Dziewulski świadkiem wypadku: Tu zawiodły umiejętności kierowcy. Nie mam wątpliwości

- Tu zawiodły umiejętności kierowcy, a właściwie ich brak - mówi w emocjonalnej rozmowie z TOK FM Jerzy Dziewulski. Były antyterrorysta, a prywatnie kierowca i kolekcjoner samochodów sportowych brał udział w imprezie w Poznaniu i był świadkiem wypadku samochodu marki Koenigsegg. Rannych zostało 19 osób, w tym 4 ciężko.
- Jeszcze niespecjalnie doszedłem do siebie. I powiem otwarcie, za dużo jest we mnie emocji. Ścigam się od wielu lat po torach w Europie i na świecie, i nikt mnie nie przekona, że tu w Poznaniu mogło dojść do jakieś awarii czy też jezdnia była niewłaściwa. Pogoda, słońce, 18 st., lekki wiaterek i prosta droga jak stół - opisuje na gorąco Dziewulski okoliczności wypadku na Gran Turismo Polonia w Poznaniu.

Dziewulski, który szykował się do startu w wyścigu, był naocznym świadkiem zdarzenia: - Tu zawiodły umiejętności kierowcy. Nie ma żadnych wątpliwości. Ta prędkość nie była jeszcze duża. Gdyby do wypadku doszło w połowie trasy... nie chcę mówić, co by się stało. Skutki mogły być niewyobrażalne. To było pierwsze 300 metrów. Ostro wystartował, pierwsze 50 metrów widać było, że kierowca ma problemy z opanowaniem toru jazdy, tył zaczął go wyprzedzać, on zaczął kontrować.

Jak opowiada w rozmowie z TOK FM Dziewulski, kierowca starał się zapanować na samochodem.

- W pewnym momencie dodawał gazu, to odejmował. Skutek tego był taki, że pojazd zaczął zwiększać amplitudę wahnięć. I w pewnym momencie przestał to kontrolować. Widziałem tylko przed samym nosem, jak zmierza w kierunku mojego samochodu, który stał na linii po przeciwległej stronie. Byłem przekonany, że we mnie uderzy. Wtedy znowu skontrował. I to był jego ostatni manewr, bo uderzył w krawężnik i wpadł w ludzi - mówi Dziewulski.

Z jego relacji wynika, że kierowca w ostatniej chwili hamował. - Oczywiście barierki, które oddzielały ludzi, stały się też narzędziem, bo to one uderzały w widzów - mówi.

Według Jerzego Dziewulskiego konkluzja po wypadku jest tylko jedna. - Nie wystarczy mieć miliona dolarów na samochód, trzeba mieć jeszcze 5 tys. na profesjonalne szkolenie z jazdy na torze - ocenia.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Powiadomimy cię o najważniejszych wydarzeniach!

Więcej o:
Komentarze (13)
Dziewulski świadkiem wypadku: Tu zawiodły umiejętności kierowcy. Nie mam wątpliwości
Zaloguj się
  • ulebyk

    Oceniono 3 razy 1

    Kolejny etatowy ekspert Wyborczej od wszystkiego. Ja prywatnie jestem kolekcjonerem siodełek rowerowych i nie wypowiadam się jako ekspert od kolarstwa.

  • leon.bzykatz

    Oceniono 3 razy 3

    Ot,ekspert od wszystkiego

  • drremuz

    Oceniono 1 raz 1

    Organizatorzy powinni za to odpowiadać. Jakie zabezpieczenia toru, metalowe bariery jak domowe płoty. Chyba nigdy nie byli oskarzeni o odszkodowanie. Teraz tak to bedzie i forsa sie poleje. Za granicą ludzie stoją co najmiej 8 metrów od krawędzi pasa i są odgrodzeni betonowym płotem. Przepisy przepisami ale k.... wa zdrowego rozsądku to im brakuje

  • jottsp

    0

    widac ze bezpieczniejsze sa wyscigi nocne na Hlonda odbywajace sie prawie co weekend.

  • 2560a

    Oceniono 7 razy 3

    Ja myslalem ze do scigania sie na torach trzeba miec licencje, ktora dostaje po zaprezentowaniu umiejetnosci. Ale jak sie ma odpowiednia kase to i z karta rowerowa mozna startowac w wyscigach samochodowych.
    Organizatorzy powinni beknac za wystawienie publicznosci na niebezpieczenstwo w wykonaniu bodatych kamikadze.

  • stabom

    Oceniono 4 razy 4

    zabawy miedzynarodowych bufonow i udawaczy. Polska publicznosc sie do tego dobrze nadaje.
    Chcesz - masz..... wszystko pasuje.

  • koniu800

    Oceniono 5 razy 5

    a kto tam pomagał chłopakom z art-b wywozić kasę w walizkach ?

  • baby1

    Oceniono 12 razy 10

    Tu zawiedli organizatorzy imprezy w pierwszej kolejności.

  • annx78

    0

    Miekka dupa - twardy przod. Jak Koenigsegg wypadł w tłum??

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX