CKE ręcznie steruje trudnością egzaminów? "Politycy chcą wysokiej zdawalności"

25.06.2013 09:55
- W Polsce ręcznie steruje się poziomem trudności egzaminów. Według tajnych wytycznych co roku maturę musi zdać 80 procent przystępujących do egzaminu. Centralna Komisja Egzaminacyjna w tajemnicy przeprowadza badania oceniające wiedzę uczniów. Wyniki mają pomóc w ustaleniu poziomu trudności np. matur czy testów gimnazjalnych - podaje RMF FM.
Jak podaje rozgłośnia, tajne badania przeprowadzane są w losowo wybranych miejscowościach. Klasówki są później analizowane przez ekspertów z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. O badaniach nie wiedzą ani uczniowie, ani nauczyciele.

"Politycy traktują egzaminy jako sprawdzian jakości własnej władzy"

Jeśli większość uczniów nie radzi sobie z danym zadaniem, to nie będzie go później na egzaminie. Według profesora Bogusława Śliwerskiego z Polskiej Akademii Nauk CKE steruje poziomem trudności egzaminów maturalnych na polecenie polityków. Chodzić ma o utrzymanie wyników w sondażach poparcia. - Politycy traktują egzaminy państwowe jako sprawdzian jakości własnej władzy. O jakości wykształcenia pokolenia nie decyduje to pokolenie i jego rzeczywista wiedza oraz kompetencja, tylko politycy, którzy oczekują takiego ustawienia trudności zadań, aby ta zdawalność była jak najwyższa - mówi w rozmowie z reporterem radia Śliwerski.

"Nie uczą się myśleć logicznie"

Według profesora ważny jest aspekt finansowy. Upraszcza się testy egzaminacyjne, pozbawiając je pytań otwartych, by sprawdzanie było łatwiejsze i mniej kosztowne. Do sprawdzenia zadań otwartych potrzeba większej liczby egzaminatorów. Zadania zamknięte sprawdza komputer.

Jak uważa Śliwedrski, uczniowie uczą się, jak wypełniać testy, a nie jak myśleć logicznie.

Jak pisze RMF FM "dyrektor Departamentu Sprawdzianów i Egzaminów doktor Marcin Smolik z CKE przyznaje, że Komisja prowadzi tajne badania pilotażowe egzaminów maturalnych i gimnazjalnych. Ale - jego zdaniem - nie chodzi o sterowanie poziomem trudności testów, a o testowanie samych zadań - tak, by były one dla uczniów jak najbardziej przejrzyste i zrozumiałe", czytamy.

"To zwykła standaryzacja zadań. To nic nadzwyczajnego"

Jak mówi nam poproszony o komentarz Adam Kryszkiewicz, product manager Edulandia.pl, do końca nie wiadomo, o jakich badaniach mówi profesor Bogusław Śliwerski.

- Z tego, co opisuje, wnoszę, że chodzi o zwykłą standaryzację zadań, które pojawią się na egzaminie. To nic nadzwyczajnego. Trzeba sprawdzić, czy polecenia będą dla uczniów zrozumiałe, czy nie ma jakichś luk w treści, jak uczniowie rozwiązują zadania itp. Zadania błędnie lub niedoskonale sformułowane odrzuca się lub poprawia.
Jeśli sugeruje się, że "obniżenie wyników" czynione jest w celach politycznych, trzeba mieć na to dowody. Liczę, że pan profesor je przedstawi.
Na takimi zamieszaniu najbardziej tracą uczniowie, którym i tak na każdym kroku się wmawia, że nie mają odpowiedniej wiedzy. Sugerowanie, że testy są specjalne układane tak, by zdali, utrwala ten stereotyp. A samoocena uczniów wciąż spada - podkreśla Kryszkiewicz.

CKE zapewnia, że nie stosuje ręcznego sterowania trudnością testów w celach politycznych. Chodzi o utrzymanie stałego poziomu zdawania egzaminów.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o działaniach Centralnej Komisji Egzaminacyjnej? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Zobacz także
Komentarze (89)
CKE ręcznie steruje trudnością egzaminów? "Politycy chcą wysokiej zdawalności"
Zaloguj się
  • supertlumacz

    Oceniono 1 raz 1

    Istnieją mechanizmy i instrumenty nadające się do natychmiastowego zastosowania, skuteczne we wszelkich realiach. Omówię jeden. Nieopatentowany...

    OBIEKTYWNE PORÓWNYWANIE POZIOMU PRZYGOTOWANIA KANDYDATÓW NA STUDIA W RÓŻNYCH LATACH - w USA
    Na przykładzie GMAT, ale najpierw poczytajcie sobie o SAT en.wikipedia.org/wiki/SAT do którego co roku przystępują miliony Amerykanów. Podobnie przygotowywane są wszelkie inne standaryzowane testy jak GRE, LSAT, GMAT. Ten ostatni już przed ćwierćwieczem stosowany jako podstawowe kryterium naboru studentów na studia MBA przez WSZYSTKIE (kilkaset?) czołowe uniwersytety świata w kilkunastu krajach - wszędzie gdzie językiem wykładowym był angielski.

    Test trwał 4 godziny (2x2 z godzinną przerwą). Pytania wielorakiego wyboru (zwykle 5 możliwości). Wszystkie 200 pytań równocenne. Punktacja : poprawna odpowiedż - 1 punkt, brak odpowiedzi - 0, zła odpowiedź = kara za zgadywanie wyliczona ze wzoru 1/n-1 (educated guess; w przypadku 5 możliwości minus ćwierć punkta).

    Ale ocena opierała się tylko na 150 pytaniach. Pozostałe 50 było losowo pomieszane. Nikt nie wiedział które to były - tajemnica szczebla centralnego ujawniana dopiero po ogłoszeniu rezultatów. Z tych 50 tworzone przyszłe edycje testu bacząc aby wybierać zestawy o takim samym udziale trafnych odpowiedzi jak wśród 150 "ważnych".

  • jerzy.zywiecki

    0

    Po co CKE i politycy tworzą fikcję powszechnego wykształcenia? Zlikwidować wszelakie egzaminy i testy, by rządzić polskim krajem nie musi się być człowiekiem z olejem w głowie.Myślący obywatel to zawada dla wszystkich.

  • kluska11

    Oceniono 1 raz 1

    Panie Śliwerski albo Śliwedrski czy jak tam panu profesorze.
    Chyba trochę poniosło?
    Dla sławy czy dla pieniędzy?

  • stefan4

    Oceniono 1 raz 1

    ,,Według tajnych wytycznych co roku maturę musi zdać 80 procent przystępujących do egzaminu.''

    To jest łatwo osiągnąć. Wystarczy zamiast pytań napisać tłum zamkniętych pustych miejsc, każde z trzema kwadracikami do zaznaczenia, I DO ŻADNEGO NIE PODAĆ ŻADNEGO PYTANIA. Jeśli zdający będą zaznaczać kwadraciki całkiem losowo, to wartość oczekiwana liczby poprawnych odpowiedzi wyniesie dla każdego zdającego 25%; a liczbę sukcesów większą niż (mniej więcej) 28% osiągnie około 80%.

    Obecnie progiem nie jest 28% tylko 30%, bo wybiera się jeden kwadracik z czterech, a nie z trzech; a poza tym ciągle jeszcze istnieją maturzyści, którzy nie zaznaczają kwadracików losowo i (o zgrozo!) czytają treść zadania. W ten sposób niesłusznie zawyżają wyniki.

    Mam nadzieję, że te niedoskonałości Ministerstwo szybko zlikwiduje i nie będzie zmuszać biednych maturzystów do czytania treści zadań. Że w ogóle nie będzie drukować zadań, bo po co?

  • roztoka

    0

    Poziom wymagań maturalnych jest utrzymywany niezmiennie taki sam od momentu arbitralnego wprowadzenia Nowej Matury -

    jest to poziom 8-ej klasy dawnej podstawówki. A nawet jeszcze niżej.

    Bo przecież wielu maturzystów nie umie płynnie czytać, ani nie zna nawet ułamków.

  • ted_imigrant

    Oceniono 2 razy 2

    Na początek zacytuję tezę, z którą się nie zgadzam:
    Cytat (@naz_niepoprawna):
    "
    Cel całej reformy był jeden - idiotami się łatwiej rządzi i myślenie do tego potrzebne nie jest. To jest dopiero polityka nakazowo-rozdzielcza.
    "
    Droga Pani/Drogi Panie - guzik prawda. Jeżeli jest się idiotą, to niezależnie, czy się jest po zawodówce, ma się maturę czy profesurę, jest się tak samo sterowalnym idiotą jak wszyscy inni.

    Problem leże gdzie indziej. Nieszczęściem reformy maturalnej jest NADANIE PRAWA DO STUDIOWANIA NA UCZELNIACH WYŻSZYCH.
    Kiedyś matura UPRAWNIAŁA DO ZDAWANIA EGZAMINU na uczelnię wyższą. To UCZELNIA WYŻSZA decydowała jaki musi być MINIMALNY stopień wiedzy kandydata na studia na poszczególnych kierunkach. Dziś - proszę bardzo. Konkurs świadectw i cześć.
    Dlatego:
    1) namnożyło się pseudouczelni dla debili
    2) jak powiada prof. Hartman - baranem przyszedłeś, jako baran wyjdziesz.

    Nie dotyczy to oczywiście wszystkich. Konsekwencje są jednak takie, jak opisał to jeden z absolwentów na tym forum (kurczę, czego on nie skończył): 1000 aplikacji, 30 odpowiedzi, 0 propozycji pracy.
    No właśnie:
    1) trzeba mieć co w CV napisać (konkretnego, a nie fantazje na temat swojej doskonałości)
    2) idzie się na rozmowę właśnie po to, by zweryfikować naskrobane na papierze umiejętności
    3) rozumiem, że te 1000 aplikacji zostało złożone do różnych firm. Wyobrażacie sobie KIM MOŻE BYĆ ÓW DELIKWENT, który składa aplikacje do 1000 firm? Handlowcem, a raczej "hamdlarzem" (ooops, pardon, menadżerem d/s sprzedaży)? I co? Potrafi handlować WSZYSTKIM???

    A potem wyjdzie głupia torba i przed kamerami twierdzi, że emigruje, bo KRAJ nie zapewnia jej gdziwej pracy!

  • le_penseur

    0

    Przez wiele lat (na pewno w latach 90. - zainteresowani ew. uzupełnią) egzaminy wstępne na "medycynę" wymagały zaznaczania odpowiedzi ołówkiem. Tłumaczone to było "maszynowym sprawdzaniem testów - maszyna rozpoznawała tylko ołówek". Znam zdolną osobę, która nie przeszła "ołówkowego testu" - maszyna nie wykryła związków węgla w odpowiednich kratkach, za to zrobiła błyskotliwą karierę inżyniera, do której wstęp wymagał długopisu, nie ołówka. Informacja o sterowaniu poziomem trudności w por. ze skorumpowaną selekcją lekarzy, nie robi na mnie większego wrażenia.

  • kriso13

    Oceniono 4 razy -2

    Przecież wiadomo, że głupimi ludźmi łatwiej manipulować. Nie bez powodu PO zamyka szkoły i zwalnia nauczycieli. Gdyby zrobili poważne egzaminy to okazałoby się, że matury nie zdałoby 70 % uczniów, a tak na papierze wszystko pięknie wygląda. No, ale jak się posłucha ministry Szunilas, czy Kudryckiej to nie ma się co dziwić.

  • 3alfa.alfa

    Oceniono 2 razy 2

    Jednak z tym zadaniem maturalnym o "Drwalu" ktoś miał raję

    " Rok 1950.
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł.
    Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty.
    Ile zarobił drwal?

    Rok 1990
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł.
    Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty,
    czyli 80 zł.
    Ile zarobił drwal?

    Rok 2000
    Drwal sprzedał drewno za 100 zł.
    Wycięcie drzewa na to drewno kosztowało go 4/5 tej kwoty,
    czyli 80 zł
    Drwal zarobił 20 zł.
    Zakreśl Liczbę 20.

    Rok 2013
    Drwal sprzedał drewno za 100 Zł.
    Pokoloruj drwala."

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje