźniony pracownik podrzucił moje CV i powiedział, co mam mówić w czasie rozmów telefonicznych, żeby przejść dalej. Jednak kiedy doszło do rozmowy po angielsku, ledwo mogłem powstrzymać śmiech, kiedy słyszałem, jak pani do drugiej stronie słuchawki ledwo składa zdania. Oddzwonili po pół roku, powiedzieli, że mój angielski nie spełnia ich standardów. Nie wytrzymałem, wybuchłem śmiechem.

"Powiedzieli mi: Tak, przyjeżdżaj pan. A potem..."

Jednak najlepsza była chyba rekrutacja na serwisanta filtrów do wody. W mojej poprzedniej pracy odpowiadałem za ich wymianę i kontrolę działania, więc wysłałem CV. Po kilku dniach dzwoni telefon. Zaprosili mnie na rozmowę do innego miasta. 100 km to nie tragedia, ale czas spotkania wymuszał na mnie podróż samochodem, a dla człowieka na zasiłku nie jest to łatwa decyzja. Więc dzwonię do firmy, rozmowa odbija się od kilku osób, w końcu trafiam do rekrutera. Pytam czy potrzebują serwisanta w mojej okolicy, czy mój przyjazd ma w ogóle sens. "Tak, przyjeżdżaj pan" - słyszę w odpowiedzi.

Więc pędzę, po dotarciu na miejsce ktoś wciska mi kiepsko skserowaną "ankietę". Nie dostaję nawet długopisu. Na wezwanie czekam w pomieszczeniu socjalnym, co chwilę "przez przypadek" wchodzi jakiś pracownik rzucić okiem. Po 45 minutach, kiedy z rozmowy wyszedł już ósmy konkurent do tego samego stanowiska, wiem, gdzie zmierza ta rekrutacja. Więc wypełniam ankietę jeszcze raz za pomocą pisma szerzej znanego jako odczyt z sejsmografu. W pokoju czeka na mnie człowiek, który myśli, że wcale nie widać na jego laptopie otwartego Facebooka, gdzie na czacie rozmawia z człowiekiem, który "wpadał" do pokoju, w którym siedziałem. Przed nim ma moje CV, prosi o ankietę i po kilku chwilach bitwy z pismem pyta, gdzie mieszkam. Odpowiadam. Dowiaduję się, że akurat nie potrzebują z mojej okolicy. Nie potrafi mi odpowiedzieć, dlaczego przez telefon powiedział, że jest inaczej.

Mam jeszcze kilka takich i dalej szukam pracy, więc pewnie jeszcze jakieś się zdarzą.

***

Skończyłeś studia i nie możesz znaleźć pracy odpowiadającej twoim kwalifikacjom? Nie rozważasz nawet zatrudnienia jako pracownik fizyczny? Próbowałeś, ale nie chcieli cię przyjąć? A może jesteś przedsiębiorcą, który bezskutecznie szuka kogoś do pracy? Opisz nam swoją historię i motywację. Czekamy na wasze maile: agnieszka.wadolowska@agora.pl, anna.pawlowska@agora.pl

Więcej o:
Komentarze (252)
"Prezes" przyjął mnie u siebie w kubotkach i dresiku, gdy w łazience kąpała się jego... "przyjaciółka" [LISTY]
Zaloguj się
  • lia.13

    0

    Pracowałam w pięciu czy sześciu różnych miejscach. tylko jeden raz miałam pracę "po znajomości". W pozostałych przypadkach zupełnie nie znałam ani szefostwa ani nikogo z pracowników, jednak udało się. Cóż mogę jednak rzec. Wysłałam w swym życiu łącznie około setki CV pomiędzy jedną w drugą czy trzecią pracą. I nigdy, ani razu nic z tego nie wyszło. Moja rada: chcesz mieć pracę, widzisz ogłoszenie - jedź tam osobiście. Efekt będzie pół na pół, tzn. 50% szefów czy rekruterów będzie zachwyconych, 50% wywali Cię za drzwi, jeszcze z jakimś obraźliwym tekstem na pożegnanie. Jeśli jednak nie znasz nikogo, kto mógłby Cię polecić u siebie w firmie to jest to najlepszy sposób. Jechać osobiście. Trzeba uzbroić się w pewność siebie i jechać. Czasem takie działanie z zaskoczenia się sprawdza. Także dlatego, że nie zdarzy się że razem z nami przyjedzie 50 innych. Tych 50 innych wyśle swoje CV, których nikt nie czyta. Zdarzyło mi się, że po trzech miesiącach zadzwoniła do mnie osoba z pewnej firmy mówiąc, że zwolniło się u nich miejsce. Miała 200 CV a zadzwoniła do mnie, bo byłam osobiście i mnie zapamiętała.

  • hadassa79

    Oceniono 1 raz 1

    Planuję wrócić do Polski po kilkunastu latach, ale naprawdę coraz częściej myślę, że to głupi pomysł, bo zwyczajnie nie odnajdę się w tej mentalności. Dziewczę z Mechanicznego próbuje mi wmówić, że ma dobrze płatną pracę bo ma pasję? Super. To nowe pokolenie rozumiem, z pasjami i na 'luksusowych wakacjach zagranicznych' w resorcie w Egipcie, których nam dzieciom komuny i humanistom zabrakło? O tempora! O mores!

  • avocem

    Oceniono 2 razy 2

    Dlatego nie chodzę na żadne "rozmowy kwalifikacyjne". Wyjątek stanowił telefon od jakiejś babki, która powiedziała mi, że właściciel firmy X słyszał o mnie wiele dobrego i zapytała czy zechciałbym się z nim spotkać aby omówić możliwość ewentualnego zatrudnienia w jego firmie.

    Najlepiej jednak pracować na własną rękę i koniecznie w szarej strefie, bo inaczej (o ile nie masz korporacji) ZUS, US i reszta pasożytów nie dadzą ci się rozwinąć.

  • matka_bosaka

    Oceniono 3 razy -3

    A co Cię Łaskawcze obchodzi jak wygląda prezes? Jakby szef firmy robiącej remonty na kolei wyglądał elegancko, pod krawacikiem to by było dziwne. A jak go stać na 20 lat młodszą "przyjaciółkę" to chyba znaczy, że firma zarabia.

  • olencja86

    Oceniono 3 razy 3

    "[...] Jednak kiedy doszło do rozmowy po angielsku, ledwo mogłem powstrzymać śmiech, kiedy słyszałem, jak pani do drugiej stronie słuchawki ledwo składa zdania. Oddzwonili po pół roku, powiedzieli, że mój angielski nie spełnia ich standardów. Nie wytrzymałem, wybuchłem śmiechem." Haha, to chyba rozmawiałam z tą samą panią! Spędziłam w sumie 2 lata za granicą, w tym 3 miesiące w USA, gdzie pracowałam. Niestety pani z firmy rekrutacyjnej, weryfikując przez tel moją znajomość angielskiego, tak dukała pytania odczytywane z kartki (sama się aż poprawiała), że musiałam prosić o powtórzenie 2 razy. No i co, pewnie powiedziała swojemu przełożonemu "nie zna angielskiego, nie rozumiała moich pytań" :) Żen.

  • kura444

    Oceniono 1 raz 1

    Niedawno otrzymałem odpowiedź na email, chyba pierwszą w życiu, a cv wysłałem elektronicznie dziesiątki razy. W treści był tylko nr telefonu a adres nadawcy "princeska 676", czy jakoś podobnie. Zadzwoniłem, pani, lekko dukając, powiedziała mi, że praca 4h dziennie, umowa o dzieło i płatne 6zł/h, już nie chciałem pytać czy netto, czy brutto... Co za kraj...

  • eend

    Oceniono 7 razy 1

    Temat tak nudny, że nie jest wart opisu i poświęcania mu uwagi. PRACA W POLSCE JEST ALE WYŁĄCZNIE DLA ZNAJOMYCH. Obowiązujące od lat i niezmienne hasło to: NIE MUSISZ NIC UMIEĆ NIE MUSISZ MIEĆ UKOŃCZONYCH DOBRYCH STUDIÓW MUSISZ MIEĆ RODZINĘ NA STOŁKACH - MASZ PRACĘ.
    Ci bez układów właśnie opisują swoja degrengoladę na forach i....nic to nie da.

  • sierota79r

    Oceniono 2 razy 2

    zdolni bajko pisarze pracują w tym portalu ha ha ha ...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX