Alicja Tysiąc po publikacji "Wprost": Ktoś sobie zrobił ze mnie zabawkę. Poniżono mnie, bardzo. A ja tylko walczę o swoją godność

01.07.2013 15:46
Alicja Tysiąc

Alicja Tysiąc (Fot. Bartosz Bobkowski / AG)

"Alicja Tysiąc chce więcej pieniędzy. Znalazła sposób, jak nadal zarabiać na zakazie aborcji" - oskarża na okładce dzisiejszy "Wprost". - Ktoś sobie zrobił ze mnie zabawkę, nie wiem dlaczego. Teraz "Wprost" zarabia pieniądze. Miałam trudno, a teraz mam jeszcze trudniej. Jest mi przykro, nie rozumiem, dlaczego zostałam tak zaatakowana - mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl Alicja Tysiąc.
"Alicja Tysiąc chce więcej pieniędzy. Znalazła sposób, jak nadal zarabiać na zakazie aborcji" - napisał dzisiejszy "Wprost". Tygodnik opublikował wywiad z Tysiąc, w którym przedstawioną na okładce tezę potwierdzają jednak jedynie pytania i komentarze dziennikarki, która go przeprowadziła.

Tytuł artykułu brzmi "Chcę więcej pieniędzy!". Zwrotu, który wydaje się cytatem, próżno jednak szukać w tekście. Tysiąc nic takiego nie mówi, chociaż skarży się, że jest jej ciężko, nie ma pracy ani pieniędzy na czynsz za mieszkanie. We wprowadzeniu do artykułu czytamy zaś: "słynna niedoszła aborcjonistka ma sposób na życie - procesy". Potwierdzenia także tej tezy nie znajdziemy w wywiadzie.

Gazeta.pl: Co pani poczuła, kiedy zobaczyła treść wywiadu w najnowszym numerze "Wprost" i okładkę ze swoim zdjęciem?

Alicja Tysiąc*: Wczoraj zobaczyłam w internecie okładkę "Wprost" z tym napisem dotyczącym pieniędzy. Zrobiono ze mnie osobę, która ma nie wiadomo jakie miliardy złotych i jeszcze potrzebuje kolejnych miliardów. Przez to moje dzieci mają w tym momencie kłopoty. Nie czują się teraz komfortowo, mają przecież znajomych... Ja się na takie rzeczy nie umawiałam, miały być niektóre fragmenty poprawione, nie zostały. Po prostu poczułam się oszukana.

Decydując się na ten wywiad, na co pani liczyła?

- Przede wszystkim na pomoc w znalezieniu pracy, bo w tym momencie mam różne problemy.

Sama się pani zgłosiła do dziennikarki "Wprost"?

- Poleciła mi ją pewna bardzo znana osoba. Myślę, że ona sama nie wiedziała, że tak wyjdzie. Czułam się podczas rozmowy ciągle atakowana, ale ta pani tłumaczyła mi, że to jest wywiad i ona musi zadawać takie pytania, a ja mam na nie odpowiadać.

Dziennikarka zarzuciła pani, że procesowanie się to pani sposób na życie, na zarabianie pieniędzy...

- To po prostu bzdura. Przecież to normalny ludzki odruch, że ktoś, kto jest szykanowany i obrażany, broni się, nie pozwala sobie na to.

Ile osób do tej pory pani pozwała?

- Pozwałam "Gościa Niedzielnego" i Tomasza Terlikowskiego [naczelnego serwisu Fronda.pl - red]. To nie jest nie wiadomo ile procesów. Pan Terlikowski opisał mnie w dwóch książkach, porównał do hitlerowskich zbrodniarzy, nie pozwolę sobie na to. Jaki to jest sposób zarabiania? Ja walczę o swoje prawa, o swoją godność.

Teraz chcę, żeby ta sprawa ucichła, nie chcę, żeby moje dzieci miały problem. Ten artykuł miał mi pomóc. Okazało się, że mi jeszcze zaszkodził. Jestem zdenerwowana, otrzymuję różne telefony, dzwonią do mnie moje dzieci. Poniżono mnie, bardzo.

Tytuł artykułu brzmi, jakby to pani mówiła: "Chcę więcej pieniędzy!".

- To bzdura totalna. Jak ja mogłam do tej kobiety tak powiedzieć? Ktoś sobie zrobił ze mnie zabawkę, nie wiem dlaczego. Teraz "Wprost" zarabia pieniądze. Nie wiem, czego chciał ten tygodnik, ale czuję się obrażona. Dość, że miałam trudno, to teraz mam jeszcze trudniej. To jest po prostu przykre i bardzo źle się z tym czuję. A pani redaktor nie odbiera teraz ode mnie telefonów. Dzwoniłam dwa razy i tylko się nagrałam na pocztę.

Z wywiadu wynika, że oczekuje pani, że państwo pomoże pani w znalezieniu pracy...

- Nie państwo! Znalezienie pracy z moim nazwiskiem graniczy z cudem. Jeżeli ktoś usłyszy nazwisko Tysiąc, to, niestety, boi się. Boją się, że będą mieli jakieś protesty, jakieś kontrole. Ja nie chcę żebrać, ja chcę po prostu mieć pracę. Jestem inwalidką pierwszej grupy i trudno mi znaleźć pracę.

Planuje pani podjęcie jakichś kroków prawnych w związku z artykułem i okładką?

- Nie myślę o tym teraz. Jest mi przykro, jestem zdenerwowana, nie rozumiem, dlaczego zostałam tak zaatakowana.

* Alicja Tysiąc to matka trójki dzieci. W 2000 roku, kiedy zaszła w trzecią ciążę, lekarze orzekli, iż urodzenie dziecka może poważnie zagrażać jej zdrowiu, powodując utratę wzroku. Kobieta zdecydowała się na legalną aborcję, jednak nie udało jej się znaleźć lekarza, który by dokonał zabiegu. Usłyszała, że zagrożenie dla jej zdrowia jest niewystarczające, by uzasadnić przerwanie ciąży.

Tysiąc urodziła córkę, jednak jej wzrok uległ znacznemu pogorszeniu i kobiecie przyznano pierwszy stopień niepełnosprawności. W 2003 roku kobieta złożyła skargę na Rzeczpospolitą Polską do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zarzucając polskim urzędnikom naruszenie prawa do poszanowania życia prywatnego w związku z uniemożliwieniem jej dokonania legalnej aborcji. W 2007 roku Trybunał nakazał RP wypłacić Alicji Tysiąc 25 tys. złotych zadośćuczynienia.


Zobacz także
Komentarze (321)
Zaloguj się
  • kriso13

    Oceniono 479 razy 325

    Gdzie są teraz te wszystkie nawiedzone feministki, które wzięły sobie tę biedną kobietę na sztandary, a gdy przestała być potrzebna kopnęły ją w d...ę.

  • mejerewa

    Oceniono 472 razy 302

    Oceniając tę kobietę, pamiętajmy, że to państwo (a raczej katopaństwo) nie pozwoliło jej na zgodne z prawem przerwanie ciąży zagrażającej zdrowiu, w wyniku czego kobieta jest niepełnosprawna. Państwo w tej sytuacji powinno jej teraz pomagać. A szczególnie KK, który powinien się cieszyć, że dziecko żyje i zapewnić wsparcie matce, która rodząc je straciła zdrowie.

  • rozterka47

    Oceniono 284 razy 224

    Pani Alicjo , WPROST chciało po prostu zarobic na Pani pieniądze, i zapewne zarobiło ,
    zarobiło w sposób obrzydliwy i niegodny
    Jak wiadomo szmatławce sprzedają się dobrze im bardziej szmatławe teksty publikują. Tekst jest manipulacją i nawet nie usiłowano tego ukryc.

    A pani Magdalena Rigamonti. marnym dziennikarzem jest , albowiem fachowiec w tej branzy nie odnosiłby się emocjonalnie do Pani wypowiedzi , a pani Rigamonti nie mogła sobie darowac wtrętu jak to będzie musiała spłacac 23 lata kredyt na mieszkanie. Żalosne.

    Ja równiez wiele lat spłacalam mieszkanie, ale nie przyszłoby mi do głowy zazdrościc mieszkania Pani Alicji .

  • zgryz3

    Oceniono 340 razy 210

    Do wszystkich zdrowych i smarkatych byków, którzy kiedykolwiek poszukiwali pracy. To nie Alicja jest żenująca, ale wasze komentarze na temat kobiety poszukującej pracy z pierwszą grupą inwalidztwa i z tym nazwiskiem. Spiskowi smarkacze nie są w stanie przyjąć prostych wyjaśnień - zawsze szukają drugiego dna. Ot, takie kacze wypryski.

  • iks24

    Oceniono 307 razy 197

    Wprost powinno zmienic tytul na Wymiot, choc moze nie do konca. Slowo wymiot sugeruje bowiem, ze cos jednak bylo do przelkniecia.

  • bundy8

    Oceniono 241 razy 157

    wprost pokazal typowe katolickie podejscie do sprawy charakteryzujece sie taktem, kultura i milosierdziem. Przeciez ona nie walczyla o aborcje ot tak. lekarze wyraznie powiedzieli ze ciaza zagraza jej zdrowiu i moze skonczyc jako inwalidka jesli przezyje a panstwo polskie jej nie pomoglo. jesli wy bedziecie chorzy a nasze panstwo sie wypnie mimo obowiazku pomocy to chyba tez bedziecie chcieli zadoscuczynienia

  • t0tylk0ja

    Oceniono 215 razy 145

    "Wprost" postawił te Panią w trudnej sytuacji, jak ich poda do sądu to napiszą, "a nie mówiłem". Uważam, ze Pani Alicja przez taka publikację została skrzywdzona i powinna wystąpić na drogę prawną z roszczeniem 3 milionowego odszkodowania. 2 mln wpłaciłaby na konto fundacji charytatywnej, by zamknąć usta wprostakom a 1 mln zostawiłaby sobie by wyjechać z tego kraju. Mam nadzieję, że gazeta ta po tym wyroku by upadła.

  • iffa4

    Oceniono 207 razy 127

    Dla równowagi artykuł o pani Tysiąc w tej samej Gazecie, parę zakładek dalej

    wyborcza.pl/1,75478,14198803,Alicja_Tysiac_mysli_o_emigracji_i_krytykuje_politykow_.html
    Parę cytatów:

    Alicję Tysiąc zatrudniła fundacja Feminoteka, jednak ta zrezygnowała z pracy. - Nie zgadzałam się z szefową. Nie chciałam pracować w miejscu, które mnie stresuje - tłumaczy w wywiadzie we "Wprost" - Od sześciu lat leczę depresję. Poza tym myślę, że moja pracodawczyni mnie nie lubiła.

    Jak sama przyznaje, pomóc Alicji Tysiąc chciał też Ruch Palikota. Janusz Palikot proponował jej numer jeden na liście do Sejmu. Czemu odmówiła? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast czemu odmówiła pracy w biurze lidera Ruchu Palikota. - Miałam pracować za ok. 4 tys. Ale chcieli mnie zatrudnić tylko na trzy miesiące i na początku płacić mniej. Nie zgodziłam się, bo moim zdaniem chcieli moje nazwisko wykorzystać politycznie - tłumaczy.

    Ma wykształcenie niepełne zawodowe, jednak zapewnia, że w pracy biurowej dobrze sobie radzi.

    Wybaczcie, ale jakbym miała niepełne zawodowe i dzieci na utrzymaniu, chwytałabym się każdej pracy, a nie wybrzydzała.
    Aborcja nie ma nic do tego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje