Dutkiewicz: media przykleiły mnie do partii, której nie ma

09.06.2013 08:00
Rafał Dutkiewicz

Rafał Dutkiewicz (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

Czy prezydent Wrocławia dołączy do nowej ogólnopolskiej inicjatywy politycznej? - Ani Jarosław Gowin, ani Grzegorz Schetyna nie są w stanie realnie zagrozić Donaldowi Tuskowi. Co więcej - sądzę, że nie ma też warunków, aby doprowadzili do rozłamu w partii - ocenia Rafał Dutkiewicz
Rozmowa z Rafałem Dutkiewiczem

Wojciech Szymański: Czy Jarosław Gowin odejdzie z Platformy i założy własną partię?

Rafał Dutkiewicz*: Gowin jest politykiem dużego formatu, który niewątpliwie ma predyspozycje do samodzielnego prowadzenia dużych przedsięwzięć politycznych. Znam go i przyjaźnię się z nim od lat. Zarówno oficjalnie, jak i w nieformalnych rozmowach podkreśla, że chce budować swoją pozycję w Platformie. Oczywiście, będzie to interpretowane dwojako, w zależności od tego, kto to będzie czynił. Jedni przyjmą, że jest tak, jak mówi. Część uzna to za polityczną zasłonę dymną.

A jako przyjaciel Gowina co pan na ten temat wie?

- Że nie ma decyzji o budowaniu nowej formacji.

A gdyby zapadła, dołączyłby pan do Gowina?

- To zabawne, ale w pogoni za sensacją media już przykleiły mnie do tej nowej partii, której nie ma. Dla mnie sprawa jest jasna - koncentruję całą swoją działalność na Wrocławiu i obecnie nie interesują mnie żadne ogólnopolskie inicjatywy polityczne.

Gowin może wygrać wybory przewodniczącego Platformy?

- Ani on, ani Grzegorz Schetyna nie są w stanie realnie zagrozić Donaldowi Tuskowi. Co więcej - sądzę, że nie ma też warunków, aby doprowadzili do rozłamu w partii. Używając skądinąd utrwalonego już określenia, w Platformie to premier wciąż jest samcem alfa. Dlatego jestem zdziwiony atmosferą panującą w partii, w której same spekulacje o ewentualnych konkurentach do fotela przewodniczącego traktowane są przez wielu działaczy jako próba zamachu stanu. Nie rozumiem budowania lęku na tym, że ktoś może wystartować przeciwko Tuskowi. Mam wrażenie, że w Platformie samą różnicę poglądów - zupełnie niepotrzebnie - traktuje się jako rzecz niewłaściwą. Paradoksalnie te wybory i towarzysząca im wewnętrzna dyskusja mogą jeszcze wzmocnić przywództwo Donalda Tuska. Zresztą mechanizm ogłaszania takich wyborów - właśnie w celu umocnienia przywództwa - jest powszechnie stosowany w krajach z ugruntowaną demokracją opartą na silnych partiach.

W liście do działaczy PO Gowin napisał o bucie, partyjniactwie, wykorzystywaniu przywilejów władzy. Biorąc pod uwagę pana doświadczenia samorządowe, ta diagnoza sytuacji w Platformie jest prawdziwa?

- Ten list wpisuje się już w porządek wyborczy. Stąd zawarte w nim tezy są bardzo mocne, by wywoływać dyskusję. Jestem przekonany, że właśnie o to chodziło autorowi. Nie mniej trzeba powiedzieć, że sprawy, o których pisze Gowin, to problemy, które dotykają Platformę. Podobnie jak większość partii rządzących.

Czy jest w ogóle szansa wbicia się z nową partią pomiędzy Platformę i PiS?

- W mojej ocenie - nie, z kilku powodów. Pierwsza trudność jest związana z zasadami finansowania partii politycznych. Kampania wyborcza kosztuje, a dotację z budżetu dostaje się już po wyborach, i to po przekroczeniu określonych progów poparcia. Tylko duże partie stać na profesjonalne kampanie. Drugie ryzyko jest takie, że jeśli ktoś silny rzuci hasło "teraz ja", to od razu zechcą się do niego dołączyć grupki polityków istniejących formacji. A gdyby nowa partia miała być zlepkiem np. części PO, PJN, PiS, to po doświadczeniach z AWS-em, nikt już tego nie kupi. Taki projekt już na starcie nie miałby niezbędnej do powodzenia świeżości. Wreszcie, po trzecie, sądzę, że na krajowej scenie politycznej - w centrum i po prawej stronie - bardzo silnie utrwalone są już brandy PO i PiS. W podobnym stopniu dotyczy to SLD i PSL. Jest oczywiście kontrprzykład Janusza Palikota, że jednak można, ale nie zmienia to faktu, że byłoby to niezwykle trudne. Więcej argumentów jest przeciw powodzeniu takiej inicjatywy.

Ale poparcie dla Platformy spada, a PiS nie rośnie. Może ktoś trzeci zebrać głosy tych wyborców?

- Według mnie oni zostaną w domu.

Dlaczego?

- To jest wypadkowa dwóch zjawisk. W Europie Zachodniej - poza tymi krajami, w których głosowanie jest obowiązkowe - frekwencja systematycznie maleje. To związane jest z ogólnym zniechęceniem do polityki i koncentracją na swoich własnych sprawach i problemach. To zjawisko szczególnie nasila się w czasie kryzysu, gdy rządzący mają problem z zaprezentowaniem klarownych recept. Dlatego jestem zwolennikiem wszelkich rozwiązań, które mogą frekwencję zwiększyć. Nie widzę powodów, dla których głosowanie nie może trwać dwa dni. Nie bałbym się też prowadzenia akcji promocyjnej na rzecz udziału w wyborach. Nawet gdyby padły zarzuty, że prowadzi ją rząd. Reklamować głosowanie każdy ma prawo.

Europa Plus przejmie wyborców, którzy odchodzą od Platformy?

- Wokół Aleksandra Kwaśniewskiego jest duży potencjał polityczny. Ale on się na razie w żaden sposób nie zmaterializował i nie wiem, czy to się stanie. Przede wszystkim nie widzę determinacji u byłego prezydenta.

PiS może wygrać wybory?

- Obserwując zachowania PiS, nie do końca rozumiem, o co w rzeczywistości gra Jarosław Kaczyński. Jak słyszę prof. Glińskiego, to sądzę, że PiS szuka szerszego poparcia niż to, które daje mu najwierniejszy elektorat. Ale z drugiej strony jest Antoni Macierewicz, który mobilizuje wyłącznie twardy rdzeń wyborczy, bo przecież nowych zwolenników nie zdobędzie. Więc nie wiem, czy prezes naprawdę chce rządzić, czy zależy mu na tym, by być silną opozycją?

Platforma może jeszcze coś ugrać na straszeniu powrotem PiS do władzy?

- To paliwo się kończy. Choć może po kolejnych wypowiedziach posłanki Krystyny Pawłowicz będę musiał ten pogląd zweryfikować.

A granie sprawą smoleńską przez PiS sprzyja Platformie czy jej szkodzi?

- Katastrofa smoleńska to wielka narodowa tragedia, w wymiarze państwowym i czysto ludzkim. Przez szacunek dla tych, którzy tam zginęli, powinna być objęta zgodnie przez wszystkich zasadą wyłączenia jej z bieżącej polityki. Niestety, jest inaczej. W PiS widzę wokół Smoleńska dwie tendencje. Pierwsza to głoszenie teorii zamachu, która całkiem przekracza granice mojej wyobraźni. Druga polega na tym, że zawsze można tematem katastrofy pograć na emocjach. Otóż ja uważam, że w sensie politycznym Smoleńsk jest passé. Polacy są tym zmęczeni. Katastrofa na zawsze pozostanie w naszej pamięci narodowej, ale wykorzystywanie jej do bieżącej walki partyjnej przestaje nas obchodzić. Sądzę, że mamy dość PiS-owskiej histerii z jednej strony, z drugiej żartów na temat Smoleńska. Mnie osobiście oba te zjawiska irytują.

Z czego według pana wynika spadek notowań Platformy? Ma rację Jarosław Gowin, krytykując premiera za brak reform?

- Mnie nie podoba się to, że Donald Tusk nie inicjuje procesów modernizacji państwa. Jednocześnie nie sądzę, że to wpływa na spadek poparcia dla rządu. O wiele bardziej premierowi szkodzi zamieszanie w pewnych sferach, które zafundował obywatelom rząd Platformy. Była obietnica "przedszkoli za złotówkę", ale rząd się z niej wycofał. Wprowadzony na siłę, a następnie przełożony został pomysł wysłania sześciolatków do szkół, co spowodowało gigantyczne zamieszanie. Rodzice stanęli wobec dramatycznych decyzji w sytuacji informacyjnego chaosu. W wielu miastach samorządowcy w ostatniej chwili dowiedzieli się, że zabraknie im miejsc w przedszkolach dla dzieci, które miały już iść do szkół. Są też inne przykłady. Zamieszanie z OFE, ustawa śmieciowa, zaniechanie inwestycji. Zamiast wielkiej zmiany jest polityka trwania. Zamiast wielkich cywilizacyjnych projektów obserwujemy, jak świat nam ucieka.

Polityka "ciepłej wody w kranach" się skończyła?

- Ludzie czytają o kryzysie w Europie i coraz bardziej boją się o swoją przyszłość. Chcą usłyszeć od premiera, jaki ma pomysł, by osłonić kraj przed kłopotami. Dotychczasowe działania już nie wystarczają. Pewnie dlatego coraz częściej słychać, że w Platformie rozważany jest wariant przyspieszonych wyborów parlamentarnych. To by świadczyło o tym, że w obawie o dalszy spadek notowań szykowany jest wariant ucieczki do przodu. Ale zostawmy te spekulacje. Rzecz w tym, że nie powinniśmy myśleć wyłącznie w perspektywie najbliższych wyborów. Jeśli Polska chce uczestniczyć w wyścigu europejskim, to koniecznie musi wykonać kilka posunięć modernizacyjnych. Używając metafory Jana Rokity, jest nam potrzebne "szarpnięcie cugli". To muszą być pomysły na miarę przedwojennej budowy Gdyni czy Centralnego Okręgu Przemysłowego. Uporządkujmy wydatki publiczne, a więc i przywileje socjalne, ograniczmy obecność państwa w naszym życiu do spraw najistotniejszych. Jednak tam, gdzie jego obecność jest niezbędna, państwo musi być bezwzględnie skuteczne. Równocześnie rozwijajmy infrastrukturę stanowiącą gospodarczy kręgosłup, czyli kolej i autostrady. Postawmy na rozwój branż z gospodarki opartej na wiedzy i stańmy do cywilizacyjnego wyścigu z najbogatszymi tego świata. Może to robić Korea, która ma zbliżony do nas potencjał, to możemy i my. Mam świadomość, że lider formacji, która się tego podejmie, prawdopodobnie będzie skazany na porażkę w kolejnych wyborach. Ale od mężów stanu wymaga się podejmowania tego rodzaju ryzyka. Chciałbym, żeby w Polsce znalazł się taki polityk.

Donald Tusk nim nie jest?

- Historyczną zasługą premiera jest bez dyskusji to, że zdecydowanie poprawił wizerunek Polski na arenie międzynarodowej. Bo ten mieliśmy rzeczywiście fatalny. Tego Tuskowi nikt nie odbierze. Jednocześnie wygrywając dwa razy z rzędu wybory parlamentarne, ustabilizował krajową scenę polityczną. To świadczy o jego wielkich zdolnościach.

Natomiast rzeczywiście nie widzę u niego skłonności do głębszych reform. Nie przypuszczam, by był to efekt lenistwa, co podnoszą niektórzy. Sądzę raczej, że premier nie wierzy, że instytucje państwa mogą kształtować świat, że według niego należy dostosowywać administrację do zmieniającej się rzeczywistości, co próbuje na przykład robić Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Z wrocławskiego doświadczenia wiem jednak, że najpierw należy przygotować odpowiednie warunki dla rozwoju, a potem, po osiągnięciu "masy krytycznej", cieszyć się z owoców wzrostu.

***Rafał Dutkiewicz od 2002 roku jest prezydentem Wrocławia; w wyborach parlamentarnych w 2011 roku był jednym z liderów bezpartyjnej inicjatywy Obywatele do Senatu; wcześniej (m.in. z byłymi politykami PiS) tworzył polityczny projekt Polska XXI

Tagi:

Zobacz także
Komentarze (7)
Zaloguj się
  • szymek_50

    Oceniono 3 razy 3

    Najciężej jest przetrwać, gdy ma się naklejkę na czole.

  • naz_niepoprawna

    Oceniono 15 razy 3

    A będzie dalej ładował publiczne pieniądzie w zespół kopaczy i stadion? Jeśli tak, to przemelduję się i zagłosuję.

  • darmen987

    Oceniono 2 razy 0

    Naprawdę media traktują Gowina poważnie :))))) Tego katoignoranta ???

  • aa_6

    Oceniono 3 razy -3

    Może niech R. Dutkiewicz nie poucza D. Tuska o tym, jakie to dalekosiężne plany powinien przedsięwziąć i z tego powodu za dwa lata... przegrać wybory z PiS-em, które może co najwyżej cofnąć Polskę w rozwoju, zwłaszcza że w dwóch wymienionych na końcu artykułu inicjatywach ogólnopolskich, które podjął, poniósł sromotną klęskę. W takim kryzysie mówi o konieczności realizowania przez państwo wielomiliardowych inwestycji... Jestem za tym, żeby z Gowinem, Rokitą, Kowalem i kim tam jeszcze podjął trzecią ogólnopolską inicjatywę... Poza tym Polska to nie jest jedno miasto, którym rządzi R. Dutkiewicz.

  • olekgw

    Oceniono 25 razy -7

    Co tam długi my Wrocławianie Ciebie uwielbiamy i na pewno znów wygrasz z dużą przewagą
    Długi się nie liczą, tak samo jak stadion przypominającą papier toaletowy. Popieramy również dofinansowanie z naszych podatków naszego wspaniałego klubu i najdroższe śmieci w Polsce - bo przecież ekologia przede wszystkim

  • gienek.pl

    Oceniono 26 razy -8

    Identyczny, jak Donald Tusk narobił jedynie gigantycznych długów we Wrocławiu, co hamuje rozwój, a media wmawiają jakoby osiągnięcia.

  • bydgoszczanin3

    Oceniono 21 razy -9

    a dlugi w Breslau??

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje