Kto ukradł pacjentowi laptop? "Nikogo za rękę nie złapałam"

10.06.2013 07:00
Szpital

Szpital (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Choremu na mukowiscydozę Szymonowi skradziono ze szpitalnej sali laptop za 4 tys. zł. Leżał sam, personel nikogo podejrzanego nie widział, policja prowadzi dochodzenie.
16-letni Szymon co jakiś czas musi się stawiać w Instytucie Matki i Dziecka przy ul. Kasprzaka na tzw. przeleczenie. Choruje na mukowiscydozę, która uszkadza układ oddechowy i pokarmowy. W połowie maja znów położył się na dwa tygodnie na oddziale pediatrycznym, by poddać się dożylnej antybiotykoterapii. Z powodu długiego weekendu po Bożym Ciele tym razem na oddziale leżało niewielu pacjentów. Szymon był w czteroosobowej sali sam. W pozostałych - po jednym lub dwóch nastolatków. Na korytarzu dyżurowały pielęgniarki.

Chłopak interesuje się technikami obróbki cyfrowej. Do szpitala zabrał więc ze sobą laptop. Ponieważ w sali nie było zamykanych na klucz szafek, trzymał go w plecaku pod łóżkiem. - 31 maja syn poszedł na inhalację do innej części oddziału. Trwała z pół godziny. Kiedy wrócił, laptopa już pod łóżkiem nie było - opowiada pani Małgorzata, mama Szymona. Akurat przyszła do szpitala z obiadem dla syna i zastała go na łóżku załamanego. - Nie dość, że choruje, to jeszcze dobija go stres związany z kradzieżą. Szymon już parokrotnie leżał w Instytucie. Zabierał ze sobą wart 4 tys. zł laptop i nigdy nic takiego się nie stało - mówi rozgoryczona matka.

"Nie chcę rzucać na nikogo podejrzeń"

O zniknięciu sprzętu natychmiast powiadomiła personel oddziału. Jednak pielęgniarki nie zauważyły nikogo podejrzanego na korytarzu. Podobnie ochroniarze pilnujący wejścia do Instytutu. Pani Małgorzata zadzwoniła więc na policję. - Przyjechali już po 10 minutach. Obeszli sale na oddziale pediatrii, ale w żadnej nie znaleźli laptopa - mówi pani Małgorzata. Tego samego dnia ojciec Szymona pojechał do komisariatu na Żytnią, by podać numer seryjny urządzenia. Pani Małgorzata próbowała skontaktować się też z dyrektorem placówki, ale jej się nie udało. - Nie chcę rzucać na nikogo podejrzeń, bo nikogo za rękę nie złapałam, ale syn leżał w sali oddalonej od innych, na końcu korytarza, tuż obok drzwi, które mogą być otwierane tylko przez personel za pomocą karty - twierdzi.

W sprawie kradzieży policja wszczęła postępowanie, ale efektów na razie brak. - Trwają poszukiwania. Będziemy przesłuchiwać personel szpitala - informuje asp. Piotr Świstak z zespołu prasowego stołecznej policji. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że w Instytucie Matki i Dziecka zniknięcie laptopa nie było pierwszą kradzieżą. W 2012 r. odnotowano ich cztery, a w tym były już trzy inne podobne przypadki. Za każdym razem łupem złodziei (lub złodzieja) padały pieniądze, portfele z gotówką i dokumentami, ale też telefony, tablety i laptopy. W przypadku tych kradzieży też nie wykryto sprawców. Jak to możliwe? - Instytut Matki i Dziecka mieści się w starym budynku. Można powiedzieć, że szpital jest otwarty. Może tu wejść każdy z rodziny. Ochroniarzy mamy tylko przy wejściu - mówi Dorota Kleszczewska, pełnomocniczka dyrektora ds. kontaktów z dziennikarzami. Zapewnia też, że szpital w sprawie kradzieży laptopa Szymona współpracuje z policją i przekaże jej wszelkie dostępne materiały. Nagrań z monitoringu Instytut przekazać nie może, bo go zwyczajnie nie ma. Trwa jednak remont i w końcu ma być zainstalowany.

Przygnębionego kradzieżą Szymona chce wesprzeć Fundacja Pomocy Rodzinom i Chorym na Mukowiscydozę "Matio". Zorganizuje zbiórkę na kupno nowego laptopa. Szymon chce w przyszłości studiować robotykę na Politechnice Warszawskiej.

Zobacz także
Komentarze (95)
Zaloguj się
  • snurfik

    Oceniono 219 razy 209

    Jakim trzeba być śmieciem by okradać nieuleczalnie chorego!
    Nikt nie przychodzi leżeć do szpitala dla zabawy...

  • hippolitkwas

    Oceniono 129 razy 103

    Dlaczego dyrektor szpitala nie powiadomił policji o kradzieżach ?

    Czy można powiedzieć ,że dyrektor szpitala zatajając informacje o kradzieżach współpracuje /kryje/ ze złodziejem ?

  • zonzonel

    Oceniono 116 razy 100

    Banalna prawda jest taka: w szpitalach działają zorganizowane grupy złodziei. Mojej żónie zginęła komórka w podobnych warunkach a personel na to mówi że to normalka, obserwowany pacjent jest okradany w momencie pójścia na zabieg. Mówili że mieli nawet przypadek kiedy osoba w białym kitlu odprowadziła pacientkę "na badania" i kazała jej czekać przed jakimiś drwiami. Okazało się że to jest totalna ściema, chodziło o torebkę z salonu.

    Jeżeli jest tak, jak w supermarketach, to należy pamiętać że pacient przychodzi i odchodzi, a pielęgniarka (=ekspedientka) jest codziennie. Jak się będzie zbytnio rzucać i pomagać w śledztwie to może mieć niespokojną drogę na przystanek autobusoey wieczorem?

  • glocken

    Oceniono 91 razy 81

    W normalnym kraju pacjent ma szafkę na ubranie.Idąc na OP lub zabieg zamyka na kluczyk.który zostaje u pielęgniarki.Ale w Polsce to szczyt luksusu.

  • ubrana_prawda

    Oceniono 110 razy 68

    To proste jak konstrukcja cepa. Jeśli laptopa buchnięto w ciągu pół godziny to znaczy, że ktoś wiedział o miejscu przechowywania cennego urządzenia. Skoro chłopak się już z laptopem pojawiał wcześniej to ktoś, kto regularnie bywał z chłopcem, wiedział co i jak. A kto regularnie bywał z chłopcem ? Personel szpitalny. Konkluzja jest prosta: sprawcą kradzieży jest ktoś z personelu szpitala, np.salowa. Co więcej, gdyby przeszukano wszelakie schowki szpitalne tuż po zdarzeniu, najpewniej komputer zostałby odnaleziony, bo nikt go raczej od razu nie wyniósł poza szpital.

  • pepsi.only

    Oceniono 69 razy 67

    Chłopcu życzę dużo zdrowia i sił.
    My w sytuacjach przeleczenia braliśmy na oddział linke stalową, którą podpinaliśmy laptopa do kaloryfera. A poza tym nigdy nic cennego nie mieliśmy w pokoju. Pieniądze, może kilka złotych. Dlatego córce nigdy nic nie zginęło.

  • polololo.ltd

    Oceniono 52 razy 50

    Ścierwa ludzkie nie ludzie!

  • iupikaiei

    Oceniono 42 razy 38

    Kilka lat temu moją mamę okradła pielęgniarka. Moja mama była na badaniach tarczycy w szpitalu w Mysłowicach. Wyszła z lekarzem do pokoju obok gabinetu (dwa połączone pokoje), gdzie było USG. Nie było ich max. 10 minut, a drzwi łączące pokoje były otwarte. Kręciła się tylko pielęgniarka, niby zabrać karty pacjentów, którzy już odbyli wizyty. Kiedy mama wróciła do gabinetu po badaniu, zaskoczyło ją, że jej torebka jest otwarta. Okazało się, że zginął cały portfel. Na szczęście bilet na pociąg miała kupiony wcześniej i był w osobnej kieszonce w torebce. Lekarz od razu zarządził poszukiwania. No i portfel się znalazł w koszu na końcu korytarza, ale pusty. Dlatego jak mój syn miał mieć badania na Śląsku, przełożył kartę SIM do starego telefonu, żeby nikogo nie "kusiło", no i nie pozwoliłam mu zabrać ze sobą PSP, a tym bardziej netbooka.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje