Fotograf z licencją na Pjongjang. "To wtedy pomyślałem: Wow, a więc jest tu prawdziwe życie..."

Jest jedynym fotografem, który ma stały dostęp do Korei Północnej. W zeszłym roku spędził tam 100 dni. David Guttenfelder nie fotografuje jednak zmieniających bieg historii wydarzeń, tylko zwykłych ludzi. - Gdziekolwiek idę, po prostu robię zdjęcia temu, co widzę. Najbardziej zdumiewające dla mnie zdjęcia to te, które trudno opisać słowami. Po prostu trzymasz je przed sobą i mówisz: "Wow" - wyznał Amerykanin.
TU OBEJRZYSZ NAJNOWSZE ZDJĘCIA GUTTENFELDERA Z KOREI PŁN >>>

Guttenfelder został właśnie nagrodzony prestiżową Infinity Award za swoje osiągnięcia w fotografii. - Nie robię zdjęć dramatycznym, zmieniającym życie chwilom. Staram się robić prawdziwe zdjęcia prawdziwych momentów w życiu ludzi - wyjaśnił w filmie wyprodukowanym przez MediaStorm z okazji wręczenia mu nagrody.

Poniżej film w języku angielskim

- To, co pomaga, gdziekolwiek by się było na świecie, to próba zrozumienia drugiego człowieka, spojrzenia na jego życie i wyobrażenia sobie, że to nasze życie - opowiadał wcześniej w wywiadzie dla NBC.

"I nagle odwrócił się do mnie ten chłopiec..."

Fotograf po raz pierwszy odwiedził Pjongjang w 2000 r., kiedy towarzyszył ówczesnej sekretarz stanu USA Madeleine Albright w oficjalnej wizycie. Do dziś granicę Korei Północnej przekroczył w sumie 20 razy. Tylko w zeszłym roku spędził tam ok. 100 dni. Dziś - obok reportera AP - jest jedynym Amerykaninem ze stałym dostępem do ciągle bardzo skrytej Korei.

NIESAMOWITE ZDJĘCIA Z MARATONU W PJONGJANGU >>>

Swój pierwszy wyjazd do Pjongjangu wspomina z sentymentem. Z sekretarz Albright pojechał odwiedzić szkołę podstawową. - Tam czekały na nas dzieci stojące na baczność, zupełnie nieruchomo. I nagle odwrócił się do mnie mały chłopiec i zrobił... o tak [robi minę - red.]. Zrobiłem mu zdjęcie i pomyślałem: "Wow, to samo bym na jego miejscu zrobił. A więc jest tu prawdziwe życie...".

Jego pierwsze zlecenie w Korei

Przed wyjazdem do Korei pracował głównie w Afryce i Afganistanie przy konfliktach zbrojnych. I, jak opowiada, po całych swoich latach 20., które spędził na fotografowaniu przemocy, myślał o sobie w określony sposób. Ale to się zmieniło po jego pierwszym zleceniu w Seulu. Miał uwiecznić pierwsze od 50 lat spotkanie rodzin, które rozdzieliła wojna między Północą a Południem.

- Mieli dla siebie tylko trzy dni. Po tych trzech dniach mieli się już nigdy więcej nie zobaczyć. Widziałem matki i synów, którym dosłownie dech w piersiach zaparło na swój widok. Widziałem braci, którzy na swój widok wybuchali płaczem i się aż odpychali, mówiąc: "Odejdź, odejdź...", bo spotkanie było dla nich zbyt bolesne - wspomina.

To był moment, w którym postanowił pojechać do Korei Północnej.

"Tu są zupełnie inne warunki pracy"

Jak mówi, dziś przynajmniej połowa jego zdjęć robiona jest ludziom zza szyb okien czy w przejeżdżających samochodach. - Mam tu zupełnie inne warunki pracy. Nie mogę pójść do jednego miejsca i tam przez cztery godziny robić zdjęcia, czekając na odpowiednie oświetlenie, by potem dostać rozkładówkę... Gdziekolwiek idę, po prostu robię zdjęcia temu, co widzę.

TU ZNAJDZIESZ ZDJĘCIA Z OBCHODÓW 101. URODZIN KIM IR SENA >>>

Choć, oczywiście, nie wolno mu się poruszać w określonych miejscach, to - jak przyznaje - nigdy nie zdarzyło się, by przedstawiciele reżimu próbowali mu zabrać aparat, zasłonić ręką obiektyw czy cenzurować jego zdjęcia. Inna sprawa, że władza często próbuje przeforsować swoją wizję w jego fotografiach i wtedy Guttenfelder musi włączyć swój filtr propagandy.

"Po co to? Chcesz pokazać, że jesteśmy biedni"

Zdarza się za to, że już po publikacji pytają, czemu zrobił dane zdjęcie. Np. fotografię pustej drogi. - Bo tam, skąd ja pochodzę, ulice zawsze są pełne przejeżdżających samochodów. Zdjęcie pustej ulicy mówi nam coś - wyjaśnia. - Innym razem pytają, czemu zrobiłem zdjęcie ludziom czekającym na autobus. "O co ci chodzi? Chcesz pokazać, że jesteśmy biedni?", pytają. Nie, bo ludzie na całym świecie czekają na autobusy. Nie znoszą wstawać rano i jechać autobusem do pracy. To jest coś, co przemawia do ludzi wszędzie - dodaje.

Innym razem zrobił zdjęcie w galerii handlowej, jak ojciec u szczytu schodów ruchomych chwyta za ręce swoją córkę i unosi ją nad ziemią, by ta przeskoczyła końcówkę schodów. - Dałem to zdjęcie AP i usłyszałem, że zdjęcie jest ustawione, że to aktorzy, którzy się tylko przede mną popisywali... Czy naprawdę tak trudno uwierzyć, że wszędzie, nawet w Korei Północnej, znajdziemy ojców, którzy kochają swoje córki i chcą im kupować buty i spodnie? - pyta. - Korea Północna to nie tylko wrogi reżim. To także ludzie, którzy mają tu swoje własne życie.

KOREA W STANIE WOJNY. TAK ŻYJE PÓŁNOC [DUŻE ZDJĘCIA] >>>

Więcej o:
Komentarze (118)
Fotograf z licencją na Pjongjang. "To wtedy pomyślałem: Wow, a więc jest tu prawdziwe życie..."
Zaloguj się
  • tomekzlasu

    0

    byłem też tam i przywiozłem inne wrażenia :(

  • stach_79

    Oceniono 2 razy 2

    Wyglada bogato i dostatnio... oh pomyslec ze gdyby nie Tusk to tez tak bysmy mieli... lezka sie w oku kreci :(

  • w.o.z.w

    0

    nie widzę tu żadnych zdjęć z poza cenzury. Nie widzę ludzi którzy zdychają tam z głodu, nie znają prądu i jedzą trawę. Ładne ustawki, szczególnie ta pani w sklepie z pełnymi półkami i ten gość w szpitalu z pięknymi kocami. Choć dla nas to i tak lipa, to u nich jest szczytem luksusu który marionetce kazali fotografować.

  • alejajaniemaco

    0

    KLAMSTWO !!!

    ZBOMBARDOWAC ich i zniszczyc terroryzm i rezim !!!!

  • jan_sobczak1

    Oceniono 6 razy -2

    Rodzina Kimów bierze przykład z rodziny Jaruzelskich i zaczyna hodowlę własnych Michników.

  • lukasgld

    Oceniono 6 razy 4

    Gdzie są ludzie tam jest życie. Nawet w obozach koncentracyjnych ludzie próbowali stworzyć namiastkę normalnego życia. Z drugiej strony słyszałem że na prowincji panuje głód. Jeśli chodzi o Koreę prawda pewnie leży pośrodku. Zresztą w Polsce jest podobnie. Są ludzie którym się powodzi i ludzie którzy żyją w ubóstwie, bezdomni, chorzy.
    Teraz jakoś ta wojenna retoryka Phenianu ucichła. Kim Dzong Un machał szabelką i co i nic. Niepoważny gościu jest.

  • trombozuh

    Oceniono 5 razy 1

    60 lat temu niejaki Bronisław Geremek, Jacek Kuroń i bracia Michnikowie byli partyjnymi politrukami, którzy zbudowali nam tu kraj wyglądający dokładnie tak, jak Korea Północna. Urządzali dla podwładnych zebrania na temat geniuszu wielkiego wodza Stalina, a Stefcio Michnik skazywał niepokornych na śmierć.....
    Ale potem stali się wielkimi patriotami, opozycjonistami i mędrcami.
    Niektórzy nawet w to wierzą.
    He he he.....

  • krajidiotow

    Oceniono 8 razy 8

    Po pierwsze juz sformulowanie "Amerykanin z licencją na Pjongjang" brzmi falszywie.
    Po drugie jeżeli to rzeczywisty obraz Korei Płn to ogłaszam, że jest to zwykły , może biedny i przaśny , ale zupełnie zwykły krajh. W wielu miejscach w Polsce możnaby zrobić bardziej dramatyczne foty.
    Po trzecie po jaką cholerę karmicie nas tą propagandą?

  • hamerykano

    Oceniono 7 razy 5

    Weekendy premiera Donalda Tuska spędzane w domu w Sopocie kosztowały podatników już kilka milionów złotych. W pobliskim sklepie spożywczym wszyscy są jednak przekonani, że premier jest skromnym człowiekiem.
    Trasę Sopot-Warszawa Donald Tusk regularnie pokonuje od lat 90. Będąc posłem, wicemarszałkiem Senatu i Sejmu korzystał z darmowych lotów samolotami rejsowymi i ze służbowych samochodów, miał też do dyspozycji partyjną toyotę avensis.

    Cały tekst: trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,13812316,Wszystkie_drogi_Donalda_Tuska_prowadza_do_Sopotu.html#Cuk#ixzz2SPdBUsDt

    a jankeskie szczekaczki plują się i podniecają na wieści
    o luksusach reżimu kima... :-D
    to sa dopiero pożyteczni idioci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX