Zrozpaczona matka oskarża lekarzy w programie Lisa. "Żałuję, że zaufałam"

13.05.2013 23:30
Rodzina Kęsickich w studiu TVP2

Rodzina Kęsickich w studiu TVP2 (Fot. TVP2)

- Bardzo żałuję, że ufałam tym sześciu lekarzom, bo gdybym nie ufała, to być może mój syn by żył - powiedziała w programie Tomasza Lisa Anna Kęsicka, której 3,5-letni syn Jaś zmarł na zawał serca w wyniku sepsy. Wcześniej była odsyłana od szpitala do szpitala, a kolejni lekarze nie postawili oczywistej, jak się okazało, diagnozy.
O tragedii rodziny Kęsickich rozmawialiśmy na naszych łamach z matką Anną Kęsicką. Temat poruszył w swoim programie także Tomasz Lis. Kęsicka, obecna w studiu z mężem, w emocjonalnych słowach opisywała swoje dramatyczne przejścia z naszą służbą zdrowia. Bliska płaczu oskarżała środowisko lekarskie o kardynalne błędy, bo, jak się okazało, Jasia uratowałby augmentin, najprostszy antybiotyk, który miała w domu. Niestety, żaden z lekarzy nie potrafił postawić właściwej diagnozy.

- Wprawdzie mamy 160 tys. fantastycznych lekarzy, ale mój syn nie żyje. Nie żyje wiele innych dzieci, a inne są kalekami dlatego, że państwa środowisko się nie oczyszcza - oskarżała, kierując te słowa do obecnych w studiu ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza i prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Macieja Hamankiewicza.

- Żaden z tych sześciu lekarzy nie poniósł konsekwencji, bo kara upomnienia w sądzie lekarskim nie jest żadną karą. Jeżeli pan mi powie, że moje dziecko jest statystycznym przypadkiem państwa błędów, to przykro mi bardzo, ale ja nie przyjmuję takiego tłumaczenia. Bo to jest życie mojego syna. Ciekawa jestem, czy gdyby to chodziło o życie pana dziecka, to też by pan tak spokojnie mówił, że to jest statystyczny przypadek - mówiła.

Lekarz o statystykach

Była to reakcja na wypowiedź Macieja Hamankiewicza, prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, który powiedział: - Bardzo pani współczuję, ale jedną z najważniejszych rzeczy dla lekarza jest zaufanie. Jeżeli zniszczymy zaufanie pomiędzy pacjentem a lekarzem, to nie ma szansy dla milionów chorych ludzi w Polsce. - Bardzo żałuję, że ufałam tym sześciu lekarzom, bo gdybym nie ufała, to być może mój syn by żył - powiedziała Kęsicka.

Złość przez łzy wywołała u matki szczególnie wypowiedź Hamankiewicza, który zaczął podawać statystyki. - Śmiertelność okołoporodowa spada. W ciągu ostatnich 20 lat z 20 do półtora przypadków - próbował argumentować.

Przerwał mu Tomasz Lis. - Chce pan zrozpaczonym rodzicom powiedzieć, że my tutaj rujnujemy zaufanie do lekarzy? Nie mówimy tutaj o fantastycznych lekarzach, bo takich znamy. Mówimy o tym, czy nie mamy do czynienia z fałszywą solidarnością zawodową - mówił prowadzący.

Ani Hamankiewicz, ani Arłukowicz nie mieli nic istotnego do powiedzenia w sprawie Kęsickiej. Minister mówił o zmianach systemowych i współczuł matce, dodając jedynie, że sam jest ojcem.

Tagi:

Zobacz także
Komentarze (292)
Zaloguj się
  • kabza1605

    Oceniono 494 razy 414

    Dla mnie skandalem jest że lekarze nie ponoszą prawie żadnych konsekwencji! Co to jest nagana czy upomnienie? Za pijaństwo w pracy normalnych ludzi wywalają dyscyplinarnie z pracy a lekarz dostaje upomnienie?? Czują się bezkarni i robią co chcą! Podobnie jest z innymi grupami: księżmi, prawnikami, politykami, policjantami i wojskowymi - którzy sa w tym kraju jak święte krowy - traktowani inaczej niż reszta społeczeństwa!

  • monte.zuma1

    Oceniono 388 razy 318

    Polscy lekarze chca zarabiac jak w stanach, ale odpowiedzialnosc ponosic jak za komuny. Panowie i panie jestescie zwyklymi szujami. Moja zone w tym roku anstezjolog tak znieczulil, ze miala cesarke na zywca. Uslyszala, ze jest jedna na milion. Wiecej okazalo sie, ze nastepna kobieta rowniez byla jedna na milion. A na sali juz wczesniej lezala kolejna bedaca jedna na milion. A co powiedzial lekarz ze szpitala Orlowskiego? Nie panikujcie, nic sie nie stalo.

  • jakub-11111

    Oceniono 260 razy 232

    Bardzo znamienna jest tu postawa przewodniczącego rady lekarskiej, Hamankiewicza. Od pierwszego zdania ustawiał się jako obrońca wspaniałych polskich lekarzy. Bo przecież partactwo, niekompetencja i olewanie pacjenta to tylko nieliczne wyjątki. Wiele mówi się o niewydolności systemu opieki zdrowotnej. A nikt publicznie dotąd nie wspominał, o chamstwie, znieczulicy i spychoterapii. Trudne przypadki najlepiej od razu odesłać do innego szpitala. Po co się stresować. To nic nowego w polskiej służbie zdrowia. Pamiętam, jak przed dwudziestu laty 5 godzin czekałem na korytarzu na przyjęcie mojej wówczas 80cio letniej matki do szpitala praskiego w Warszawie. Matka miała bolesne zapalenie nerek, siedziała na wózku inwalidzkim i lała się przez ręce. Salowa za dziesięć złotych przyniosła szklankę wody, a klucz do toalety był w pokoju pielęgniarek i dawały go z obrażoną miną. Ten "system" jest w nas . Jak go zmienić?

  • zgryz3

    Oceniono 183 razy 167

    Wszelkie sądy korporacyjne w rodzaju lekarskich, sędziowskich, adwokackich są krzyczącym nieporozumieniem. Swój ma sądzić swego!

  • wincenty_o

    Oceniono 167 razy 147

    Różni są lekarze. Są dobrzy i źli. Tak jak we wszystkich innych zawodach.
    Ma rację @observer_observer
    Państwo Kęsicki i ich synek mieli nieszczęście trafić na tych najgorszych.
    W programie Redaktora Lisa też trafili ha dwóch koszmarnych przedstawicieli środowiska lekarskiego.
    Bowiem Beznadziejni ludzie kreują na swoich liderów najbardziej beznadziejnych.

  • fuiio

    Oceniono 152 razy 128

    Szpital powinien ponosic odpowiedzialnosc finansowa. Tak jak w przypadku szwedki zalatwionej przez nieukow z Gdanska 6 mln € w przypadku malego Jasia rozpedziloby ta bande tumanow na 4 wiatry..Ale zycie chlopca przeciez nie jest nic warte..

  • zygmund

    Oceniono 128 razy 112

    Problemem w Polsce jest brak jednego punktu styku pacjent-system opieki zdrowotnej. Kiedy ktoś zachoruje poważnie ma dylemat czy jechać do szpitala, do którego szpitala, najbliższego, specjalistycznego, gdzie w ogóle są te szpitale? Czy dzwonić na pogotowie, a może iść do przychodni, a może wezwać lekarza, itd. Tak jak w przypadku rodziców Jasia nie było jednego lekarza koordynującego działania. Odbijali się od szpitali, spotykali mnóstwo funkcjonariuszy systemu zdrowotnego, czytali wyniki badań przez telefon znajomym znajomych. To nie tak powinno działać. Nie każdy musi mieć znajomych lekarzy, całodobowy dostęp do googla, szczęście, wiedzę medyczną. Powinien być lekarz rodzinny, którego znam, który mnie zna i który wie co trzeba o szpitalach, badaniach, procedurach, dostępnych opcjach. Jak coś się dzieje dzwonię do niego a on decyduje, czy mam jechać do niego, czy może do szpitala, do któego szpitala, jak zinterpretować wyniki badań itp. Chyba kiedyś miała powstać taka instytucja. Co się z nią stało?

  • labradorczyk

    Oceniono 77 razy 71

    Najlepszy jest ten prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Domaga się zaufania do lekarzy, ale ewidentnie mu do głowy nie przyjdzie, że to zaufanie tworzą swoim postępowaniem głównie sami lekarze. Lekarz zawsze jest silniejszą stroną - on jest fachowcem, on decyduje. Więc też ponosi odpowiedzialność - to jest proste.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX