Uciekał Wisłostradą. Zginęło 2 policjantów. "Niewinny"

02.07.2013 09:00
Wisłostrada

Wisłostrada (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Maciej U. nie przyczynił się do wypadku, w którym zginęło dwóch warszawskich policjantów. Ciągnąca się od prawie 15 lat sprawa zakończyła się ostatecznym uniewinnieniem oskarżonego.
Andrzej Jasiński, ojciec zmarłego policjanta, przez prawie 15 lat żył nadzieją, że sąd wskaże osobę, która przyczyniła się do śmierci jego syna. Szukając sprawiedliwości, kilkadziesiąt razy przyjeżdżał do Warszawy aż spod Słupska. Na próżno. Teraz została mu już tylko kasacja do Sądu Najwyższego, czyli szansa więcej niż marna, że prawomocny wyrok, który zapadł wczoraj, zostanie wzruszony.

Bawił się w kotka i myszkę

Świat Andrzeja Jasińskiego runął 27 listopada 1998 r. Tej nocy jego syn Piotr, od trzech lat policjant, pełnił służbę patrolową w nieoznakowanym radiowozie na ulicach Śródmieścia. On był kierowcą, obok niego siedział partner z patrolu Piotr Naleśnik. W środku nocy dostali od dyżurnego informację, że Wisłostradą ucieka przed policją biała alfa romeo. Włączyli się do pościgu.

Według zeznań innych policjantów kierowca alfy bawił się z funkcjonariuszami w kotka i myszkę. To hamował, to przyspieszał. Przeciął skrzyżowanie na czerwonym świetle i pędził grubo ponad 100 km na godzinę.

Za skrzyżowaniem Wisłostrady z ul. Ludną w kierunku Wilanowa polonez Jasińskiego był już blisko alfy. Ale wtedy na łuku drogi kierowca radiowozu nagle gwałtownie zmienił pas ruchu. Auto wpadło w poślizg, uderzyło w latarnię. Piotr Jasiński zmarł tego samego dnia w szpitalu, Piotr Naleśnik tydzień później.

Prokuratura Śródmieście-Północ oskarżyła 41-letniego dziś Macieja U. o przyczynienie się do wypadku, w którym zginęło dwóch policjantów. Kluczowe były zeznania innych policjantów, którzy twierdzili, że w alfie błysnęło światło stopu, z czego wysnuto wniosek, że kierowca gwałtownie zahamował, czym zmusił Piotra Jasińskiego do ucieczki na sąsiedni pas, a w konsekwencji do wypadku. Sąd rejonowy dwukrotnie skazywał U. na siedem lat więzienia. Ale sąd odwoławczy także dwukrotnie uchylał wyrok skazujący i nakazywał powtórkę procesu.

Aż wreszcie trzeci sąd w styczniu bieżącego roku oczyścił Macieja U. z zarzutów. Wczoraj po rozpoznaniu apelacji prokuratury i oskarżyciela posiłkowego Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał wyrok uniewinniający w mocy.

Pytania bez odpowiedzi

- Można mówić o szeregu wykroczeń, ale nie można mówić o przyczynieniu się do wypadku - podkreślała w swoim przemówieniu mec. Barbara Jaworska, adwokat Macieja U. Obrona wielokrotnie wskazywała, że nie ma dostatecznych dowodów wskazujących na to, że Maciej U. hamował. Bo zeznania policjantów, którzy mówili o "błyśnięciu świateł stopu", ewoluowały. Stawali oni kilkakrotnie przed sądem. Normalne jest, że świadkowie z biegiem czasu zapominają szczegóły. Tu było odwrotnie. Ich zeznania były coraz bardziej szczegółowe. Co więcej, podkreślała obrona, nawet jeśli Maciej U. hamował, nie oznacza to wcale, że przyczynił się w ten sposób do wypadku. To mogło być naturalne, odruchowe zachowanie. Jechał szybko, po łuku, było ślisko.

Braki w materiale dowodowym dostrzegły też sądy obu instancji. Nie udało się całkowicie zrekonstruować przebiegu wypadku. Nie wiadomo, jaka była odległość między alfą a polonezem ani z jaką prędkością jechały oba auta.

To m.in. te braki były podstawą uniewinniającego wyroku. - Do skazania konieczna jest całkowita pewność, a nie przekonanie, że tak mogło być - mówił wczoraj w uzasadnieniu wyroku sędzia Bogusław Orzechowski.

Dlaczego kierowca tak szaleńczo uciekał? Jak to możliwe, że w środku nocy na pustej drodze nie widział (tak twierdził) niebieskich kogutów ścigających go radiowozów? Na te pytania sąd nie odpowiedział.

Andrzej Jasiński wyszedł z sądu zdruzgotany. - Dwóch ludzi zginęło i nic - stwierdził.

Maciej U. za swoją szaleńczą jazdę Wisłostradą nie dostał nawet mandatu. Wczorajszy wyrok otwiera mu za to drogę do złożenia pozwu o odszkodowanie za niesłuszny areszt. Za kratkami w związku z tą sprawą spędził bowiem ponad dwa lata.

Zobacz także
Komentarze (207)
Zaloguj się
  • navicula1971

    0

    Jeśli policjant musiał uciekać na sąsiedni pas, obawiając się zderzenia, to znaczy, że był za blisko. Używając policyjnej nowomowy, nie zachował bezpiecznej odległości.
    Pirat powinien zostać ukarany za szaleńczą jazdę i narażanie innych użytkowników drogi na niebezpieczeństwo, ale moim zdaniem za wypadek nie ponosi odpowiedzialność. No bo co on winien, że działały mu światła stopu, a za nim w jakimś rzęchu jechał niedoświadczony kierowca?

  • dr_bloger

    0

    Kiedy podczas policyjnych pościgów giną cywile, policjanci też zazwyczaj wychodzą bez winy.
    No to o co chodzi?

  • stefansonson

    0

    czy ktoś ma jeszcze jakiś szacunek dla wymiaru sprawiedliwości w tym kraju?

  • exhajer1

    0

    no i gdzie się podział post czyżby cenzura. Nie użyłem brzydkich wyrazów, choć znam ich dużo.

  • 2560a

    Oceniono 2 razy 0

    1.zycze panom sendziom ( tak pisac) by uniewinnieni , tak samo niewinni ,pozbawili zacia ich bliskich.
    2. Czy Sciganie idioty zawsze ma sen? Byl zagrozeniem dla zycia innych uczestnikow ruchu oraz pieszych. Nie mozna bylo faceta odstrzelic? to chyba nie bardzo demokratyczne. . ale.......Zamiast wyscigow nie mozna bylo zablokowac ulic i skierowac idiote na rozlozona kolczatke.?

  • californian-legit

    0

    Dziki kraj. Szkoda slow.

  • obserwator3.0

    Oceniono 2 razy 0

    pytanie 1. jak sie nazywa ,kto stoi za tym bandytom . ile łapki dostali ,sędzia ,prorok i decydenci. prośba do policjantów - strzelać -nikt nie będzie żałował ludzkich śmieci ,igrających z życiem innych . dość pobłażania
    amatorom śilnych wrażeń .

  • rilo

    Oceniono 2 razy 0

    to się nazywa... FARSA!
    już sam fakt, że policjanci musieli gonić idiotę, spowodował, że zginęli oni w wypadku, niezłe plecy ma ten koleś

  • barnaba-chopin

    Oceniono 2 razy 0

    Dziwić się, że w sędziów tortami rzucają

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje