Jej bloga czytają miliony. Yoani Sanchez wraca na Kubę. "Niech Castro wyjedzie, to moja wyspa. To mój dom [WYWIAD]"

- Matki wszczepiają nam chip strachu: mówią, czego nie wolno mówić. Strach paraliżuje, bo jednostka nic nie znaczy. Ale Kubańczycy odrobili swoją lekcję - mówi portalowi Gazeta.pl Yoani Sanchez. "Time" umieścił autorkę bloga 'Generacion Y' w gronie 100 najbardziej wpływowych ludzi świata. Cudem dostała paszport i wyjechała. - Wypłynęłam na powierzchnię morza, wzięłam oddech. Teraz się zanurzę - mówi gorzko. Bo wraca. - Niech Castro wyjedzie, to moja wyspa, to mój dom.
Szczuplutka, w długiej sukni, z falą długich włosów spływających kaskadą na jedno ramię. Bystre oczy patrzą wprost w rozmówcę. Palce jej dłoni są wiecznie w ruchu. W tej chwili śmigają po klawiaturze telefonu. - Jestem fanatyczką Twittera - mówi Yoani Sanchez. Ale zaraz odkłada smartfon, uśmiecha się i zaczyna mówić. Silnym, zdecydowanym, spokojnym głosem zahartowanej w grze z kubańskim reżimem dysydentki. Sala słucha.

Nic dziwnego, że "Time" zaliczył Yoani Sanchez do grona 100 najbardziej wpływowych osób na świecie, jej blog w 2009 r. do 25 najlepszych internetowych dzienników, a prezydent USA Barack Obama osobiście odpowiedział na pytania, które mu wysłała. W rozmowie z portalem Gazeta.pl mówi dlaczego wraca na Kubę,

Michał Gostkiewicz, Gazeta.pl: Przez ostatnie trzy miesiące korzystałaś pewnie z Twittera non stop?

Yoani Sanchez*: - Czuję się jak dziewczynka w sklepie z zabawkami: wreszcie wszystko w zasięgu ręki. Niemal codziennie kładę się spać późno w nocy, bo mogę wreszcie surfować swobodnie po sieci. Nie tak jak u nas.

Po trzech miesiącach podróży wracasz do domu, gdzie nie będzie Twittera i internetu...

- Wracam na Wyspę i mam wrażenie, jakbym wracała do morza, w którym przez lata byłam zanurzona. Przez te trzy miesiące tak jakbym wystawiła głowę na powierzchnię wody, żeby nabrać oddechu. Teraz znów będę musiała zanurzyć się pod wodę.

Czytałem książkę "Cuba Libre", czytałem twojego bloga Generation Y, i wydaje mi się, że najbardziej na Kubie uwiera cię nie codzienny brak czegoś w sklepie, ale to, że nie możesz wyrażać swoich poglądów. Wyjeżdżasz, by być wolna. Po co więc wracasz - już drugi raz?

- Wracam z trzech powodów. Po pierwsze: mam tam rodzinę. Po drugie - prowadzę tam projekty. Po trzecie: to taka moja przekora: "Wróciłaś? Powinnaś zostać". A ja na to: "Nie, to niech Raul Castro stąd wyjedzie, to jest moja wyspa, to jest mój dom. Niech oni wyjadą".

Na pytanie młodego Niemca, czy jesteś Kubanką z Miami, czy Kubanką z wyspy Castro, odpowiedziałaś: "Jestem Kubanką Jose Marti" (poeta, dziennikarz, bohater narodowy Kuby - M.G.). Nie chcesz, by naród kubański podzielił się na Kubę i diasporę. Czy twój nowy projekt, gazeta, będzie skierowany bardziej do tych na wyspie, czy do emigracji?

- Projekt będzie skierowany raczej do Kubańczyków na wyspie. Nie znaczy to, że emigranci będą z niego wyłączeni, to jest też dla nich. Ale pamiętajmy, że to mieszkańcy Kuby mają problem z dostępem do informacji.

I analogicznie świat nie wie wszystkiego o wydarzeniach na Kubie. Twój czytelnik dowie się od ciebie, co dzieje się w środowisku Kubańczyków wykształconych, elity intelektualnej kraju. Twój bunt można odczytać jako bunt intelektualistki, znawczyni kultury, literatury. To jest twój kapitał, na którym możesz budować opór wobec reżimu. A gdzie mogą szukać swojej ucieczki, swojej siły np. rolnicy mieszkający 100 km od Hawany?

- Muszę się nie zgodzić, bo nie jestem przedstawicielką inteligencji: moja matka była taksówkarzem, tata maszynistą na kolei. Nie mam zaplecza inteligenckiego w rodzinie. Moje zaplecze intelektualne ma znaczenie, ale zwróć uwagę, że z rozmysłem używam w blogu prostego języka i form - tak, by i rolnik, o którym mówisz, mógł wczuć się w moje emocje. Równocześnie nie chcę spłycać, by wychodziła z tego brazylijska telenowela, którą każdy ogląda, ale nikt nic z niej nie wynosi. Jak się wczytać głębiej, to można znaleźć i inne treści.

Mówiłaś, że ślady po pobiciu znikają łatwiej niż po przyjaciołach, którzy przestali odwiedzać. Dla mnie to metafora tego, że Kubańczycy wciąż się boją. Za brak strachu wielu siedzi w więzieniu. A tacy jak ty ponieśli też osobiste koszty sprzeciwu wobec reżimu...

- Już jak idziemy do szkoły, to matki w ramach swoistej autocenzury wszczepiają nam chip strachu: uczulają nas - siedmiolatków - na to, co wolno mówić w domu, a czego nie wolno mówić w szkole. Ten strach ma wiele twarzy. To nie tylko obawa przed poturbowaniem fizycznym, ale też przed utratą pracy, pensji, możliwości kariery, albo przed tym, że dzieci nie zostaną wpuszczone na uniwersytet.

Ponieważ państwo ma monopol w tak wielu dziedzinach, jednostka nic nie znaczy - dlatego ten strach jest tak paraliżujący. Ale uważam, że Kubańczycy powoli się go pozbywają. Być może nie zmierza to ku temu, co stało się w Egipcie - placowi Tahrir - ale przejawia się w tym, że ludzie mniej chętnie współpracują z reżimem. Ja nadal się boję. Ale wiem, że w moim przypadku nie ma już odwrotu.

Nie boisz się, że zmiana na Kubie nastąpi dopiero, gdy bracia Castro umrą?

Bardzo bym chciała, żeby zmiana na Kubie odbyła się nie w drodze nowej rewolucji, ale w drodze stopniowej zmiany. Naród kubański odrobił swoją lekcję.

*) Yoani Sanchez (ur. 1975 r.) - kubańska blogerka, dziennikarka i działaczka polityczna. Autorka bloga Generacion Y, którego pisze mimo braku stałego dostępu do internetu. Teksty przemyca w kafejkach internetowych lub na przenośnej pamięci USB. W 2002 r. wyemigrowała do Szwajcarii. Dwa lata później wróciła na wyspę. Razem z mężem Reinaldo Escobarem założyła pismo ''Consenso'' i portal DesdeCuba. W 2007 r. zaczęła pisać Generación Y - o życiu w kubańskiej dytakturze. Blog stał się światowym fenomenem - rok po jego założeniu miała milion wejść na stronę. Dostała nagrodę im. Ortegi y Gasseta za niezależne dziennikarstwo. W 2008 trafiła na listę 100 najbardziej wpływowych osób na świecie. Magazyn "Time" zaliczył jej bloga do 25 najlepszych w 2009 r. Po wielu odmowach otrzymała od władz paszport i od trzech miesięcy objeżdża świat. Kilka dni temu "Gazeta Wyborcza" przyznała jej tytuł Człowieka Roku.

Niedługo wraca na Kubę. Chce tam założyć niezależną gazetę. Dziś o 20.00 spotka się z czytelnikami w warszawskim Empiku Junior.

Więcej o:
Komentarze (56)
Jej bloga czytają miliony. Yoani Sanchez wraca na Kubę. "Niech Castro wyjedzie, to moja wyspa. To mój dom [WYWIAD]"
Zaloguj się
  • myslacyszaryczlowiek1

    Oceniono 70 razy 52

    autor

    saint_just
    przedwczoraj

    Oceniono 81 razy 45

    Komunistycznej , starczej satrapii przeciwstawiamy tylko młodzieńczy , żywotny kapitalizm wspierany bezinteresowną finansjerą wprost wychodzącą ze skóry ,żeby uszczęśliwić naród kubański tak , jak cały świat i kraje regionu Ameryki Środkowej , Honduras , Gwatemalę , Nikaraguę z ich rodzinami oligarchów dbających za pośrednictwem tajnej policji twardą , lecz ojcowską ręką o zachowanie przez prosty lud czystości katolickich dusz , życie w chrześcijańskim ubóstwie w skromnych, lecz wygodnych domkach z opon i blachy i nie uleganie lewackim miazmatom o jakiejś tam sprawiedliwości.

    Kubańczycy ! Przeganiajacie kijami swoich solidaruchów, bo się obudzicie z ręką w nocniku.

    Nie dawajcie się wrabiać w nieswoje, burżuazyjne kontr-rewolucje!!!

  • augenthaler

    Oceniono 58 razy 50

    Co to znaczy, ze "cudem zdolala opuscic Kube"? Przekroczyla granice nielegalnie, czy co? Pachnie w tym fragmencie jakas propaganda, a tego u dziennikarzy nie znosze.

  • googleon

    Oceniono 76 razy 40

    Sanchez robi kasę zachodzie. Wyjeżdża i wraca na Kube jak chce.. "Zły reżim" (bo nie naszy) na Kubie pozwala na to. W "dobrych" tzn zaprzyjaźnionych reżimach "naszych s***ów" już dawno by ślad po niej zaginął.
    Sanchez do prawdopodobnie nie agent ale przydatna idiotka wujka Sama.

    palgrave.typepad.com/yaffe/2013/03/the-grotesque-circus-of-yoani-sanchez-.html
    ratb.org.uk/news/cuba/223-dissident-sanchez-exposed1

  • anty_globalista

    Oceniono 46 razy 38

    Ciekawe czy jakis kubanski redaktorek kasuje jej wpisy, tak jak to czyni gazeta z nieprzychylnymi władzy peo komentarzami - wysyłając je w niebyt?

  • lowca_lemmingow

    Oceniono 100 razy 38

    Gdyby nie pan Fidel Castro to pani Yoani najprawdopodobniej byłaby pracownicą burdelu obsługującego amerykańskich bogaczy. Tak mniej więcej wyglądała Kuba lat 50-ych.
    Aha ! Uprzedzając lemingów - We wszystkich kapitalistycznych krajach karaibskich jest większa bieda niż na socjalistycznej Kubie.

  • icaro

    Oceniono 56 razy 36

    Dysydentka za szmal. 200 tys. euro to dosc niezle pieniadze za ktore mozna zyc bardzo dobrze na Kubie. ani nie byla przesladowana anie nie jest na zadnej czarnej liscie, to taka typowa postac ktora DOPISALA sie do opozycji.

  • mexi123

    Oceniono 51 razy 29

    Wszystkim, którzy tak krzyczą o dyktaturze na Kubie, proponuję się tam najpierw wybrać, a dopiero potem komentować. Tam każdy obywatel (nieważne czy pracuje czy nie) dostaje racje żywnościowe i spokojnie mu to wystarcza. Bezrobocia tam praktycznie nie ma, ponieważ dla Kubańczyków praca jest normalnością (wydajność tej pracy to inna sprawa), więc państwo tę pracę zapewnia. Naprawdę na obecną sytuację nie narzeka zbyt wielu Kubańczyków. Każdy Kubańczyk ma prawo wyjechać, ponieważ mają już paszporty. Oczywiście są też minusy - brak zaopatrzenia, sklepy przypominające te, które były w PRLu. Skoro Pani Sanchez tak źle na Kubie, to może powinna coś zmienić NA Kubie a nie poza nią i wziąć się do roboty, aby pracować dla swojego własnego kraju, a nie dla Wujka Sama...

  • samuel666

    Oceniono 31 razy 27

    Przeciez to cale zamieszanie gw z ta pania to czysta komedia. Jej mina na tym zdjeciu nie przypadkowo wyglada jak u czlowieka ktory cos ukrywa . Kolejna propagandowa farsa....

    palgrave.typepad.com/yaffe/2013/03/the-grotesque-circus-of-yoani-sanchez-.html

  • azazel66

    Oceniono 41 razy 27

    o tej pani też się marzy coś na kształt zielonej wyspy dla innej garstki dobrze żyjącej !!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX