"Zbrodnia doskonała" - raport o nierozliczeniu hitlerowskich prawników w RFN

25.06.2013 19:45
Pałac Rosenburg w Bonn - do lat 70. siedziba ministerstwa sprawiedliwości RFN

Pałac Rosenburg w Bonn - do lat 70. siedziba ministerstwa sprawiedliwości RFN (fot. Hagen von Eitzen/ Wikipedia)

Prawie 70 lat po upadku nazistowskiego reżimu resort sprawiedliwości RFN stawia czoła własnej przeszłości. Pierwsze wyniki badań niezależnej komisji historyków są kompromitujące. Naukowcy przyznają, że nazistowska przeszłość nie stanowiła po wojnie większej przeszkody dla karier prawników. Badania prezentuje książka "Die Rosenburg".
Rosenburg to pałac, w którym do 1973 r. mieściło się ministerstwo sprawiedliwości RFN. Historycy używają go w 400-stronicowej publikacji jako synonimu twierdzy, w której także po wojnie panował duch przeszłości. - Elity wymiaru sprawiedliwości nazistowskich i powojennych Niemiec były niemal takie same - twierdzą historycy.

Badania zainicjowała minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger (FDP - niemieccy liberałowie). Pierwsza publikacja to dopiero początek. Już teraz historycy przyznają, że "nazistowska przeszłość nie stanowiła po wojnie większej przeszkody dla karier prawników". Szef komisji Manfred Goertemaker mówi wprost: - W latach 60. wszyscy dyrektorzy departamentów w resorcie sprawiedliwości mieli za sobą aktywną działalność w hitlerowskich instytucjach. Komisja bada teraz, jaki mieli wpływ na zachodnioniemieckie ustawodawstwo, np. jeżeli chodzi o przedawnienie zbrodni hitlerowskich.

"Wada wrodzona" RFN?

Na niedawnej prezentacji książki "Die Rosenburg" w urzędzie prasowym rządu RFN w Berlinie komentarz wygłosił 90-letni pisarz i publicysta żydowskiego pochodzenia Ralph Giordano. Poprosiła go o to wcześniej minister sprawiedliwości. Na historyczne przemówienie, które było ostrą rozprawą z powojennym wymiarem sprawiedliwości, zgromadzeni dziennikarze i historycy zareagowali długimi oklaskami.

Ralph Giordano nie przebierał w słowach. Mówił o "personalnej kontynuacji" karier nazistowskich prawników, o "wadzie wrodzonej" RFN i "drugiej winie" Niemców. Najpierw "w imię prawa" zaplanowali i dokonywali zbrodni, a następnie "w imię prawa" temu zaprzeczali - mówił publicysta. Prawnicy byli jego zdaniem największym beneficjentem zbrodniczego systemu.

Ci sami sędziowie, którzy przez 12 lat nazistowskiego systemu bezwzględnie skazywali na śmierć, kontynuowali swoje kariery w RFN - przypomniał. Jedynym wyjątkiem, który trafił za kratki, był sekretarz stanu w ministerstwie sprawiedliwości w latach 1941-42 Franz Schlegelberger. W 1947 r. został skazany przez władze amerykańskie na dożywocie, ale już cztery lata później wyszedł na wolność.

Giordano mówił o "wielkim przyzwoleniu" Niemiec na bezkarność i awans hitlerowskich sprawców po wojnie. - Jak żaden inny naród Niemcy zatracili ludzką orientację - mówił. - Kraj, od którego wyszła największa w historii zagłada niezliczonych milionów ofiar, dokonał największej rehabilitacji sprawców w historii. To jest kronika zamkniętego i skutecznie funkcjonującego systemu oraz nieodwracalnej "zimnej amnestii" - ocenił raport Giordano.

Listki figowe

Komisja historyków naświetla w swojej publikacji największe kariery prawników systemu nazistowskiego w późniejszym ministerstwie sprawiedliwości RFN. Historycy przypominają też o procesach przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze (1945/46). - Chwała tym procesom, ale one były listkami figowymi dla rewizjonistycznej polityki sprawiedliwości RFN - ocenił natomiast Ralph Giordano i przypomniał, że "dwie trzecie wyroków skasowano lub ich nie wykonano". Publicysta przypomniał również o interwencji przewodniczącego Bundestagu Hermanna Ehlersa u amerykańskiego wysokiego komisarza Johna McCloya.

Ehlers chciał, by Amerykanie odstąpili od egzekucji siedmiu skazanych na śmierć zbrodniarzy, m.in. Oswalda Pohla, Otto Ohlendorfa, Paula Blobela i Wernera Brauera. - To byli biurokratyczni i faktyczni masowi mordercy, wewnętrzny krąg aparatu zagłady, odpowiedzialny za zamordowanie co najmniej dziesiątek tysięcy Żydów - tłumaczył Giordano. Amerykanie powiesili skazanych, ale krótko potem zaczęli stosować amnestie.

"Procesy zbrodniarzy były farsą"

Historycy komisji twierdzą, że rząd Konrada Adenauera (pierwszy powojenny rząd w RFN) był przeciwny rozliczeniom nazistów i pomimo że znał przeszłość podwładnych "nie uczynił nic, by się ich pozbyć". Władze RFN tłumaczyły to wtedy brakiem fachowców bez obciążeń, ale "równocześnie utrudniały powrót niemieckich prawników z emigracji" - twierdzi historyk Christoph Safferling. Dopiero po utworzeniu Centrali Badań Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu możliwe stały się dalsze procesy w latach 60., m.in. tzw. procesy oświęcimskie ("Auschwitz-Prozess") we Frankfurcie i "Majdanek-Prozess" w Duesseldorfie.

Giordano krytykuje, że w większości procesów koncentrowano się na "płotkach", podczas gdy "grube ryby" z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy pozostawały nietknięte. Próby pociągnięcia do odpowiedzialności architektów zagłady kończyły się zwykle fiaskiem.

Odpowiedzialne za to były nierzadko "drobne zmiany" w niemieckim kodeksie karnym, które umożliwiły przedawnienie czynów. - Pomimo paru chlubnych prób pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności można powiedzieć, że procesy niemieckich sądów przeciwko zbrodniarzom hitlerowskim są farsą! - ocenił Giordano.

Morderstwo doskonałe?

Publicysta zarzucił też niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości, że "oskarżani są tylko najniżsi rangą sprawcy, jak bestia Sobiboru, John Demianiuk". Ralph Giordano przypomina, że w przeszłości sądy orzekały wyroki skazujące tylko wówczas, gdy obrona udowodniła, że "oskarżeni brali nie tylko udział w ogólnych wydarzeniach morderczych, ale i mieli w nich jakiś dodatkowy udział".

- Wartownicy i zabójcy, którzy działali » zgodnie z regulaminem «i nie wyróżniali się szczególnym okrucieństwem, wychodzili na wolność. Dopiero, gdy były dowody, iż maltretowali i zabijali idących do komór gazowych, wyrywali matkom dzieci i rozbijali główki o bruk, dopiero wówczas sędziowie czuli się zmuszeni wydać wyrok skazujący - mówił Giordano. Dodał, że "profesjonalny egzekutor, który wydajnie i bezwzględnie uczestniczył w morderczym procesie, nie był w oczach tych sędziów wystarczającym mordercą".

Sporo "tych sędziów" orzekało bowiem długo po wojnie. Giordano sugerował w swoim wystąpieniu, że panowała w tej kwestii cicha zmowa. Na ile jest to trafne, zbada również komisja historyków. Ta potwierdza na razie słowa 90-letniego publicysty, iż choć przez 12 lat nazizmu niemieccy sędziowie wydali ponad 32 tys. wyroków śmierci - z tego większość za bagatele - to niemal żaden z nich nie stanął za to przed sądem. Giordano skomentował na koniec: - Ci sędziowie nie zawdzięczają jednak uniknięcia kary hitlerowskim Niemcom, lecz demokratycznej RFN - to była zbrodnia doskonała.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''





Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (64)
Zaloguj się
  • malone01

    0

    To napisz sam. Kto ci broni?

  • malini

    Oceniono 1 raz -1

    A u nas to może jest inaczej? W Komendzie Głównej Policji, na intratnych stanowiskach (czytaj: dostają po 5-6 tys. na łapę) siedzą pracownicy byłych służb bezpieczeństwa, którzy jeszcze parę lat temu skupiali się na gnębieniu obywateli. Pałujący demonstrantów byli ZOMO w-cy też nie mają przeszkód w robieniu karier "w centrali". W innych urzędach związanych z resortami siłowymi oczywiście również jest sporo takich ludzi. Spora grupa pochowała się w innych instytucjach, co dziwne również tych, które zajmują się uprawnieniami obywatelskimi (nawet sobie nie zdajecie sprawy ilu z nich zajmuje się Waszymi sprawami, choć te parę lat temu za skargi, które składacie wyrwali by Wam paznokcie). I mimo odebrania UB/SB dodatków emerytalnych, ich emerytury będą o 1000% (nie, nie pomyliłam zer) większe od emerytur np. działaczy ruchu społecznego "S" w latach 80. Będą też o tyle wieksze od emerytur tych, którzy weszli na rynek pracy w latach 90, a którzy nie mogli zrobić karier, bo wszystkie stołki były pozajmowane przez nieusuwalny beton.

  • pingwinxzy

    Oceniono 3 razy 1

    Teraz doszli do takich wniosków? Czekali jak wiekszość umrze w spokoju i dobrobycie. Częsc spokojnie dozyła w USA, gdzie byli specjalnie chronieni, część w ameryce pld. Wszystko za aprobatą usa i dzięki zagrabionemu złotu.

  • krynolinka

    0

    amerykanie, kto ich stworzył pomiotło z całego świata i powiem ,że mam to w dupie czy będzie wiza czy nie niemieccy przestępcy jeszcze wrócą do Polski bo ich okradziono ... hhhaaaaaaaaaaaaa

  • kane_777

    0

    No to przynajmniej są jakieś dowody na to jak Niemcy odcięli się od Nazistów. Nie chodzi o to że każdy Niemiec to Nazista (znam kilku i nie mam podstaw do takich twierdzeń) ale jako państwo stanowią kontynuację a nie coś nowego. Zresztą głośne były kiedyś sprawy "weteranów" z obozów koncentracyjnych którzy dostawali "kombatanckie" renty od państwa.

  • neospasmin

    Oceniono 2 razy -2

    szanowalem cie Gazeto za "gruba kreske" i za domaganie sie niegrzebania w "teczkach".
    Za stwierdzenie ze niezaleznie od oceny przeszlosci musi istniec ciaglosc w historii narodow.
    A tu tekst jak od najgorszych wrogow "grubej krechy" i wielbicieli lustracji.
    Gdzie sens?

    m.lazarowicz
    www.neospasmin.blox.pl

  • yendrol

    Oceniono 3 razy 1

    Teraz ci sami Niemcy chca rozliczac Polakow..zreszta czesto przy pomocy ich samych. Hitler rechocze zza swiatow.

  • imagistyk

    Oceniono 2 razy 2

    O tym,że naziści byli i są pod czułą opieką społeczeństwa i władz RFN wiedzą wszyscy interesujący się historią II wojny światowej. Tajemnicą było to tylko dla Wolnej Europy.

  • fragles102

    Oceniono 4 razy -2

    tak samo jak oficerowie gestapo szturm bam firerowie i POdobne mafie działajace POd perzykryciem

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje