Czy zabójca podrzucił nóż? Tajemnicza śmierć na Sadybie

07.04.2013 09:00
Policja

Policja (Fot. Jędrzej Wojnar/AG)

Policja wciąż nie wie, kto i dlaczego zabił emerytowanego lekarza w jego domu na warszawskiej Sadybie. Rany na ciele ofiary nie pasują do znalezionego na miejscu zbrodni ostrza noża.
70-letni Jerzy O., przed laty lekarz internista, od kilku miesięcy próbował sprzedać swój dom przy ul. Fucika na Sadybie. W piątek, 22 lutego umówił się z potencjalnym kupcem - tak przynajmniej powiedział żonie. Gdy długo nie wracał, zaniepokojeni bliscy zaczęli go szukać. Pasierbica emerytowanego lekarza znalazła jego zwłoki w domu, który miał zostać sprzedany.

Jerzemu O., jak wykazała sekcja zwłok, ktoś zadał kilkanaście ciosów ostrym narzędziem. - Na miejscu zbrodni znaleźliśmy nóż - mówi prok. Wojciech Sołdaczuk, wiceszef prowadzącej śledztwo prokuratury na Mokotowie. Na nożu były ślady krwi. Jest jednak niemal pewne, że nie tym narzędziem raniono lekarza. Ostrze "nie pasuje" bowiem do charakteru ran na ciele ofiary. Może więc doktor bronił się i ranił napastnika, a na nożu jest krew zabójcy? A może zabójca podrzucił inny nóż, z czyimiś odciskami palców, by zmylić trop? - Nie możemy tego wykluczyć - odpowiada prok. Sołdaczuk.

Śledczy od półtora miesiąca próbują dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się w domu przy ul. Fucika. Wiadomo jedynie, że do zbrodni doszło między godz. 17 a 20. Nic nie wskazuje na to, by O. miał jakieś konflikty czy nieporozumienia, które mogły być tłem zabójstwa.

Prokuratura zleciła już ekspertyzy dotyczące śladów biologicznych i daktyloskopijnych, które zostały znalezione w domu. Czeka też na wynik specjalistycznego badania, które na podstawie rozmieszczenia śladów krwi być może pozwoli odtworzyć, choćby częściowo, przebieg wydarzeń.

Tymczasem policja opublikowała komunikat, w którym prosi o kontakt osoby, które mogłyby jakoś pomóc w rozwiązaniu zagadki tej zbrodni. - Można kontaktować się z prowadzącymi śledztwo policjantami z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw (tel. 22 603 65 59) albo z najbliższą jednostką policji (997 lub 112) - mówi asp. Mariusz Mrozek, rzecznik Komendy Stołecznej Policji.

Policyjny komunikat jest lakoniczny, ponieważ wdowa po zmarłym lekarzu nie zgodziła się na publikację w mediach jego wizerunku ani nazwiska.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Komentarze (14)
Zaloguj się
  • cierpkiewino

    Oceniono 5 razy 1

    A może doktor zastał dzikiego lokatora...?

  • stachkaz47

    Oceniono 21 razy 17

    Gdy nikt nie ma zamiaru złapać sprawców to tak wygląda
    tempo śledztwa.

  • bupu

    Oceniono 20 razy 14

    Zaraz, półtora miecha minęło, a oni jeszcze nawet wyników daktyloskopijnych nie mają? Znaczy co, na piechotę przeglądają w laboratorium te odciski? Lupa w jedną łapę, wielgachny stos akt w drug a i jadymy? Bo inaczej tego nie potrafię wyjaśnić.

    Druga rzecz: znaleziony nóż "prawie na pewno" nie był narzędziem zbrodni. Znowu czegoś nie rozumiem. Przyszedł stosowny fachowiec i zbadał ostrze oraz rany, czy na zlecenie takiego badania prokuratura jeszcze nie wpadła?

  • strongnuklear

    Oceniono 27 razy -11

    Zabili go bo chate chcial sprzedac bez posrednika,PO.

  • szabepio

    Oceniono 26 razy 10

    A może rodzina nie chciała żeby dziadek sprzedał domek a kasę wydał. Woleli poczekać na spadek, choć dziadek cieszył się dobrym zdrowiem a oni nie byli cierpliwi...

  • nickodem2

    Oceniono 32 razy 12

    Coś mi mówi, że wnuczkowi bardzo się podobał dom dziadka...

  • maz9

    Oceniono 26 razy 18

    Jaką korzyść miał zabójca?
    Przecież nie zabrał ze sobą domu.
    To może jakieś porachunki rodzinne?

  • cleryka

    Oceniono 49 razy 43

    W jaki sposób umówił się z owym klientem? Telefonicznie chyba...jakie to proste,aby sprawdzić bilingi.Przeszło miesiąc trwaja badania daktyloskopijne?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje