Efekty uboczne rosołu, poświąteczne śledzie i zdrowe kiełki. Ile jedzenia wyrzucamy do śmieci? [EKSPERYMENT]

Aż połowa całej wyprodukowanej na świecie żywności nie jest zjadana - trafia od razu do śmietnika. W skali roku to aż dwa miliardy ton produktów, które lądują na wysypiskach. Często są wyrzucane, kiedy jeszcze nadają się do zjedzenia. Dlaczego tyle marnujemy? Co wyrzucamy najczęściej? I czy możemy to jakoś ograniczyć? Postanowiliśmy to sprawdzić.
- Marnujemy 50 procent produkowanego na świecie pożywienia - alarmują autorzy opublikowanego w styczniu raportu. Organizacja Institution of Mechanical Engineers twierdzi, że ilość wyrzucanej żywności wynika z niewłaściwego przechowywania, restrykcyjnych dat przydatności do spożycia, promocyjnych ofert, nakłaniających do kupowania dużych ilości produktów i kapryśności konsumentów.

Co najczęściej wyrzucacie i dlaczego? Zróbcie zdjęcia jedzenia, które trafiło do kosza i prześlijcie do nas z krótkim komentarzem. Zdjęcia można wysłać też MMSem pod numer: 605 24 24 24.

W sumie aż dwa miliardy ton jedzenia rocznie lądują na wysypiskach. Tylko część tych odpadów to produkty zepsute, mocno przeterminowane i już nienadające się do spożycia. Znaczną część można by jeszcze spożytkować. Często to jedzenie nawet nieodpakowane, prosto ze sklepowej półki. Dlaczego jest wyrzucane? Bo kupujemy za dużo, często robimy zakupy nieprzemyślane, pod wpływem impulsu. Później - rozmyślamy się i całkiem dobre jedzenie trafia do kosza.

Sprawdzamy, co wyrzucamy

Jak to wygląda w praktyce? Poprosiliśmy pięć osób z naszej redakcji, żeby przez tydzień zapisywały, jakie jedzenie i dlaczego wyrzucają do śmieci. Wszyscy robili też zdjęcia wyrzucanych produktów. Oto efekty naszego eksperymentu.

Bartek - mieszka sam



Wyrzucone:

Śledzie - czekały na zjedzenie od świąt. Niestety, ustąpiły miejsca bigosowi i innym resztkom ze stołu wigilijnego. W końcu się przeterminowały.

Serek - przeterminowany. Kupiony dawno temu w hipermarkecie z myślą o szybkim śniadaniu/kolacji.

Por i seler - efekt uboczny rosołu, z którym prawie nigdy nie wiem, co zrobić, dlatego w większości przypadków kończy w koszu.

Resztki pizzy i sosów - resztki po spotkaniu z kumplem. Brzegi pizzy zostają prawie zawsze. Sosy "jednorazowego użytku", jeśli nie zostają zjedzone z pizzą, lądują w koszu.

Sos Curry - kupiony na wielkie gotowanie ze znajomymi, wykorzystany może 3 razy, w końcu się przeterminował.

Zazwyczaj kiedy wyrzucam jedzenie, jest to jedzenie, które zalega w lodówce od miesięcy. Nie są to oczywiście zgniłe warzywa, ale głównie przeterminowane produkty - niedopite mleko, serek wiejski, o którym kompletnie zapomniałem. Albo takie, które kupiłem, bo myślałem, że najdzie mnie na nie ochota, a nie naszła. Jeśli zostaje mi cokolwiek z posiłków staram się to recyclingować i zjadać z czymś innym. Innym powodem, dla którego wyrzucam jedzenie, jest fakt, że czasami za dużo go kupuję - przez słabą kalkulację albo dlatego, że nie da się czegoś kupić mniej. Mieszkam sam, więc biorę, ile mi potrzeba, a reszta ląduje w lodówce i czeka tam, aż się zepsuje. Staram się wyrzucać jak najmniej, bo po prostu uznaję to za marnotrawstwo - rzadko kiedy robię duże zakupy, bo zakładam, że im więcej na raz kupuję, tym więcej zmarnuję.

Dorota - mieszka z przyjaciółką



Wyrzucone:

Biały ser - przegapiłam datę ważności. Skończyła się 4 dni temu i ser trafił do kosza.

Ciasto francuskie - to samo. Przegapiłam datę ważności o tydzień.

Cytryna - nie lubię herbaty z cytryną. Cytryna potrzebna była do hummusu, zostało 3/4. Wiedziałam, że jej nie zużyję, więc wyrzuciłam.

Majonez - miesiąc temu robiłam sałatkę, do której był potrzebny. Została 1/3 dużego słoika. Nie wiem, jak długo otwarty majonez może stać w lodówce.

Rukola - w dwa dni od kupna zrobiła się brzydka, jakby zwiędła, choć według daty na opakowaniu miała jeszcze kilka dni przydatności. Nie zdążyłam zrobić sałatki, którą planowałam.

Sos do spaghetti - został ze wspólnego gotowania ze znajomymi. Następnego dnia zapomniałam zabrać do pracy, potem jadłam coś na mieście, potem obiad zjadłam w pracy... Czekał trzy dni. Wyrzuciłam.

Prowadzimy otwarty dom. Często wpadają do nas znajomi np. po pracy - głodni, bo bez obiadu. Dlatego zawsze robię więcej jedzenia, niż potrzeba dla naszej dwójki. Bywa, że zostanie zjedzone, ale czasami nie - wtedy, niestety, wyrzucam z ciężkim sercem. Nie mówię o tym mamie, bo ona uważa, że to skandal i świadczy o tym, że nie planuję odpowiednio zakupów. Poza tym ciągle kupuję jedzenie - ''na wszelki wypadek'' i ''bo może się przydać''. Kupuję np. tony warzyw, których nie jestem w stanie przerobić. I to głównie warzywa lądują w koszu. Jemy mało mięsa, więc z tym nie ma problemu. Wyrzucamy głównie resztki tego, czego nie miał kto zjeść.

Raz w tygodniu robię porządek w lodówce i wyrzucam rzeczy przeterminowane. Obłąkańczo trzymam się dat przydatności do spożycia. Jeśli coś jest ważne do np. 10, to już 9 patrzę na to nieufnie. Nie wyobrażam sobie nie mieć w domu czegoś do jedzenia, kiedy wpada ktoś na pogaduchy - uważam, że wspólne jedzenie łączy ludzi i jest jednym z fajniejszych dodatków do ważnych rozmów Polaków. Pewnie jak już moje życie się ustabilizuje, to będę wyrzucać mniej, ale jak na razie dobrze mi tak, jak jest.

Agnieszka - mieszka z mężem, dzieckiem, dwoma kotami i psem



Wyrzucone:

Jabłka były przeznaczone na szarlotkę. Zanim ją zrobiłam, minęło trochę czasu i jedno nie nadawało się już do użytku.

Ziemniaki też były kupione dużo wcześniej i jeden nie doczekał się robienia obiadu

Wiedziałam, że nie wyrzucamy dużych ilości jedzenia. Ale nie sądziłam, że może być tego aż tak mało. Chociaż w sumie się zgadza: staramy się kupować w miarę rozsądnie, resztki zawsze dostaje pies, więc nie trafiają do kosza. Czasem zdarzają się gorsze momenty. Kiedyś wyrzuciliśmy całe pudełko przeterminowanych jogurtów, których dziecko nie zdążyło zjeść. Tak to właśnie wygląda: wyrzucamy coś, co kupiliśmy na zapas, bo regularnie robimy większe zakupy w Makro. Nie zawsze wszystko uda się zużyć, zanim się przeterminuje. A potem jest mi wstyd, szczególnie od kiedy przeczytałam w raporcie, ile jedzenia marnuje się na świecie.

Filip - mieszka z dziewczyną i psem



Wyrzucone:

Chrzan domowy ze świąt (krótki termin ważności)

Pasta rybna

Za duża porcja makaronu

Generalnie wyrzucam dużo więcej niż w tygodniu, w którym robiłem zdjęcia. Myślę, że podświadomie się kontrolowałem, bo byłoby mi wstyd. Przede wszystkim wyrzucam produkty przeterminowane, niedojedzone resztki jedzenia "od mamy" oraz za duże porcje posiłków, na które następnego dnia nie mam już ochoty. Bardzo często wyrzucam np.: niedopite mleko i stare pieczywo. Żeby to ograniczyć, kupuję dwie 0,5-litrowe butelki, zamiast jednej dużej, a z pieczywa robię bułkę tartą.

Gosia - mieszka z mężem, córką i dwoma kotami. Syn studiuje w innym mieście, więc tylko przyjeżdża



Wyrzucone:

Niezjedzona zupa - nie ma co z tym zrobić

Gotowe sosy - dodawane do zamawianego jedzenia, często zostają

Owoc granatu - kupiony, bo zdrowy, później o nim zapomnieliśmy

Niestety za dużo kupujemy i za dużo wyrzucamy. Ale wystarczyło zacząć eksperyment, żeby od razu liczba tych odpadków zmalała. Nie wiem, czy akurat trafiłam na taki moment, czy jednak zaczęłam się w pewien sposób kontrolować i po prostu zwracać na to większą uwagę. Duża część jedzenia, które wyrzucamy, to efekty postanowień, że zmieniamy nawyki i zaczynamy się zdrowo odżywiać. A później zapał się kończy i różne kiełki czy kasze zostają, a w końcu trafiają do śmieci. Poza tym zdarzają nam się zdublowane zakupy. Najpierw przez tydzień nic nie kupujemy, a później z mężem jednego dnia przynosimy do domu właściwie to samo. W koszu lądują też nieraz różne przeterminowane produkty wykorzystane raz do przygotowania jakiejś potrawy.

50 zł miesięcznie idzie do kosza

Polacy znajdują się w unijnych statystykach marnowania żywności na piątym miejscu - rocznie do śmieci trafiają aż dwa miliony ton żywności. Więcej jedzenia wyrzucają Brytyjczycy, Niemcy, Francuzi i Holendrzy. Choć narzekamy na rosnące ceny żywności, a wydatki na jedzenie dla większości Polaków są najpoważniejszą pozycją w domowym budżecie, do kosza wyrzucamy miesięcznie 50 zł. To uśredniona wartość - dobrze zarabiający mieszkańcy dużych miast marnują w ten sposób znacznie większe sumy.

Nasz redakcyjny eksperyment pokazał, że rzeczywiście wiele jest jeszcze do zrobienia. Tak jak my postępuje co trzeci Polak - a przynajmniej tyle osób przyznało się w badaniach do wyrzucania jedzenia w badaniach przeprowadzonych przez MillwardBrown SMG/KRC na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności.



Najczęściej w śmietniku lądują niezjedzone pieczywo, resztki wędlin i zgniłe warzywa. Do kosza trafiają też przeterminowane serki i jogurty i wszystko, co kupujemy pod wpływem impulsu, reklamy lub promocyjnej ceny.

A jak wy radzicie sobie z tym problemem? Co najczęściej wyrzucacie i dlaczego? Zróbcie zdjęcia jedzenia, które trafiło do kosza i prześlijcie do nas z krótkim komentarzem. Zdjęcia można wysłać też MMSem pod numer: 605 24 24 24.

To kolejna naszego cyklu o śmieciach. Pisaliśmy już o dzikich wysypiskach w lasach, i ich wpływie na zwierzęta , pokazywaliśmy też, jak pracuje sortownia śmieci. Wkrótce rozmowa z ekspertem na temat segregowania odpadów. O czym jeszcze chcielibyście przeczytać? Piszcie na Anna.Pawlowska@agora.pl.

Więcej o:
Komentarze (128)
Efekty uboczne rosołu, poświąteczne śledzie i zdrowe kiełki. Ile jedzenia wyrzucamy do śmieci? [EKSPERYMENT]
Zaloguj się
  • wj_2000

    Oceniono 1 raz 1

    @apatryda_ateista, która podchodzi do terminów przydatności niezwykle serio.

    Ewolucja wytworzyła u nas zmysły pozwalające odróżnić produkty "przeterminowane" od przydatnych do zjedzenia.
    Ale nie przeterminowanych FORMALNIE, bo ktoś wymyślił a priori jakieś daty, tylko rzeczywiście takich które nabrały wyczuwalnego złego zapachu, czy kwaśnego albo gorzkiego smaku.
    Nie zapominaj też, że producentom żywności OPŁACA się by klient wyrzucał część kupionego produktu (sterroryzowany jak Ty "terminem przydatności") i kupował nowe opakowanie zwiększając zbyt i ZYSKI.
    Inna sprawa, że wykazując odrobinę dyscypliny można nie tylko nie wyrzucać ani odrobiny żywności, ale nawet wszystko zjadać nim "termin przydatności" się zbliży.
    Mnie się nie zdarzyło praktycznie od dawna niczego wyrzucić. Ostatnio miałem kłopoty z avocado, które na straganie wyglądało ładnie, a w domu okazywało się czarne w środku. Już na tym straganie przestałem robić zakupy i jest lepiej.
    Ale ja narażam się na ironiczne niekiedy uwagi gdy każę zważyć dwa nieduże ziemniaki!!!!! Bo jem ziemniaki mniej więcej raz w tygodniu i te dwa (albo jeden duży) to wszystko co mi potrzeba.
    Gdybym przyjął strategię kupowania w markecie, gdzie widzę worki pięciokilowe, to rzeczywiście udało by się zjeść może 4 kartofelki: dwa po zakupie, dalsze dwa za tydzień. Za dwa i, zwiędły by, urosłyby kiełki wytwarzając szkodliwą solaninę i musiałbym wyrzucić.
    Ponadto bardzo przydatna jest ZAMRAŻARKA.
    Przygotowując - na przykład gulasz, czy kalmary a la flaczki, gotuję większą ilość, w dniu gotowania mam obiad, a resztę wkładam do pojemników, do każdego na jeden posiłek dokładnie, zamrażam. I za parę dni wyciągam. Z doświadczenia wiem jakie potrawy NIE TRACĄ nic na takiej operacji.
    Przy tej strategii gotuję co kilka dni, a w zamrażarce mam po kilka porcji co najmniej 5-6 różnych potraw.
    Gdy są niespodziewani goście, to wyciągam ile trzeba i jeszcze mogę proponować wybór, co wolą.
    Tą techniką nie da się ugotować "za dużo".
    Przed pójściem na zakupy zawsze zerkam do lodówki i wyobrażam sobie co zjem na kolację, co nazajutrz na śniadanie, co ewentualnie dokupić.
    To prawda, że w podejściu do jedzenia zrezygnowałem ze spontaniczności - dzisiaj mam ochotę na obżarstwo, to zjem podwójnie. Aby to zapewnić muszę z góry nakupić więcej. Kupiłem dużo jakiejś wędliny, a przyszła mi ochota na ser i ryby, to szynka obsycha w lodówce i powoli zielenieje.
    Tyle, że rezygnacja ze spontaniczności jest warunkiem koniecznym UTRZYMANIA rozsądnej wagi. Jak większość ludzi na tym padole, mam tendencję do tycia i gdybym kierował się zachciankami, to podpadł bym w otyłość.
    A tak, za jednym zamachem kontroluję odżywianie i nie marnuję jedzenia. POLECAM.

  • ppo

    Oceniono 1 raz 1

    Ta baba od obsesji na tle dat przydatności to jakaś histeryczka. Często jem przeterminowane rzeczy (nie lubię marnować) i daj Boże każdemu takie zdrowie! I nie boję się, że na starość coś mi od tego będzie, bo mój ojciec i dziadek też tak robią- obaj żyją i dobrze się mają. A, i wodę piję z kranu, bo mi się nie chce dźwigać butelek ze sklepu (pomijając nawet fakt, że sama butelka to 99,9% ceny tego produktu).

  • lechujarek_wolski

    0

    Institution of Mechanical Engineers ... zayebiste!

  • ajpitoajpi12

    Oceniono 2 razy 0

    z warzyw z rosołu można po dodaniu jajek, jabłka, ogórka kiszonego i groszku z puszki, majonezu zrobić swietną sałatkę jarzynową

  • uniwr

    Oceniono 1 raz -1

    Nie rozumiem i w pale mi się nie mieści jak można wyrzucać jedzenie.
    Kupujemy tyle, ile nam potrzeba, nie na zapas, nigdy niczego nie wyrzucamy.
    Co najgorsze, wydawało mi się że to jest normalne. Chociaż jestem ateistą, wychowano mnie w szacunku do czyjejś pracy. Upuszczoną niechcący kromkę chleba się całowało na przeprosiny i normalnie zjadało.

    A teraz się okazuje że ten śmiertelnie katolicki naród ma w takim poszanowaniu dary boże.
    Nie rozumiem. A raczej nie chcę rozumieć, bo wszystkie wytłumaczenia przyprawiają o wstyd.

  • brak.slow

    Oceniono 5 razy 1

    trzeba byc idiotą, żbye ser biały wyrzucić do kosza bo "data wazności" minęła 4 dni temu. to nie psuje się na zawołanie o określnoej godzinie! nigdy nie wyrzucam takich produktów jesli dobrze pachną i maja normalny smak.
    to samo dotyczy się oleju, soli , cukru, miodu, ogórków czy kapusty kiszonej, bo to nei moze się zepsuć! obowiązek stemplowania tych produktow datą jest narzuconymi glupimi dyrektywami unijnymi albo jakimis innymi, ktore robią ludziom wode z mózgu.

  • muzzyczny

    Oceniono 3 razy 1

    "Poprosiliśmy pięć osób z naszej redakcji, żeby przez tydzień zapisywały, jakie jedzenie i dlaczego wyrzucają do śmieci"

    Kogo to obchodzi?

    nie macie się czym zajmować?

    propagandowy artykuł

    niespełniacie się jako dziennikarze to poszukajcie innego zajęcia

  • mamadwojga

    Oceniono 7 razy 7

    Ciężko mi zawsze kiedy wyrzucam jedzenie. Nie wiem czy to dlatego że jestem z natury gospodarna czy dlatego że pamiętam czasy (nie tak dawne) kiedy sama miałam niewiele pieniędzy na jedzenie i obracałam każdą złotówkę sto razy zanim ją wydałam, a chleb kupowałam "wczorajszy" w piekarni, bo był tańszy...
    Dzisiaj zdałam sobie sprawę że jestem marnotrawcą. Jest mi za dobrze. Nie muszę zwracać uwagi na cenę produktu żywnościowego który kupuję, mogę kupić cokolwiek mi się chce. Jednak to skutkuje tym że w lodówce zalega zmarnowane jedzenie. To przerażające. Dzisiaj wyrzuciłam 25 dag pieczarek - aż zbrązowiały, cztery marchewki -2 zakwitły, 2 spleśniały, pół słoika oliwek - zepsuły się, pół worka mixu sałat - sczerniały ze starości.
    Najgorsze jest to że staram się żyć skromnie i oszczędnie. Nie z biedy ale z rozsądku. I tu taki wstyd!
    Myślę że każdy z nas wyrzuca jedzenie. Najgorsze jak uświadomimy sobie ile tego jest! I ile jest wokoło osób którym to jedzenie by się przydało...
    Wstyd mi i tyle...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX