Zamachy w Bostonie. "To było jak wybuchy bomb z Bagdadu albo Izraela pokazywane w TV" [ŚWIADKOWIE]

15.04.2013 23:42
- Widzieliśmy dwa wybuchy, myśleliśmy, że to sztuczne ognie. A potem zobaczyliśmy rozbiegających się ludzi, usłyszeliśmy płacz rannych. Wielu uczestników Maratonu Bostońskiego, widzów, biegło przed siebie - opisywała moment eksplozji Serghino Rene, kobieta, która widziała całe zajście. - Odsunęliśmy się od miejsca wybuchu i ścian wysokich budynków - dodała.
Szef pogotowia ratunkowego dr Alisdair Conn porównał zamachy do działań militarnych. - To było jak eksplozje, o których dowiadujemy się z telewizji przy okazji relacji z Bagdadu albo Izraela - mówił.

Jeden ze świadków, Bruce Mendelsohn opisywał w BBC eksplozje i sytuację tuż po nich na mecie maratonu. - Usłyszałem eksplozję, zobaczyłem dym, 5 sekund później doszło do kolejnego wybuchu. Poprosiłem zaproszonych na imprezę, by wyszli z biura. Tak też zrobili, podobnie jak ja. Próbowałem pomóc pogotowiu ratunkowemu. To było przerażające. Nie bez powodu porównuje się to do zamachów z 11 września. W ciągu chwili atmosfera święta zmieniła się w chaos - mówił Mendelsohn.

Gabriel Gomez, który biegł w maratonie, powiedział telewizji NBC News, że usłyszał dźwięk dwóch eksplozji i zobaczył podnoszący się dym w pobliżu biblioteki publicznej w Bostonie. Widział jadące wozy straży pożarnej i policji.

- Usłyszeliśmy dwa naprawdę silne wybuchy, które nastąpiły dosłownie jeden po drugim. Każdy zrobił odruchowo unik i przypadł do ziemi - relacjonował kolejny świadek.

Witold Zatoński, uczestnik biegu, mówił w TVN24, że około kilometra od mety usłyszał dwa wybuchy: mocny i słabszy. - Nie dobiegliśmy do mety, natychmiast zaczęliśmy stamtąd uciekać - powiedział.

"Zapowiedziano zablokowanie lotniska"

Magda Lewandowska z Fundacji Maraton Warszawski pojechała do Bostonu obserwować, jak organizowana jest tegoroczna edycja tamtejszego maratonu. - Byłam w tym miejscu pół godziny wcześniej - powiedziała PAP.

- Czekaliśmy na znajomego. Gdy Bartek Olszewski dotarł do mety odeszliśmy do parku, a później udaliśmy się do samochodu. W drodze mijały nas samochody FBI, zrobiły się olbrzymie korki i czuliśmy, że stało się coś poważnego, choć nie słyszeliśmy samego wybuchu. Później dowiedzieliśmy się, że nastąpił on w miejscu, w którym byliśmy pół godziny, maksymalnie godzinę, przed eksplozjami. Jestem w szoku - podkreśliła Lewandowska, która obecnie przebywa na lotnisku i tam obserwuje relacje telewizyjne.

- Nie wiadomo jeszcze, kiedy opuścimy USA, bowiem zapowiedziano zablokowanie lotniska - relacjonowała przedstawicielka Fundacji "Maraton Warszawski". Jak przyznała, jest wstrząśnięta tym, że do takich zajść doszło na trasie znanego i prestiżowego maratonu, który w poniedziałek odbył się 117. raz w historii. - Ta impreza ma długą tradycję i prestiż, warto się uczyć od jej organizatorów. Jestem wstrząśnięta, bo poznałam wielu z nich i nie wiem, co się teraz z nimi dzieje. Jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej było tam mnóstwo uśmiechniętych osób, które robiły sobie zdjęcia i miło spędzały czas - dodała.

Do serii wybuchów doszło około 15 czasu lokalnego. Najpierw eksplodowały ładunki podczas imprezy biegowej - słynnego Bostońskiego Maratonu, gdzie według policji zginęły dwie osoby. Następnie eksplodował ładunek wybuchowy w budynku biblioteki prezydenta Johna F. Kennedy'ego w Bostonie. Co najmniej 2 osoby poniosły śmierć, a liczba rannych, według ostatnich relacji, wynosi 144.

Tragedia na Maratonie Bostońskim: kluczowe fakty | relacja na żywo | relacje świadków | zdjęcia | poszukiwania sprawców | relacje wideo

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także

Najnowsze informacje