Jest odpowiedź na tezy z dzisiejszego raportu zespołu Macierewicza

10.04.2013 19:30
Maciej Lasek

Maciej Lasek (Fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta)

- To, co zespół parlamentarny uważa za symptomy awarii silników w Smoleńsku, to po prostu wibracje spowodowane przez gałęzie wpadające do turbiny - oceniają szef PKBWL Maciej Lasek i astrofizyk i pilot prof. Paweł Artymowicz. Krytykują też inne tezy raportu zespołu Macierewicza przedstawione dziś. Podobne zdanie mają redaktorzy naczelni "Przeglądu lotniczego": "Tezy, które dziś wygłosili "eksperci", ludzie z tytułami profesorskimi, nie są zgodne z wiedzą naukową na poziomie liceum".
W opublikowanym raporcie parlamentarny zespół ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej powołuje się m.in. na zapisy polskiej skrzynki parametrów lotu produkcji ATM, na której mają być odnotowane objawy awarii silników. - Pierwsze symptomy zaczęły się na 0,5 sekundy (ok. 40 metrów) przed miejscem, gdzie rośnie brzoza. Dane te pokrywają się z odczytami czarnej skrzynki wykonanymi przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna i potwierdza je rozrzut szczątków samolotu opisany przez rosyjskich prokuratorów - twierdzi szef zespołu Antoni Macierewicz.

Prof. Artymowicz, który dokonał analizy ścieżki dźwiękowej ostatnich sekund lotu Tu-154M i sporządził prywatną ekspertyzę dla prokuratury wojskowej, powiedział, że z jego badań wynika, że mogły to być gałęzie, które zostały przycięte przez samolot mniej więcej w rejonie, o którym mówi opracowanie zespołu Macierewicza. - To jest dokładnie pierwszy zdecydowany odgłos zapisany w rejestratorze głosu, kiedy kadłub ścina drzewa - powiedział Artymowicz. Dodał, że z jego analizy wynika, że mniej więcej pół sekundy przed uderzeniem w brzozę gałęzie wpadły do silników i spowodowały wibracje.

Samolot ścinał drzewa przed brzozą

Z kolei Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, przypomniał, że samolot, zanim stracił kawałek skrzydła, ściął drzewa 78 m, 65 m i 46 m przed brzozą. - W tym momencie wzrosły wibracje w silniku nr 3 - tym z prawej. Spowodowały je gałęzie, które wpadły do silnika i zostały przemielone - powiedział przewodniczący PKBWL. Na sekundę przed brzozą wibracje silnika wzrosły o 13 proc., zaś poziom ostrzegawczy - jak powiedział Lasek - to 65 proc. Z kolei po zderzeniu z brzozą wibracje na silniku nr 1 wzrosły o 29 proc., a na silniku nr 2 - do 12 proc. - Nigdy nie przekroczyły nawet połowy wartości ostrzegawczej - podkreślił Lasek.

Szef PKBWL zaznaczył też, że zespół Macierewicza nie może jednocześnie akceptować zapisów rejestratora ATM-QAR dotyczących wibracji i odrzucać inne parametry zapisane przez to urządzenie, np. wysokość.



Kwestia pomiaru wysokości

Zespół parlamentarny odnosi się również do odnotowanych przez system ostrzegania TAWS wartości z wysokościomierza barometrycznego, uzupełnionych o dane MSL (wysokość samolotu mierzona od średniego poziomu morza wyliczana przez GPS). - Dane te pokazują, że samolot jeszcze przed szosą Kutuzowa znajdował się na bezpiecznej wysokości ponad 30 metrów nad poziomem pasa. Nie ma więc wątpliwości: katastrofa zaczęła się jeszcze przed miejscem, gdzie rosła brzoza, a Tu-154M odchodził na drugie zejście - pisze we wstępie do raportu Macierewicz.

- GPS nie jest urządzeniem służącym do pomiaru wysokości. Podaje ją z dużą niedokładnością - odpowiedział Lasek. Dodał, że owszem - samolot nad szosą znajdował się mniej więcej na wysokości przytaczanej przez zespół parlamentarny, ale obracał się na plecy, co w konsekwencji doprowadziło do obniżenia pułapu i uderzenia w ziemię.

Artymowicz zwrócił z kolei uwagę, że wskazania GPS dotyczące wysokości szybko poruszającego się obiektu mają niedokładność rzędu 10 metrów. Dlatego, jego zdaniem, tezy zespołu nie są sprzeczne z jego obliczeniami, według których nad szosą Kutuzowa, w pobliżu punktu TAWS 38, samolot był na wysokości ok. 23 metrów.

Maciej Lasek, na antenie TVN24, dodał, że różnice pomiędzy różnymi pomiarami w zasadzie nie mają znaczenia. - Z punktu widzenia tej katastrofy 5.1 metra czy 6.6 metra nie robi absolutnie żadnej różnicy. Jeżeli załoga chciała lądować, to samolot nie powinien być niżej niż 55 metrów - stwierdził w rozmowie z Moniką Olejnik.

Przed brzozą mogły odpadać fragmenty maszyny

Eksperci zespołu parlamentarnego, opierając się m.in. na opisie miejsca katastrofy sporządzonego przez rosyjskich prokuratorów 10-12 kwietnia 2010 r., ocenili też, że brzoza nie odegrała żadnej roli w katastrofie, ponieważ fragmenty wraku zostały odnalezione na terenie jeszcze przed nią, co - ich zdaniem - oznacza, że destrukcja samolotu musiała nastąpić wcześniej.

Zarówno Artymowicz, jak i Lasek zauważają, że - by postawić taką tezę - trzeba uściślić, o jakie elementy chodzi. Obaj są zdania, że podczas pierwszych kontaktów samolotu z drzewami - jeszcze przed uderzeniem skrzydłem w brzozę - mogły odpaść od maszyny nieduże kawałki metalu.

Artymowicz, odnosząc się do środowej konferencji zespołu Macierewicza, zarzucił prezentowanym tam tezom dwa podstawowe błędy. - Po pierwsze, oni przedstawiają tam nie jedną wersję alternatywną, tylko dziesięć - powiedział, zaznaczając, że np. miejsca, gdzie według różnych autorów miałoby dojść do wybuchu, dzieli ok. 10 sekund lotu. - Po drugie, oni [współpracownicy zespołu Macierewicza - red.] ignorują rzeczywistość - nie odnoszą się do rzeczywistych śladów na ziemi - dodał.

Z kolei Lasek zapowiedział, że kierowany przez niego, powołany we wtorek przez premiera, zespół do wyjaśniania opinii publicznej kwestii dotyczących katastrofy smoleńskiej rozpocznie swoje prace od recenzji materiałów sporządzonych przez zespół Macierewicza.



"Wiedza naukowa na poziomie liceum"

Po prezentacji 3. wersji raportu Antoniego Macierewicza dotyczącego katastrofy smoleńskiej gośćmi Agnieszki Kublik byli Krzysztof Krawcewicz i Michał Setlak, redaktorzy naczelni ''Przeglądu lotniczego''.

- Widz miał zrozumieć, że na pokładzie prezydenckiego TU-154 doszło do zamachu. Tezy, które dziś wygłosili ''eksperci'', ludzie z tytułami profesorskimi, nie są zgodne z wiedzą naukową na poziomie liceum. Sprzeczności wewnętrzne występują w wypowiedziach wszystkich prelegentów. Cała symulacja prof. Biniendy opiera się na fałszywych założeniach. Nie ma żadnych dowodów, świadczących o wybuchu - mówili w programie.

Tagi:

Zobacz także
Komentarze (488)
Zaloguj się
  • 31.februarius

    Oceniono 606 razy 542

    Czyli ta brzoza nie działała jednak w pojedynkę, tylko w zmowie z innymi drzewami.
    Dla zbadania każdego z nich z osobna, powinna być powołana specjalna komisja parlamentarna, tak żeby za 3 lata można było przedstawić jakiś raport wstępny.

  • jerjar

    Oceniono 518 razy 448

    "oni przedstawiają tam nie jedną wersję alternatywną, tylko dziesięć"

    Bo każda wersja jest dobra, żeby podtrzymywać mit o dobrym królu zabitym przez zdradliwych dworzan w porozumieniu z władca sąsiedniego państwa. Taka wizja historii (o fizyce nie ma co mówić) pasuje do ich mózgów i tak będzie przez dziesiątki, a kto wie, czy nie setki lat.

    Olać nienawistnych oszołomów. Chodźmy na piwo.

  • ga.1.2

    Oceniono 550 razy 436

    Latwiej sciagnac majtki przez glowe niz przekonac Antka ze jego teorie sa gow...o warte

  • jogibaboo

    Oceniono 391 razy 331

    Podpowiadam Antoniemu kolejne teorie:
    1) Rosjanie kiedyś dawno w młodą brzózkę nawkładali prętów stalowych, aby czekały na TU154.
    2) stojący w pobliżu agent strzelał z lodowych kulek
    3) rosyjski satelita geostacjonarny wysłał wiązkę promieni śmierci
    4) w samolocie był agent -samobójca
    5) zamiast paliwa lotniczego nalali badziew
    6)....
    7)....
    i tak dalej można mnożyć, póki życia, zawziętości i zapału wystarczy!!!

  • takisobiestatystyk

    Oceniono 343 razy 261

    Jakakolwiek polemika z oszołomami jest nie tylko niepotrzebna - jest wręcz szkodliwa. Szkodliwa dlatego, że podnosi samopoczucie oszołomów (jesteśmy mądrzy, jesteśmy ważni) i dopinguje ich do płodzenia kolejnych, coraz bardziej odrealnionych koncepcji. To zabawa bez końca.

    Należy ich wywody absolutnie ignorować - co najwyżej popukać się czasem w czoło. Wówczas po pewnym czasie może zamilkną, zniechęceni brakiem odbioru.

  • q3000

    Oceniono 253 razy 215

    To nie są żadne tezy tylko bełkot chorego człowieka . Wszelka krytyka odbija się od jego betonowej skorupy,
    która ma tam gdzie normalni ludzie maja głowy. Po co te naukowe analizy bredni schizofrenika ????

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX