Rząd Niemiec opóźniał przejęcie od USA akt NSDAP. Berlin bał się nazwisk, które tam znajdzie

05.05.2013 21:18
Hans-Dietrich Genscher podczas nadania tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu w 2011 r.

Hans-Dietrich Genscher podczas nadania tytułu doktora honoris causa Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu w 2011 r. (Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

Niemiecki rząd przez dziesiątki lat celowo odmawiał przyjęcia z rąk Amerykanów akt z czasów hitleryzmu. Obawiał się, że mogłyby ujawnić czołowych polityków niemieckich jako byłych członków NSDAP. I miał rację. W kartotece członków NSDAP znalazł się m.in. Hans-Dietrich Genscher, były szef dyplomacji RFN, który grał kluczową rolę w procesie zatwierdzenia polsko-niemieckiej granicy na Odrze i Nysie.
Rząd RFN przez wiele lat zwlekał z przyjęciem od Amerykanów akt z czasów hitlerowskich i przekazaniem ich do archiwum. Wynika to z poufnych dokumentów, które dziennikarz Malte Herwig otrzymał do wglądu w Waszyngtonie, w ramach przygotowań do publikacji nowej książki.

Ważne akta nazistowskiej partii NSDAP, a także kartoteka jej członków, znajdowały się od zakończenia II wojny światowej w tzw. "Document Center"; w jednym z strzeżonych przez Amerykanów kompleksie budynków w Berlinie.

To nie Amerykanie zwlekali ze zwrotem akt

Dopiero w lecie 1994 r., po żmudnych negocjacjach, archiwum przeszło w ręce niemieckie. Dotychczas panowało przekonanie, że to Amerykanie wstrzymywali zwrot dokumentów. Tak w każdym razie twierdziło Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które kierowało rozmowami.

"W rzeczywistości Amerykanie już w 1967 roku byli gotowi do zwrotu ważnych materiałów, co wynika z przestudiowanych przez Herwiga depesz i poufnych notatek" - pisze w swoim internetowym wydaniu "Der Spiegel". Rokowania na temat sposobu przekazania dokumentów spełzły jednak na niczym, ponieważ Niemcy robili wszystko, żeby to opóźnić.

Podwójna gra na zamówienie

Gdy Zieloni przeforsowali w 1989 roku w Bundestagu uchwałę parlamentarną, żeby wywrzeć presję na rząd, MSZ pozwolił sobie na pewien wybieg. Mianowicie zwrócił się do USA z prośbą o prowadzenie podwójnej gry.

Zbierając materiał do książki Herwig natrafił na raport z lutego 1990 roku, w którym, jak pisze Spiegel-Online, "amerykańskie poselstwo w Berlinie poinformowało zwierzchników w Waszyngtonie, że niemiecka delegacja będzie żądała bezkompromisowego, natychmiastowego zwrotu 'Document Center', ale tylko pozornie. Faktycznie niemiecki MSZ w Berlinie oczekuje od USA jednoznacznej odmowy, żeby móc poinformować o tym Bundestag".

Były szef dyplomacji Genscher w kartotece członków NSDAP

Strona niemiecka obawiała się ujawnienia członkostwa czołowych niemieckich polityków w NSDAP. Troska była uzasadniona. Jednym z pierwszych nazwisk, które po przekazaniu archiwum przeciekły do opinii publicznej, było nazwisko Hansa-Dietricha Genschera (FDP). Wieloletni niemiecki minister spraw zagranicznych wiedział już od początku lat siedemdziesiątych, że kartoteka z jego danymi znajduje się w Centrum Dokumentacji.

Badania wykazały, że zapewnień Genschera, jakoby stał się członkiem NSDAP bez swojej wiedzy, nie można było brać poważnie, ponieważ przyjęcie do tej partii wymagało złożenia wniosku z własnoręcznym podpisem.

Byli naziści w powojennym niemieckim Ministerstwie Sprawiedliwości

Inne dane ujawniła niezależna komisja naukowa, powołana w styczniu 2012 r. przez niemiecką minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger (FDP). Stwierdziła ona po przeprowadzeniu badań, że w niemieckim Ministerstwie Sprawiedliwości pracowało do lat 60. więcej byłych nazistów niż dotąd zakładano. Również o tym donosi "Spiegel".

Z badań wynika, że w 1950 r. 47 proc. wszystkich urzędników na eksponowanych stanowiskach w resorcie sprawiedliwości było ex członkami NSDAP, w 1959 ciągle jeszcze 45 proc. Nie sprawdziło się przypuszczenie, że z czasem ta liczba stopniała, o czym świadczą dalsze wyniki badań.

W 1966 r. 60 proc. kierowników wydziałów i 66 proc. kierowników niższego szczebla było dawnymi członkami nazistowskiej partii. Do tego dochodzą pojedynczy urzędnicy państwowi, którzy nie byli wprawdzie w partii, tym niemniej uczestniczyli w wykonywaniu wyroków śmierci, wydawanych przez Trybunał Ludowy Volksgerichtshof (sąd specjalny, ustanowiony przez III Rzeszę w 1934 roku).



Zobacz także
Komentarze (205)
Zaloguj się
  • chilum

    Oceniono 272 razy 266

    Nowość. Pomyslałby kto, ze własciwie to nikt do NSDAP nie nalezał i poparcie spadło z księżyca

  • klechoslawik

    Oceniono 87 razy 65

    To przecież normalne, że po wojnie nagle nie wyłapali 100% członków partii, a i nic dziwnego w tym, że członkowie NSDAP niespecjalnie chcieli się sami z siebie ujawniać, zwłaszcza jak zajmowali wysokie stanowiska. ;)

    Jeśli się nudzisz, poczytaj TO!

  • maaac

    Oceniono 104 razy 62

    Mam takie głupie pytanie. Sprawiedliwość sprawiedliwością, zemsta zemstą. Jednak jak dziś wiemy, kto z urzędników/polityków RFN nawet wysokiej rangi był wcześniej w NSDAP to możemy na spokojnie sprawdzić czy rzutowało to na jego późniejszą działalność czy nie? Czy jakby tych wszystkich ludzi "usunąć" po 1945 z polityki to dzisiejsze Niemcy były by lepsze czy gorsze?

    Jeżeli nie były by lepsze czy naprawdę sensowne jest takie karanie ludzi za pewne przestępstwa/winy/grzechy? Czy faktycznie ma sens zaprzestanie wyświetlania filmu kryminalnego tylko dlatego, że jakiś aktor był w NSDAP? A jakby bił żonę? Ba nawet jakby ją zabił to CO to wpływało na jego kunszt aktorski w filmach sprzed tego wydarzenia? Nawet i po jeśli dopiero po dłuższym czasie go aresztowano? Ok np. nie lubimy Scjentologów ale czy przeszkadza nam to oglądać filmy z Tomem Cruisem? Fakt Scjentolodzy to nie to samo co NSDAP (hmmmm ?) ale to chodzi o samą zasadę my go zatrudniamy jako aktora a NIE moralizatora.

    Jednak zostawić takiego człowieka całkiem bez kary za popieranie zbrodniczego systemu też źle. Więc JAK karać takich ludzi by byli ukarani a jednocześnie nie tracić ich fachowości? Jeszcze aktor to pestka. Może być wybitny ale bez tego nikt nie umrze.

    Co jednak z kardiochirurgiem (tak chodzi mi o dr Garlickiego) abstrahując od jego realnej winy za łapownictwo. Ludzi z takimi zdolnościami i wiedzą jest niewiele. Każdy z nich jak przestaje pracować to mniejsza szansa na przeżycie ludzi, którym mogli by pomóc. Zamykając takiego człowieka do wiezienia czy robiąc cokolwiek co odsuwa go od prowadzenia operacji zmniejsza się szansę na przeżycie wielu ludzi. Właściwie KOGO się w ten sposób karze? Tylko jego? Jednak nie ukarać (cały czas proszę o oderwanie się od rzeczywistej winy, chodzi o idee sprawy) czy jest moralnym? Wiec jak karać by ukarać tylko jego a nie jego potencjalnych pacjentów? I jak to zrobić by inni nie zaczęli krzyczeć że jego traktuje się specjalnie? Może jednak trzeba traktować specjalnie? Może jednak równość i sprawiedliwość jest ważniejsza od życia ludzi z chorym sercem?

    A Werner von Braun? Facetowi się udało. Amerykanie "zapomnieli" o jego faszystowskiej przeszłości. Czy słusznie? Powinien gnić w więzieniu a GPSy byc może były by dopiero pieśnią przyszłości? To Rosjanie powinni pierwsi dysponować rakietami międzykontynentalnymi? Czy ceną za sprawiedliwość byłby dyktat atomowy ZSRR nad całym światem zamiast równowagi sił? Jednak czy darowanie mu winy nie było kpiną ze sprawiedliwości? No? Czy ktoś z was kiedyś o tym myślał?

  • kwiecien45

    Oceniono 126 razy 42

    Jak trzeba mieć nasrane w łeb żeby polski komunizm z niemieckim nazizmem porównywać.

  • filmykino

    Oceniono 51 razy 39

    bzdury z tym Genscherem.. chłopak na 42 dni przed końcem działań wojennych i 40 dni przed samobójstwem Hitlera skończył 18 lat... ( 21 marca 1945 roku miał 18te urodziny )... rzetelność "dziennikarzy " z sieci.. piszą bez zastanowienia...

  • roztoka

    Oceniono 78 razy 26

    Jaka denazyfikacja, taka dekomunizcja

  • konichiwabitches

    Oceniono 131 razy 17

    Proszę mieć na uwadze, że hitler zdobył władze w D E M O K R A T Y C Z N Y C H wyborach. Za IIWŚ odpowiedzialni są W S Z Y S C Y Niemcy, a nie garstka dzierżąca ster władzy, jak na wmawiają. To, że piece krematoryjne po zakończeniu wojny nie zostały wygaszone i nie znalazła się w nich ta genetycznie skrzywiona rasa krwawych bandytów – to czyste zrządzenie losu. Obecne rządzą Europą, narzucają nam swoje przepisy (za pośrednictwem Brukseli) a Polaków traktują jako dobry i skandalicznie tani materiał do roboty oraz idealnych czyścicieli szortów z niemieckich dróg.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje