Wiadomości >  Wiadomości dnia

Wybuch? "Wykluczone". Bezpieczna wysokość? "Absolutnie nie". Demontaż ILS? "Fantazja". Zespół Laska obala smoleńskie teorie spiskowe

mar, PAP
21.05.2013 12:36
A A A Drukuj
Maciej Lasek i kpt. Wiesław Jedynak

Maciej Lasek i kpt. Wiesław Jedynak (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

- Zadaniem mojego zespołu nie jest obrona raportu komisji Millera, raport broni się sam - powiedział szef zespołu przy KPRM Maciej Lasek podczas pierwszego publicznego wystąpienia zespołu. Wraz z trzema pozostałymi członkami zespołu po kolei obalał spiskowe teorie dot. katastrofy.
W skład zespołu wchodzą: Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, kpt. Wiesław Jedynak, Piotr Lipiec (PKBWL) i Edward Łojek (PKBWL). Wszyscy byli członkami komisji Jerzego Millera, która badała przyczyny katastrofy smoleńskiej. Jak zaznaczył Lasek, tematem konferencji prasowej - pierwszej zorganizowanej przez zespół po jego powołaniu w kwietniu - jest odniesienie się do teorii alternatywnych, które pojawiły się już po zakończeniu pracy komisji Millera: - Po zakończeniu pracy komisji pojawiło się dużo teorii alternatywnych, nieopartych lub niewystarczająco udokumentowanych w materiale dowodowym i rolą mojego zespołu jest również analiza tych teorii.

Zespół Laska obala "alternatywne teorie" - czytaj relację >>>

Zespół ds. wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej ma także przybliżyć opinii publicznej główne punkty raportu komisji Jerzego Millera. - W środowisku ludzi, do których skierowano raport, nie ma wątpliwości co do przyczyn katastrofy i zaproponowanej profilaktyki - podkreślił szef zespołu przy KRPM.

Zespół większość czasu poświęcił na obalenie teorii spiskowych, jakie narosły wokół katastrofy i jakie promuje m.in. parlamentarny zespół Antoniego Macierewicza. Zaczął od teorii wybuchu.

Teoria 1: wybuch. "Dowody go wykluczają"

Lasek nazwał teorię wybuchu "najbardziej popularną w opinii publicznej" teorią alternatywną nt. przebiegu katastrofy smoleńskiej. Zauważył, że ta hipoteza ewoluowała przez ostatnie miesiące - eksperci zespołu parlamentarnego mówili o bombie paliwowo-powietrznej, wybuchu punktowym, który rozerwał gródź ciśnieniową, wybuchu 2-5 kg trotylu (na skrzydle i w kadłubie) lub o wybuchu poprzedzonym serią usterek innych urządzeń samolotu.

- Sami autorzy raportu smoleńskiego nie są w stanie przesądzić, ile było rzekomych wybuchów, w którym miejscu nastąpiły i jak wyglądała destrukcja samolotu - powiedział Lasek. Podkreślił, że każdy wybuch zostawia ślady, których w tym przypadku nie było. Jak przypomniał, eksperci polskiej komisji, którzy pracę w Smoleńsku rozpoczęli już 10 kwietnia 2010 r., przeprowadzali swoje ekspertyzy niezależnie od prokuratury i MAK: - Na podstawie oględzin szczątków samolotu, miejsca wypadku, nie stwierdzono charakterystycznych nadtopień, nadpaleń konstrukcji.

Dodał, że również rozrzut szczątków Tu-154M był typowy dla zderzenia samolotu z ziemią. Resztki samolotu były rozrzucone na obszarze o długości 160 metrów i szerokości 52 metrów. Gdyby doszło do wybuchu - mówił Lasek - szczątki byłyby rozrzucone na większym obszarze.

Przypomniał też, że na wybuch nie wskazały także zapisy rejestratora głosu w kabinie, który zapisuje nie tylko korespondencję, ale i to, co się dzieje w kokpicie. W kokpicie jest mierzone ciśnienie. Każdemu wybuchowi towarzyszy fala ciśnieniowa. Gdyby nastąpił wybuch w kadłubie, zostałby zapisany. - Ten parametr jest mierzony dwa razy na sekundę. Do samego końca do zderzenia z ziemią taki wzrost nie został zarejestrowany - podkreślił Lasek.

Dodał, że również oświadczenia świadków, z którymi rozmawiała komisja, nie wskazały na jakikolwiek wybuch: - Załoga samolotu Jak-40 - pilot i stewardesa - opowiadali, jak odebrali ostatnią fazę lotu Tu-154: wzrost obrotów, odgłos uderzenia i cisza. Wszystkie materiały, na których pracowała komisja, wykluczyły eksplozję na pokładzie, która mogłaby być przyczyną katastrofy.

Teoria 2: wysokość zniżania była bezpieczna. "Absolutna nieprawda"

Wiceszef zespołu płk Wiesław Jedynak odniósł się z kolei do kwestii wysokości tupolewa podczas zniżania przed lotniskiem i zderzenia z brzozą.: - Kilometr przed progiem pasa samolot znajdował się momentami poniżej poziomu lotniska (...). Nie mieści się to w żadnych standardach. Mówienie o tym, że samolot znajdował się metr nad brzozą czy 10 m nad brzozą nie ma żadnego umocowania w materiale dowodowym. Dowody, w tym zapisy rejestratorów, nie budzą żadnych wątpliwości: samolot był bardzo nisko, niebezpiecznie nisko, właściwie ocierał się o ziemię, zderzając się z przeszkodami terenowymi - wskazywał Jedynak.

Jak dodał, nie zna pilota, który "podpisałby się pod takim manewrem i powiedziałby, że jest to prawidłowo wykonany manewr - przekroczenie minimalnej wysokości zniżania". - Tak się tego po prostu nie robi. Jeżeli się to robi, to albo jest to wynik błędu lub innych działań. Mówi się o tym, że samolot był bezpieczny, bo był na 20 metrach. Jest to absolutnie nieprawda. Na wysokości 20 m samolot jest w skrajnym niebezpieczeństwie, blisko ziemi, zderza się z przeszkodami naziemnymi i to jest dla tego samolotu tak naprawdę najbardziej tragiczny finał. To nie drzewa były za wysokie, to samolot leciał za nisko - wskazywał Jedynak.

Jedynak skomentował też wątpliwości, czy uderzenie w brzozę mogło uszkodzić tupolewa. Wskazał, że dla osób zajmujących się badaniem katastrof lotniczych nie jest nowością konstatacja, że w "zderzeniu z przeszkodą terenową, drzewami, konstrukcja skrzydła ulega zniszczeniu": - Konstrukcja samolotu nie jest przystosowana do zderzeń z takimi przeszkodami - powiedział. Dodał, że elementy konstrukcji mogą zostać uszkodzone nawet np. przez zderzenie z ptakiem, nie mówiąc już o słupie czy drzewie.

Teoria 3: fałszowali zapisy, demontowali ILS. "Czysta fantazja"

Kolejny ekspert zespołu Edward Łojek, specjalista od planowania i nadzoru operacyjnego, zaznaczył, że w ostatniej publikacji zespołu Macierewicza komisji Millera postawiono zarzuty sfałszowania raportu, zapisów rejestratora rozmów w kokpicie i danych rejestratorów: - Nie mamy żadnych wątpliwości, że tego typu stwierdzenia są również rozpowszechniane podczas wielu spotkań, które zespół parlamentarny odbywa, jeżdżąc po Polsce. My nie mamy oczywiście możliwości jeżdżenia za nimi, prostowania tego typu stwierdzeń. W związku z tym publicznie stawiamy proste pytania: gdzie są na to dowody. Z tym pytaniem zwróciliśmy się do zespołu parlamentarnego i do jego ekspertów i współpracowników już 7 maja i do tej pory odpowiedzi nie mamy.

Odniósł się też do wypowiedzi Macierewicza, że na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj przed wizytą premiera Tuska 7 kwietnia 2010 r. zainstalowano system ILS, który wspomaga lądowanie, a przed wizytą prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia go zdemontowano.

Pokazując zdjęcia anten systemu ILS, Łojek podkreślił, że są one zbyt duże, by zainstalować je i zdemontować w ciągu jednego dnia: - Pomijając fakt rozmiarów tych anten, wystarczy np. skontaktować się z pracownikami Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, żeby zapytać, ile trwa operacyjne uruchomienie takiego systemu. To są tygodnie, jeśli nie miesiące. W Warszawie trwało to kilka długich miesięcy, zanim ten system został oddany do użytku. Jakakolwiek teoria, mówiąca o tym, że tego typu urządzenia można w krótkim czasie zamontować i dopuścić do użytku, jest po prostu czystą fantazją.

Przypomniał też inne teorie formułowane przez ekspertów zespołu parlamentarnego - o sztucznej mgle, rozpyleniu helu i "obezwładnieniu samolotu przez zakłócenie pracy przyrządów pokładowych". - Nie komentujemy tego, ponieważ twórcy tych teorii sami już od nich odeszli - powiedział Łojek.

Teoria 4: awaria silników, zanik zasilania... "Wybiórcze traktowanie zapisów"

- Zanik zasilania nastąpił w chwili zderzenia z ziemią, nie było awarii silników. Nieprawdą są teorie głoszone alternatywnie przez różne osoby - wyliczał czwarty członek zespołu Piotr Lipiec. Jak powiedział, zapisy rejestratorów lotu oraz dane GPS z systemu zarządzania lotem pracowały do końca i potwierdzają, że ostatnią pozycję samolotu urządzenia zarejestrowały w miejscu, w którym członkowie komisji stwierdzili ślady uderzenia w ziemię. Zanik zasilania nastąpił więc w momencie, w którym doszło do uderzenia samolotu w ziemię.

Lipiec zdementował też sformułowaną na początku bieżącego roku teorię awarii silników jeszcze przed zderzeniem z przeszkodami terenowymi. Sformułowano ją na podstawie zapisów pokładowego rejestratora parametrów lotu produkcji polskiej, który wykazał wzrost wibracji w prawym silniku. - Na tej podstawie wysnuto wnioski i głoszono je publicznie, że doszło do uszkodzenia silnika - powiedział Lipiec.

Podkreślił, że wibracje były dalekie od krytycznych, a przyczyną ich chwilowego wzrostu było przycięcie kępy brzózek i dostanie się do silnika gałęzi, jeszcze przed zderzeniem z dużym drzewem. To - jak powiedział - kolejny dowód, że samolot znajdował się na małej wysokości w dużej odległości od lotniska.

- Alternatywne teorie przy analizie toru lotu samolotu odrzucają zapisy rejestratorów pokładowych, uważają je za sfałszowane, niewiarygodne. Natomiast jeśli chodzi o parametr wibracji, wybiórczo traktują te zapisy i na ich podstawie próbują udowodnić, że doszło do jakiejś awarii, której w rzeczywistości nie było - zwrócił uwagę Lipiec.

Odniósł się także do stawianego komisji Jerzego Millera zarzutu "ukrycia sygnału TAWS 38": - Komisja od początku opierała się na zapisach rejestratorów lotu i systemu TAWS ostrzegającego przed zderzeniem z ziemią. Jestem jedynym przedstawicielem Polski, który brał udział w odczytach tego urządzenia w Stanach Zjednoczonych. Te dane zostały przywiezione do Polski, przekazane komisji, jak również prokuraturze. Dane z systemu TAWS znajdują się w załączniku 4 dotyczącym techniki lotniczej i eksploatacji.

Tagi:

  • 56
  • 22
Komentarze (432)
Zaloguj się
  • fakiba

    Oceniono 573 razy 459

    Pseudo eksperci opierają swoje "dowody" i obliczenia na urojeniach i fantazjach Antka bo jak dotąd nie stwierdzono obecności żadnego z nich na miejscu katastrofy łącznie z głównym teoretykiem zamachowym

  • Oceniono 452 razy 354

    Zespół parlamentarny nadal nie wyjaśnił mi jak to się stało że:

    -Samolot nie zszedł poniżej 100m (wg jedngeo ze swoich ekspertów)
    -Samolot wybuchnął (wg tego samego eksperta)
    -3 osoby przeżyły katastrofę (wg przewodniczącego zespołu)

    Uprzejmie proszę parlamentarzystów, działających za moje pieniądze, aby mi wyjaśnili jak to możliwe że 96 osób jest smażone i mielone przez temperaturę i ciśnienie w wyniku wybuchu, po tym spadają z ponad 100m i okazuje się że 3 z tych osób trzeba jeszcze dobić bo przeżyły....

  • jerjar

    Oceniono 395 razy 285

    "Przypomniał też, że na wybuch nie wskazały także zapisy rejestratora głosu w kabinie, który zapisuje nie tylko korespondencję, ale i to, co się dzieje w kokpicie"

    No to chyba pan Lasek nie słyszał o cichym wybuchu.

    To rodzaj eksplozji tak błyskawicznej, że prawie niezauważalnej. Niezauważalnej dla zwyczajnego eksperta, jednak bystre, małe, ale bardzo złe oczy Macierewicza Antoniego (65 l.) nie takie rzeczy widzą, słyszą i w ogóle.

  • Oceniono 286 razy 252

    Żałosne, prawicowe dziennikarzyny, któe z katastrofy smoleńckiej zrobiły sobie maszynkę do trzaskania kasy. Obraz głupoty Pospieszlskiego, który nie wiedział co ogladał na przedstawionych zdjęciach - bezcenny.

  • vitruvius

    Oceniono 232 razy 190

    Jaruś i Antek lecą wg scenariusza opisanego ok. 2 miesiące po katastrofie w Kurierze z Chicago. Napisał go niejaki Klimuszko, dr od czegoś-tam, ale na pewno nie dr inż. czy ktokolwiek o nawet podstawowym wykształceniu technicznym. Jarusiowi te wnioski musiały przypaść do gustu, bo idiotyczny wypadek w Smoleńsku porównywany jest do katastrofy/zamachu w Gibraltarze, a śmierć Lecha K., do utraty Gen. Sikorskiego. Brawo. Musiało się podobać. Za to cały artykuł to prymitywna demagogia. Nawet Antek się aż do takiej nie posunął. Technicznie Tu154M to odmiana bombowca strategicznego (na prawdę Tu114, mutant Tu95 LOT nigdy takich nie miał), niemal pancerne poszycie (5 cm). Tej bzdury nawet Antek nie powtórzył, za to teoria o tym, że Tu154M mógł ścinać drzewa i lecieć dalej BYŁA. Jaruś też o tym bombowcu się wypowiadał. O bombach termo-barycznych, o magnesach, o sztucznej mgle i innych bredniach jest sporo. Nawet Antek by tylu bzdur nie wymyślił. Miał wzór, rozpisał scenariusz "odkryć" i lecimy. A ciemni wyznawcy to kupują. Żałosne.

  • rabingoldblatt

    Oceniono 191 razy 147

    Wy tam Lasek oprócz teorii to możecie sobie pół litra obalić.

    Antek zna prawdę i niezależnie co powiecie jego prawda jest najprawdziwsza:))))))

  • jasiekiera

    Oceniono 145 razy 135

    Jesli sie komus zdaje, ze to zakonczy sprawe, to jest w bledzie. "Never ending story"

  • almagus

    Oceniono 180 razy 120

    Transmisja telewizyjna. Katastrofa smoleńska.
    Wyjaśnia zespół rządowy. Nie oskarża, ale potwierdza.
    Twarzą do kamery. Tyłem do kamery pytają.
    Kto pyta?
    Ten od pięciuset artykułów w Naszym Dzienniku.
    Gazeta Polska Codziennie. Telewizja Trwam.
    Telewizja Republika. Stoją tyłem. Rozpoznasz Pospieszalskiego.
    Nic za nimi nie stoi, ale stoją w kolejce.
    Widać, że to jest w nich i to w nich pilnuje tego przed.
    Najbardziej przed jest zespół do wyjaśnień.
    Twarzą do nas.
    Wyjaśnienia zespołu nie pokrywają się z konfabulacją, co za sobą stoi.
    Nie widać nad nimi aureoli, ale widać zawziętość i chęć dominacji ich prawdy.
    Da się zarobić, te 500 artykułów! Jeszcze sponsorzy mogą zasilić, niekoniecznie przyjaźni Polsce.

    2013-05-21 almagus

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX