Coraz więcej Brytyjczyków na kontraktach zerowych

09.04.2013 06:24
Urząd pracy

Urząd pracy (Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

Coraz więcej Brytyjczyków, również tych, którzy pracują w sektorze medycznym, placówkach oświatowych i w mediach, pracuje na kontraktach zerowych - wynika z przeglądu brytyjskiego rynku pracy. W ramach takich umów nie płaci się m.in. za urlopy.
Osobom zatrudnionym na kontraktach zerowych (ang. "zero hours") płaci się tylko za przepracowane godziny. Nie otrzymują one wynagrodzenia za przestoje, okresy urlopowe ani zwolnienia chorobowe. Nie mają też prawa do świadczeń ani odprawy w razie zwolnienia.

Tego rodzaju umowami posługuje się obecnie około jednej czwartej brytyjskich pracodawców, m.in. sieć handlu detalicznego Boots, kin Cineworld, Izba Lordów, prywatna sieć szpitali Bupa, publiczna służba zdrowia NHS i spółdzielnie świadczące usługi pogrzebowe.

Opinie o kontraktach zerowych są podzielone. Krytykuje się je za to, że umożliwiają pracodawcy instrumentalne podejście do pracownika. Z drugiej strony wskazuje się, że dla niektórych mogą być jedyną szansą utrzymania się na rynku pracy.

Liczba umów śmieciowych wzrosła o 25 proc.

O ile w przeszłości tego rodzaju umowy były ograniczone do prac niewymagających kwalifikacji, głównie w handlu detalicznym, hotelarstwie i cateringu, to ostatnie trendy sugerują, że są one coraz szerzej stosowane w innych sektorach usług, w tym w oświacie i służbie zdrowia.

Według oficjalnego przeglądu rynku pracy Labour Force Survey, który dostarcza w Wielkiej Brytanii informacji o warunkach pracy, zatrudnieniu i bezrobociu, liczba tego rodzaju umów w 2012 roku wzrosła średnio o 25 proc., zaś w ostatnich ośmiu latach o 150 proc.

Narodowy Urząd Statystyczny ONS wyliczył, że na koniec 2012 roku na zerowych kontraktach zatrudnionych było 200 tys. pracowników wobec 55 tys. w 2005 roku.

Na brytyjskim rynku pracy aktywnych jest ok. 30 mln pracowników.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (87)
Zaloguj się
  • amur-49

    Oceniono 1 raz 1

    Od kiedy padła "komuna" (do czego sam się też przyczyniłem), jestem niejako z natury propaństwowcem. Ale (wyjątkowo) w tej sprawie, żeby sprzed pazernych pysków współczesych "właścicieli niewolników" wydrzeć ich pieprzone umowy śmieciowe, gotów jestem wyjść na ulicę. Pod warunkiem jednak, że związkowe pasibrzuchy nie zrobią z tego jedynie przylepki podczas demonstracji o zachowanie przywilejów jakiejś mocnej grupy zawodowej, a tak się najczęściej dzieje. Wracając zaś do merituum: Rzekomą potrzebę umów śmieciowych tłumaczy się tym, że rezygnacja z nich spowoduje zwalnianie pracowników przez przedsiębiorców. To totalna bzdura ! Zapotrzebowanie na siłę roboczą jest funkcją popytu na produkty i usługi. Przedsiębiorca ma określoną pulę zamówień na swój produkt / usługę i zatrudnia tylu pracowników ilu przy stosowanej przezeń technologii jest do wykonania zamówień niezbędne. Ani o jednego więcej, ani o jednego mniej.

  • womana

    Oceniono 2 razy 2

    Duch Thatcher czuwa...

  • pierwszy_poruszyciel

    Oceniono 4 razy 2

    Znam kilka osób pracujących na tego typu umowach - za każdym razem jest to ich wybór. Zarabiają dużo więcej od pracowników zatrudnionych 'na etacie' ale muszą się liczyć z tym, że nie mają płacone za urlopy czy że mogą być zwolnieni z dnia na dzień. Moja firma zatrudnia ich sporo, przez agencję pracy. Ale to dotyczy specjalistów. Tam gdzie w grę wchodzą pracownicy zarabiający pensję minimalną, tam agencja zapewnia normalne umowy - z krótkim terminem wypowiedzenia, ale z urlopami etc. Nie słyszałam o nikim zarabiającym pensję minimalną zatrudnionym na taką umowę...

  • vidi12

    Oceniono 30 razy 26

    Rewolucja coraz bliżej. Będą gilotyny, szubienice... będzie sprawiedliwość !!!

  • rekin.finansjery

    Oceniono 9 razy 7

    Dzieci kochane, nie porownujcie brytyjskiego rynku pracy i brytyjskiej gospodarki z polskim, bo narazacie sie na smiesznosc.

  • nom2072

    Oceniono 12 razy 4

    Autor wie ze gdzies dzwony bija ale nie wie gdzie. Otoz moj znajomy pracuje w podobny sposob ale to nazywa sie self employment czyli sam tworzy sobie miejsce pracy (inaczej: samozatrudniony), oczywiscie stawka jest o wiele wyzsza niz gdybybyl zatrudniony przez firme na umowe o prace, np. mechanik samochodowy 18 funtow/h. ilosc godzin nieograniczona czyli robi ile chce ale nie mniej niz 8 godzin dziennie. Jest ubezpieczony jako ze sam oplaca cos w rodzaju Polskiego ZUS-u. Z ta roznica ze Polski ZUS kosztuje chyba cos 1000 PLN a w Anglii 2.8 funta tygodniowo. Urlop nie jest mu oplacany ale i tak jest zadowolony bo jest w stanie odkladac co roku na 1-2 miesieczne wakacje.

    Takze lepiej zeby autor sprawdzil to co pisze albo znow powiew nowej propagandy mowiacej o tym ze inni maja gorzej i trzeba sie cieszyc z umow smieciowych.

  • ciotka_ltd

    Oceniono 16 razy 2

    Gazeta ZNOW maci, i znow klamie, by porownac z soba nieporownywalne i Polaczkow-duraczkow oszukac, ze chodzi o to samo (kontrakty godzinowe to nie sa umowy smieciowe, jak bail nie jest wyjsciem za kaucja etc) W BUPA, w calym szkolnictwie i... Izbie Lordow (tudziez w radach nadzorczych spolek), a takze calej kupie innych firm i organizacji, bardzo oplaca sie pracowac na godziny, bo stawki zwykle b. wysokie. W tym systemie w BUPA pielegniarka z doswiadczeniem moze wyciagnac i 50 funtow na godzine, lekarz - kilkaset, chirurdzy plastyczni warci tysiace, nauczyciel szkoly sredniej i college'u - 150-180, wykladowca akademicki - minimum pare setek, a sa i tacy co maja...tysiace (np. Walesa, hehehe). Poprzegladajcie wy sobie oferty specjalistycznych agencji w UK, to polskie media przestana was dymac. A kuku!
    PS. Sa tu swiadkowie, ze raptem przedwczoraj do kogos mailowalam, ze w zwiazku z pewnymi planami marzy mi sie przejscie na uczelni z etatu na kontrakt godzinowy. Oby tylko uczelnia chciala...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje