Zmarł mężczyzna, który podpalił się pod kancelarią premiera

21.06.2013 12:45
Lekarzom nie udało się uratować 56-latka z Kielc, który podpalił się w proteście pod kancelarią premiera. Ciężko ranny mężczyzna zmarł osiem dni po desperackim akcie.
Mężczyzna cały czas przebywał na specjalistycznym oddziale intensywnej terapii leczenia oparzeń w szpitalu na Szaserów. Lekarze oficjalnie nie informowali o stanie jego zdrowia, ale z nieoficjalnych przecieków wiadomo, że miał poparzenia 3. stopnia. Ogień poważnie uszkodził m.in. krtań i drogi oddechowe. Zmarł wczoraj. - Przez cały czas był intensywnie leczony, mimo tego nie udało się go uratować - mówi ppłk Grzegorz Kade, rzecznik Wojskowego Instytutu Medycznego.

Andrzej F. podpalił się 12 czerwca przed południem w Al. Ujazdowskich. Mężczyzna pochodzi z Kielc. Do Warszawy przyjechał rano pociągiem. Kręcił się przez kilkadziesiąt minut w pobliżu siedziby rządu. Wreszcie usiadł na ławce niedaleko płotu ogrodu botanicznego, naprzeciwko kancelarii premiera. Z reklamówki wyjął butelkę z benzyną, wylał jej zawartość na głowę i tułów i podpalił się zapalniczką.

Desperata ugasili związkowcy, którzy akurat pikietowali przed kancelarią. Pomogli im wartownicy z Biura Ochrony Rządu.

Krótko potem karetka odwiozła go do szpitala przy ul. Szaserów.

Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika mężczyzna, że ostatnio był w bardzo złej sytuacji finansowej. Nie miał pracy, zatrudnienie straciła też jego żona. Utrzymywali się z zapomóg.

Wcześniej pracował jako budowlaniec za granicą. Musiał jednak zrezygnować, bo podupadł na zdrowiu, miał m.in. problemy z kręgosłupem.

Zobacz także

Najnowsze informacje