Urząd pracy zapewnia szkolenia? Tylko tym, którzy mają już pracę

27.03.2013 06:17
Dlaczego urząd wysyła na szkolenie tylko tych, którzy znaleźli pracodawcę? - docieka "Gazeta Wyborcza". Z założenia powinno być odwrotnie: osoba bezrobotna zdobywa nowe kwalifikacje, by łatwiej znaleźć pracę. Tymczasem urzędy często wymagają promesy zatrudnienia.
Sprawę szkoleń reguluje ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. W jednym z punktów jest mowa o szkoleniach indywidualnych: starosta może skierować na szkolenie bezrobotnego, jeżeli ten uzasadni jego celowość, a koszt nie przekroczy 300 proc. przeciętnego wynagrodzenia.

Właśnie ową "celowość" urzędy rozumieją na różne sposoby. Większość z nich domaga się promesy zatrudnienia lub biznesplanu własnej działalności. Dlaczego tak się dzieje? - Rozlicza nas ministerstwo. Musimy udowodnić, że wydajemy pieniądze efektywnie - wyjaśnia "GW" Hanna Pawlak-Kornacka, dyrektorka Powiatowego Urzędu Pracy w Ostrowie Wielkopolskim.

Co na to ministerstwo? Jego pracownicy przyznają, że wiedzą o żądaniach promes zatrudnienia. Tłumaczą jednak, że "w sytuacji gdy pula środków nie starcza na zaspokojenie potrzeb wszystkich chętnych (a jest to dość powszechne), urzędy zmuszone są do ustalania dodatkowych kryteriów doboru kandydatów".

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

Zobacz także
Komentarze (38)
Zaloguj się
  • osiedlowy85

    0

    Indywidualnie na szkolenie nie ma co liczyć, za to na grupowe (największa pomyłka) to wysyłają jak leci. Co roku na to samo, gdzie już jest nadmiar "fachowców". UP PSUJĄ RYNEK PRACY, zamiast go naprawiać !

  • moro01

    Oceniono 3 razy 1

    Bezrobocie żąda dokumentów potwierdzających zatrudnienie bo inaczej nie przysługują ci prawa bezrobotnego.
    To jest ku... państwo jebanego tuskodebila. Nie dość że już chyba 30 % siedzi za granicami bo zameldowanych tu a pracujących za granicami a znam takich kilku nie można liczyć do naszych pracowników czy bezrobotnych to jeszcze nie potrafią barany wygospodarować nędznych środków na gó...ane szkolenia psa warte ale na kilkadziesiąt tysięcy premii dla urzędasa to jest natychmiast. Wypie...ć trzeba tych sku...synów siłą ze stołków i powołać PiS do władzy choćby po to by rozliczyli tych śmieci pełowskich ze złodziejstwa i żeby te mendy już miały odciętą drogę do koryta żeby nie było jak po 89 kiedy zamiast rozliczać komuchów , zostawiło się ich a te ku... wepchały się z powrotem na różne stołki mniej lub bardziej widoczne i mamy to co mamy czyli całkowity demontaż kraju i wysyłanie już przez złodziejstwo głodnych dzieciaków na nasypy żeby sobie szczawiu poskubały jak owce.

  • outlaw75

    Oceniono 2 razy 2

    Poprosimy także o odpowiedź na pytanie dlaczego bezrobotny nauczyciel lub absolwent bez tzw. przygotowania pedagogicznego, by szybciej pracę znaleźć nie może skończyć tzw. kursu kwalifikacyjnego, do którego ma prawo pracujący nauczyciel również bez przygotowania (często o niższych kwalifikacjach niż ten poszukujący, bo w polskim systemie oświaty dyskryminuje się obecnie ludzi z doktoratami, chętnie zatrudnia z licencjatami, co pokazała ostatnio kontrola NIK,). Kurs kwalifikacyjny, do którego odbycia prawo ma wyłącznie zatrudniony w szkole nauczyciel, jest kilka razy tańszy, trwa maksymalnie 10 mies., a nie półtora roku lub dwa, i zwykle, co najważniejsze, funduje go dyrektor. Często ma czysto umowną, fikcyjną formułę tzn. nie trzeba chodzić, zdawać, zadawać sobie trudu, byle dyrektor zapłacił. Daje identyczne uprawnienia co studia podyplomowe. Czyż to nie jest jawna forma dyskryminacji ludzi, którzy nie dość, że żadnej pracy nie mają, to w porównaniu z tymi, którzy ją już mają (i którzy często zdobyli ją wcale nie dzięki lepszemu wykształceniu, co akurat w oświacie powinno być świętym prawem...) muszą ponosić znacznie wyższe nakłady (czasowe, finansowe, zaangażowania), by zdobyć identyczne uprawnienia? Pytanie retoryczne: po co organizowane są kosztowne studia podyplomowe, na które skazani są zdesperowani bezrobotni, na ogół młodzi, chcący zacząć myśleć o pracy w szkolnictwie. I kto ma w takim dyskryminowaniu ludzi bez pracy ma interes. Odpowiedź: organizatorzy kosztownych studiów, które jakoś dziwnie nie są refundowane przez Urzędy Pracy.

  • remo29

    Oceniono 5 razy 5

    Urząd pracy to takie miejsce gdzie pracują urzędnicy, więc nie wiem czego tam szukają bezrobotni.
    --
    parada karzełków

  • drattewka

    Oceniono 3 razy 3

    A dlaczego "uwiąd pracy" nie przebada potrzeb rynku pracy (np. ankiety do pracodawców lub coś w tym stylu), a potem zorganizuje odpowiednie szkolenia. Operatywny pracodawca może przeszkolić za nasze pieniądze paru znajomków, jeżeli są jakieś atrakcyjne kursy. Podpisze lipną umowę, którą "wygaśnie" za dwa tygodnie i tyle. Jeżeli pracodawca naprawdę potrzebuje konkretnego pracownika, to go znajdzie albo przeszkoli sam, a nie będzie czekał na jakichś "kursantów". A tak to tylko takie "przelewanie kasy" z budżetu do zaprzyjaźnionych firm szkoleniowych.

  • nick_do_komentarzy

    Oceniono 4 razy 2

    Przy obecnej technologii PUPy to przeżytek, powinno się dawno temu zlikwidować. Ostatnio pani z PUPu oznajmniła, że oni są od szukania pracy, a od aktywizacji zawodowej. Taki państwowy coaching.

    To co się oferuje w tych urzędach to oferty pracy dla ludzi kompletnie niezaradnych.

  • szary_user

    Oceniono 8 razy 8

    Mogliście przy okazji dodać, że aby dostać się na taki kurs trzeba jeszcze mieć mamusię w urzędzie, bo najpierw upychają swoich a potem dopiero "chętnych".

  • y0rg

    Oceniono 8 razy 6

    temat prosty jak drut - wszyscy ci , którzy znajda pracę sami , działają na statystykę UP, jako efekt jego działalności i skuteczności

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje