Karetki pogotowia vs. fotoradary. 100 wezwań do zapłaty mandatów

09.04.2013
37-letni mężczyzna, który wypadł z okna na gdyńskiej Chyloni, zginął na miejscu.

37-letni mężczyzna, który wypadł z okna na gdyńskiej Chyloni, zginął na miejscu. (Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta)

Około 13 godzin spędzili pracownicy rzeszowskiej stacji pogotowia ratunkowego na pisaniu odpowiedzi do Inspektoratu Transportu Drogowego na 60 pism w sprawie mandatów z fotoradarów. To była tylko pierwsza partia, bo w sumie od początku roku pogotowie dostało ponad 100 takich listów. - Nie sądzę, żeby opracowywanie korespondencji było aż tak pracochłonne - kwituje Łukasz Majchrzak z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego w Warszawie.
Według niego sprawy nie ma, a pogotowia przesadzają. Zupełnie inaczej widzi sprawę Mirosław Solecki, wicedyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie. - Kiedy fotoradarami zajmowała się policja, dostawaliśmy najwyżej dwa pisma miesięcznie z prośbą o wyjaśnienia przekroczenia prędkości przez nasze samochody. Teraz tylko w tym roku mandatów od ITD było już 100. W pierwszej partii 60, w następnej 40 - mówi Solecki.

Taka masa dodatkowej korespondencji oznacza dla pracowników pogotowia wiele godzin spędzonych przy papierkowej robocie. Przy pierwszej partii korespondencji zajęło to około 13 godzin. W mandacie oczywiście nie ma nazwiska kierowcy. Nie ma też zdjęcia. Jest tylko data, marka samochodu i numer rejestracyjny. Wszystko trzeba sprawdzić.

Wyglądało to tak: sekretarka musiała każdy list otworzyć, posegregować - zajęło to około pół godziny; szukanie kart drogowych - blisko dwie godziny; ustalanie i wpisywanie danych osobowych każdego kierowcy - co najmniej pięć minut na jeden z 60 mandatów - co daje w sumie pięć godzin; odszukanie w dziale informatycznym zapisów z GPS każdego samochodu także około pięciu godzin; na koniec każdą odpowiedź musi sprawdzić i podpisać dyrektor Solecki - po kilka minut na każdy list. Do tego dochodzi jeszcze zakopertowanie wszystkich listów i adresowanie.

- Pod każdym listem z tej lawiny muszę dopisać adnotację, że nasz zespół ratunkowy jechał do chorego na sygnale. To prawda, że z powodu tej korespondencji nie zostawaliśmy po godzinach, ale przecież każdy z pracowników widzi bezsens tego działania. Zastanawiałem się już, czy nie zamówić specjalnej pieczątki ze stosownym tekstem i tylko stawiać parafkę - mówi Solecki. Jest zaskoczony działaniem ITD. Tłumaczy, że zespoły ratownictwa medycznego, których w Rzeszowie jest 10, niemal w stu procentach jeżdżą do chorych i niemal zawsze jako pojazdy uprzywilejowane z włączonymi sygnałami dźwiękowymi i pulsującymi światłami. - Są prawie non stop w akcji, a nieliczne wyjątki to wyjazdy np. na przeglądy czy do tankowania - wyjaśnia Solecki. Nie widzi sensu w działaniach ITD, bo na 100 mandatów zaledwie trzy okazały się po sprawdzeniu uzasadnione. Oznacza to, że kierowca karetki bez uzasadnienia jechał na sygnale. - A co będzie, jak fotoradarów będzie na naszym terenie jeszcze więcej? Nie wyobrażam sobie, żeby kierowca, jadąc na ratunek, zwalniał przed nimi. Może rozwiązaniem byłoby wprowadzenie tylko wyrywkowej kontroli, skoro np. u nas na 100 mandatów tylko trzy okazały się uzasadnione? - zastanawia się dyrektor.

Mimo że ledwie trzy procent mandatów było uzasadnionych, skali i rangi problemu zdaje się nie wyczuwać Łukasz Majchrzak z Generalnego Inspektoratu Transportu Drogowego z Warszawy, skąd przychodzą mandaty i dokąd trafiają wyjaśnienia. - My realizujemy nasze kompetencje i obowiązki wynikające z przepisów. Nie uważam, żeby odpowiedź na nasze pisma, bo nie są to mandaty, tylko prośby o wyjaśnienia, powodowały nadmierne obciążenia dla stacji pogotowia. Nie wydaje mi się także, by odpisywanie było bardzo pracochłonne - mówi Majchrzak.

Wyjaśnia, że GITD wysyła zapytania tylko w przypadkach, kiedy na zdjęciu z fotoradaru nie widać, że karetka jedzie jako pojazd uprzywilejowany. - A wtedy zgodnie z przepisami musimy prowadzić postępowanie wyjaśniające. W każdym innym przypadku postępowanie jest zamykane od razu. Podobnie, jeżeli otrzymamy z pogotowia odpowiedzi na nasze pytania i wynika z nich, że karetka jechała do chorego. Jeżeli kierowca jechał ratować życie lub zdrowie, to nigdy nie wystawiliśmy mandatu i nie wystawimy - zapewnia.



KOMENTARZ

Pracownicy GITD stosują się do przepisów. Tym samym mocno utrudniają życie pracownikom pogotowia. I nie mam najmniejszych wątpliwości, że powoduje to marnotrawstwo publicznych pieniędzy, czasu, pracy i zapału pracowników, którzy mają świadomość dobrze wykonanej, ale nikomu niepotrzebnej roboty. Wszystko zgodnie z prawem, ale w niezgodzie ze zdrowym rozsądkiem. Zarówno w GITD, jak i w pogotowiach ludzie tracą czas, marnują tony papieru tylko dlatego, że ustawodawca, nadając nowe uprawnienia inspekcji ruchu drogowego, nie potraktował szczególnie pojazdów uprzywilejowanych.

Dyrektor Solecki podzielił się z nami ciekawą refleksją, która obrazuje skalę marnotrawstwa. W samym Rzeszowie jest 10 zespołów ratownictwa medycznego. Każdy z nich wyjeżdża do akcji średnio 7 razy na dobę. Daje to 70 wyjazdów na dobę, 6300 na kwartał. Sto z nich, czyli zaledwie około 1,5 procent znalazło się pod lupą GITD. Poza trzema przypadkami były to strzały poza tarczę.

W kraju jest około 1500 zespołów ratownictwa. Jeżeli zastosować do tej liczby rzeszowską statystykę (a są miejsca w kraju, gdzie jest znacznie więcej zespołów i więcej fotoradarów), to na dobę wyjeżdżają do akcji 10,5 tysiąca razy, a w ciągu kwartału to aż 945 tysięcy wyjazdów. Jeżeli zaledwie kilka procent tych wyjazdów GITD postanowi sprawdzić i wyśle zapytania do stacji pogotowia, a tylko trzy procent mandatów będzie uzasadnionych (jak to było w Rzeszowie), to naraża publiczną kasę na gigantyczne marnotrawstwo.

Komentarze (89)
Zaloguj się
  • jhbsk

    Oceniono 219 razy 207

    Przecież zbędne urzędasy muszą sobie jakąś robotę wymyślić. To wymyślili. Gorzej, że innym przeszkadzają w pracy.

  • siekier35

    Oceniono 175 razy 163

    tak biurokraci uzasadniają potrzebę swojego istnienia i tworzenia następnych miejsc pracy w biurokracji.

  • zibolo123456

    Oceniono 134 razy 132

    Ciekawe ile takich pism-mandatów dotyczących przekroczenia prędkości zostało wysłanych przez ITD do policji - dotyczą ich przecież takie same przepisy.

  • fordysta

    Oceniono 147 razy 111

    Głupota tego rządu - przerośniętego do monstrualnych rozmiarów - kwitnie. Wszak dziesiątki tysięcy zbędnych biurokratów muszą wymyślać sobie robotę. Ku szkodzeniu utrzymujących ich obywateli.

  • m33h0w

    Oceniono 115 razy 109

    Muszę przyznać, że Bareja był geniuszem. Przewidział jak będzie wyglądać rzeczywistość w kraju, gdy wreszcie Polacy sami zaczną sobą rządzić, bez wtrącania się ze strony obcego okupanta. Ten kolejny, kompletny absurd, tylko to potwierdza.

  • pondorondobendobendo

    Oceniono 109 razy 99

    Czekam na sytuacje kiedy rostowski obwieści zarządzenie, że mandat z karetki ma pokryć pacjent nią transportowany.

  • vethe

    Oceniono 83 razy 79

    Głupi buc. I właśnie tak działają wszystkie "służby", stworzone po to, by banda kolesi miała robotę. Teraz oczywiście musi zwiększyć zatrudnienie, bo nie nadąża z realizacją swoich kompetencji.

  • wacek-placek

    Oceniono 70 razy 64

    Powinni zlicytować pogotowie, zająć karetki i nic nie będzie jak mawiał Kononowicz.
    Chory kraj!!!

  • kobiszonisko

    Oceniono 59 razy 55

    grunt, ze połec i jego pracownicy przestrzegaja przepisy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane

Najnowsze informacje