Profiler: Do widoku zwłok można się przyzwyczaić. Obciążające jest wchodzenie w życie ofiary

29.04.2013 18:00
Jan Gołębiowski

Jan Gołębiowski (Fot. Marcin Zięba)

- To była jedna z pierwszych spraw. Nietypowa śmierć. 24-letnia dziewczyna została znaleziona we własnym łóżku, żadnych obrażeń, głowa zaklejona taśmą klejącą, taką do pakowania. Miała zaklejone usta, nos, oczy - około 40 zwojów taśmy na sobie. Przyczyna zgonu: odcięcie dopływu tlenu. Jednym z podejrzanych był przyrodni brat dziewczyny i on mi bardzo pasował do tego przestępstwa... - opowiada Jan Gołębiowski, policyjny profiler.
Milena Bryła, portal Gazeta.pl: W latach 50. pewien profiler z USA, James Brussel, sporządził taki opis bombiarza, który terroryzował Nowy Jork: "Szukajcie potężnie zbudowanego mężczyzny w średnim wieku, urodzonego poza granicami USA, rzymskiego katolika, kawalera, mieszkającego z bratem lub siostrą. Jeśli go złapiecie, będzie miał na sobie dwurzędowy garnitur zapinany na guziki". Bombiarz właśnie taki strój miał na sobie, kiedy trafił w ręce policjantów! Jak profiler do tego doszedł?

Jan Gołębiowski, ekspert CI Polsat: - Brussel analizował dwa rodzaje śladów, które zostawił sprawca. Ładunki, które nie wybuchły, oraz jego listy, będące manifestami poglądów, które wysyłał do prasy. Na podstawie analizy sposobu konstruowania ładunków oraz treści, które zawierał bombiarz w listach, Brussel sporządził obszerną charakterystykę sprawcy, odniósł się też do jego wyglądu zewnętrznego i opisał preferencje dotyczące ubrania. Skąd wiedział, że będzie to elegancki garnitur? Doszedł do tego na podstawie niezwykłej pedanterii, z jaką sprawca konstruował bomby.

Poza tym, to była bardzo specyficzna sytuacja: czasy, w których społeczeństwo nie było tak wymieszane. Łatwo było np. na podstawie analizy językowej określić, że sprawca to imigrant, albo pierwsze pokolenie imigrantów. Brussel wytypował więc, że to imigrant z Europy Środkowej i jakby z automatu, skoro w Europie jest większość katolików, stwierdził, że będzie to katolik.

A więc kiedyś było łatwiej. A jak jest teraz?

- Cóż, hollywoodzkie filmy i seriale nie robią zawsze profilerom dobrej prasy. Policjanci oraz prokuratorzy często czerpią wiedzę na temat profilowania z filmów lub książek, gdzie pokazuje się atrakcyjny medialnie stereotyp. Filmowy profiler to jakiś specyficzny samotnik, dziwak z problemami, z potłuczonym życiem osobistym. Najczęściej związany jest z FBI, przychodzi do jakiejś mniejszej jednostki policji i przejmuje śledztwo. Dlatego, w rzeczywistości, duża część pracy z organami ścigania to zmienianie stereotypu profilera.

Ja zawsze na początku pokazuję, że jestem szeregowym członkiem zespołu. Nie jestem z żadnego FBI, nie przejmuję śledztwa, nie jestem mądrzejszy od reszty policjantów, robię tylko swoją część roboty. Zawsze porównywałem się do technika kryminalistycznego - przychodzi taki pan, zbiera odciski palców, robi swoją analizę, opinię i wychodzi. Tak, jak on zbiera odciski palców, tak profiler ujawnia ślady zachowania i je opisuje. Technik, profiler, medyk sądowy - te osoby przynoszą swoje puzzle i policjant, który prowadzi sprawę, składa z tych puzzli całość.

Muszę przyznać, że początki pracy z policjantami polegały na przekonywaniu do siebie, ale jak się już komuś pomogło, to za drugim, trzecim razem chętniej korzystał, później sam prosił o tę pomoc, polecał innym.

Przejdźmy do samego profilowania. Na czym polega? Czy na podstawie obrażeń zadanych ofierze można określić motywy, jakimi kierował się sprawca?

- Tak, można określić możliwą motywację. Ja bazuję na czteroczynnikowym modelu motywacyjnym, w którym wyróżnia się motywy: emocjonalne, seksualne, ekonomiczne i urojeniowe. Każda z tych grup ma np. przypisany typowy charakter obrażeń. Trzeba jednak podkreślić, że zawsze bierze się pod uwagę cały kontekst przestępstwa: styl życia ofiary, miejsce, w którym doszło do zbrodni, czy było to w mieszkaniu, czy na też otwartej przestrzeni itd.

Sprawca zostawia dwa ważne typy informacji na miejscu zbrodni w postaci swojego modus operandi oraz tzw. podpisu... Co mogą o nim powiedzieć?

- Są to dwa związane ze sobą elementy zachowania. Kiedyś wrzucało się je do jednego worka o nazwie modus operandi. Można powiedzieć więc, że modus operandi jest racjonalny, funkcjonalny, wynika z jego doświadczenia, w dużej mierze świadczy o jego intelekcie i umiejętnościach.

Teraz wydziela się z nich tzw. podpis, czyli zachowania specyficzne. To jest coś, co sprawca zrobił w trakcie popełniania przestępstwa, a nie musiał tego robić. Podpis jest czymś nie do końca potrzebnym - sprawca robi to dla zaspokojenia własnych potrzeb psychologicznych. Są na przykład bardzo wyraźne podpisy w przestępstwach na tle seksualnym. Najczęściej to treść fantazji seksualnych, które realizuje sprawca.

Powiedział pan, że na podstawie modus operandi można określić inteligencję sprawcy.

- Z punktu widzenia psychologicznego przestępstwo jest testem projekcyjnym dla sprawcy. On tak popełnia przestępstwo, jak sobie wyobraża, że ono powinno przebiegać i tak, jak wyobraża sobie pracę policji. Jeżeli jest bardzo ostrożny, przygotowuje się, planuje, zaciera ślady, to można wywnioskować, że ma wiedzę, co powinien zrobić. Domyśla się, że jakiegoś śladu może szukać policja i na dodatek potrafi kontrolować swoje zachowanie. Pamięta, żeby zatrzeć ślady i jest na tyle opanowany, że to robi.

Inteligentny sprawca zapewne pomyśli także o tym, żeby zostawić jakieś fałszywe tropy?

- Tak, szczególnie przy przestępstwach planowanych pojawia się to dużo częściej. Sprawcy często chcą, żeby ich czyn od początku wyglądał na coś innego. Była sprawa tzw. wymuszenie rozbójnicze. Ktoś przysyłał anonim zawierający groźby i żądania, np. że wysadzi coś, że zatruje jakiś produkt spożywczy, jeżeli mu się nie zapłaci pieniędzy. I w tych listach sprawca nie podał swoich danych, ale wymyślił sobie np. pseudonim i specjalne umieścił informacje, które miały zmylić policję, zasugerować, że jest kimś innym.

Jest pan w stanie rozpoznać, co jest tym fałszywym tropem?

- Czasami tak, czasami nie. Nie chcę budować tutaj własnego obrazu jako osoby nieomylnej, mającej "rentgen" w oczach, czytającej z fusów. To jest analiza logiczna. Myślę, że każdy, kto myśli analitycznie, jest w miarę inteligentny, jest w stanie się nauczyć profilowania. Nieraz się uda, przez wzajemny kontekst elementów, dostrzec, że coś jest niespójne. Zwraca się uwagę na konsekwencję w działaniach sprawcy - każdy moment niekonsekwencji łamie spójność. Nieraz te rzeczy są tak wymyślne, że wiadomo, że jest to celowa "zmyłka" sprawcy.

A ofiara może powiedzieć coś o sprawcy?

- Ofiara jest naszym głównym źródłem informacji o sprawcy. Zaspokaja pewne jego potrzeby i trzeba się zastanowić jakie. Upraszczając, można powiedzieć, że ktoś bogaty może zaspokajać potrzeby ekonomiczne, kobieta może zaspokajać potrzeby seksualne sprawcy mężczyzny. Ofiara również bierze udział w przestępstwie - jedna się broni, druga nie, jedna krzyczy, druga nie. Analizuje się sposób działania ofiary w sytuacjach trudnych, stresujących, to jak mogła się zachować np. w sytuacjach niespodziewanych, takich jak napaść. Nazywamy to tłem wiktymologiczym: kim ona była, jaki miała styl życia, jak się mogła zachowywać. Przez rekonstrukcję jej zachowania staramy się zrekonstruować przebieg przestępstwa.

Któraś z pańskich spraw szczególnie utkwiła panu w pamięci?

- Chyba najbardziej te niewykryte. Człowiek cały czas ma w tyle głowy ten znak zapytania i chciałby się dowiedzieć, co się stało.

A z tych niewykrytych, która najbardziej nurtuje?

- To była jedna z pierwszych spraw. Nietypowa śmierć. 24-letnia dziewczyna została znaleziona we własnym łóżku, żadnych obrażeń, głowa zaklejona taśmą klejącą, taką do pakowania. Miała zaklejone usta, nos, oczy - około 40 zwojów taśmy na sobie. Przyczyna zgonu: odcięcie dopływu tlenu. Robiłem tę analizę razem z kolegą. Wykazaliśmy, że dziewczyna miała tzw. syndrom presuicydalny, czyli potencjał samobójczy. Samodzielnie zaklejenie się taśmą jest technicznie możliwe - nietypowe, ale możliwe.

Była to sprawa o zabójstwo i było dwóch oskarżonych. Sprawa trafiła do sądu, ale żadnemu z nich nic nie udowodniono i zakończyło się na uniewinnieniu. Jednym z podejrzanych był przyrodni brat dziewczyny i on mi bardzo pasował do tego przestępstwa. Ktokolwiek ją zabił, to chodzi dalej na wolności. Czasami o tym myślę.

Jak pan opisał sprawcę tej zbrodni?

- To była bardziej skomplikowana sprawa, bo najpierw robiliśmy z kolegą profil nieznanego sprawcy. Później się okazało, że prokuratura zatrzymała dwóch podejrzanych - przyrodniego brata ofiary, starszego o około 7 lat, i ich wspólnego znajomego. Naszym zadaniem było porównać tych konkretnych ludzi do wstępnego profilu nieznanego sprawcy.

Mieliśmy opinie psychiatryczno-sądowe dotyczące tych dwóch mężczyzn, bo obaj byli poddani obserwacji, byli badani przez biegłych psychiatrów i psychologów. Mogliśmy też z nimi przeprowadzić wywiad psychologiczny, spotkać się i porozmawiać. Obaj pochodzili z bardzo podobnego środowiska, byli w zbliżonym wieku, z podobnym intelektem, posiadali podobną linię życiową, bezrobotni, nadużywający taniego alkoholu, chwytający się prac dorywczych, trochę drobnych kradzieży na koncie. W wielu cechach byli podobni i ciężko nam było "podtypować", który bardziej pasuje.

Na poziomie bardziej intuicyjnym jednak, ale popartym analizą i wrażeniami z bezpośredniej rozmowy z bratem stwierdziłem, że on bardziej wygląda na takiego, który miałby coś na sumieniu. Mimo że rozmowa była o śmierci, zabójstwie jego siostry, to on w tej rozmowie schodził na jakieś nieistotne szczegóły, unikał głównego tematu. To było dziwne, bo powinien przeżywać żałobę, traumę ze względu na tragiczną śmierć siostry, zwłaszcza w takich dziwnych okolicznościach. A on się skupiał na nieistotnych szczegółach, nie przeżywał szoku w związku z tym, co się stało. Ciągle była jakaś próba zejścia z tematu, który był dla niego niewygodny.

W tym wypadku intuicja podpowiadała panu sprawcę. Ale, czy nie jest tak, że intuicja może być błędna, że może utrudniać racjonalną analizę?

- Wiadomo, że człowiek jest tylko człowiekiem. Nie jest się maszyną. Jedna rzecz to własne wrażenia czy stosunek emocjonalny: jakiegoś typu ludzi lubimy, jakiegoś nie. Niektórzy mają konkretne nastawienie do jakiejś kategorii przestępstw. Zauważyłem np. u koleżanek po fachu, że przy przestępczości seksualnej, gdzie ofiarami są kobiety, są osobiście zaangażowanie. Emocje zaczynają się rodzić przy sprawach gwałtów, przypadków pedofilii, zabójstw dzieci.

Profesjonalista powinien to odsuwać od siebie i jak najdłużej zostawiać z boku. Dlatego bardzo ważna jest dyscyplina umysłowa. Czasami policjanci powiedzą mi, że jakiś Kowalski wygląda im na podejrzanego. Dlatego, kiedy dają mi sprawę, to proszę, żeby na razie mi nic nie opowiadali o podejrzanych, zwłaszcza w kontekście ich domniemań, wrażeń, bo mogę się zasugerować. Oglądając akta, staram się jak najdłużej nie wchodzić w konkretne nazwiska, staram się myśleć o sprawcy, który nie ma konkretnej twarzy.

Opieram się na analizie ofiary, zachowania sprawcy i obrażeń, jakie zadał. Druga rzecz to jest czerpanie z własnej rutyny. Pomijając zabójstwa porachunkowe, typu egzekucja, to we wszystkich innych, jakie widziałem, niemal zawsze był element walki. Dla katowickiego sądu robiłem taką sprawę, w której mężczyzna był związany i uduszony, nie miał przy tym żadnego obrażenia. Od razu coś mi kliknęło, że nie wygląda to na typowe zabójstwo, ponieważ nie było żadnego śladu walki. Denat nie posiadał żadnych obrażeń związanych z bójką. Sprawa miała finał w sądzie i skończyła się uniewinnieniem oskarżonego. Zwrócono wtedy uwagę na moją opinię, w której wskazałem na inne możliwe przebiegi zdarzenia, m.in. nieumyślne spowodowanie śmierci albo w wyniku wypadku spowodowanego przez samą ofiarę.

Co w budowaniu profilu jest najtrudniejsze do określenia i trafienia?

- Najtrudniejszy jest chyba do określenia wiek sprawcy, ponieważ wiek biologiczny nie pokrywa się z wiekiem psychologicznym. Ktoś się może zachowywać jak osoba starsza, a być dużo młodszym i na odwrót. Zdarzało się, że typowałem sprawcę o 10-20 lat młodszego, niż się to potem okazywało.

Jako profiler ma pan styczność z drastycznymi zabójstwami, jeździ na miejsca zbrodni, analizuje akta... Zapewne ma pan dużo wstrząsających obrazów w głowie. Łatwo z tym wszystkim funkcjonować?

- Do widoku zwłok można się przyzwyczaić. Dla mnie najbardziej obciążające jest wchodzenie w sfery intymne ofiary, tym bardziej że wiem zawsze, że skończyło się tragicznie. Poznaję tę osobę, dowiaduję się, jak żyła, jakiej muzyki słuchała, jakie książki lubiła, czy była bałaganiarą, czy lubiła porządek, jakie miała preferencje seksualne. Zdarza się, że czytam pamiętniki ofiary. Czasami spotykam się z członkami rodzin i to właśnie bywa ciężkie.

*Jan Gołębiowski jest jednym z czołowych polskich specjalistów w zakresie profilowania nieznanych sprawców przestępstw. Aktualnie współpracuje m.in. z CI Polsat, gdzie wstępuje jako ekspert w programie "Polskie Prywatne Zbrodnie".

"Polskie Prywatne Zbrodnie" to serial fabularno-dokumentalny pokazujący oparte na faktach historie zbrodni popełnionych przez najbliższych na najbliższych. Można go oglądać na kanale CI Polsat w poniedziałki o godz. 21.30.


Zobacz także
Komentarze (38)
Zaloguj się
  • natalish

    Oceniono 30 razy 30

    Pan Golebiowski jest super, prowadził bardzo interesujące wykłady o psychologii seryjnych morderców.

  • pissedoff

    Oceniono 13 razy 13

    pan profiler mocne 8/10 ;)

  • kozie.radka

    Oceniono 10 razy -4

    Obawiam się że nie masz pojęcia czy się zajmuje psychologia jeżeli takie rzeczy piszesz. Ja mówiłem o efekcie horoskopwym, gdybyś wiedział co to jest to byś się odniósł do niego, a nie pisał jakieś farmazony o tym czym jest cały człowiek. Z lasu widać to Ty wyszedłeś i dobrze, że idziesz spać bo jutro w gimazjum trzeba być wyspanym i można dostać dwójkę.

  • kharper

    Oceniono 14 razy -8

    PROFILER

    zenada

  • topiramax

    Oceniono 111 razy 107

    Mimo makabrycznego tematu czytanie dawno nie sprawiło mi tyle przyjemności. Łebski człowiek. I nie bufon przede wszystkim....

  • wks_fanatyk

    Oceniono 16 razy -6

    Ekspert CI POlsat , POdziękował korwa za takiego "eksperta" od zębatego Solorza , nara!

  • 5rolnikzwilkowiecka

    Oceniono 17 razy -3

    "Profiler: Do widoku zwłok można się przyzwyczaić. Obciążające jest wchodzenie w życie ofiary"

    Nasze policjanty godają tak:
    "Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam."

    i usilnie proszą, aby wyrzucić z policji wszystkich przydupasów,
    ( pociotki esbeków i "zakutych" milicjantów przyjętych po znajomości),
    wszystkich przełożonych z przeszłościa milicyjną okupujacych stanowiska dowódcze w KWP i KGP
    którzy są siłą oderwani od pługa a wtedy będą mogli spokojnie pracować !!!

  • malpapolska2

    Oceniono 21 razy -11

    Kolejne cudne okreslenie zawodu-profiler! Czegos bardziej polskiego w slownictwie- to juz nie mamy? Jeszcze pare latek, a juz bez znajomosci angielskiego w Polsce-zginiemy!

  • ooii

    Oceniono 6 razy -4

    aha cwaniak :D mamusie czy swoja zonke tez potrakuje jako balast :P

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje