30. rocznica milicyjnej zbrodni na Grzegorzu Przemyku. "Ma być tylko jedna wersja śledztwa - sanitariusze"

12.05.2013 09:56
Grzegorz Przemyk

Grzegorz Przemyk (Fot. Fotonova)

30 lat temu milicjanci na warszawskiej Starówce śmiertelnie pobili 19-letniego maturzystę Grzegorza Przemyka. Była to jedna z najgłośniejszych zbrodni aparatu władzy PRL lat 80. - do dziś nie do końca wyjaśniona.
Ojciec Przemyka, przyjaciel zmarłego maturzysty oraz adwokat mec. Maciej Bednarkiewicz nadal walczą przed stołecznym sądem o wznowienie umorzonego w 2012 r. przez IPN śledztwa w sprawie utrudniania przez władze z lat 80. wyjaśnienia tej zbrodni.

Przemyk był synem opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej. 3 maja 1983 r. została ona pobita przez nieumundurowanych milicjantów podczas ich wtargnięcia na teren klasztoru sióstr franciszkanek przy kościele św. Marcina w Warszawie, gdzie mieścił się Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom.

Maturzysta pobity na śmierć

12 maja 1983 r. Przemyk wraz z przyjacielem Cezarym F. świętował na pl. Zamkowym egzamin maturalny. Zatrzymany przez MO, na pobliskim komisariacie przy ul. Jezuickiej otrzymał ponad 40 ciosów pałkami po barkach i plecach oraz kilkanaście ciosów łokciem lub pięścią w brzuch. Przewieziony do szpitala, zmarł 14 maja w wyniku ciężkich urazów jamy brzusznej.

Pogrzeb Przemyka 19 maja na Cmentarzu Powązkowskim stał się wielką manifestacją sprzeciwu wobec władzy komunistycznej. Wzięło w nim udział kilkadziesiąt tysięcy ludzi, w tym wielka liczba młodzieży. Pogrzeb poprzedziła msza święta odprawiona dzięki staraniom ks. Jerzego Popiełuszki w kościele św. Stanisława Kostki.

Prokuratura wszczęła wprawdzie śledztwo w sprawie śmierci Przemyka, ale jednocześnie władze podjęły bezprawne działania mające uchronić milicjantów przed karą. Winą chciano obarczyć sanitariuszy, którzy wieźli Przemyka z komisariatu do szpitala.

W aktach sprawy zachowała się notatka ówczesnego szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka: "Ma być tylko jedna wersja śledztwa - sanitariusze". O tej tezie, jako jedynie słusznej, mówiła oficjalna propaganda, która prowadziła też kampanię zniesławiania matki Przemyka i jego otoczenia.

Kiszczak: "Gdybyśmy chcieli rozprawić się z Przemykiem, wzięlibyśmy fachowców"

Do tej sprawy Biuro Polityczne KC PZPR powołało specjalny zespół pod kierownictwem odpowiedzialnego za bezpieczeństwo b. szefa MSW gen. Mirosława Milewskiego (nie żyje od kilku lat). - Gdybyśmy chcieli rozprawić się z Przemykiem, wzięlibyśmy fachowców - mówił Kiszczak na posiedzeniu tego zespołu latem 1983 r.

Realizując wytyczne zespołu, SB zastraszała głównego świadka Cezarego F., który wraz z Przemykiem był w komisariacie. Próbowano go skompromitować, wcielić do wojska, namawiano do wyjazdu za granicę, otoczono gronem współpracowników SB, którzy namawiali go do zmiany zeznań i inwigilowali. Istniał nawet niezrealizowany pomysł, żeby upozorować jego wypadek samochodowy.

Podczas tzw. okazania F. nie miał szans rozpoznania milicjantów bijących Grzegorza, bo władze zebrały wtedy kilkudziesięciu milicjantów, którzy wskutek działań plastyka mało różnili się między sobą.

Oficer MO: Ci funkcjonariusze to barany: mówię im, jak mają zeznawać, a oni nic nie rozumieją

Inwigilowano prowadzących sprawę prokuratorów (ich notatki trafiały do SB), a oskarżonych milicjantów i świadków instruowano, jak mają zeznawać. "Ci funkcjonariusze to barany: mówię im, jak mają zeznawać, a oni nic nie rozumieją" - skarżył się - jak wynika z akt - wysoki rangą oficer MO, który instruował milicjantów.

Pod zmyślonymi zarzutami na pół roku aresztowano pełnomocnika Sadowskiej, mec. Macieja Bednarkiewicza, a przeciwko mec. Władysławowi Sile-Nowickiemu wszczęto postępowanie karne, zarzucając mu "poniżanie naczelnych organów władzy państwowej"; stracił też pracę prokurator, który sprzeciwiał się bezprawnym praktykom MSW. Przynajmniej o części bezprawnych działań miał wiedzieć ówczesny przywódca PRL gen. Wojciech Jaruzelski.

W lipcu 1984 r., po wyreżyserowanym przez władze procesie, sąd uwolnił od zarzutu pobicia Przemyka dwóch milicjantów - Ireneusza K. (który zatrzymał Przemyka) i Arkadiusza Denkiewicza (dyżurnego komisariatu, który nawoływał do bicia, mówiąc: "Bijcie tak, żeby nie było śladów"). Natomiast na 2 i 2,5 roku więzienia skazani zostali za nieudzielenie pomocy pobitemu, po wymuszeniu w śledztwie nieprawdziwych zeznań, dwaj sanitariusze, którzy wieźli Przemyka z komisariatu do szpitala.

"Resort nie poczuwa się do jakiegokolwiek zawinienia śmierci G. Przemyka"

W związku z tym zakończonym procesem gen. Kiszczak w rozkazie wydanym 2 września 1984 r. dotyczącym wyróżnienia funkcjonariuszy MO i SB prowadzących śledztwo ws. okoliczności śmierci Przemyka pisał: "Resort spraw wewnętrznych, nie poczuwając się w najmniejszym stopniu do jakiegokolwiek zawinienia śmierci G. Przemyka, nie mógł pozostać obojętnym wobec jawnej prowokacji i kampanii oszczerstw skierowanej na nasz aparat".

"Podjęte zostały wielokierunkowe działania zmierzające do nadania śledztwu obiektywnego charakteru, ustalenia faktycznych sprawców, pociągnięcia ich do odpowiedzialności i ujawnienia wobec opinii publicznej rzeczywistej prawdy. W wyniku długotrwałej, żmudnej pracy, prowadzonej przez wielu funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa, zgromadzono materiał procesowy obrazujący faktyczny przebieg zdarzenia i rolę jego uczestników, stanowiący zarazem podstawę do uniewinnienia funkcjonariuszy MO i skazania rzeczywistych sprawców śmierci G. Przemyka" - pisał Kiszczak.

Sprawa pobicia Przemyka wróciła do sądów po przełomie 1989 r., gdy uchylono wyroki wydane w 1984 r.

W 1997 r. K. został uniewinniony przez Sąd Wojewódzki w Warszawie, który zarazem skazał Denkiewicza na 2 lata więzienia (nie odsiedział ani dnia, bo według psychiatrów na skutek wyroku doznał w psychice zmian uniemożliwiających odbycie kary). Oficera KG MO Kazimierza Otłowskiego skazano na 1,5 roku w zawieszeniu za próbę zniszczenia akt sprawy Przemyka w 1989 r. (po apelacji został on uniewinniony). Miał on zarzut IPN, że zasiadając w składzie grupy dochodzeniowo-operacyjnej Komendy Głównej MO w sprawie śmierci Przemyka, "kierował pracami, wydawał polecenia służbowe oraz akceptował działania mające nakłonić do przyznania się sanitariuszy".

Potem sprawa K. zaczęła krążyć między sądami. W kwietniu 2000 r. Sąd Okręgowy w Warszawie trzeci raz rozpoczął proces. W czerwcu 2000 r. K. został uniewinniony z braku dowodów. W styczniu 2001 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł, że od 1 stycznia 2000 r. sprawa śmierci Przemyka jest przedawniona. We wrześniu 2001 r. Sąd Najwyższy orzekł, że sprawa wraca do SA, a przedawnienie upłynie dopiero w 2005 r. W 2003 r. rozpoczął się kolejny proces. W styczniu 2004 r. SO uniewinnił K. W czerwcu 2004 r. SA ponownie uchylił wyrok uniewinniający. W grudniu 2004 r. ruszył piąty proces.

W maju 2008 r. SO uznał K. za winnego i skazał na 8 lat więzienia, zmniejszone o połowę na mocy amnestii. Był to pierwszy wyrok skazujący. Sąd nie miał wątpliwości, że K. był jednym z trzech milicjantów, którzy bili Przemyka. Zarazem uznano, że nie ma dowodów, by było to świadome represjonowanie za poglądy lub działalność Grzegorza lub jego matki. W ocenie sądu K. nie wiedział, kim jest Przemyk, a jego zatrzymanie było przypadkowe i wiązało się z tym, że nie miał on przy sobie dowodu osobistego.

"25 lat na to czekałem. Ale to jest miecz, a ręka gdzie?"

Sąd uznał wtedy, że w sprawie nie stosuje się ustawy o IPN, lecz przepis Kodeksu karnego i ustawy o nieprzedawnianiu przestępstw aparatu władzy sprzed 1989 r., w myśl którego czyn taki jak pobicie skutkujące ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu nie przedawnia się. "25 lat na to czekałem. Ale to jest miecz, a ręka gdzie?" - mówił wtedy ojciec Grzegorza.

Wyrok ten uchylił w grudniu 2009 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie, który nie podzielił poglądu SO i prawomocnie uznał, że sprawa przedawniła się 1 stycznia 2005 r., a przepis, na który powoływał się SO i pełnomocnicy ojca Przemyka, nie ma tu zastosowania.

W lipcu 2010 r. Sąd Najwyższy uznał za przedawnione śmiertelne pobicie Przemyka. SN oddalił wtedy kasację ministra sprawiedliwości od umorzenia sprawy K. SN podkreślił, że ta sprawa jest porażką wymiaru sprawiedliwości. Sąd zaznaczył, że choć kasacja jest bezzasadna, należy wyrazić ubolewanie, że przez ponad 27 lat, w wolnej Polsce, wymiar sprawiedliwości nie zdołał orzec o merytorycznej zasadności zarzutu postawionego oskarżonemu. Sędzia Małgorzata Gierszon zwróciła uwagę, że matactwa z czasów komunistycznych okazały się skuteczne po latach.

Europejski Trybunał Praw Człowieka ma zbadać, czy polskie sądy należycie wyjaśniły okoliczności śmierci Przemyka. Skargę do Strasburga wniósł Leopold Przemyk, ojciec Grzegorza.

Z powodu przedawnienia karalności, ale przy uznaniu faktu przestępstwa, pion śledczy IPN w październiku 2012 r. umorzył śledztwo ws. utrudniania w latach 1983-84 śledztwa w sprawie śmiertelnego pobicia Przemyka przez milicję. Wcześniej zarzuty utrudniania tamtego śledztwa usłyszał m.in. gen. Kiszczak oraz kilkunastu oficerów SB i MO. Umorzenie było wynikiem uznania w 2010 r. przez Sąd Najwyższy za przedawnione zbrodni komunistycznych zagrożonych karą do pięciu lat więzienia. Uzasadnienie decyzji IPN na ok. 200 stronach szczegółowo opisuje całą sprawę.

Pierwsze zarzuty w sprawie IPN postawił w 2007 r. Dwóch oficerów SB dostało wtedy zarzuty zastraszania Cezarego F. - tak aby wycofał się z zeznań, że Przemyka bili milicjanci. W 2009 r. Kiszczak dostał zarzut przekroczenia uprawnień przez utrudnianie i kierowanie śledztwa z lat 80. na fałszywe tory. Podejrzany nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień. Groziło mu do 5 lat więzienia. Był dwudziestym podejrzanym w tym śledztwie.

Od postanowienia IPN do sądu odwołało się kilku pokrzywdzonych, w tym ojciec Przemyka, Cezary F. i jego rodzina oraz Bednarkiewicz. Pełnomocnik ojca Przemyka mec. Andrzej Zalewski domaga się, by podjąć śledztwo wobec czynów, za które grozi do 10 lat więzienia. Według Zalewskiego śledztwo można by prowadzić w kierunku bezprawnego uwięzienia sanitariuszy (których władze PRL postanowiły obciążyć winą za śmierć Przemyka) oraz psychicznego znęcania się nad nimi.

Bednarkiewicz uważa, że IPN powinien rozważyć zmianę kwalifikacji prawnej czynu z utrudniania śledztwa na współsprawstwo śmiertelnego pobicia (taki czyn nie przedawnia się według uchwały SN, bo grozi za niego do 10 lat więzienia). W swym zażaleniu mecenas pyta też, z czyjej winy sprawa się przedawniła, "skoro udało się zabezpieczyć komplet akt".

Obrońcy niektórych podejrzanych esbeków domagają się, by z uzasadnienia umorzenia wyeliminować stwierdzenia o ich winie.

Pierwsze posiedzenie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w sprawie zażaleń odbyło się w marcu br. Odroczono je bezterminowo z powodu niepowiadomienia o posiedzeniu wszystkich pokrzywdzonych oraz podejrzanych.

W 2007 r. prezydent Lech Kaczyński pośmiertnie odznaczył Przemyka Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.

Zobacz także
Komentarze (161)
Zaloguj się
  • tenare

    Oceniono 133 razy 59

    To nie była żadna "zbrodnia aparatu władzy PRL lat 80" czy tzw. "zbrodnia komunistyczna".
    To była zbrodnia idiotów, którzy nie powinni się nigdy znaleźć w milicji, ani w żadnym innym organie państwowym.
    Pobicia "aparatu władzy" są nawet teraz w tzw." państwie demokratycznym" np. w Poznaniu (chłopak na szczęście przeżył)

  • jarzebiaknaczczo

    Oceniono 62 razy 52

    Oczywiście, samo zabójstwo Przemyka nie było zbrodnią polityczną. Pobili go niewiele od niego starsi gó...arze, którym dano mundury i pałki. Oni nie mieli pojęcia, kogo biją. Natomiast ZBRODNIĄ polityczną było tuszowanie tej sprawy przez sqrwieli z SB i całą tę kiszczakową bandę. Zbrodnią było wrabianie niewinnych sanitariuszy i lekarki z pogotowia, którym złamano życie. Zbrodnią było zastraszanie Cezarego Filozofa i rodziny Przemyka. A qrestwem było opowiadanie kłamstw przez urbanową propagandę.
    A teraz rzygać się chce, widząc jak działa nasz, za przeproszeniem, wymiar sprawiedliwości.

  • krixrix

    Oceniono 65 razy 35

    dlaczego na pierwszej stronie GW brak informacji o niszczeniu pomników ofiar UPA ??Czy pamięć Grzegorza Przemyka jest jedyna która GW zna ? Zniszczono pomnik w Ihrowicy (i nie tylko - jakas zorganzowana akcja Ukrainskich neo-faszystów) i GW nawet się nie zająkneła na ten temat. Poggoglajcie sobie : Zniszczono pomnik w Ihrowicy lub jeśli chcecie wiedzieć czego on dotyczy to pogooglajcie sobie zdjecie : Stasia Stefaniak (dowiecie się dlaczego powinniśmy walczyć o ich pamięć)

  • nosorozecwlochaty

    Oceniono 54 razy 32

    Zabrakło w tym tekście najważniejszej informacji.

    To nie Jaruzelski z Kiszczakiem i Urbanem zlecili zabicie Przemyka.

    Wyglądało to tak że milicja zgarnęła pijanego anonimowego chłopaka. Do tej pory nie wiadomo, co było dokładnie, co im powiedział, czy się szarpał itp.

    Postanowili mu przylać w ramach nauczki no i przedobrzyli.

    Przemyka nie zabili komuniści tylko prymitywne tępe wioskowe ch.u.je które poczuły wielką władzę jak tylko założyły mundur. Tacy ludzie są w służbach mundurowych zawsze. I już w "wolnej" Polsce też były takie przypadki (sprawdzcie np. na Wikipedii hasło "Przemek Czaja" )

    Władze komunistyczne popełniły ten błąd że zaczęli tuszować sprawę i brnąć w kłamstwa zamiast surowo i uczciwie osądzić winnych. Chcieli zmniejszyć w.k.u.rwienie społeczeństwa, ryzyko zamieszek, strajków itp. ale skutek odnieśli odwrotny do zamierzonego.

  • lryszard

    Oceniono 41 razy 25

    NIC SIE NIE ZMIENILO CHYBA TYLKO NA GORSZE, TAJNIAKOW ,PODSLUCHOW, KAMER JEST WIELOKROTNIE WIECEJ A NIBY TERAZ JEST WOLNOSC , JEST GORZEJ O WIELE, WYSTARCZY WYJSC NA ULICE I KRZYKNONC COS O OBYCNYCH BANDYTACH LEGALNEJ WLADZY TO ZOBACZYCIE!!!!

  • wodakrolewska

    Oceniono 53 razy 21

    W tą rocznicę warto zastanowić się czym się różni współczesna policja od milicji, bo po za zmianą nazwy w tej instytucji NIC się nie zmieniło.

  • naz_niepoprawna

    Oceniono 34 razy 12

    Czytając komentarze w podobnych wątkach zauważam, że niektórzy niezmiernie żałują, że PRL-ownia nie wybiła kilku tysięcy ludzi. Jak bardzo żałują, że w '81 radzieckie czołgi nie wyjechały na ulicę i drugiego Wietnamu nie było nad Wisłą. Odżałować nie mogą, że działaczy "S" internowano, a nie stawiano pod murem lub na szubienicy.
    Oj, wtedy można by o męczeństwie opowiadać, a tak? Do pijanego maturzysty dorabia się bajkę o opozycyjnej działalności. Nie ma rzeczywistych ofiar i bohaterów - to się ich tworzy. Najweselsze jest to, że w taki sam sposób bohaterów tworzą dyktatury i demokracje.

  • aja_88

    Oceniono 10 razy 10

    a teraz to policja nie bije? hehe tylko o 6 rano wpadają uzbrojeni po zęby nie tam gdzie trzeba i wybijają zęby albo strzelaja do kierowcy i pasażera auta zabijając kierowce i robiąc kalekę z drugiego chłopaka.

  • lolik52

    Oceniono 12 razy 6

    kolesie się nachlali po maturze i dla nich morze po kolana!z domu wynieśli lekceważące i buntownicze podejście do władzy a zwłaszcza milicji no i mamy rezultat.
    W USA policjant by go zastrzelił na miejscu i po krzyku,tu go wzięli na komisariat gdzie pod wpływem alkoholu zaczął fikać i buntować się,to go postawili na miejsce jak zresztą postąpiłaby każda policja w świecie z pijanymi i agresywnymi typami,a że kolo okazał się miętkim to i wykorkował,no może zbyt nerwowi byli milicjanci lub mieli zły dzień więc zbytnio się wyłożyli,bywa.
    jakoś nie przemawia do mnie wersja polityczna wydarzenia i późniejsze postępowania władzy jakoby cały wysiłek kierującej na zamiecenie pod dywan problemu.
    chłopak pochodził z rozbitej rodziny 9do tego alkohol na każdym kroku)gdzie nikt nim się nie zajmował na poważnie,zawsze z doskoku,psychicznie takie dzieci z natury są buntownicze,obrażeni na cały otaczający ich świat i zachowujący się prowokacyjnie.
    Jednym słowem władza dała ciała w tym ,że kryła policjanta winnego pobicia ze śmiertelnym zejściem,wystawiłaby go na odstrzał i byłoby spokojniej.Choć kto wie,odpowiednie polityczne kręgi i to wykorzystaliby do propagandy że władza chce się odkupić ofiarą milicjanta...i tak źle i tak niedobrze.
    gdyby kolo nie był synem tej opozycjonistki wszystko rozeszłoby się po kościach,wypadek przy pracy,no ale świętych męczenników systemu skądś trzeba brać,zbyt mało krwi było dla niektórych,choć czymś trzeba zrobić szum wokół siebie...
    podsumowując,gdyby kózka nie skakała toby nóżki nie złamała:)))

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje