Więzienie, a potem chemiczna kastracja dla szantażysty

Jarosław Sidorowicz
29.05.2013 15:40
Sąd

Sąd (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Gazeta)

Skazany za wyłudzanie od kobiet nagich zdjęć ich oraz dzieci zostanie po odbyciu kary poddany przymusowej terapii farmakologicznej - zdecydował sąd, wymierzając Stanisławowi G. 14 lat więzienia.
Zapis o tzw. kastracji farmakologicznej to przepis wprowadzony do Kodeksu karnego trzy lata temu. Leczenie polega na podawaniu w zamkniętym zakładzie leczniczym środków obniżających popęd seksualny.

Stanisław G. zostanie poddany takiej terapii po wyjściu z więzienia. Na wolności będzie jednak jeszcze długo kontrolowany. Sąd nakazał, że przez 10 lat po odbyciu kary będzie pod dozorem policji i ma stawiać się na komisariacie. Nie wolno mu też kontaktować się z dziećmi, które skrzywdził, ma też dożywotni zakaz zajmowania jakichkolwiek stanowisk związanych z edukacją, wychowywaniem, leczeniem i opieką nad dziećmi. Tak radykalne sankcje wobec mężczyzny to nie przypadek: jego ofiarą padło dziesięć kobiet wraz z ich dziećmi. Według prokuratury apelacyjnej, która prowadziła śledztwo, Stanisław G. dopuścił się 23 przestępstw wobec nich.

Obiecywał pożyczkę, ale stawiał warunek

Stanisław G. był wcześniej sześciokrotnie karany za gwałty. Kobiety zaczął szantażować miesiąc po odbyciu ostatniej kary. W telegazecie znajdował ogłoszenia kobiet, które szukały wsparcia materialnego lub pracy. Na ofiary wybierał mieszkanki małych miejscowości, samotne, pozbawione wsparcia rodziny i bliskich.

Nawiązywał z nimi kontakt, obiecywał pożyczkę, ale stawiał warunek: miały mu przysłać swoje nagie zdjęcia lub nakręcone telefonem komórkowym filmy. Stanisław G. twierdził, że będą gwarancją zwrotu pieniędzy. - Zapewniał, że nikomu ich nie przekaże - mówi prokurator Piotr Kosmaty, rzecznik krakowskiej prokuratury apelacyjnej. Kiedy kobiety przysłały filmy, wybrzydzał, że nie spełniają jego oczekiwań, i żądał kolejnych. Obiecywanych pieniędzy nigdy nie wysyłał, za to swoim ofiarom zaczął grozić umieszczeniem kompromitujących materiałów w internecie, na stronach pornograficznych bądź wysłaniem ich rodzinom. Potrafił wysyłać do kobiet nawet po kilkaset SMS-ów dziennie. - Niektórym groził gwałtem bądź doprowadzeniem do odebrania im dzieci - relacjonuje prokurator Kosmaty. Jednej z kobiet sprzedał fikcyjną opowieść o tym, że grozi mu narkotykowy gang i uratować go mogą jedynie pornograficzne zdjęcia, które mu prześle. Wobec innych domagał się odtwarzania scen nawet z udziałem zwierząt czy fotografowania nago swoich dzieci.

Dzieci nie musiały zeznawać

Z ustaleń śledztwa wynika, że dwie kobiety przesłały Stanisławowi G. zdjęcia swoich pociech. Trzy inne opłacały się mu, by dał im spokój. - Niektóre z dręczonych ofiar były tak zastraszone przez sprawcę, że przesłały mu ponad 100 zdjęć i filmów - przyznaje prokurator Kosmaty.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że mężczyzna wpadł, gdy nawiązał kontakt z kobietą, która była podstawioną policjantką.

Po zatrzymaniu mężczyzny śledczy stanęli przed jeszcze jednym problemem. - W sprawie poszkodowane były dzieci, a chcieliśmy uniknąć ich podwójnej wiktymizacji, czym byłaby konieczność ich przesłuchiwania. Całość postępowania udało nam się więc tak poprowadzić i tak zdobyć dowody, że zarówno w śledztwie, jak i podczas procesu dzieci nie musiały zeznawać - zapewnia prokurator Kosmaty.

Zobacz także
Najczęściej czytane

Najnowsze informacje