Strajk głodowy w szkole. Chcą uratować etaty koleżanek

Olga Szpunar
25.06.2013 08:00
Monika Dziugan, Anna Dyszy i Joanna Herc przed szkołą nr 85

Monika Dziugan, Anna Dyszy i Joanna Herc przed szkołą nr 85 (Fot. Leszek Tarczoń / Agencja Gazeta)

Od soboty nie jedzą. Piją tylko wodę mineralną bez gazu i mają nadzieję, że uda im się w ten sposób uratować etaty koleżanek - nauczycielki ze Szkoły Podstawowej nr 85 w Krakowie głodują w proteście przeciw polityce kadrowej dyrekcji.
Anna Dyszy (polonistka) w ciągu trzech dni schudła dwa kilo. O tempie, w jakim traci kilogramy i jakie ma ciśnienie, można przeczytać w komunikacie wywieszonym na szkolnym korytarzu. Są tam również informacje o wadze i ciśnieniu pozostałych protestujących. To Monika Dziugan - wuefistka i Joanna Herc - nauczycielka przyrody i techniki.

Ta ostatnia niedawno otrzymała wypowiedzenie. Podobnie jak Marta Piec (polonistka). By je ratować, koleżanki postanowiły zrzec się na ich rzecz części swoich etatów.

Ubywa uczniów

Gdy dyrektorka szkoły nie zgodziła się na to, część nauczycielek przystąpiła do protestu głodowego. Ogłosiły go w sobotę podczas szkolnego pikniku. W poniedziałek o niecodziennym proteście napisała "Gazeta Krakowska". Wczoraj dyrektor szkoły nie mogła opędzić się od mediów. Nie kryła obaw, że sprawa może zaszkodzić szkole, która i tak ma coraz mniej uczniów. Jeszcze kilka lat temu było ich 400, dziś jest 350. Dodatkowo we wrześniu z klas IV-VI odejdzie 10 dzieci. Idą do szkoły sportowej, zmieniają miejsce zamieszkania... I to jest powód jej decyzji o zwolnieniach.

- Jako dyrektor muszę uwzględniać takie sytuacje. Ubywa uczniów, a to pociąga za sobą zmniejszanie się liczby etatów - tłumaczy Urszula Mazur.

Nie zgodziła się na zabranie godzin z etatu nauczycielom, by ratować zwalniane nauczycielki języka polskiego i przyrody, ponieważ uważa, że to nie do końca dobre rozwiązanie: - Nauczyciel, który pracuje na pełny etat lub jego znaczną część, jest bardziej związany ze szkołą i nie musi na przykład szukać innego źródła dochodów.

Nauczyciele nie przyjmują takiego tłumaczenia do wiadomości. Podkreślają, że połowa osób w szkole nie ma pełnego etatu i że dyrektorka sama, by je ratować, zabierała innym godziny. W ubiegłym roku przystała na to, by sześć nauczycielek wychowania wczesnoszkolnego zrzekło się dwóch godzin tygodniowo i w ten sposób uratowało siódmą koleżankę przed zwolnieniem.

Dlaczego teraz tego nie chce zrobić?

Po dwóch stronach barykady

Protestujący mają tylko jedną odpowiedź. Ratuje tych, którzy stoją w szkole po jej stronie, a tych, którzy są przeciw niej, próbuje się pozbyć. Szkoła podzieliła się na dwie strony barykady w marcu 2011 roku po konkursie na dyrektora. Protestująca Anna Dyszy przegrała w nim z obecnie sprawującą władzę Urszulą Mazur. Część rodziców, niezadowolona z wyniku konkursu, pisała listy protestacyjne do magistratu. Anna Dyszy: - Dyrektorka podejrzewała, że ich podjudzam do takiego działania. Na jednym z zebrań nazwała mnie "kandydatką z chorymi ambicjami". W szkole zaczęło się piekło. Nauczyciele, którzy mnie popierali, zaczęli zbierać uwagi od dyrekcji, nie zapraszano nas na pozaszkolne imprezy rad pedagogicznych, na które wcześniej przychodzili wszyscy.

By ustrzec się przed ewentualnymi zwolnieniami, nauczyciele założyli w szkole związek zawodowy. Wszyscy protestujący są w "Solidarności '80". Co roku zmieniają prezesa, bo ten jest chroniony przed utratą pracy w roku sprawowania swojej funkcji i jeszcze rok później. By mieć taki przywilej, związek musi liczyć co najmniej 10 osób. Gdy nauczycielka przyrody i polonistka odejdą, osób będzie tylko osiem.

Dlatego nauczyciele z SP 85 w pismach do wydziału edukacji alarmują, że dyrekcja szkoły chce zniszczenia ich związku. Zarzut ten postawiły jej również zwalniane nauczycielki w pozwach, które napisały już do sądu pracy.

Urszula Mazur podkreśla, że sąd pracy to właściwe miejsce na załatwianie tego typu spraw. Na pewno lepsze niż piknik, podczas którego nauczyciele wciągnęli w swoje sprawy obcych ludzi i zbierali od nich podpisy pod protestem przeciw zwolnieniom.

Rozmowy w magistracie

Dyrektorka zaprzecza stawianym jej zarzutom, że przed utratą pracy ratuje tylko popierających ją nauczycieli. Wyjaśnia, że dotychczas w szkole dodatkowymi godzinami zabranymi innym nauczycielom ratowani byli ci, którym niewiele brakowało do pełnego etatu. To co innego niż tworzyć specjalnie pół etatu dla nauczyciela.

Gdyby dyrekcja przystała na propozycję nauczycielek, które chcą oddać koleżankom część swojego etatu, zarabiałyby one nawet do 1 tys. zł netto mniej.

Anna Dyszy dziś w szkole pracuje 11 godzin dydaktycznych w tygodniu. Od września ma mieć ich 18. - Gdy straciłam pełny etat, byłam zrozpaczona. Sama wychowuję dziecko, które jest w prywatnej szkole. Myślałam, że będę musiała z niej zrezygnować. Nie wiedziałam w ogóle, jak sobie poradzę. Wzięłam się w garść. Znalazłam dodatkową pracę. Dojrzałam. Życie nauczyło mnie, że w sytuacji, gdy mam wybrać pieniądze czy człowiek, wybieram człowieka.

Wczoraj protestujący spotkali się z wicedyrektor krakowskiego wydziału edukacji Anną Korfel-Jasińską. Ta poinformowała ich, że nie może wydać dyrektorce szkoły służbowego polecenia, by przystała na propozycję nauczycieli. Obiecała jednak, że z nią porozmawia.

Tagi:

Zobacz także
Komentarze (19)
Zaloguj się
  • e-komentarz

    Oceniono 16 razy 10

    "Niezjedzenie kolacji, to jeszcze nie głodówka" powiedział Kaczyński w 2007.
    wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/215496,premier-brak-kolacji-to-nie-glodowka.html
    Co miałyby robić te panie na "uratowanych" etatach jeśli obecnie nie ma dla nich pracy?
    Przeczekają cichutko w kąciku (na państwowej pensji) na zwiększony przyrost naturalny?

  • turpin

    Oceniono 18 razy 10

    Strajk głodowy (prawdziwy strajk głodowy) to dość drastyczna forma protestu, stosowana tu i ówdzie na świecie w sprawach wielkiej wagi, bywa, że konsekwentnie, do śmierci.

    W Polsce jak na razie zagłodził się jedynie ten Rumun-biedaczyna, którego najpewniej wsadzili do ancla za niewinność. Dotychczasowe 'strajki głodowe' w wykonaniu Polaków mają jedynie wymiar dietetyczno-humorystyczny.

    Panie dają bardzo zły przykład dzieciom.

  • zigzaur

    Oceniono 16 razy 8

    Sprawa dość przykra ale panie od polskiego są częściowo same sobie winne. Za bardzo szastają pozytywnymi ocenami. Umiejętność poprawnego posługiwania się językiem polskim zanika, i to zarówno w mowie jak i w piśmie.

  • jgie2

    Oceniono 6 razy 6

    Brawa dla nauczycielek i dla autora artykułu, iż zauważył, że nauczycielki zachowują się ekologicznie - "Piją tylko wodę mineralną bez gazu i mają nadzieję, że uda im się w ten sposób uratować etaty koleżanek". Nooo, gdyby w ogóle nie piły, albo piły wodę z gazem, mogłyby zagazować środowisko i byłyby pozbawione wszelkich szans i złudzeń.

  • plorg

    Oceniono 8 razy 4

    "Piją tylko wodę mineralną bez gazu i mają nadzieję, że uda im się w ten sposób uratować etaty koleżanek"

    Poniekąd słuszna droga. Jak zejdą to zwolnią etaty dla koleżanek. Tyko jest wiele sposobów szybszego zwolnienia tych etatów. Dlaczego wybierac taki mozolny?

  • syngefco

    Oceniono 7 razy 3

    "W ubiegłym roku przystała na to, by sześć nauczycielek wychowania wczesnoszkolnego zrzekło się dwóch godzin tygodniowo i w ten sposób uratowało siódmą koleżankę przed zwolnieniem. "

    ... 6 nauczycielek x 2 godziny tyg. = 12 godz. tyg. dla jednej Pani, a ja głupi tyram po 50 godz. tyg., nic tylko pozazdrościć.

  • jerzy.zywiecki

    Oceniono 10 razy 2

    Normalne rozgrywki personalne, wzmocnione tam, gdzie w szkołach dyrektorami są mierne nauczycielki, ale z wielkimi ambicjami i kompleksami.
    W szkołach powinna być zasada kadencyjności na funkcji dyrektora, maksymum dwie kadencje. Znam przykłady w szkołach ponadgimnazjalne, gdzie zwalniano nauczycieli z braku godzin, mimo, że takie były i są nadal. Godzinami tymi obdzielano zaufanych nauczycieli. Durną też jest zasada, że dyrektorzy i zastępcy mają prawo do godzin nadliczbowych.Niektorzy pazerni mają ich nawet po 12.! Organy założycielskie udają , że tego nie widzą, podobnie jak urzędy pracy.

  • villiers

    Oceniono 1 raz 1

    Nauczycielkę od przyrody może z powodzeniem zastąpić katecheta.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX