Dwójka dzieci z ranami kłutymi, 3 ofiary. Tragedia w Wołominie. Policja: Sąsiedzi wiedzieli i nic. Znieczulica

28.04.2013 13:18
Karetka

Karetka (Fot. Robert Kowalewski / AG)

Trzy osoby nie żyją, a dwoje dzieci w wieku 8 i 10 lat z licznymi ranami kłutymi i ciętymi trafiło do szpitala po rodzinnej tragedii, która rozegrała się w Wołominie. Dzieci, które trafiły do szpitala przy ul. Niekłańskiej, przeszły operację. - Ci, którzy wiedzieli, że źle się tam dzieje, nikomu nie mówili - oskarża policja.
- Do tragicznego zdarzenia doszło w Wołominie. Nie żyją 15-letnia dziewczyna, jej matka oraz konkubent kobiety - poinformowała Mazur i dodała, że mężczyzna prawdopodobnie popełnił samobójstwo. Z kolei dwójka młodszego rodzeństwa trafiła do szpitala w ciężkim stanie. - Jest jeszcze za wcześnie by policja mogła z nimi porozmawiać - powiedział w poniedziałek rano rzecznik stołecznej policji asp. Mariusz Mrozek.

Według wstępnych ustaleń śledczych prawdopodobnie doszło do awantury domowej. - Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna mógł mieć bezpośredni związek z tą tragedią - stwierdził rzecznik Mrozek. Dodał, że mężczyzna miał ok. 40 lat.

Mężczyzna był 3 razy karany, użył przemocy wobec kobiety

Jak relacjonowali sąsiedzi z Wołomina, mężczyzna nadużywał alkoholu i bywał agresywny. Był też trzykrotnie karany (w 1990, 1995 i 2000), m.in. za rozbój. - W domu były trzy interwencje: w listopadzie 2010 r. oraz w marcu i maju 2011 r. - powiedział rzecznik komendy stołecznej asp. Mariusz Mrozek.

- Pierwsza i ostatnia interwencja była potrzebna, bo mężczyzna się awanturował, w marcu 2011 r. użył przemocy wobec kobiety. Podczas policyjnego przesłuchania stwierdziła ona jednak, że nie wnosi zarzutów i nie chce składać zeznań.

Policja: "Nikt nic nie mówił. Zmowa milczenia, znieczulica"

- Od maja 2011 r. kobieta nie kontaktowała się z ośrodkiem pomocy społecznej. Przesłanki, którymi dysponujemy, nie wskazują na to, żeby w ostatnim czasie ktoś zauważył, że w tej rodzinie dzieje się coś złego. W pewnym sensie możemy ocenić to jako zmowę milczenia, znieczulicę - stwierdził asp. Mrozek.

- Osoby, które twierdzą, że wiedziały, że w tej rodzinie dzieje się źle, nie poinformowały o tym policji, nie poinformowały OPSu, nikogo, kto mógłby pomóc. Z informacji jednej z sąsiadek wczoraj w TV wynikało, że wiedziała, ale nie mówiła policji, bo jej to nie dotyczy - podkreślił. Dodał, że rodzina nie miała założonej Niebieskiej Karty, "ale dzielnicowy był cały czas w kontakcie z rodziną".

- Kobieta miała numer do dzielnicowego. Trzy dni temu spotkał się z nią, informowała go że jest bardzo dobrze, że od dłuższego czasu nie ma żadnych problemów, że od dawna nie układało się jej z tym mężczyzną tak dobrze jak ostatnio - powiedział asp. Mrozek.

- Wiemy, że ostatnią noc para spędziła razem, byli w klubie na imprezie karaoke. Z relacji innych osób, w tym znajomych, bawili się bardzo dobrze, wychodzili razem, nie było żadnej przesłanki że dzieje się coś złego - dodał.

Dwójka dzieci w szpitalu z ranami kłutymi

Wczoraj rzecznik prasowy szpitala przy ul. Niekłańskiej Maciej Kot informował, że do placówki trafiło dwoje dzieci w wieku 8 i 10 lat z ranami kłutymi i ciętymi. - Dzieci trafiły do nas w stanie ciężkim, z wielokrotnymi ranami, zadanymi prawdopodobnie nożem - wyjaśnił rzecznik. Dodał, że stan chłopca jest "naprawdę ciężki"; dziecko ma poważne uszkodzenia ciała i jest obecnie operowane. Po południu rzecznik poinformował, że również dziewczynka została poddana zabiegowi operacyjnemu.

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje