Kościół przyznaje: Mamy problem z powołaniami

24.04.2013 23:07
34-latek twierdzi, że był molestowany przez emerytowanego wykładowcę KUL

34-latek twierdzi, że był molestowany przez emerytowanego wykładowcę KUL (fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta)

Coraz mniej młodych mężczyzn chce być księżmi. Jeszcze większe kłopoty mają zakony żeńskie - informuje "Gazeta Wyborcza"
664 - tylu chętnych zgłosiło się w 2012 r. do seminariów duchownych. Dane pokazała działająca przy Episkopacie Krajowa Rada Duszpasterstwa Powołań. Statystyki są coraz bardziej alarmujące dla Kościoła, bo chociaż od mniej więcej dwóch lat liczba przyszłych księży waha się nieznacznie, to jednak tendencja spadkowa jest bardzo widoczna.

Dla porównania: w 2010 r. do ponad 40 seminariów duchownych zgłosiło się 675 mężczyzn, czyli o 12 mniej niż rok wcześniej. Jeśli spojrzeć na statystyki z kilku ostatnich lat, liczba chętnych do kapłaństwa zmniejszyła się radykalnie, bo o blisko 40 proc. Np. jeszcze w 2006 r. na pierwszy rok w seminariach zgłosiło się 1029 osób, a rok wcześniej aż 1145 - co określano jako "efekt Jana Pawła II" (po jego śmierci). - Liczby po ludzku mogą nas zasmucić i mówić, że mamy problem - pisze na stronie Episkopatu bp Marek Stolarczyk.

Cały tekst w "Gazecie Wyborczej" >>

Zobacz także
Komentarze (220)
Zaloguj się
  • blski

    Oceniono 575 razy 501

    Co ten nowy papierz wyprawia, jak tak dalej pojdzie to nie bedzie sie oplacalo byc ksiedzem.
    Oszczednosc-srosci powolanie powolaniem ale bez kasy powolania nie bedzie. Co za czasy, co za czasy jeszcze bedzie sie trzeba z kazdego grosza rozliczac, a jeszcze beda kontrolowac kto z kim spi i ile ma lat. Nawet w czasach najgorszych przesladowan czegos takiego nie bylo

  • tieheme

    Oceniono 341 razy 289

    Zadna niespodzianka. Kosciol nie jest w kryzycie, tylko upada. Tak jak to mialo miejsce w Europie Zachodniej wczesniej. Tak jak to ma miejsce (na razie na mniejsza skale) z Islamem w krajach arabskich. Tak jak to mialo miejsce z religia starozytnych Grekow lub Rzymian wczesniej. Tak jak to ma miejsce w przypadku kazdych mitow ktore snuja interpretacje metafizyczne i probuja wytlumaczyc co dla ludzkich umyslow jest niepojete, dodajac do tego rozne legendy o ponadludzkich ludziach ktorzy naduzyli wersetow aby sobie zafundowac slawe i autorytet.
    Dwoma slowami : natury porzadek.

  • aa1000

    Oceniono 196 razy 184

    Mrówcza praca od podstaw naszych biskupów, księży, katechetów, Rydzyków,Terlikowskich, Gowinów [i innych posłów "tak mi dopomóż Bóg"] już przynosi efekty.

  • suwakwrozporku

    Oceniono 213 razy 181

    Rozmawia dwóch księży: "Dałby Bóg, żeby Boga nie było. Bo jak Bóg jest to nie daj Boże..."

  • 24u

    Oceniono 135 razy 131

    Ilu duchownych rocznie umiera wzglednie rezygnuje?Porownanie tych danych z lczba nowych adeptow,da prawdziwy obraz sytuacji.

  • hans_close

    Oceniono 141 razy 117

    Może wreszcie ognisko zarazy bliskowschodniej w Europie samo się wypali po 2 tys lat gnębienia nas rdzennych Europejczyków?

    Krótka historia "miłości bliźniego" w Europie:

    Mitologia bliskowschodnia, tak zwanej "miłości bliźniego", powstała na pustyniach Bliskiego Wschodu. Po jakimś czasie przypełzła na nasz kontynent, zainfekowała Rzym i niebawem doprowadziła do podziału cesarstwa a w konsekwencji przyczyniła się do upadku wielkiego imperium. Upłynęło kilka wieków a "miłość bliźniego" rozpełzła się po kontynencie i zainfekowała serca białych, rdzennych Europejczyków. Gdy "mitologia bliskowschodnia" umocniła się dostatecznie, ujawniła swoje zaborcze, zwyrodniałe i okrutne oblicze, rozpoczęła się eksterminacja rdzennie europejskich religii, kultur i zwyczajów naszych przodków. Wszyscy, którzy nie podporządkowali się pustynnemu bogu, zostali w imię "miłości bliźniego" wycięci w pień, gdy zbrakło im szczęścia kapłani "miłości bliźniego" torturowali ich, aby wymusić najbardziej absurdalne zeznania i ostatecznie płonęli na stosach w niesamowitych męczarniach.

    Gdy już rdzennie europejska kultura została wypalona do korzeni i zamordowano ostatniego opornego, parszywa "miłość bliźniego" utrwaliła podziały narodowe, aby łatwiej było okiełznać nas, szczuć na wzajem i grabić.

    Zachód Europy częściowo wyleczył się "miłości bliźniego" a to co pozostało oswoił i złagodził podczas reformacji, natomiast nasz kraj jest wciąż zainfekowany najgroźniejsza i najbardziej zwyrodniałą odmianą "miłości bliźniego".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje